Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 241
Średnia: 7,39
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Akagami no Shirayukihime

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Snow White with the Red Hair
  • 赤髪の白雪姫
zrzutka

Zwyczajna dziewczyna o niezwyczajnych włosach i prawdziwy książę, czyli bardzo udany romans w baśniowych dekoracjach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Shirayuki to urocza i pełna życia młoda zielarka, która wiedzie spokojny żywot w królestwie Tanbarun. Jest jednak pewien drobiazg, wyróżniający dziewczynę spośród innych mieszkańców – jej rude, a właściwie czerwone niczym jabłka włosy. Kiedy książę Tanbarunu, Raji, dowiaduje się o istnieniu Shirayuki, natychmiast postanawia, że zostanie ona jego konkubiną. Wystraszona zielarka ucieka z kraju i trafia do sąsiedniego królestwa, Clarines, gdzie poznaje niejakiego Zena oraz jego towarzyszy, szermierzy Mitsuhide i Kiki. Szybko wychodzi na jaw, że nowy przyjaciel nie jest zwykłym chłopakiem, a drugim w kolejce do tronu członkiem rodziny królewskiej.

Nie ukrywam, że wiązałam z Akagami no Shirayukihime ogromne nadzieje. Liczyłam na godnego następcę Akatsuki no Yona, które okazało się jednym z lepszych shoujo, z jakimi miałam styczność. Istotny jest fakt, że nie miałam żadnego kontaktu z mangą i cała moja wiedza dotycząca tej produkcji opierała się na wykopanych w internecie informacjach. Cóż, rzeczywistość całkowicie rozminęła się z oczekiwaniami, co nie znaczy, że uznaję anime za złe, wręcz przeciwnie. Uważam, że to jedna z lepszych serii sezonu letniego 2015, a także jeden z najsympatyczniejszych romansów w ogóle. Przy czym warto mieć świadomość, że znacznie różni się on klimatem od wspomnianego już Akatsuki no Yona tudzież innych kostiumowych opowieści o młodych pannach w opałach.

Chociaż pierwsze dwa, trzy odcinki sugerują, że bohaterkę czeka mnóstwo przygód i kłopotów, kolejne nabierają wręcz sielankowego charakteru. To zdecydowanie nie jest przygodowa seria z romansem w tle, a czystej wody opowieść miłosna połączona z okruchami życia, w szalenie bajkowych dekoracjach. Fabuła jest puchata, cukierkowa i naładowana po brzegi ciepłymi emocjami, które od czasu do czasu przesłania cień drobnych problemów, z którymi oczywiście bohaterowie dają sobie radę migiem. Zresztą nie są to jakieś straszne przeszkody na drodze do szczęścia, a jedynie codzienne zmagania z rzeczywistością. Po pierwsze, Shirayuki nie może wrócić do domu, gdyż czeka tam na nią niechciany, acz nieszczególnie groźny amant. Po drugie, Zen jest księciem, co automatycznie oznacza, że nie wszyscy akceptują jego znajomość z dziewczyną bez koneksji, o podejrzanym pochodzeniu (co w sumie ma sporo sensu). Po trzecie, bohaterka nie chce rezygnować z marzeń, to jest kariery zielarki, acz wymaga to pewnych poświęceń i mnóstwa pracy. Na szczęście zarówno Zen, jak i jego zausznicy, czyli Mitsuhide i Kiki, jak również jeszcze kilka innych osób, nie szczędzą wysiłków, by pomóc nowej przyjaciółce.

Większość kłopotów udaje się rozwiązać w pokojowy sposób – zazwyczaj wystarczy rozmowa, ewentualnie mały pokaz siły – i nie mam na myśli biegania z mieczem czy grożenia nieposłusznym stryczkiem. Zresztą Clarines wydaje się oazą spokoju, rządzoną przez mądry i sprawiedliwy ród. Wszelkie odstępstwa od normy i przypadki nadużycia władzy są wykrywane w ekspresowym tempie i z całą siłą zwalczane – mieszkańcy kochają rodzinę królewską, żołnierze są posłuszni i wierni aż do bólu, a dwór tworzą jednostki inteligentne i szlachetne. I zupełnie serio, ja nie staram się być w tym momencie złośliwa, po prostu piszę, jak to wygląda.

Zapewne w zwykłych okolicznościach narzekałabym na przesadną cukierkowość i skrajne wyidealizowanie, ale Akagami no Shirayukihime ma w sobie coś, co sprawia, że ten hurraoptymistyczny obraz nie drażni. Autorka mangi, a za nią scenarzysta, niezwykle umiejętnie wykorzystują wytarte klisze i szablony, a także baśniową konwencję. Mamy więc cudownego księcia na białym koniu, który faktycznie jest księciem, a nie jedynie marną podróbką. Zen jest szarmancki, odważny, dobrze wychowany i dba o dobro poddanych, ale nie brakuje mu też żyłki buntownika – lubi robić rzeczy po swojemu i jest charakterny, choć nigdy bezczelny. Takoż Shirayuki stara się, by ludzie nie postrzegali jej tylko przez pryzmat znajomości z księciem. Kocha Zena, jest do niego bardzo przywiązana, ale nie przeszkadza jej to szukać własnej drogi w życiu. Po prostu nie robi tego w tak widowiskowy sposób, jak Yona czy Shuurei (bohaterka Saiunkoku Monogatari), nie przełamuje tabu i nie wywraca zasad do góry nogami – wspina się po społecznej drabinie, wykorzystując dostępne metody. Robi to powoli, ale z rozmysłem i wytrwale.

Po prawdzie, anime nie obfituje w charyzmatyczne, porywające osobowością postaci. Wszyscy są raczej spokojni i opanowani, a nawet skłonni do refleksji, ale ujęło mnie ich oddanie i wiara w przyjaźń. Poza tym zaprezentowane relacje są bardzo różnorodne, nawet jeśli charaktery poszczególnych bohaterów trudno uznać za rozbudowane i wiarygodne. Chociaż Zen ma troje przyjaciół, każde z nich traktuje inaczej – chyba najbardziej intymna więź łączy go z Mitsuhide, który trwa przy jego boku najdłużej i ciężko pracował, by zyskać uznanie, a przede wszystkim zaufanie. Kiki to ostoja rozsądku, pilnuje, by wszystko było jak należy i rzadko wygłasza jakiekolwiek opinie, ale Zen ceni ją na równi z Mitsuhide. Moim zdaniem jej potencjał nie został w pełni wykorzystany, ale że seria krótka i wolno się rozkręca, zapewne nie na wszystko wystarczyło czasu. Bardzo możliwe, że w drugiej, zapowiedzianej części, dowiemy się o Kiki nieco więcej i odegra ona jakąś istotniejszą rolę. Ostatnim, najbardziej intrygującym członkiem prywatnej gwardii Zena jest Obi – ni to szpieg, ni to posłaniec. Ot, tajemniczy osobnik, który ostatecznie kończy jako straż przyboczna Shirayuki. Wydaje się, że nie do końca pasuje do niego dworskie życie, ale widać, że szybko przywiązuje się do nowego pracodawcy oraz jego rudowłosego oczka w głowie. Poza tym warto wspomnieć, że na razie w serii nie występuje klasyczny czarny charakter, bo trudno za takiego uznać w sumie pociesznego Rajiego czy brata Zena, następcę tronu Clarines, Izanę. To wpisuje się jednak w założenia i wyjątkowo pogodny nastrój anime, bohaterowie nie potrzebują arcywroga, wystarczy im walka z codziennymi problemami.

Jak już wspomniałam, fabuła nie należy do szczególnie widowiskowych i dynamicznych. Akcja rozkręca się leniwie, dlatego wiele istotnych wątków, majaczących gdzieś w tle, w ogóle nie zostaje rozwiniętych. Chociaż pierwsze skrzypce teoretycznie gra Shirayuki, najwięcej miejsca poświęcono Zenowi – to jedna z nielicznych postaci, której przeszłość poznajemy. Co ciekawe, dowiadujemy się także kilku interesujących faktów z życia jego brata, Izany. W przypadku reszty pozostają domysły, acz wyjątkowo trudno je snuć, kiedy widz nie otrzymuje nawet najmniejszej podpowiedzi, co do ich pochodzenia, motywów działania czy przeszłości. Jest to jednak refleksja po seansie, ponieważ podczas oglądania całkowicie skupiamy się na losach głównej pary. Z której strony nie patrzeć, to romans jest osią fabuły, podczas gdy pozostałe wydarzenia stanowią zaledwie dodatek.

Wątek miłosny wyszedł autorce wyśmienicie. Uniknęła typowych pułapek gatunku – jak na produkcję z nurtu shoujo, bohaterowie zaskakująco szybko dochodzą do właściwych wniosków i co najważniejsze, nie czekają na nie wiadomo co, by sobie o tym powiedzieć. Poza tym darowano sobie standardowe przeszkody na drodze do szczęścia, czyli podstępnych rywali i zazdrosne rywalki. Owszem, nie wszystko idzie jak po maśle, ale wszelkie niedogodności wiążą się z wysoką pozycją społeczną Zena oraz faktem, że Shirayuki to nikomu nieznana cudzoziemka. Naturalnie nie zabrakło dużej ilości lukru, słodkiej posypki i tym podobnych atrakcji, ale dla odmiany wszystkie te powodujące próchnicę dodatki są tu jak najbardziej na miejscu. W sensie, jeśli przyjmie się do wiadomości, że oto urocza, ciepła baśń, ale z tych ugładzonych i grzecznych, człowiek zaczyna doceniać landrynkowe dekoracje i błogi nastrój. W zasadzie preferuję charakterne bohaterki i wygadanych, nieco zimnych w obejściu amantów, ale czasem potrzebuję też takiego animowanego termoforu, który zapewni mi solidną dawkę endorfin, bez konieczności obgryzania paznokci i okazyjnego łapania się za głowę, bo albo nagły zbieg okoliczności, albo postacie drepczą w kółko i kombinują, zamiast wyłożyć kawę na ławę.

Również strona techniczna idealnie wpisuje się w klimat serii. Ekran zapełniają słodkie bishoujo i smukli bishouneni, nie wiem czy widziałam pół brzydkiego człowieka (nawet mało istotny, jednoodcinkowy antagonista nie wyglądał szczególnie źle). Naturalnie, jest to zasługa mangaczki, Soraty Akizuki, której miękką i delikatną kreskę idealnie przeniesiono na ekran. Bardzo przypadły mi do gustu stroje, eleganckie, odpowiednio wystawne, ale jednocześnie bardzo praktyczne. Shirayuki jest zielarką, co wiąże się z częstymi spotkaniami z chorymi oraz długimi godzinami w laboratorium, szklarni lub na łące (i wszędzie tam, gdzie rosną rośliny), gdzie długa suknia tylko by zawadzała. Dlatego dziewczyna nosi skromną sukienkę do kolan oraz wygodny, równie krótki uniform, a do tego długie buty – żaden z tych elementów ubioru nie wygląda wulgarnie, co zapewne miałoby miejsce, gdyby widownią docelową byli panowie. Tła są dość szczegółowe i urozmaicone, chociaż udzieliła im się ogólna bajkowość – zamki śliczne, dopieszczone, białe jak śnieg, ani pół zacieku czy pajęczyny, a że Clarines rozległe, możemy podziwiać zarówno pokryte śniegiem góry, jak i niemalże tropikalne wyspy (mam wrażenie, że z tą rozpiętością geograficzną autorka trochę przeholowała, ale to w sumie już czepialstwo). Wszystko się błyszczy i mieni, zwłaszcza w promieniach zachodzącego słońca. Animacja jest płynna, odpowiednio efektowna w scenach pojedynków, choć szczerze mówiąc, graficy nie mieli zbyt dużo do roboty. Anime nie ustrzegło się kilku wad – po pierwsze, im dalej jesteśmy, tym bardziej spada jakość grafiki; po drugie, zdarzają się upiorne wpadki anatomiczne, przez co bohaterowie wyglądają czasem, jakby potrąciła ich ciężarówka. Natomiast na plus zaliczam żywą, ale ładnie dobraną kolorystykę, która mimo dużej ilości pasteli nie wydaje się kiczowata.

Znacznie mniej mam do powiedzenia na temat muzyki, która nieszczególnie zapadła mi w pamięć. Dominowały utwory spokojne, klasyczne, będące jedynie tłem dla wydarzeń. Akagami no Shirayukihime nie należy do produkcji pełnych rozmachu, to raczej dzieło kameralne i spokojne, i taka też była ścieżka dźwiękowa. Jedyną kompozycją, która przykuła moją uwagę, była czołówka, czyli piosenka Yasashii Kibou, w wykonaniu Saori Hayami, seiyuu głównej bohaterki. Melodyjny, optymistyczny utwór, na dodatek dobrze zaśpiewany, wzbogacono o efektowny teledysk, doskonale oddający „ducha” serii i zgrabnie prezentujący najważniejsze postacie. Niestety ending, czyli Kizuna ni Nosete eyelis, chociaż udany, nie okazał się równie chwytliwy. Oczywiście nie można zapomnieć o seiyuu, którzy świetnie się spisali, ze szczególnym wskazaniem na wspomnianą już Saori Hayami (m.in. Shinoa Hiiragi w Owari no Seraph) i Ryoutę Oosakę (Eijun Sawamura w Daiya no Ace).

Muszę przyznać, że niesamowicie cieszy mnie informacja o drugim sezonie Akagami no Shirayukihime, ponieważ rzadko trafiają się serie równie odprężające i przyjemne w odbiorze, ale jednocześnie nieobrażające inteligencji. Historia Shirayuki i Zena to nie tylko sympatyczny romans, ale również opowieść o szukaniu własnego miejsca w świecie i walce z przeciwnościami. Fakt, że wszystko zostało przepuszczone przez różowy filtr i posypane błyszczącym, barwnym konfetti, ale i takie anime są od czasu do czasu potrzebne. Jeśli już mam oglądać skrajnie wyidealizowane, słodkie jak ulepek miłosne opowiastki, to zdecydowanie wolę je w takim niż szkolnym wydaniu. Przynajmniej główni bohaterowie nie potrzebują dwóch długich serii, żeby dojść do wniosku, że coś do siebie czują, i kolejnych pięciu tomów mangi, by to sobie oznajmić. No i jednak prawdziwy książę (a nawet trzech) to zawsze lepiej niż jedna średniej jakości licealna podróba…

moshi_moshi, 3 października 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Sorata Akizuki
Projekt: Kumiko Takahashi
Reżyser: Masahiro Andou
Scenariusz: Deko Akao
Muzyka: Michiru Ooshima

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Akagami no Shirayukihime - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl