Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Podlaski Festiwal Anime 6 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 42
Średnia: 6,38
σ=1,57

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hana Yamata

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ハナヤマタ
Widownia: Seinen; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Cukier, słodkości i różne śliczności. Oto składniki, które wybrano do stworzenia idealnej serii. Znowu…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Czternastoletnia Naru Sekiya jest pod każdym względem normalną dziewczyną. Nie wyróżnia się ani wyjątkową urodą, ani szczególną inteligencją, nie ma też żadnych zainteresowań, które czyniłyby z niej kogoś wyjątkowego. Na domiar złego jej najlepsza koleżanka, Yaya Sasame, błyszczy w każdym z tych aspektów – jest piękna, inteligentna, a ponadto lideruje dziewczęcemu zespołowi o nazwie Need Cool Quality. W jej cieniu Naru prezentuje się jak kolejna typowa, nieśmiała „szara myszka”, i choć bardzo chciałaby to zmienić, to od słów do czynów prowadzi długa droga. Ale od czego są wróżki! A konkretnie spotkana przypadkowo blondwłosa Hana Fontainestand – dziewczę żywiołowe i mocno zakręcone na punkcie japońskiego tańca yosakoi. Niedawno przeprowadziła się ona do Japonii ze Stanów Zjednoczonych i niesamowitym zbiegiem okoliczności uczęszcza do tej samej klasy, co Naru. Oczywiście jej plany obejmują założenie w szkole klubu związanego z wyżej wspomnianym tańcem, do uczestnictwa w którym niemal siłą zmusza naszą biedną główną bohaterkę. Dzięki hiperaktywnej koleżance Naru stopniowo zyskuje więcej pewności siebie, odkrywa, że yosakoi może być także jej pasją i w ogóle rozkwita niczym piękny kwiat. A jako że dwie dziewoje to zbyt mało, by oficjalnie zarejestrować nowy klub, z czasem przyjdzie nam się zapoznać jeszcze z trzema słodziutkimi dziewczętami, co będzie początkiem pięknej przyjaźni!

Przeciętność. To właściwie słowo­‑klucz w tym przypadku. Niemal wszystko bowiem, co dotyczy tego tytułu, idealnie pasuje do owego określenia. Główna bohaterka to zwyczajna dziewczyna, fabuła dotyczy bardzo pospolitych i dość oklepanych kwestii, a całość podano w mocno zużytej oprawie. W końcu któż z was nie byłby w stanie podać choćby kilku tytułów o szkolnym klubie/grupie przyjaciół, w których marzenia i przyjaźń grają główne role? Nie czarujmy się – jest tego od groma. I Hana Yamata niestety nie wprowadza do tematu niczego nowego. Być może to dobrze, bo czasami kombinowanie przy znanych motywach kończy się wielką porażką (częstokroć w niestrawnie absurdalnej formie). Z drugiej strony niejedna osoba stwierdzi, że skoro już tyle tego było, to nie ma sensu oglądać czegoś podobnego po raz któryś. I trudno byłoby mi przywołać jakiekolwiek argumenty, by z tym polemizować.

Niesprawiedliwością byłoby jednakże nazwanie tego kolejną moé seryjką o niczym. Choć prosta, fabuła się tu jednak znajduje, a całość nie stanowi tylko kilku obrazków z życia słodziutkich panienek. Śledzimy więc próby choreograficzne dziewcząt, powolne odkrywanie przez nie bogactwa świata yosakoi i oczywiście przezwyciężanie własnych słabości, zacieśnianie przyjaźni i radzenie sobie z problemami maści wszelakiej. Widocznym i dość bliskim w czasie celem dziewczyn jest wzięcie udziału w festiwalu yosakoi i ku temu zmierza cała fabuła. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale zapewne też nikt niczego takiego po tego typu serii nie oczekuje.

