Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 25
Średnia: 7,32
σ=1,93

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (ukloim)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragon Ball Super: Broly

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 100 min
Tytuły alternatywne:
  • ドラゴンボール超[スーパー] ブロリー
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Bóstwa, Obcy; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Inne planety, Świat alternatywny; Inne: Supermoce
zrzutka

Odświeżenie starego bohatera receptą na jeden z najlepszych filmów o smoczych kulach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: ukloim

Recenzja / Opis

Po finansowym sukcesie serii telewizyjnej właściwie jedynie kwestią czasu była zapowiedź kontynuacji. Tak oto, po dziewięciu miesiącach od jej zakończenia, do kin trafił pełnoprawny sequel i pierwszy film spod szyldu Super. Z tej okazji odpowiedzialny za historię Akira Toriyama zdecydował się odświeżyć i napisać na nowo postać Broly'ego, którego niegdyś na potrzeby wcześniejszych filmów stworzył scenarzysta Takao Koyama.

Film rozpoczyna się od retrospekcji, która cofa nas dokładnie o czterdzieści jeden lat, by opowiedzieć o okrucieństwie króla Vegety wobec Paragusa i jego syna, Broly'ego, którego rozkazał wysłać na daleką planetę tylko dlatego, że swoim potencjałem przewyższał saiyańskiego księcia. Następnie akcja przeskakuje nieco do przodu i pokazuje zagładę planety Vegeta oczami ojca Goku, Bardocka. Po raz pierwszy na ekranach pojawia się także jego partnerka, Gine.

W tym momencie niestety pojawia się pierwszy zgrzyt, jeśli chodzi o fabułę. Akira Toriyama w 2013 roku na potrzeby tomikowego wydania Jaco z Galaktycznego Patrolu stworzył oneshot w polskim wydaniu zatytułowany Los pisany dziecku, który na nowo opowiedział historię Bardocka oraz wysłania Goku na Ziemię, zupełnie odbiegającą od tego, z czym mogliśmy zaznajomić się w odcinku specjalnym z 1990 roku. Moim zdaniem, a także wielu fanów, był on zdecydowanie gorszym podejściem do tematu i nieco zepsuł postać Bardocka, robiąc z niego dobrego ojca, dbającego o los swoich dzieci, podczas gdy wcześniej był typowym zimnokrwistym przedstawicielem swojej rasy. W filmie postanowiono zaadaptować i nieco rozwinąć właśnie wspomniany oneshot, zamiast wrócić do ciepło przyjętej poprzedniej wersji wydarzeń. Szkoda.

Po retrospekcjach czas na powrót do teraźniejszości i tu jest już dużo lepiej. Armia Frizera kradnie z domu Bulmy sześć smoczych kul, a Goku i Vegeta wyruszają do lodowej krainy, by przeszkodzić wrogom w znalezieniu ostatniej z nich. Nie wiedzą jednak, że na miejscu czekać będzie nie tylko Frizer, ale także odnalezieni po ponad czterdziestu latach dwaj Saiyanie – Paragus i Broly.

O ile nowa wersja historii Bardocka zupełnie nie przypadła mi do gustu, o tyle odświeżony Broly wypada zdecydowanie lepiej niż kupa mięśni z poprzednich filmów, kiedy to potrafił krzyczeć jedynie słynne już „Kakarotto!”. Tym razem za jego poczynaniami nie stoi zakorzeniona od dziecka nienawiść, lecz tragiczna przeszłość i problematyczna relacja z ojcem, który zmusza go do walki, chcąc stworzyć z niego wielkiego wojownika i zemścić się na królu Vegecie. Nowemu Broly'emu pod względem charakteru bliżej wręcz do Goku niż do swojej poprzedniej inkarnacji.

Produkcja do uniwersum wprowadza dwie nowe postaci: starego Lemo i złodziejkę Chirai, odpowiedzialnych za odnalezienie Broly'ego i jego ojca. Nie mają zbyt dużej roli, ale to całkiem barwni bohaterowie, których naprawdę da się lubić.

Generalnie fabuły w filmie za wiele nie ma. Retrospekcje i zawiązanie akcji nie trwają długo, a około połowę wydarzeń stanowią pojedynki z szalejącym Brolym. Wszystko przez to wydaje się nieco przyspieszone, jakby twórcy chcieli wcisnąć do tych stu minut zdecydowanie za dużo. No i cóż, wiele w tym prawdy, bo podobno oryginalny scenariusz Toriyamy starczyłby na trzy godziny, w związku z czym wiele z niego trzeba było wyciąć, stąd efekt jest, jaki jest.

Broly od samego początku zapowiadany był przez Toei Animation jako najlepiej wyglądająca produkcja o smoczych kulach w historii całej serii. Mogę potwierdzić – nie kłamali, bo tak faktycznie jest. Jako projektanta postaci i reżysera animacji zatrudniono wyłonionego w konkursie Naohiro Shintaniego, który zastąpił krytykowanego od lat Tadayoshiego Yamamuro. Zmiana ta wyszła zdecydowanie na plus, a Shintani wprowadził do rysunków od dawna oczekiwaną świeżość, swoim stylem nawiązując do Akiry Toriyamy w szczycie formy i upraszczając niepotrzebnie szczegółowe i straszliwie sztywne projekty Yamamuro, które nigdy nie sprzyjały dobrej animacji. Dzięki temu bohaterowie, szczególnie w trakcie bitew, poruszają się niesamowicie płynnie, a całość zyskuje na widowiskowości. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fatalne CGI, którego w tym filmie jest naprawdę dużo i które bardzo odbiega poziomem od animacji 2D. Jest co prawda lepiej pod tym względem niż w Fukkatsu no F, ale nadal nie ma się czym zachwycać.

Mógłbym się również przyczepić do braku konsekwencji w rysunkach. Shintaniemu w tym filmie jako nadzorcy animacji asystowali między innymi Yuuya Takahashi czy Naoki Tate, którzy prezentują zupełnie inne style – pierwszy słynie z niesamowitej dokładności i szczegółowych cieni, drugi natomiast z bardzo swobodnej i prostej kreski. Gdyby bezpośrednio zestawić ich sceny ze sobą, widać byłoby ogromną różnicę. Coś, co nie przeszkadzałoby w serii telewizyjnej, w filmie odrobinę zgrzyta, ale absolutnie nie obniża ogólnego poziomu graficznego, bo wszyscy animatorzy zdecydowanie wywiązali się ze swoich zadań perfekcyjnie. Ich sukcesu nie byłoby jednak bez fantastycznego scenorysu, który idealnie oddaje skalę wydarzeń i pozwala spojrzeć na akcję z wielu różnych perspektyw. Nie jest to tylko najładniejszy film z serii, ale także jeden z najlepiej zrobionych filmów ostatnich lat w ogóle.

Reżyser Tatsuya Nagamine chciał wnieść do nieco skostniałego już uniwersum trochę innowacji, mających wprowadzić serię na współczesny rynek animacji. Najbardziej przysłużyło się to wszelakim transformacjom, które nie ograniczają się już do sekundowego wybuchu energii i natychmiastowej zmiany koloru włosów, lecz faktycznie stały się interesującym elementem pojedynków. Takim powiewem świeżości miało być również powierzenie głównego motywu filmu popowemu piosenkarzowi Daichiemu Miurze i trzeba przyznać, że nie wyszło najgorzej. Blizzard może daleko do kultowego Cha­‑la Head Cha­‑la, ale to na pewno ciekawy utwór, z fajną linią melodyjną, zdecydowanie wpadający w ucho.

Skoro już o muzyce mowa – nie jestem fanem Norihito Sumitomo. Z oczywistych względów wyżej cenię ścieżkę dźwiękową autorstwa legendarnego Shunsuke Kikuchiego i szczerze, wolę nawet twórczość plagiatora Kenjiego Yamamoto (jeśli w ogóle można to w jego przypadku nazwać w ten sposób). Tym bardziej więc zaskoczony byłem tym, co Sumitomo stworzył na potrzeby tego filmu. Według mnie to najlepsze, co wyszło spod jego ręki, odkąd został kompozytorem muzyki do serii. Jest tu naprawdę sporo fajnych motywów i choć nie obyło się bez dziwactw w postaci komentatora pojedynków, który wykrzykuje w ich trakcie imiona bohaterów czy nazwy ataków, to całość oceniam zdecydowanie pozytywnie.

Po zakończeniu serii telewizyjnej pozostała we mnie niesamowita pustka. Nie był to może powrót Dragon Balla, o jakim wszyscy marzyli, ale obudził apetyt na ciąg dalszy. Nowy film spełnił pokładane w nim oczekiwania, ale jednocześnie po raz kolejny pozostawił niedosyt, bo ponownie chcę więcej. Patrząc na finansowy sukces, to na pewno nie koniec historii o smoczych kulach, i bardzo dobrze. Oby tylko ta przygoda trwała razem z Naohiro Shintanim, głównym ojcem sukcesu Dragon Ball Super: Broly.

ukloim, 17 lutego 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Akira Toriyama
Projekt: Akira Toriyama, Naohiro Shintani
Reżyser: Tatsuya Nagamine
Scenariusz: Akira Toriyama
Muzyka: Norihito Sumitomo