Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,77

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 121
Średnia: 7,12
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ride Back

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ライドバック
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Policja/oddziały specjalne, Przestępcy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Niedoszła primabalerina odkrywa niezwykły klub motocyklowy… A miało być tak pięknie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Rin Ogata miała zamiar iść w ślady swojej zmarłej matki i zostać sławną baletnicą. Obiecującą karierę przerywa jej niespodziewana kontuzja. Niemal pewne jest, że dziewczyna nie powróci już do ukochanego tańca. Tymczasem Rin kończy liceum i dostaje się na uniwersytet, gdzie przypadkiem trafia na niezwykły klub. Jego członkowie jeżdżą na maszynach, zwanych Rideback – połączeniu motocykla i mecha. Bohaterka ma okazję przejechać się jednym z nich i odkrywa swoją nową pasję. Okazuje się, że to, czego nauczyła się na lekcjach baletu, bardzo pomaga jej w prowadzeniu Rideback. Zaczyna się nowy rozdział w życiu Rin, która będzie miała okazję poznać wielu nowych ludzi. Nie wie jednak, że te zainteresowania sprowadzą również nieoczekiwane kłopoty.

Ride Back było jednym z tych anime, na które czekałam z niecierpliwością. Wydawało mi się, że będzie to jedna z ciekawszych serii sezonu zimowego 2009. Trudno powiedzieć, czego się spodziewałam. Mogę jednak z całą pewnością stwierdzić, iż to, co dostałam, nie spełniło w pełni moich oczekiwań. Z początku wyglądało to jak anime sportowe, których powstaje niewiele (opowiadające o motocyklach). Wydało mi się to trochę dziwne, bo już na wstępie zasygnalizowano, że akcja rozgrywa się w czasach politycznie niestabilnych, a Japonią rządzi organizacja militarna, zwana GGP. Kolejne odcinki poszły właśnie tym tropem, ukazując zmagania ludzi z wojskowym reżimem. We wszystko wplątana jest oczywiście główna bohaterka. Nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń, gdyby nie fakt, że przedstawiona wizja rzeczywistości jest niespójna. Nie dowiadujemy się, jak i dlaczego GGP przejęło władzę, jakie są ich stosunki z rządem Japonii i co tak naprawdę im wolno. W krótkiej serii skupiono się jedynie na ogólnym zarysie świata, zupełnie zapominając o istotnych szczegółach, przez co scenariusz wydaje się dziurawy jak sito. Brakuje tu wyjaśnienia podstawowych kwestii, a mętne tłumaczenia i „subtelne” wskazówki zdecydowanie nie wystarczają. Podejrzewam, że tajemniczość nie jest celowa, a wynika z braku pomysłu na uzasadnienie opisanego stanu rzeczy. Natomiast to, czego się dowiadujemy, nie wystarczy, aby samemu ułożyć wszystko w sensowny obraz. Tak więc wiarygodność polityczną mamy z głowy. Z Ride Back jest podobnie jak z Toshokan Sensou, tyle że tej drugiej serii łatwiej przebaczyć oczywiste braki, a w tym przypadku trudno wytłumaczyć większość zdarzeń.

Ta dwunastoodcinkowa seria jest ekranizacją dziesięciotomowej mangi pod tym samym tytułem. Co prawda nie miałam okazji przeczytać pierwowzoru w całości, jednak udało mi się dowiedzieć, że na ekran przeniesiono zaledwie połowę dostępnego materiału, pomijając sporo faktów i szczegółów. Do końca nie wiem, jak istotne były to rzeczy, lecz wydaje mi się, że jest to główna przyczyna, dla której seria jako całość wypada nieszczególnie. Nie pogłębiono żadnego z przedstawionych wątków (a trochę ich jednak jest), skupiając się jedynie na ogólnym przedstawieniu akcji. Zaowocowało to również przyspieszonym zakończeniem, które zamknęło całość, ale nie w zadowalający sposób. Po prostu ucięto wszystkie wątki jedną z kosmosu wziętą decyzją. Jest to o tyle dziwne, że materiału zawartego w mandze starczyłoby na kolejne dwanaście odcinków, a całość była praktycznie ukończona. Studio Madhouse wykonało identyczny zabieg, jak w przypadku wcześniej ekranizowanej Kurozuki. Tytuł również miał dziesięć tomów, wyrzucono jednak większość bohaterów i wątków, pozostawiając tylko szkielet. Wydaje mi się, iż różnica polega na tym, że Ride Back mimo niespójności w świecie przedstawionym miał o wiele więcej do zaoferowania. Anime jednak stanowi mieszankę pomysłów, których nie udało się umiejętnie rozplanować, przez co panuje bałagan, a całość wydaje się wybrakowana. Jedynym w miarę dobrze poprowadzonym wątkiem jest sama historia głównej bohaterki, która jako jedyna ze wszystkich wydaje się w miarę poukładana i doprowadzona do jakiegoś sensownego końca (historia, nie bohaterka), a coś takiego jak walka z systemem czy zawody to nieistotny dodatek.