Wyżej użyłam jednak słowa „niemal”. Oczywiście coś tę serię musi wyróżniać, bo przecież tworzenie klona innego anime mijałoby się z celem. I tym czymś jest tutaj yosakoi. Cóż to takiego? Ano najogólniej rzecz biorąc, jest to styl tańca japońskiego łączący tradycyjne ruchy z nowoczesną oprawą. Aranżacja zależy tylko i wyłącznie od wykonawców, wymagane jest jedynie używanie małych klekotek, tzw. naruko. Zespoły z reguły składają się z wielu tancerzy – istnieje ograniczenie mówiące, iż nie może być ich więcej niż stu pięćdziesięciu, co świetnie podkreśla, jak duże są to z reguły grupy. Czy w takim razie powinniśmy się spodziewać tutaj tłumu słodkich dziewczynek? Nie – ich liczbę ograniczono do pięciu, co można zapisać zarówno na plus, jak i na minus tej serii. Plus, bo wszyscy wiemy, jak to wygląda w przypadku większej ekipy – czasem trudno zapamiętać, kto jest kim, nie mówiąc już o imionach poszczególnych bohaterek. Minus natomiast jest taki, że w sumie nie pozwala to na wykorzystanie całego potencjału yosakoi, który zdecydowanie najlepiej prezentuje się w dużych zespołach. Jednakże Hana Yamata to właściwie pierwsze anime poświęcone tej tematyce (mało znanej zachodniemu widzowi), można więc pokusić się o stwierdzenie, że w takiej formie jest to po prostu przystępniejsze i przymknąć na to oko. A zapewne nie będę jedyną osobą, która doceni sam fakt sięgnięcia po taki, jakby nie było, dość egzotyczny motyw.

Największą siłą wszelkiej maści okruchów życia nie jest jednakże fabuła, a bohaterowie. W tym przypadku konkretnie powinny to być bohaterki. No właśnie – powinny, ale jak to faktycznie wygląda? Cóż, nie powiem, żeby którakolwiek z dziewczyn była postacią wzbudzającą jednoznacznie negatywne uczucia, zwłaszcza że każda z nich wraz z biegiem serii powoli się rozwija. Mimo wszystko w ich kreacjach zabrakło świeżości i oryginalności, które pozwoliłyby je nazwać udanymi postaciami. Stanowią raczej żelazną moé piątkę, jakże często pojawiającą się w seriach tego typu. I tak Naru to osoba bardzo nieśmiała i zakompleksiona, w dodatku niezdarna i jak już zostało wspomniane wcześniej – niewyróżniająca się niczym szczególnym. Hana z kolei prezentuje typ nieco nadpobudliwej, wiecznie uśmiechniętej i pełnej energii bohaterki, której wszędzie pełno. Tami to klasyczna yamato nadeshiko, Machi – lekko oziębła, opanowana i inteligentna okularnica, Yaya zaś idealnie wpisuje się w model popularnej przyjaciółki z dzieciństwa ze skłonnościami tsundere. Muszę przyznać, że wypadły one w moich oczach wyjątkowo mdło i to nawet jak na serię o słodkich panienkach, gdzie przecież z zasady nie dominują zbytnio rozbudowane charaktery. Nie przeczę, że każdą z nich w sumie łatwo polubić, ale czy faktycznie da się je zapamiętać na dłużej? Szczerze wątpię.

Ciut lepiej prezentują się postaci drugoplanowe, być może dlatego, że są to w dużej mierze osoby dorosłe, zachowujące się jak przystało na swój wiek (mniej więcej, ale jakoś nie wyobrażam sobie, jak można by było wcisnąć bardziej dojrzałe zachowanie do tego rodzaju anime). Zapewne w tym momencie odrobinę je idealizuję, ale doprawdy jeśli już kogoś miałabym szczególnie wyróżnić w Hana Yamata, to prędzej byłby to ekscentryczny właściciel sklepu z akcesoriami yosakoi czy nieodpowiedzialna, samolubna i strasznie sympatyczna nauczycielka, która wbrew pozorom całkiem serio traktuje swoje obowiązki, niż główne bohaterki. Po prostu w ich przypadku pewne braki w charakterze możemy złożyć na karb nieodpowiedniej ilości czasu antenowego, którego nasza słodziutka piątka otrzymała aż nadto, nie wykorzystując go prawie wcale. Chyba nie tak to powinno wyglądać.

Czas jeszcze na kilka słów na temat kwestii technicznych. Nie da się ukryć, że Hana Yamata bardzo rzuca się w oczy ze swoimi jaskrawymi kolorkami i ogólną słodyczą wylewającą się z ekranu. Nie powiem, nocne sceny wypadają olśniewająco (w tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę zwłaszcza na pierwszy odcinek i moment spotkania Hany z Naru, będący bezapelacyjnie najpiękniejszą sceną w całym anime) problem zaczyna się, kiedy w serii nastaje dzień. Jasna paleta barw wygląda ładnie, o ile nie dochodzi do sytuacji, w której te jasne barwy dosłownie rażą po oczach. A niestety właśnie z czymś takim mamy do czynienia tutaj. Na domiar złego wyraźnie widać, że twórcy oszczędzają na czym się da – animacja nie zawsze jest płynna, boki ekranu często bywają prześwietlone (jeszcze bardziej niż reszta), a całość momentami rozmazana. Do tego należy dołożyć niekoniecznie śliczne projekty postaci z obrzydliwymi oczami, a konkretniej powiekami, na które aż strach patrzeć, i w sumie początkowy zachwyt łatwo się zaciera.

Pewnie zdziwi was teraz niesamowicie, jeśli powiem, że oprawa muzyczna tej serii jest bardzo słodziutka. Nie? Nie zaskoczyło was to? A to niespodzianka! Cóż, zapewne wszyscy potencjalni widzowie, zabierając się za ten tytuł, są świadomi tego, co w nim usłyszą. A usłyszeć mogą ni mniej, ni więcej, tylko radosne plumkanie w tle i piszczące głosiki japońskich wokalistek. Szczerze powiedziawszy, nie mam zielonego pojęcia, co więcej mogłabym o tym rzec. Jedynymi „konkretnymi” utworami są opening oraz ending – oba całkiem przyjemne i wpadające szybko w ucho. Ten pierwszy zresztą jest dość mocno eksploatowany także w środku odcinków, służąc jako motyw muzyczny, do którego nasze bohaterki przygotowują pierwszy układ taneczny. Jako że jednocześnie jest to ich jedyny układ, piosenka towarzyszy nam bardzo często. Może nawet zbyt często, bo w końcu ileż można słuchać tego samego, nawet jeśli brzmi to nie najgorzej? Ale, tak jak w przypadku grafiki, pochwalić muszę w tym miejscu scenę tańca Hany na świątynnej bramie w pierwszym odcinku, która wypadła niezwykle klimatycznie także dzięki ślicznej muzyce (stylizowanej na tradycyjną japońską nutę) brzmiącej w tle. Nie będę jednak ukrywała, że rozbudziło to mój apetyt, który jednak nigdy potem nie został zaspokojony, w związku z czym ani grafiki, ani muzyki nie jestem w stanie ocenić wyżej.

Prosta historia o pasji, przyjaźni i spełnianiu marzeń, słodkie dziewczątka, kapka dramatu, miła dla oka oprawa w jaskrawych kolorkach – całkiem nieźle się to ogląda. Sęk w tym, że taki przepis na anime został już wykorzystany niezliczoną ilość razy i nawet wprowadzenie bardziej nietypowego motywu przewodniego, jakim jest yosakoi, nie zmienia tego, że widz dostaje praktycznie powtórkę z rozrywki. Trzeba bardzo lubić takie klimaty i/lub mieć sporo wolnego czasu, by poświęcać go na ten tytuł, bo wśród podobnych anime, Hana Yamata wypada w sumie dość nijako. Mimo wszystko to wciąż przyjemna seria, więc jeśli komuś nie przeszkadza powtarzalność i wszechobecna słodycz, powinien się przy niej bawić całkiem nieźle.

Kysz, 31 grudnia 2014

Recenzje alternatywne

  • komilll - 10 lutego 2015
    Ocena: 6/10

    Kolejna seria o gimnazjalnym klubie, tym razem poświęconym oryginalnej tematyce. Bywa schematycznie, ale mimo wszystko dominuje dobra zabawa. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Sou Hamayumiba
Projekt: Atsuko Watanabe
Reżyser: Atsuko Ishizuka
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Monaca

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hana Yamata - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl