Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Podlaski Festiwal Anime 6 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 9/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 14 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,71

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 366
Średnia: 7,34
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Toaru Kagaku no Railgun

zrzutka

Spin­‑off znakomitego Toaru Majutsu no Index. Rodzi się więc pytanie – jak seria wypada w odniesieniu do oryginału?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Toaru Majutsu no Index było w mojej opinii jedną z najlepszych serii przełomu 2008 i 2009 roku, Mikoto Misaka zaś jedną z moich ulubionych postaci w niej przedstawionych. Czy można się więc dziwić, że gdy zapowiedziano spin­‑off, mający w całości koncentrować się na jej przygodach, oczekiwałem go z niecierpliwością? Niestety, jak się okazało, liczyłem na zbyt wiele. Toaru Kagaku no Railgun to nawet niezłe anime, jednak pod każdym względem słabsze od swej poprzedniczki. Za to jest w niej na pewno więcej dwóch elementów: moé i fanserwisu. Przyjrzyjmy się zatem dokładniej opisywanej serii.

Historia przedstawiona w Toaru Kagaku no Railgun rozpoczyna się w nie do końca sprecyzowanym względem pierwszej serii momencie. Posiadamy jednak pewne wskazówki, umożliwiające nam przybliżone umieszczenie wydarzeń w stosunku do linii czasowej Toaru Majutsu no Index. Przede wszystkim, wyraźnie jest to okres poprzedzający otwierającą Toaru Majutsu no Index scenę na moście i późniejsze spotkanie Toumy Kamijou z Index, natomiast już po poznaniu przez niego Misaki. Ponieważ historie w obydwu anime przebiegają równolegle, w pewnym momencie zaś powinny zacząć się intensywnie zazębiać, umiejscowienie w czasie Toaru Kagaku no Railgun musiało stanowić duże wyzwanie dla twórców. O tym, jak sobie z tym poradzili napiszę jednak za chwilę.

Już na samym początku możemy odczuć, że historia będzie opowiedziana z nieco innej perspektywy, ponieważ tym razem nie podążamy bowiem śladami biednego, pechowego licealisty, nieposiadającego (pozornie) niezwykłych mocy. Touma, jako osoba oficjalnie bez nadnaturalnych zdolności (co w mieście esperów, czyli ludzi obdarzonych supermocami, oznacza niską pozycję społeczną), nie zwracał szczególnie na siebie uwagi. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z Misaką. Nie dość, że nosi ona mundurek jednej z najbardziej elitarnych szkół w mieście, to jeszcze jest uznawana za trzeciego pod względem siły espera oraz jedną z zaledwie siedmiu osób, które w klasyfikacji poziomu mocy otrzymały najwyższą, piątą rangę. Jej zdolności obejmują szeroko pojętą manipulację elektrycznością i magnetyzmem, tytuł serii pochodzi zaś od jej pseudonimu Railgun, który uzyskała dzięki swej pokazowej zdolności, czyli umiejętności przyspieszania i wystrzeliwania z niesamowitą prędkością dowolnych przedmiotów (zazwyczaj stosuje do tego monety) przez odpowiednią aplikację pola elektromagnetycznego. Choć oczywiście nie każdy pozna ją z twarzy, to mundurek, nazwisko i przede wszystkim pseudonim kojarzy niemalże każdy mieszkaniec Academy City – gigantycznej enklawy nauki, stanowiącej miejsce akcji naszej opowieści. Na szczęście, naszej bohaterce woda sodowa nie uderzyła do głowy. Pomimo swoich mocy i pozycji, pozostaje ona sympatyczną i wesołą dziewczyną. Niektóre koleżanki uznają ją jednak za nieco dziecinną i za mało kobiecą, bo w końcu jak będąc w liceum można kolekcjonować wszystko, co jest związane z żabopodobną maskotką „Gekotą” i nosić szorty pod spódniczką, by (bez obawy o wiadome efekty wizualne) móc kogoś solidnie kopnąć? Takie połączenie sprawia, że prawie każdy fan japońskiej animacji byłby zapewne gotowy wrzucić taką postać do odpowiedniej szufladki – i tak, miałby rację. Misaka stanowi jeden z bardziej standardowych przykładów postaci typu tsundere spośród ukazujących się ostatnio anime, ale równocześnie jeden z najsympatyczniejszych.

Mikoto w serii partnerują trzy koleżanki, z których jedną, czyli Kuroko Shirai, widzowie mogą kojarzyć z serii Index. Niewiele zmieniło się w jej charakterze od tamtego czasu – nadal pozostaje przemądrzałą i złośliwą osóbką, zakochaną (a przynajmniej sama tak twierdzi) w bynajmniej nie odwzajemniającej jej uczuć Misace. Ciągłe zaloty, próby uwodzenia, najczęściej zaś obmacywania, wywołują jedynie irytację popędliwej głównej bohaterki i zazwyczaj nie kończą się dobrze. Nawet przypalenie namolnej adoratorki przy pomocy dobrze wymierzonego ładunku elektrycznego nie zniechęca jej w najmniejszym stopniu. Kuroko jest członkinią jednej ze służb porządkowych miasta – Judgment – składającej się przede wszystkim ze studentów­‑ochotników. Stara się trzymać cywilów z dala od swojej pracy, ale w przypadku Mikoto te działania okazują się częstokroć bezowocne. Kolejna bohaterka to Kazari Uiharu – młodsza partnerka Shirai w Judgment, o niewielkiej mocy, lecz za to z prawdziwym talentem do wyszukiwania informacji i posługiwania się komputerami. Nieśmiała i delikatna, zawsze nosząca na głowie wianek z kwiatów, pozostaje zazwyczaj w cieniu pozostałych dziewcząt, jednak jako naprawdę dobra przyjaciółka stanowi prawdziwe wsparcie moralne i źródło informacji dla pozostałych osób. Ostatnią postacią pierwszoplanową jest Ruiko Saten, koleżanka Uiharu z klasy. Na pozór niezwykle wesoła i lekkoduszna, ale w rzeczywistości skrywa kompleksy na punkcie braku mocy esperskich, a prawdopodobnie nawet potencjału do ich rozwinięcia.

Niestety, mimo ciekawych założeń i sympatycznego grona głównych bohaterek serii, czegoś brakuje w tym elemencie. Podstawowym problemem jest charakter Misaki – tsundere to typ postaci, która naprawdę potrzebuje partnera (bądź partnerki), by w pełni błyszczeć. Rolę tę, pełnioną w Toaru Majutsu no Index przez Toumę, opisywane anime stara się przerzucić na Kuroko. Ta jednak, mimo najlepszych chęci twórców, sprawdza się w tej roli jedynie na krótką metę. Później staje się nudna, a nawet lekko irytująca ze swoją ciągłą obsesją i powtarzającymi się próbami uwiedzenia Mikoto. Efektem tego jest sytuacja, w której nawet osoby niecierpiące bohatera serii Index, mają szansę zachwycić się kilkoma króciutkimi scenkami, w których spotyka się z Railgun.

Drugim problemem z postaciami jest osoba Saten. O ile Uiharu pomimo braku mocy ma znaczenie dla fabuły i historii, o tyle Ruiko jest w zasadzie zbędna, a nawet można uznać ją za dodatkowy „bagaż” serii. Jej rola ogranicza się zazwyczaj do stania z boku lub pakowania się w kłopoty, jakby sugerując nam nieprzydatność osób nieposiadających specjalnych mocy. Stanowi to prawdziwy krok wstecz w stosunku do oryginalnej serii, gdzie to nie niezwykłe zdolności, a umiejętność szybkiego i logicznego myślenia pozwalały głównemu bohaterowi odnosić sukcesy. Saten mogła pełnić rolę głosu rozsądku i uzupełniać drużynę nawet bez supermocy. Niestety, możliwość taka została zmarnowana i otrzymaliśmy jedynie namiastkę ciekawej postaci.

Z drugiej jednak strony, nie można mówić jedynie o wadach. Owszem, seria jest znacznie słabsza, a postacie bardziej jednowymiarowe niż w Toaru Majutsu no Index, lecz mimo wszystko ciężko nie polubić naszych bohaterek. Są one sympatyczne i interesujące, mają swoje problemy i przemyślenia, a także nie raz i nie dwa demonstrują nam, że naprawdę znają znaczenie słowa przyjaźń. Obserwując je zarówno podczas przygód, jak i w codziennym życiu naprawdę łatwo zrozumieć ich sytuację.

Niestety stwierdzenie o „codziennym życiu” nieubłaganie zbliża nas do najsłabszego punktu całej serii – fabuły. Otóż tak naprawdę najchętniej wystawiłbym dwie całkiem niezależne oceny za fabułę – za pierwsze kilkanaście odcinków do zakończenia głównego wątku oraz za pozostałą, składającą się z wypełniaczy część. Dla osób zainteresowanych oceny te zapewne wynosiłyby w przybliżeniu 7 oraz 3.

Cóż więc takiego dzieje się w naszej historii? Rośnie fala przestępstw popełnianych przez młodocianych, rozgoryczonych esperów, niezdolnych do podniesienia swych mocy powyżej pewnego (zwykle niskiego) poziomu. Z drugiej strony wielu z nich prezentuje zdolności znacznie powyżej swojej klasyfikacji, chociaż zgodnie z wielką, uniwersalną bazą danych nie powinni przejawiać jakichkolwiek postępów. To z kolei prowadzi do pojawienia się plotek o istnieniu tajemniczego „Level Upper”, niezwykłego urządzenia zdolnego trwale zwiększyć poziom mocy espera. Czy w tej miejskiej legendzie tkwi ziarno prawdy? Czy Level Upper istnieje, a jeśli tak – czym jest i skąd się wziął? Nasze bohaterki bardzo angażują się w sprawę, szczególnie Misaka, która doszła do swojego niezwykle wysokiego poziomu ciężką pracą, pnąc się ku górze niemalże od zera – a tym samym całą sytuację traktuje bardzo osobiście.

Historia nabiera tempa, wydarzenia zmierzają do epickiego i niespodziewanego finału – w mniej więcej połowie serii. W momencie zakończenia tego wątku byłem naprawdę oczarowany serią i z niecierpliwością oczekiwałem ekranizacji dalszego ciągu wydarzeń (należy tu wspomnieć, że pierwsza część historii zgadza się całkowicie z mangą, która w chwili obecnej zmierza już ku finałowi kolejnego wątku fabularnego). Pierwsze odcinki wypełniaczowe przyjąłem ze zrozumieniem – twórcy chcą nabrać oddechu i zwolnić na chwilę tempo, myślałem. Jakże byłem naiwny… Owo „nabieranie oddechu” zmieniło się bowiem w kilkanaście odcinków całkowicie niezwiązanych ze znanym z mangi ciągiem dalszym. Historie te są dokładnie tym, co zwykle pojawia się w tasiemcowych seriach, gdy ich twórcy rozpaczliwie czekają na nowy materiał od autora lub chcą dokręcić kilka dodatkowych odcinków. Tutaj co prawda scenariusz napisał autor oryginału, jednak niestety niewiele to zmienia. Owszem, wypełniacze w rozsądnej ilości mogą być nawet przyjemne, ale nie wtedy, gdy stanowią one całość drugiej połowy dwudziestoczteroodcinkowej serii!

Co gorsza większość z nich ma tak naprawdę niewiele wspólnego z gatunkiem, jakim w założeniach ma być Toaru Kagaku no Railgun. Zamiast oczekiwanych, wypełnionych akcją przygód posiadających nadludzkie moce esperek, otrzymujemy… No właśnie, co? Tak naprawdę prawie że „okruchy życia”. Momentami nachodziła mnie ochota, by wnioskować o taki wyróżnik dla serii… A to bohaterki idą pozować do zdjęć reklamujących kostiumy kąpielowe, a to z kolei pomagają w sierocińcu, czy też organizują festyn szkolny. Owszem, teoretycznie druga część serii jakąś fabułę niby ma, lecz naprawdę niewiele by się zmieniło, gdyby Misaka nie była jedną z najpotężniejszych osób o nadnaturalnej mocy w całym mieście, a zwykłą nastolatką bez jakichkolwiek niezwykłych zdolności. Z kolei te nieliczne momenty, gdy coś się w końcu na ekranie dzieje, są tak przewidywalne i stereotypowe, że niemal natychmiast można odgadnąć dalszy ciąg akcji. Gdzie te zaskakujące chwile z Toaru Majutsu no Index, gdy pomysłowość bohatera podsuwała mu rozwiązanie, o którym czasami nie pomyśleli doświadczeni w gatunku widzowie?

Cóż, najwyraźniej twórcy stwierdzili, że od ciekawej fabuły ważniejsze jest pokazanie głównej bohaterki w stroju meido albo w kostiumie kąpielowym. Fanserwisu jest tu dużo więcej niż w głównej serii. Co prawda przykładowo akcenty yuri w wykonaniu Kuroko i niechętnej Misaki można potraktować z przymrużeniem oka, ale ze względu na natężenie po pewnym czasie zaczynają drażnić. Trudno powiedzieć, w którym momencie została przekroczona granica żartu, lecz jednak co za dużo, to niezdrowo. Jednak prawdziwym problemem nie są klasyczne pokazy majtek (chociaż kostiumy kąpielowe mają własny odcinek, a znajdzie się też sporo ujęć w miejscach takich jak publiczna łaźnia, pod prysznicami czy w wannie), a szykowanie serii tak, by zadowolić każdego. Wiem, że brzmi to cokolwiek dziwnie. Niby taki powinien być cel każdej produkcji, ale właśnie wprowadzanie różnych elementów na siłę potrafi bardzo zepsuć produkt. Do Toaru Kagaku no Railgun wrzucono stanowczo za wiele pomysłów nie do końca pasujących do założeń czy gatunku, za to wyraźnie obliczonych na zadowolenie fanów.

Przy okazji odcinki z drugiej połowy serii całkowicie rozbijają jej sens jako spin­‑offa. Jeśli wydarzenia pokazane w Toaru Kagaku no Railgun to historia tego, co działo się z Misaką w czasie przed i na początku Toaru Majutsu no Index, to skąd nagle te wszystkie, zajmujące wiele czasu wydarzenia? Gdzie jest ich miejsce w naprawdę napiętym „rozkładzie zajęć” Misaki, rozpisanym bardzo dokładnie w mandze, do tego stopnia, że możemy prawie dzień po dniu porównywać, co działo się z Toumą i Index, a co z tytułową Railgun? Naprawdę nie wiem, jaką metodę wyjaśnienia chcą przyjąć twórcy. Zapewne żadną, a patrząc na drugą część serii, to chyba nawet lepiej.

Złego słowa nie można natomiast powiedzieć o animacji. Jakość wykonania stoi na równie wysokim poziomie, jak w pierwowzorze. Mimika twarzy i mowa ciała, tak ważne elementy w budowaniu charakteru (choć często zostawiane odłogiem), budzą podziw w tej serii. Postaciom nie brak życia, ich reakcje odznaczają się niezwykle realistyczną animacją (w granicach przyjętej konwencji). Tła również charakteryzują się wspaniałym wykonaniem – po ulicach spacerują przechodnie, a w parkach bawią się dzieci. Sceny akcji (niestety stosunkowo niezbyt liczne) są równie dynamiczne i dobrze przygotowane, jak w głównej serii, oraz (przynajmniej w pierwszej połowie) pokazują coś więcej niż tylko strzelanie coraz większą ilością energii w przeciwników. Tak czy inaczej starcia, w których bierze udział jedna z najpotężniejszych esperek w mieście (dodatkowo obdarzona bardzo widowiskową mocą), obserwujemy i tak zdecydowanie częściej niż w Toaru Majutsu no Index.

Na prawdziwe peany zasługuje pierwszy opening serii, czyli Only my Railgun w wykonaniu fripSide. Dynamiczny, wyjątkowo miły dla ucha utwór, z towarzyszącą mu udaną animacją, naprawdę potrafi wywrzeć nieprzeciętne wrażenie na oglądających. Drugi opening i endingi nie są już tak udane, nadal jednak trzymają wysoki poziom, podobnie zresztą jak i cała muzyka w serii – przyjemna do słuchania, szybka i dynamiczna, a przy tym dobrana do stylu serii i nastroju sceny, której towarzyszy.

Pisząc recenzję, cały czas zastanawiałem się, w jaki sposób ocenić opisywaną serię. Zastosowanie podobnej metody, jak w przypadku Rurouni Kenshin, gdzie postanowiłem zignorować w ocenie stworzone bez związku z pierwowzorem wątki fabularne, uznałem za niewłaściwe – była to w końcu znacznie dłuższa seria, w której tylko końcówka była naprawdę słaba. Tymczasem w Toaru Kagaku no Railgun źle przygotowano praktycznie połowę pokazanych odcinków, marnując bardzo ciekawą historię i dobrze zapowiadającą się serię. Dlatego też ostatecznie postanowiłem nie dzielić przy wystawianiu not serii na połowy, a ocenić ją jako całość. Jej zaletami są bez wątpienia animacja i muzyka oraz miłe i sympatyczne postacie, wadami zaś – zbyt mała rola niektórych bohaterek i koszmarna fabuła (a raczej jej brak) w drugiej połowie anime. Na koniec powinienem powiedzieć, komu bym ją rekomendował. Polecam ją wszystkim fanom anime, ze szczególnym uwzględnieniem sympatyków serii Toaru Majutsu no Index. Mam tylko jedno zastrzeżenie – zakończcie seans po pierwszym wątku fabularnym. Nie warto katować się dalej. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że twórcy nakręcą drugi sezon Toaru Kagaku no Railgun, z wątkiem „Sisters” znanym z mangi oraz bez wypełniaczy zajmujących połowę serii.

Daerian, 11 kwietnia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Kazuma Kamachi, Motoi Fuyukawa
Projekt: Kiyotaka Haimura, Yuuichi Tanaka
Reżyser: Tatsuyuki Nagai
Scenariusz: Seishi Minakami
Muzyka: Maiko Iuchi