Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 143
Średnia: 7,92
σ=1,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hibike! Euphonium

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Sound! Euphonium
  • 響け! ユーフォニアム
Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Znakomity rezonans pomiędzy fabułą bardzo dobrej powieści młodzieżowej a solidnym wykonaniem przez Kyoto Animation, czyli urzekająca historia pewnej szkolnej orkiestry dętej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Studio odpowiedzialne za produkcję serii takich jak Lucky Star, Clannad czy K­‑ON! wyrobiło sobie twardą renomę ekranizującego randkowe visual novel ze studia Key, a następnie wyznaczającego trendy w nurcie moé, odnosząc w obu przypadkach komercyjny sukces. Jednak przez eksploatowanie sprawdzonych rozwiązań w seriach różniących się zaledwie motywem przewodnim, Kyoto Animation wśród zachodnich fanów anime często bywało kwitowane lekceważeniem i pobłażliwością, szczególnie w środowiskach krytycznie podchodzących do medium. I to pomimo pojedynczych prób poruszania przez studio bardziej nowatorskiej tematyki, jak w Chuunibyou demo Koi ga Shitai!. Tymczasem na światło dzienne wychodzi ich kolejna produkcja, zdecydowanie odbiegająca od tego, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni. Hibike! Euphonium najbliżej jest do serii, która spotkała się z mocno spolaryzowanym odzewem we wspomnianych środowiskach – do Hyouki. Stosuje się to jednak tylko do ogólnego nastroju emanującego z ekranu, gdyż pod względem fabuły i sposobu jej prowadzenia obie serie są do siebie niepodobne. Jak się okazuje ku mojemu zadowoleniu, nowsza zdaje się tu zdecydowanie przodować. Czyżby KyoAni „odnalazło drogę” po raz kolejny?

Opowieść rozpoczyna się w dość złożonych realiach. Nad klubem instrumentów dętych liceum Kitauji krążą dwa widma przeszłości. Pierwsze, noszące już znamiona lokalnego mitu, traktuje o czasach świetności, kiedy to szkolny zespół reprezentował poziom pozwalający mu odnosić sukcesy na szczeblu krajowym. Drugie, dużo bliższe współczesności, dotyczy wydarzeń sprzed roku, o których wszyscy wzbraniają się rozmawiać z wręcz przesądną niechęcią. W tej sytuacji pełnej napięcia znajduje się Kumiko Oumae, pierwszoklasistka, która w przeszłości grała na tytułowym eufonium, obecnie jednak nie może się zdecydować, czy chce kontynuować zajęcia muzyczne w nowej szkole. Nie sprzyja temu fatalny występ zespołu w pierwszym dniu nauki, a na dodatek dziewczyna, popularnym zwyczajem, planuje zacząć kolejny rozdział swojego życia z „czystą kartą”. Staje się to szczególnie istotne, kiedy Kumiko jest świadkiem dołączenia do klubu Reiny Kousaki, symbolizującej jej prywatne widmo przeszłości związane z grą w gimnazjalnej orkiestrze.

Ocenę serii zacznę od strony muzycznej, która, jak na anime o takiej tematyce, z „dźwiękiem” wpisanym w człon tytułu, paradoksalnie jest tu najsłabszym elementem. Mimo to reprezentuje taki poziom, że zasługuje na pochwały i niech to zaświadczy o co najmniej tak dobrym wykonaniu całej reszty. Pierwsza i zarazem ostatnia zdecydowana krytyka powinna spaść na piosenki przewodnie. Od jakiegoś czasu Kyoto Animation ma z nimi wyraźne problemy i jest to słyszalne również w tym przypadku. O ile Dream Solister pełniący funkcję openingu oraz ending, Tutti, nawiązują do tematyki, którą zajmuje się seria, zarówno tekstem jak i użytymi instrumentami, pod względem muzycznym niczym się nie wyróżniają, a na dodatek nastrojem kiepsko pasują do serii. W anime, w którym krew, pot i łzy (w przenośni i ku ogólnemu zdziwieniu dosłownie) są na porządku dziennym, całkowicie beztroska melodia wydaje się oderwana od części fabularnej i nie zachowuje emocji, które ta przekazuje.

Dużo lepiej prezentuje się muzyka grająca w tle. Niezbyt odbiega od tego, co zwykle możemy usłyszeć w seriach obyczajowych cechujących się pewną dozą melancholii, ale trzeba pochwalić tu bardzo dobre zgranie dźwięku z obrazem – częste są momenty, gdzie prowadzona na ekranie rozmowa i muzyka tła doskonale się uzupełniają. Natomiast zdecydowanie najlepiej wypadają utwory stylizowane na grane przez szkolną orkiestrę. Tam, gdzie ich założeniem jest wywołanie zachwytu, nawet jeśli nie wzbudzają silnych emocji, u widza doprowadzają do chwilowego wstrzymania oddechu. Oprócz tego mamy wykonania z pomyłkami, celowo słabe, które wypadają wiarygodnie i dają się zauważyć nawet laikowi oraz, chyba najtrudniejsze w realizacji, wykonania zupełnie prawidłowe, lecz bez polotu – dokładnie na takim poziomie, jakiego oczekiwałoby się od typowego szkolnego zespołu, a jaki stanowi zamierzchłą przeszłość dla zawodowych muzyków.

Jednakże tym, co wywołało u mnie największy zachwyt w kwestii udźwiękowienia, był jego element zupełnie niezwiązany z muzyką, czyli gra seiyuu. Szczególnie warte zapamiętania są popisy Tomoyo Kurosawy wcielającej się w rolę głównej bohaterki. Kumiko bardzo często zmienia nastrój i przekazuje subtelne emocje w wyraźny, niesamowicie wiarygodny sposób, co zawdzięcza w dużej mierze podłożonemu głosowi. Zaprezentowany poziom jest tak wysoki, że wręcz woła o docenienie na rynku związanym z tym zawodem, a być może nawet na najbliższych Seiyuu Awards. Chociaż aktorstwo głosowe pani Kurosawy zdecydowanie gra tutaj pierwsze skrzypce, koleżanki po fachu, wcielające się w pozostałe postaci pierwszoplanowe, nie zostają daleko w tyle. Istotnie, dołożono tu wszelkich starań, żeby anime było pod tym względem na najwyższym możliwym poziomie.

Graficznie Hibike! Euphonium prezentuje to, co stojące za nim studio przez lata wypracowało jako swój znak firmowy. Choć można by się spierać o to, czy estetyka przekładająca ogólnie pojętą słodycz nad realizmem jest najlepszym rozwiązaniem, nie sposób odmówić jej staranności wykonania. Projekty postaci są wysoce spersonalizowane i tyczy się to nie tylko pierwszego czy drugiego planu – nawet bohaterowie epizodyczni mają w sobie odrobinę tego czaru, który w innej serii mógłby świadczyć o tym, że są protagonistami. Pomimo tego, że dominujący strój to mundurek szkolny, nie ma się też wrażenia zatopienia postaci w bezkształtnej, instytucjonalnej masie. Natomiast wszystko to jest dopełnione bardzo dobrym cieniowaniem i kolorystyką, śmiałymi poczynaniami w zakresie reżyserii obrazu (choćby ujęciami stylizowanymi na kręcone „z ręki”), oraz tym, czego wykonanie zdaje się sprawiać twórcom z Kyoto szczególną radość, czyli ujęciami detalicznymi – w tym przypadku skupionymi głównie na konstrukcjach instrumentów muzycznych. Aż chciałoby się rzec „Sasuga KyoAni!”.

W tej audiowizualnej otoczce kryje się nie byle jaka historia. Przy przedstawianiu losów klubu instrumentów dętych liceum Kitauji postawiono na realizm oraz emocje, znajdując złoty środek między tymi formami. Nie zasypuje się nas ciekawostkami dotyczącymi wykonywania utworów muzycznych, a mimo to całkiem sporo informacji na ten temat zostaje przemyconych. Przede wszystkim dowiadujemy się o znaczeniu wspólnej pracy w orkiestrze dętej, która okazuje się niezwykle złożonym organizmem, podatnym na panujący w nim nastrój. Tam, gdzie wewnętrzna rywalizacja ściera się z marzeniem o wspólnej wygranej, bardzo łatwo zachwiać delikatną równowagę pozwalającą na osiąganie najlepszych rezultatów i nawet pojedyncza osoba może przyczynić się do zepsucia ogólnego efektu. To wszystko zostaje ukazane wraz z ewolucją klubu dążącego do celu, który sobie postawił. Seans obfituje w zmiany atmosfery w orkiestrze, częstokroć wyrażane niuansami w zachowaniu jego członków, ale sprawiające, że widz zostaje wciągnięty w ten mikrokosmos i mimowolnie staje się jego częścią, czując w samym sobie nastroje bohaterów. Tak, to anime było w stanie opanować sztukę przekazywania subtelnych emocji w niesamowicie przekonujący sposób.

Równolegle przedstawiana jest ewolucja głównej bohaterki. Kumiko to osoba skryta, w kontaktach z ludźmi przybierająca „maski” i rzadko otwarcie okazująca emocje. Nie popada jednak w hipokryzję i generalnie nie ma wobec nikogo złych zamiarów, co czyni ją w oczach widza postacią neutralną, a jednocześnie interesującą. Okoliczności, które łączą ją z muzyką, są bardziej złożone, niż w pierwszych momentach mogłoby się wydawać. Aktualnie bohaterka zatrzymana jest w niezdecydowaniu, czy powinna kontynuować grę, oraz refleksji na temat tego, dlaczego w ogóle chce to robić. Jak to zwykle bywa, przypadek przesądził o tym, że chwyciła za eufonium, ale z jakiego powodu kontynuowała przygodę z muzyką? Czy było to jedynie przyzwyczajenie? Poprzednio użyłem słowa „opowieść” i nie był to przypadek, gdyż fabuła jest w rzeczy samej opowiadana – oprócz Kumiko­‑postaci występuje też Kumiko­‑narratorka. Ta swoją obecnością nadaje serii trochę książkowej magii – wyraźnie czuć przemawiający zza anime pierwowzór – a przy okazji poznajemy inną stronę bohaterki. O swojej dawnej „ja” narratorka zdaje się mówić z lekkim uśmiechem, choć w żadnym wypadku nie jest to lekceważenie. Stwarza tym niepowtarzalny efekt wspominania przeszłości i rozliczania się z samą sobą w relacjonowanej historii.

Pozostałe postacie pierwszoplanowe nie są aż tak złożone, choć prezentują się bardzo autentycznie i zdecydowanie mają więcej niż swoje pięć minut. Hazuki Katou z początku mogłaby uchodzić za typową energiczną bohaterkę, jaką znajdzie się w większości serii, w dodatku dopiero uczącą się gry na tubie, co „przypadkowo” stanowi dobrą okazję do wplecenia w fabułę wyjaśnienia podstaw dla osób niezwiązanych z tematem. Okazuje się jednak, że ma w tej historii coś do powiedzenia i zmaga się z własnymi problemami. Podobnie jest z Sapphire „Midori” Kawashimą, której obecność w serii złośliwi skomentowaliby „w szkolnych okruchach życia musi pojawić się loli”. Jednakże dziewczyna stanowi oparcie dla koleżanek dzięki pogodzie ducha, która nie sprawia wrażenia głupkowatej. Mam problem tylko z jednoznaczną oceną Reiny Kousaki. Nie poświęca się jej dostatecznie dużo czasu, co nie pozwala na dobre przedstawienie jej charakteru i ostatecznie staje się ona postacią trudną do zrozumienia. A szkoda, bo z Kumiko łączy ją dość niezwykła relacja. Chociaż społeczność fanów anime doszukuje się tu przemycanych podtekstów homoseksualnych, ja wolę interpretację, w której jest to całkiem naturalna przyjaźń. Rzeczywiście, w japońskiej konserwatywnej wstydliwości i ukazywaniu wszelkich zachowań od niej odbiegających jako zboczenia, do czego przyzwyczaiło nas anime, ta kwestia może pozostawać mocno dwuznaczna. Jeśli jednak spojrzymy na resztę przedstawionych związków między bohaterami, łatwo możemy dojść do wniosku, że Hibike! Euphonium jest tu bardziej nieskrępowane i naturalne niż inne serie. To zdecydowanie powiew świeżości.

Reszta bohaterów należy do drugiego i dalszych planów. Jest ich tu całkiem sporo, każdy z nich wydaje się niezależnie myślącą osobą, a nie tylko kolejną cegiełką w budowli przedstawionego świata i przez takie dopracowanie trudno wyróżnić kogoś z nich. No, może poza dwiema osobami. Pierwsza to Noboru Taki, nauczyciel i opiekun klubu muzycznego. Jego charakter łączy pogodę ducha i wiarę w uczniów z w pełni profesjonalnym i bezkompromisowym podejściem do pracy zespołu. Do tego sprawia wrażenie osoby o niezwykłej inteligencji i rozsądku, stosującej nietypowe metody nauczania i bardzo szanującej zdanie uczniów. Druga postać jest samozwańczą gwiazdą tego anime. Asuka Tanaka to trzecioklasistka grająca na tym samym instrumencie, co Kumiko, i będąca wiceprzewodniczącą klubu. Jest niezwykle żywiołową osobą, twarzą grupy, a dzięki zamiłowaniu do żartobliwych tekstów i gagów sprawia wrażenie wyrwanej z jakiejś szalonej komedii. A mimo to radzi sobie z niezwykłą łatwością w sytuacjach podbramkowych dla orkiestry, roztacza wokół siebie aurę potężnej osobowości i zdaje się myśleć w dużo szerszej perspektywie niż jej koleżanki i koledzy.

W kwestii tego, czy serię można polecić jakiejś grupie odbiorców, nie ma ogólnych przeciwwskazań. Dla każdego, kogo nie nudzi gatunek okruchów życia, jest to pozycja wręcz obowiązkowa, a zawieść mogliby się jedynie ci, którzy nastawiają się na bardzo analityczne podejście do muzyki jako drogę do sukcesu szkolnej orkiestry. Seria jest pod tym względem bardziej subtelna, chociaż oczywiście podkreśla wartości takie jak talent czy praca. U mnie Hibike! Euphonium trafiło na listę ulubionych tytułów (co chyba wyjaśnia pochwalną formę tej recenzji) i celowało tam praktycznie od pierwszego odcinka. Zdecydowanie warto poświęcić serii swój czas, a w chwili gdy to piszę, liczyć na jej kontynuację.

The Beatle, 25 lipca 2015

Recenzje alternatywne

  • Cthulhoo - 25 sierpnia 2015
    Ocena: 9/10

    Dziewczyna z sakshornem barytonowym byłaby dla mnie parą, czyli bardzo udana seria obyczajowa z muzyką klasyczną w tle. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kyoto Animation
Autor: Ayano Takeda
Projekt: Hiroyuki Takahashi, Shouko Ikeda
Reżyser: Tatsuya Ishihara
Scenariusz: Jukki Hanada
Muzyka: Akito Matsuda

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hibike! Euphonium - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl