Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 14
Średnia: 7,79
σ=1,21

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Shakunetsu no Takkyuu Musume

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Scorching Ping Pong Girls
  • 灼熱の卓球娘
Gatunki: Sportowe
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Haha! Spodziewałeś się uroczych dziewcząt nierobiących niczego ciekawego! Niedoczekanie! Masz tu tenis stołowy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Czasami zdarzają się takie anime, które wywołują wiele emocji nawet po seansie, gdy mniejszym lub większym przypadkiem natykam się w sieci na pojedyncze wycięte z nich sceny, pełne pasji, ekspresji, życia. Za każdym razem, gdy natrafiam na urywek przedstawiający dwie rysunkowe gimnazjalistki zawzięcie odbijające białą plastikową piłeczkę, wspomnieniami wracam do seansu Shakunetsu no Takyuu Musume, realizującego temat anime sportowego wzorowo, nietuzinkowo, a jednocześnie prosto, bez udziwnień. Ostatnio mam nawet porównanie, gdyż dziwnym trafem oglądam coraz więcej serii poruszających temat sportu i tylko niektóre z nich potrafią wzbudzić w widzu emocje porównywalne z prawdziwym meczem, chociaż finał często da się przewidzieć. A przecież to zwykłe odbijanie ping­‑pongowej piłeczki w wykonaniu dziewczyn w stroju na WF…

W przypadku anime o sporcie ważne, by fabuła i postaci były proste i czytelne. Dlatego też historia zaczyna się od tego, że Koyori Tsumujikaze jako drugoklasistka przenosi się do nowego gimnazjum, już na starcie napotykając trudność w postaci bramy. Bojaźliwej wobec obcych i nienaturalnie nieśmiałej bohaterce pomaga Agari Kamiya, zawodniczka szkolnej drużyny tenisa stołowego. Wspólne zainteresowanie w mig przełamuje bojaźń Koyori, która postanawia dołączyć do klubu. Tam też daje pokaz swoich umiejętności i nieskrępowanego zamiłowania do ping­‑ponga, zaraźliwego niczym ospa.

Zaraża też widza. Ileż to razy anime sportowe zwyczajnie odpychają, zamiast rozbudzać w odbiorcy nową pasję, albo chociaż zainteresowanie, gdyż główny bohater okazał się zupełnie nie do zniesienia? Takie Days chociażby byłoby trochę lepsze, gdyby Tsukamoto zwyczajnie zniknął z obsady. Przykłady zapewne można mnożyć i mnożyć, ale Shakunetsu no Takyuu Musume wyróżnia się spośród nich faktem, że główna bohaterka już ma niemałe doświadczenie w tytułowym sporcie, nie jest to więc seria realizująca schemat „od zera do zawodów krajowych”, gdzie bohater małymi kroczkami uczy się wraz z odbiorcą. Bardzo dobrze, dzięki temu widz z miejsca wrzucany jest w wir dynamicznych, widowiskowych ping­‑pongowych pojedynków. Fabuła serii rzeczywiście obraca się wokół tenisa stołowego, a nie tylko udaje, byle stworzyć pretekst do poruszania jedynie z pozoru powiązanych tematów. Koyori do klubu wkracza niczym Bruce Lee, z miejsca pojedynkując się z innymi dziewczynami i wyrabiając markę. W oczach ma tylko ping­‑pong, w jej sercu odbija się piłeczka, pełnią życia cieszy się dopiero przy stole. Dlaczego to w ogóle jest ciekawe?

Oczywiście wszystko dzięki drobnym udziwnieniom i reżyserskim sztuczkom. Szybkie cięcia sprawiają, że uwaga w jednej chwili przeskakuje z ogólnego planu, w którym widz podziwia ślicznie animowane dziewczyny skaczące od krawędzi do krawędzi stołu, do zbliżeń i osobistych przemyśleń zawodniczek, by zaraz kamera podążyła za pędzącą piłeczką. Naturalnie nie obyło się bez komentarzy obserwatorów, dramatycznych spowolnień przy przyjęciach i serwach, powtórzeń z różnych perspektyw. Tak, w innych anime, nie tylko sportowych, ale też w różnorakich mordobiciach, spotkać można to samo, lecz liczy się wykonanie. W przypadku Shakunetsu no Takyuu Musume nie mam żadnych zastrzeżeń, ale nie zawsze jest tak różowo – kilka meczy w odcinkach 3­‑4 to raczej pokaz statycznych ujęć niż prawdziwa animacja, ale późniejsze odcinki całkowicie rekompensują te braki. Rozgrywki urozmaica też styl gry indywidualny dla poszczególnych zawodniczek – każda ma jakieś mocne strony, wyćwiczone zagrania, charakterystyczne elementy zagrywki czy ataku. Oczywiście niektóre cechy zostały mocno podkoloryzowane, lecz w granicach rozsądku, a przynajmniej tolerancji widza, wydatnie zwiększonej dynamiką akcji. Cel uświęca środki tylko wtedy, gdy jest tego wart. Dlatego też należy przygotować się na matematycznie wyliczoną trajektorię lotu piłeczki, uderzenia podkręcone niczym zakręty na Zakopiance i tym podobne rozrywkowe fanaberie, które może i są w pewnym stopniu prawdopodobne, ale raczej nie wśród zawodniczek z gimnazjum. Ich doświadczenia z grą czasami wzbogacają informacje techniczne, chociażby o paletkach i stosowanych w nich okładzinach, ale nie ma się co łudzić, że widz niemający zielonego pojęcia o tenisie stołowym wykorzysta serię jako podręcznik gry – nie taka intencja przyświeca temu anime. Faktem jest też, że nie wszystkie odcinki poświęcono grze w tenisa stołowego, czasem bardziej skupiają się na bohaterkach i drobnych wątkach pobocznych, zaś prawdziwa akcja zaczyna się dopiero w końcowych odcinkach, kiedy bohaterki rozgrywają sparingowy turniej z inną szkołą. Wtedy też przypada moment kulminacyjny fabuły, kończącej się przed poważniejszymi rozgrywkami. Uważam to posunięcie za całkiem słuszne – przy tej liczbie odcinków historia musiałaby być niezdrowo skondensowana, by zaprezentować dłuższy epizod, i mogłaby zakończyć się w mniej dogodnym momencie. Tymczasem wiadomo, że opowieść ma dalszy ciąg, ale czy ujrzymy go na ekranie? Zakończenie nie daje podstaw, by o tym rokować, ale też nie sposób takiego scenariusza wykluczyć.

Jak już wspomniałem, bohaterki są proste i wyraziste, nie ma sensu rozpisywać się o ich charakterach, gdyż te zostały zarysowane tylko na tyle, ile było potrzeba, by je od siebie odróżnić. Owszem, dziewczyny otrzymały tło fabularne wyjaśniające ich obecne postawy, ale to w zasadzie niewiele, czy raczej – w sam raz. Prędzej zapamiętać je można po przywarach, cechach zewnętrznych i zachowaniu – jedna podświadomie rozpoznaje kolor majtek koleżanek, inna jest nad wyraz energiczna i pozytywna, któraś chce poklasku, kolejna ma wielkie piersi (które nawet podtrzymuje ręką w czasie gry, by za bardzo nie przeszkadzały, wprawdzie wiedza o cudownym działaniu staników sportowych na niekontrolowane falowanie piersi jest powszechna, ale plus za pomysł), jedna chodzi z odsłoniętym barkiem, jakaś tam cały czas wcina wafelki… Takie dziecinne, przerysowane zachowania rzucają się w oczy i pewnie nieco drażniłyby, gdyby bohaterki uczęszczały do liceum. Ale w gimnazjum mają prawo być bardziej dziećmi. I tak jest dobrze. Moé. Aha, w obsadzie nie ma facetów. Ani jednego. Też dobrze, jeśli nawet nie lepiej.

Rzadko rozpisuję się o muzyce w anime, może dlatego, że w większości przypadków jest podobna i ścieżki dźwiękowe można by z powodzeniem pozamieniać między tytułami. Ale nieczęsto trafia się linia melodyczna tak bardzo współgrająca z preferowanymi przeze mnie gatunkami. O ile bowiem muzyka elektroniczna to już standard w anime i coraz częściej goszczą w niej naleciałości dub, drum&base czy nawet agresywny dubstepowy wobble, często na siłę wciskany między zwrotki piosenki, tak z hardstyle i stylistyką rave spotkałem się chyba po raz pierwszy (pomijam oczywiście serię telewizyjną Area 88, które ukazało się w zupełnie innej epoce muzyki klubowej). Linie melodyczne w chwilach napięcia i podczas zaciętych meczy prezentują najwyższy poziom współczesnej sceny elektronicznej i wcale nie mam na myśli bezmyślnego potoku sampli z darmowego oprogramowania – to przemyślane kompozycje, które z powodzeniem mogłyby brzmieć wśród najlepszych utworów uznanych na świecie. Chociaż to złe określenie, gdyż w kategorii muzyki elektronicznej Japończycy już zdołali wyprzedzić resztę globu. Tak rozpisuję się o tej linii melodycznej, a w rzeczywistości w całej ścieżce dźwiękowej trzy, może cztery utwory pasują do powyższego opisu. Pozostałe elementy kompozycji dźwiękowej są już spokojniejsze, bardziej klasyczne, ale przez to właśnie nie wyróżniają się aż tak znacząco. Na uwagę zasługują też czołówka i napisy końcowe, przyjemne zarówno w kategoriach muzycznych, jak i wizualnych. Zwłaszcza opening stanowi przedsmak tego, co czeka na widza.

W wir sportowych zmagań najbardziej jednak wciągnęła mnie oprawa wizualna. Co prawda projekty postaci są proste, bez zbędnych detali, co najwyżej lekko uzupełnione charakterystycznymi dodatkami, ale za to pikanterii akcji dodają wizualizacje, budujące napięcie tak bardzo potrzebne dla sportowej rywalizacji. W wyobraźni bohaterek często tworzą się przerysowane wizje, potęgujące agresywny obraz przeciwniczek oraz dramaturgię. Zważywszy na fakt, że tenis stołowy w prawdziwym wydaniu nie jest zanadto widowiskową dyscypliną, podkoloryzowanie zmagań dziewcząt było wskazane. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że animacja była rysowana na podstawie nagrań prawdziwych zawodników, niektóre ruchy czy zachowania przy stole wydają się aż nazbyt naturalne jak na anime. Nawet jeśli okazyjnie zastosowano technikę rotoskopową, to w żadnym wypadku nie uznaję tego za wadę, gdyż ostatecznie kilka, a nawet kilkanaście razy wracałem do pojedynczych ujęć. Fakt, już wspomniałem o tym, że kilka odcinków wykonano oszczędnie, ale ogólny efekt pracy animatorów jak najbardziej zachęca do zapoznania się z serią. Pozytywnego obrazu dopełniają takie detale, jak chociażby pot przesiąkający przez ubrania w miarę jak rozgrywka się przeciąga, a bohaterki walczą z narastającym zmęczeniem.

Shakunetsu no Takyuu Musume nie sprawiło, bym zapałał nieuzasadnioną pasją do tenisa stołowego. Ale ja szukam w anime wrażeń wizualnych, które w końcu są najmocniejszą i najważniejszą stroną medium, i takowe otrzymałem. W konsekwentnie zrealizowanej i przemyślanej sportowej oprawie. Teraz tylko co jakiś czas odświeżam sobie najlepsze ujęcia, nie czując ani krzty znużenia, delektując się wyborną animacją. A inni to nie wiem, może też się zauroczą, nie widzę przeciwwskazań do oglądania tej serii.

Slova, 26 stycznia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kinema Citrus
Autor: Yagura Asano
Projekt: Junko Sugimura
Reżyser: Kaori, Yasuhiro Irie
Scenariusz: Hideyuki Kurata
Muzyka: Monaca

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Shakunetsu no Takkyuu Musume - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl