Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 23
Średnia: 8,09
σ=1,02

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Kurubuntu
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Oshi no Ko [2026]

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2026
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 推しの子 [2026]
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Idolki; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Trzeci sezon wędrówki przez zdegenerowany świat japońskiej popkultury, w którym sprawdziła się znaczna część prognoz sceptyków.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Recenzja zawiera spojlery dotyczące dwóch pierwszych sezonów serialu.

Minęło pół roku od wydarzeń z poprzedniej odsłony serii. Wszystko wskazuje na to, że było to najszczęśliwsze sześć miesięcy w życiu Aquy Hoshino vel. doktora Gorou Amemiyi: uporządkował swoje sprawy zawodowe, nawiązał romantyczną relację z uroczą aktorką Akane Kurokawą i odnalazł wewnętrzny spokój, bowiem dowiedział się o śmierci swojego biologicznego ojca. Co prawda jego siostra bliźniaczka Ruby zaczyna zachowywać się nieco niepokojąco, ale „rodzeństwo mimo woli” i tak nie trzyma się zbyt blisko, zatem to ledwie mała rysa na bardzo udanym półroczu. Jednak nie byłoby trzeciego sezonu (i zapowiedzianego już czwartego), gdyby w tym wspaniale ułożonym świecie nie grała fałszywa nuta…

Pierwsze trzy odcinki serialu skutecznie uśpiły moją czujność. Anime znów serwuje wyśmienitą analizę zdeprawowanej japońskiej branży rozrywkowej i jej wiernych sług, którzy dla odrobiny sławy lub nawet opłacenia czynszu pozwolą na to, by przerobić ich na pozbawione marzeń, umęczone po uszy maszynki do mielenia pieniędzy. Bohaterowie świetnie balansują między pracą w wyniszczającej psychicznie branży i prowadzeniem w miarę normalnej egzystencji, dzięki czemu ten świat jest mroczny, ale nie przedramatyzowany. Wśród ciekawszych historii z początku sezonu wymieniłbym trudną dolę producenta wykonawczego, który musi liczyć się z problematycznymi gwiazdami, zewnętrznymi kontrahentami, a nawet przełożonymi, których niekompetencja może równać się tylko z ich bezczelnością. Powiązana z jego wątkiem opowieść prowadzi nas do innej ciekawej historii o współczesnej potędze internetu oraz specyficznej grupie celebrytów dorabiających na swojej urodzie.

Jednak uprzedzono mnie, bym nie przesadzał z entuzjazmem, bo o ile wątki nawiązujące do świata show­‑biznesu są ciekawe i twórcze, o tyle w końcu musimy wrócić do głównej historii, a ta w mandze zaprezentowała się podobno wyjątkowo źle. Ponieważ nie znam komiksowej wersji, pozostało mi jedynie oczekiwać nieuniknionego, powtarzając sobie, że może autor poradził sobie z fabułą lepiej niż głoszą internetowe komentarze. Niestety, na obecnym etapie muszę się z nimi zgodzić.

W czwartym odcinku do gry powraca znana nam już postać, której konwersacja z Aquą niespodziewanie skręca na temat prowadzonego przez protagonistę śledztwa. Młody człowiek dostaje szokującą wieść, że popełnił istotne błędy w trakcie działań pokazanych w poprzednim sezonie anime. Cóż, nie jest to informacja przełomowa dla nas, bowiem już w finale poprzedniej odsłony wyraźnie zakomunikowano, że konkluzje protagonisty nie są do końca spójne. Natomiast to, w jaki sposób wyjaśniono pomyłkę głównego bohatera, i to, co następuje w finale odcinka jest… głupie. Nie „kontrowersyjne”, nie „trochę niedoszlifowane” ani „nie do końca przemyślane”. Zwyczajnie głupie. Nagle w dobrym i ciekawie wymyślonym serialu, który do tej pory zbierał głównie pozytywne recenzje i wysokie noty, pojawiają się wydarzenia nie do zaakceptowania nawet w trzeciorzędnym shounenie. Szczerze mówiąc, przez pierwsze 2­‑3 minuty nawet nie byłem wzburzony, bo dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, jakim absurdem poczęstował mnie scenariusz. Mało tego – mówimy tutaj o głównym wątku serialu, więc nie ma szans, żeby to jakoś odkręcić.

