Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 17
Średnia: 5,41
σ=1,61

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Futari wa Precure

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 49×23 min
Tytuły alternatywne:
  • ふたりはプリキュア
  • Futari wa Pretty Cure
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shoujo; Postaci: Magical girls/boys, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Tu proszę wstawić sztampowe „dwa zdania” o sztampowej serii magical girls.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: dusia

Recenzja / Opis

Nagisa Misumi i Honoka Yukishiro chodzą do jednej klasy w gimnazjum Verone, ale żyją w zupełnie innych światach. Poważna Honoka jest gwiazdą szkolnego kółka naukowego, podczas gdy żywiołowa Nagisa bryluje w drużynie lacrosse’a – nie to, że się nie lubią, po prostu chodzą zupełnie innymi drogami. Niebawem jednak okaże się, że mają ze sobą coś wspólnego. Kiedy złowrogi Dark King, władca świata ciemności, zaatakował Ogród Światła, udało mu się zdobyć pięć z siedmiu klejnotów obdarzonych mocą tworzenia. Pozostałe dwa nie wpadły w jego chciwe łapy dzięki dwójce odważnych mieszkańców Ogrodu Światła, Mepple i Mipple, którzy umknęli z nimi do Ogrodu Tęczy – czyli na Ziemię. Ich celem jest nie tylko ochrona ocalonych kamieni, ale także odzyskanie pozostałych i przywrócenie zniszczonego Ogrodu Światła do pierwotnego stanu. A do tego muszą znaleźć legendarne wojowniczki światła. Tym nieoczekiwanym zaszczytem zostają obdarzone nasze bohaterki, które jako duet Pretty Cure staną do walki z wysłannikami mroku.

Jak widać, początek jest całkowicie typowy dla serii z gatunku magical girls. Od razu mogę zdradzić, że również środek i zakończenie są całkowicie i absolutnie typowe, nawet na krok nie odchodząc od sprawdzonego schematu. Bohaterki muszą stawić czoła potworom będącym najczęściej transformowanymi przedmiotami, nasyłanym na nie pojedynczo i w rozsądnych odstępach czasu przez podwładnych Dark Kinga. Każda walka obowiązkowo musi zawierać moment, kiedy wydaje się, że wszystko stracone, i równie obowiązkowo kończyć się triumfalnym atakiem specjalnym – tu do jego „odpalenia” potrzebne są obie bohaterki, co dodatkowo ogranicza możliwe wariacje. Od czasu do czasu zamordowany zostaje (i zastąpiony kolejnym) wyżej wspomniany podwładny, a w połowie serii po dramatycznej walce zło zostaje niemal pokonane, by powrócić z nową siłą i nowymi podwładnymi, dając bohaterkom zajęcie na resztę czasu ekranowego. Oczywiście druga część wymaga też nowych mocy, koniecznie mających postać „doładowania” energią w trakcie walki. Po co ja to właściwie piszę, skoro ten schemat powinien rozpoznać każdy, kto widział choćby kilka odcinków Czarodziejki z Księżyca?

Skoro zatem o głównym wątku nie da się niczego ciekawego napisać, może przynajmniej seria nadrabia to „mięskiem” złożonym z tego, co dzieje się poza walkami? Niestety, tu także guzik z pętelką. Bohaterki są owszem, sympatyczne, ale skonstruowano je dokładnie według przepisu na zróżnicowaną parę protagonistek. Pełna energii Nagisa obowiązkowo musi być kiepska w nauce, hałaśliwa i dziecinna, stonowana i zdobywająca najlepsze stopnie Honoka zaś równie obowiązkowo musi wychowywać się w tradycyjnym japońskim domu. Przyjaźń bohaterek (a siła tej przyjaźni teoretycznie stanowi główny motyw anime) jest chemicznie wyprana z jakiejkolwiek naturalności. Po obowiązkowej (i mocno naciąganej) kłótni gdzieś w początkach serii dziewczęta są już najlepszymi psiapsiółeczkami, a jakiekolwiek różnice temperamentów czy podejścia do świata w ogóle nie dają się zauważyć w żadnych okolicznościach. Ich zróżnicowanie podkreślają tylko sceny odpowiednio w kółku naukowym i drużynie lacrosse’a – poza tym praktycznie można by zamieniać bez większej szkody ich kwestie w dialogach.

Przewijające się w tle wątki z życia rodzinnego i szkolnego są równie blade – nie to, że nieudane, ale po prostu odwzorowujące wszystkie perypetie, jakie zwykle spotykają bohaterki takich serii. Postaci drugoplanowe pełnią tylko rolę epizodyczną i konia z rzędem temu, kto w ogóle zdoła zapamiętać ich imiona. Natomiast wątek romantyczny… Tak, jest tu sugerowany wątek romantyczny, ponieważ Nagisie już na samym początku wpada w oko przystojny kolega z sąsiedniej szkoły. Jak widać, uroda także dla mężczyzny jest ważna, bo Nagisa wzdycha do niego wyłącznie z powodu wyglądu, zanim jeszcze uda jej się go poznać osobiście. Jeśli jednak ktoś liczyłby, że ten wątek ożywi mdłą serię, będzie głęboko rozczarowany. Po pierwsze, ów wybranek serca stanowi typ chłopca grzecznego, miłego, dobrze wychowanego i nudnego jak wszystkie flaki z olejem świata. O ile nie twierdzę, że zakochiwanie się w takich typach nie ma sensu, o tyle ich rola w fabule z konieczności jest bardzo ograniczona – po prostu przystojny Fujimura nie ma nic ciekawego do zaoferowania widzom. Romantyczność serii polega natomiast na tym, że jeśli ktoś przy Nagisie wspomni o sprawach sercowych, zaczyna się ona ślinić i tłuc głową w ścianę (serio), natomiast jeśli znajdzie się w bezpośredniej bliskości obiektu uczuć (który zresztą nie przejawia nią szczególnego zainteresowania), czerwienieje i zaczyna bełkotać. Jak więc łatwo zgadnąć, wątek romantyczny leży i płacze, a dowolne fanki perypetii sercowych bohaterów zostaną paskudnie oszukane.

Osobne słowo należy się istotom magicznym. Mepple i Mipple plasują się w górnych rejonach rankingu na najbardziej irytującą maskotkę serii magical girls. Z zachowania przypominają bardzo rozpuszczone sześciolatki, a każde wypowiadane zdanie (gadają zdecydowanie za dużo) kończą uroczym „mepo!” i „mipo!”, co po jakimś czasie (kwadransie?) zaczyna poważnie działać na nerwy. Że może być coś od nich gorszego, przekonujemy się w drugiej połowie serii, kiedy do zespołu dołącza niejaki Porun, z popisową frazą „popo!”, zachowujący się dla odmiany jak bardzo rozpuszczony dwulatek. Na takim tle zdecydowanie korzystniej (co także jest typowe…) prezentują się przeciwnicy bohaterek. Interesujące jest to, że chcą oni zdobyć magiczne kamienie nie tylko po to, aby zasłużyć się w oczach Dark Kinga. Świat ciemności jest niszczony od wewnątrz przez moce destrukcji, a potęga tworzenia jest potrzebna do zatrzymania tego procesu – innymi słowy, „źli” desperacko walczą z czasem o własne przetrwanie. Zabawne jest to, że scenarzyści najwyraźniej w ogóle nie zauważyli takich konsekwencji wybranej przez nich konstrukcji świata, nie obciążając bohaterek nawet cieniem wątpliwości co do słuszności ich racji.

Jeśli jednak nie wiadomo, o co chodzi, zwykle chodzi o pieniądze. Kiedy na samym początku dowiadujemy się, że na Ziemi Mepple i Mipple szybko słabną i zamiast w postaci maskotek muszą przebywać w (magicznych, rzecz jasna) urządzonkach z wyglądu przypominających telefon komórkowy, a z funkcji – tamagotchi, sens istnienia tego anime staje się jasny. Twórcy zadbali nawet o takie drobiazgi jak choćby to, że do „nakarmienia” magicznych stworków konieczne jest przesunięcie dołączonych do zestawu kart przez szczelinę w urządzonku, co generuje obrazek stworka napychającego się smakołykami. W końcu byłoby okropne, gdyby nabywcy nie wiedzieli, co zrobić z zakupioną zabawką! Równie „subtelnie” wprowadzane są inne gadżety, jak choćby „magiczny pamiętniczek” z „magicznym długopisikiem”, którego pismo widoczne jest tylko w świetle specjalnej magicznej latareczki, podejrzanie przypominającym ultrafiolet. Baterie, jak sądzę, nie zostały uwzględnione w zestawie.

Grafika utrzymana jest w bezpiecznych stanach średnich. Czyste, ładne projekty głównych postaci mogą się podobać – szczególnie Nagisa wygląda atrakcyjnie, bo już Honokę szpecą trochę zbyt grube brwi, a postaci drugoplanowe można bez trudu odróżnić nawet bez tęczowych włosów. Jednocześnie jednak poza podstawowym zestawem bohaterki – maskotki – Źli – nikogo nie daje się tu zapamiętać, a zadanie zagadki „skąd to kadr” pomijające postaci ze wspomnianej grupy byłoby po prostu wrednie złośliwe. O dziwo, pierwszy zestaw Złych (na drugi składały się trzy cudaki w lateksie, o których wolę zapomnieć) był całkiem efektowny, poza tym, że bardziej śmieszny niż straszny – ale grube, ciemne obwódki oczu nadawały im przynajmniej cień indywidualności. Natomiast projekty maskotek i magicznych przedmiotów zostały wyraźnie podporządkowane nadrzędnemu celowi – musiały być łatwe do zrobienia z grubego, kolorowego plastiku i barwnych szkiełek. Przyznam też, że prawdziwym szokiem był dla mnie widok królowej Ogrodu Światła – przy dość poprawnym, tradycyjnym rysunku całości nie spodziewałam się gigantycznej komputerowej lali, uderzającej po prostu brzydotą i niemal całkowicie nieruchomej. Muzyka w tle zawiera kilka wpadających w ucho motywów, jednak trudno wystawić jej wysokie noty. Nie najgorsze natomiast okazały się wykonywane przez Mayumi Gojou piosenki otwierające i zamykające odcinek – szczególnie ta druga, radośnie niemądra i pełna energii Gecchuu! Love Love?! Najwyraźniej jednak były na tyle udane, że postanowiono nie zmieniać ich przez całą serię – w odpowiednim momencie w animacji towarzyszącej napisom końcowym wymieniono tylko pomordowanych przeciwników na nowy zestaw.

Rozpatrywane pod dowolnym kątem Futari wa Precure nie prezentuje niestety absolutnie niczego, co byłoby choć trochę godne uwagi. Nie jest przy tym złe – to po prostu wylewająca się z ekranu przeciętność połączona z kurczowym trzymaniem się schematów gatunku. Zdumiewać może popularność, jaką zdobyło to anime – bezpośredni sequel, Futari wa Precure Max Heart plus kilka serii „z cyklu”, wykorzystujących już inne postaci, maskotki i gadżety. Najwyraźniej dla niewymagającej i zdecydowanie młodszej grupy docelowej jest to formuła atrakcyjna – prawdopodobnie na tej samej zasadzie, na jakiej dla odpowiedniej grupy docelowej nadal atrakcyjne są anime z cyklu Pokémon. W obu przypadkach chodzi o to samo, czyli o wypromowanie odpowiedniego produktu i powiązanej z nim franczyzy, jeśli zatem sprawdzają się w tej roli, jakiekolwiek modyfikacje formuły są nie tylko zbędne, ale wręcz szkodliwe. Ja jednak bardzo zdecydowanie nie polecam – z dwojga złego wolę nawet serię nieudaną od serii tak rozpaczliwie pozbawionej indywidualności, jak ta.

Avellana, 6 lutego 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Izumi Toudou
Projekt: Akira Inagami
Reżyser: Daisuke Nishio
Scenariusz: Ryou Kawasaki
Muzyka: Naoki Satou