Wszystko kręci się wokół protagonistki i poszczególne wątki są na pierwszym planie tylko, gdy zaangażowana jest w nie Rin, dlatego to ją widzowie mają okazję poznać najlepiej. To właśnie ona i nadzieja na chociaż odrobinę sensowne zakończenie trzymały mnie przy tej serii. Od wielu pozostałych postaci, występujących w dramatach, dziewczyna różni się brakiem tragicznej przeszłości, która oddziaływałaby na nią w jakikolwiek istotny sposób. Można powiedzieć, że jest normalną dziewczyną. Oczywiście do czasu, ale jednak. Jest bardzo sympatyczna, pogodna i wytrwała, ale jednocześnie impulsywna i naiwna, przez co często pakuje się w kłopoty. Pisząc „naiwna”, nie mam jednak na myśli tego, co często irytuje u niektórych postaci, a raczej brak życiowego doświadczenia. Rin przeżywa różne chwile; od szczęśliwych po tragiczne. Wszystkie one mają na nią wpływ i kształtują jej charakter, ale nie wywołują drastycznych zmian w psychice. Przez cały czas bohaterka pozostaje niezwykle wiarygodna i naturalna (może pomijając samo zakończenie…), co daje dodatkowy powód, żeby poczuć do niej sympatię. Co najważniejsze: Rin daje się polubić. Widz nie jest zmuszony do sztucznego współczucia czy uwielbienia. Bohaterka ma również wady, a co ciekawe, sama je w sobie dostrzega. Popełnia też błędy, czasem zupełnie głupie i niepotrzebne, ale mają one swoje konsekwencje, pozwalając jej wyciągnąć jakieś wnioski. W gruncie rzeczy jest tylko młodą dziewczyną wciągniętą w coś, co nigdy nie powinno było jej spotkać.

W anime występują też inni bohaterowie, ale tak właściwie niczego konkretnego się o nich nie dowiadujemy. Członkowie klubu to grupka sympatycznych, mniej lub bardziej schematycznych studentów, których połączyła wspólna pasja. Spośród nich wyróżnia się o wiele od nich starszy małomówny założyciel klubu, Okakura, oraz utalentowana zawodniczka, Tamayo. Swoje pięć minut mają również koleżanki Rin, Shouko i Suzuri. Jedna z nich to przyjaciółka głównej bohaterki jeszcze z dzieciństwa, a druga to jej wielka fanka. O ile pierwsza dwójka ma predyspozycje do jakichś większych ról (których zresztą nie dostają), to reszta wypada przeciętnie. Podobnie jak inni pojawiający się na ekranie bohaterowie, mają potencjał, jednak nie poświęcono im dostatecznej uwagi, aby rozwinęli się w ciekawszy sposób. Z jednej strony szkoda w ich przypadku zmarnowanej szansy, a z drugiej, biorąc pod uwagę długość serii, dobrze, że chociaż osobowość Rin została w miarę wyraziście przedstawiona. Umożliwia to śledzenie akcji i wczucie się w sytuację głównej bohaterki. Nie zabrakło oczywiście czarnego charakteru, którym właściwie jest całe GGP. Jasno pokazuje się widzom, kto jest tak naprawdę zły i niesprawiedliwy. O człowieku, który pociąga za wszystkie sznurki w tej organizacji, dowiadujemy się stosunkowo niewiele. Pragnie on utrzymać się za wszelką cenę przy władzy, ale nie przejawia żadnego głębszego charakteru, co sprawia, że jest postacią całkowicie nijaką i obojętną. Nie jest chyba nawet dostatecznie zły. Jest jeszcze ktoś, o kim jednak nie mogę zbyt wiele napisać, ale z jego pojawieniem się wiązałam naprawdę duże nadzieje. Niestety, podobnie jak inni, również i ten bohater został potraktowany po macoszemu i zabrakło czegoś w jego charakterze.

Dla odmiany będę zachwycać się grafiką. Pod tym względem nie mam studiu Madhouse absolutnie nic do zarzucenia. Projekty postaci są podobne do swoich pierwowzorów, ale prezentują się lepiej. Kreska nie jest szczególnie wyszukana, ale charakterystyczna. Bohaterowie wyglądają w miarę naturalnie i, co najważniejsze, nie są kolejnymi klonami znanych typów. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała, były kreski na policzkach (zastępujące rumieńce) przedstawicielek płci żeńskiej. Wyglądały one zwyczajnie źle i psuły ogólne wrażenie. Szkoda też, że Rin tak rzadko się przebierała. Pod tym względem już lepiej wypada Shouko, ale większość bohaterów ma tzw. nieśmiertelne ubrania. Warto zwrócić uwagę na prześliczne i niezwykle szczegółowe tła, które nie tylko stanowią „cukierek dla oka”, ale też informują widza o zmieniających się porach roku. Możemy podziwiać kwitnące wiśnie, drzewa latem i jesienią, doczekamy też razem z bohaterami do pierwszego śniegu. Dlatego zarzuty względem pierwszych odcinków i tego, że główna bohaterka tak nagle zaczyna świetnie jeździć są bezpodstawne (no, prawie…). Szczególnie zachwyciły mnie niezwykle pomysłowe projekty maszyn. Rideback to swoiste połączenie motocykla z robotem – mają oryginalny wygląd i funkcję (m.in. możliwość jazdy na dwóch kołach), wyposażone są w oprogramowanie i (jeśli wierzyć twórcom) można na nich wykonywać niezwykłe akrobacje. Te w wykonaniu Rin są zdecydowanie widowiskowe i dobrze zrobione, ale trudno uwierzyć, żeby coś takiego było możliwe (z normalnym motocyklem owszem, ale raczej nie z takim). Przeznaczenie tych maszyn jest bardzo różne – od wyścigów po sprawny transport w walce (z tym drugim trudno się zgodzić). Niezależnie od wiarygodności przedstawionych tutaj zastosowań, ich projekt jest bardzo ciekawy i oryginalny, a co najważniejsze, nie wszystkie są identyczne. Zostały wykonane w grafice komputerowej, ale jej jakość prezentuje tak wysoki poziom, że nie ma na co narzekać (przede wszystkim doskonale wpasowuje się w tradycyjną animację – przykładem może być czołówka, w której Rin jedzie właśnie na Ridebacku). Sama animacja jest bardzo płynna i sprawia naprawdę dobre wrażenie.

Serii towarzyszą głównie spokojne i ciche utwory instrumentalne. Możemy usłyszeć fortepian i skrzypce, gdzieniegdzie gitarę oraz inne instrumenty. W bardziej dynamicznych scenach pojawia się również podkład elektroniczny. Na uwagę zdecydowanie zasługują obie piosenki towarzyszące serii. Niezwykle energiczny i oryginalny kawałek Rideback (śpiewany po angielsku, niestety trudno jest cokolwiek zrozumieć) w wykonaniu Mell znakomicie wpasowuje się w klimat anime. Osobiście jednak polecam opening w wersji japońskiej. Tekst różni się odrobinę, ale zdecydowanie lepiej brzmi. Do piosenki towarzyszącej napisom końcowym nie mam żadnych zastrzeżeń – klimatyczna i spokojniejsza niż Rideback, również ma w sobie coś, co nie pozwala przestać jej słuchać. Wykonuje ją koreańska piosenkarka, Younha, która ma bardzo charakterystyczny głos i bardzo dobrze śpiewa w języku japońskim (Kioku to japońska wersja jej piosenki pt. Gieok). Głównej bohaterce głosu użyczyła Nana Mizuki, która równolegle grała rolę Riny Ogaty w White Album (ciekawy przypadek, prawda?). Świetnie podkreśla ona charakter Rin i jest to kolejna dobra rola w jej bogatym dorobku. Pojawiają się również inne znane nazwiska, takie jak Romi Paku, Shinichiro Miki, Toshiyuki Morikawa, Hidenobu Kiuchi czy Sanae Kobayashi. Nie zawiedli, aczkolwiek nie mieli zbyt wiele czasu ekranowego.

Abstrahując od scenariusza, bohaterów i oprawy technicznej, muszę przyznać, że serię oglądało mi się dobrze. W większości nie spełniła ona moich oczekiwań, ale jednak pozostawiła po sobie miłe wrażenie. Nagromadzenie wątków i niezdecydowanie twórców sprawia, że trudno zaklasyfikować ją gatunkowo, a co dopiero polecić określonej grupie widzów. Mimo wielu niedopowiedzeń i dziur fabułę śledziłam z zainteresowaniem, nawet domyślając się po części, że raczej nie dostanę tego, czego oczekiwałam. Jeżeli ktoś nie zwraca zbytniej uwagi na realia świata przedstawionego, który jest wyraźnie niespójny i w którym brakuje oczywistych wyjaśnień, może sięgnąć po Ride Back. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że późniejsza tematyka jest dość poważna i przygnębiająca, całość jest lekka i powinna być strawna dla tych, którzy oczekują rozrywki. Na pewno dużą rolę odgrywa tu postać głównej bohaterki, będącej motorem napędowym całej akcji i stanowiącej oś wydarzeń. Wszystko zależy od tego czy widz ją polubi, bo jeśli nie, to nie ma sensu kontynuować seansu, gdyż fabuła skupia się wyłącznie na niej. Jak już wspominałam, są inne wątki, ale one stanowią tylko ozdobę. Sięgając po to anime, należy pamiętać, że nie jest to produkcja udana i pozbawiona wad. Wręcz przeciwnie, wszystkie defekty są bardzo widoczne i mogą zniechęcić do oglądania. Bądź co bądź, seria ma jednak w sobie to coś, co sprawiło, że z przyjemnością obejrzałam wszystkie dwanaście odcinków. Czy warto? Oceńcie to sami, Drodzy Czytelnicy.

Enevi, 19 kwietnia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Tetsurou Kasahara
Projekt: Satoshi Tasaki
Reżyser: Atsushi Takahashi
Scenariusz: Hideo Takayashiki
Muzyka: Takafumi Wada