To, co się dzieje w następnych odcinkach, nazwałbym starciem scenarzysty z materiałem źródłowym. Dowiedziałem się, że studio Doga Kobo nie próbuje całkowicie wywrócić fabuły mangi, jednak stara się przesunąć jej akcenty, by pewne wydarzenia nieco inaczej wybrzmiały. Głębsza interwencja scenarzysty w historię przyniosła mieszane rezultaty. Z jednej strony niektóre pomysły prezentują się lepiej od tego, co wymyślił Aka Akasaka. Z drugiej zaś – odpowiedzialny za fabułę serialu Jin Tanaka może i jest lepszym artystą niż mangaka w kryzysie, lecz nie ma talentu porównywalnego do Akasaki, gdy ten prezentuje swoją najlepszą formę. Niektóre sceny zbyt łopatologicznie tłumaczą emocje bohaterów, kilka opowieści o biznesie sprawia wrażenie powtórki z rozrywki, a część wątków próbuje nas bez powodzenia zaskoczyć.

Wprowadzono również nietypowe elementy, które nie pasują mi do serii (i nie są one wymysłem scenarzysty). Na przykład w połowie sezonu pewnej postaci grozi skandal, gdyż konkurencja przygotowała na nią stosownie spreparowany fakt medialny. Sam pomysł od strony fabularnej wydaje się w porządku, jednak dotyczy akurat tej jednej osoby, której nie podejrzewałbym o tak pochopne postępowanie. W innym odcinku dowiemy się nieco więcej o przeszłości przybranej matki Aquy i Ruby, Miyako Saito. To bardzo ładnie zrobiony epizod, ale nie ukrywam, że słabo się pokrywa z jej zachowaniem z pierwszego sezonu.

Kolejnym rozczarowaniem i dowodem braku kreatywności Akasaki w budowaniu atmosfery thrillera jest antagonista. Jeżeli zaciekawił was tajemniczy typ z finału drugiego sezonu, to muszę was rozczarować. Nie mamy do czynienia ani z fascynującym, skomplikowanym złem ani człowiekiem, który kiedyś popełnił błąd i udaje, że skutecznie odciął się od przeszłości (jakoś pasowałoby mi do tej marki stworzenie czarnego charakteru w stylu Klaudiusza z Hamleta). Niestety, jedyne, co ma dla nas autor pierwowzoru, to nudny psychopata, który już dawno powinien zwrócić na siebie uwagę nie tylko Aquy, ale też japońskiej policji.

Jednak najgorzej w tym wszystkim prezentuje się protagonista. Jak wspomniałem, w pewnym momencie dostajemy od mangaki artystyczny cios w zęby. Chciałbym dodać komentarz, że ta scenariuszowa głupota nie zepsuła nam postaci, ale byłoby to kłamstwo szyte grubymi nićmi. W momencie przełomowym dla serii Aqua dowiaduje się, że popełnił pomyłkę, a jego biologiczny ojciec jednak żyje i ma się dobrze. Problem polega na tym, że to nie był maleńki błąd lub omyłka popełniona przez osoby trzecie, a wpadka na poziomie nadepnięcia na grabie. Co gorsza, w trakcie tego samego odcinka słyszymy kolejne rewelacje dowodzące, że nasz detektyw nie tylko stanął na rzeczonym narzędziu, ale też dokonał kilku powtórzeń, by sprawdzić, czy to aby na pewno boli. Krótko mówiąc – z samozwańczego Sherlocka Holmesa zrobił się nam Inspektor Gadżet. To jeszcze nie koniec, bowiem bohater, który opowiadał przez tyle odcinków, jak przebadał każdy zakamarek w branży, pominął w swoim śledztwie ekstremalnie podejrzanego człowieka. Mało tego, w ostatnim akcie sezonu poznaje kolejną ważną dla siebie osobę, którą powinien był znaleźć dużo, dużo wcześniej (swoją drogą – niby w tej Japonii jest ponad 120 milionów ludzi, a wszyscy jakoś cudownie się znają).

W moim odczuciu pociąga to za sobą kilka istotnych problemów. Po pierwsze, jeżeli Oshi no Ko zostało zaprojektowane jako kryminał noir (a uważam, że miało ambicje, by choć częściowo przynależeć do tej kategorii), to może nam dać protagonistę­‑cynika, ale nie może on popełniać aż takich błędów. Owszem, bohaterowie książek Chandlera i MacLeana nie są nieomylni, jednak w ich świecie za aż takie wpadki los nie daje kolejnej szansy. Po drugie, jeżeli robimy cynicznego i oschłego bohatera, to jego inteligencja stanowi niejako pancerz, który chroni go przed głosami krytycznymi. Na tej zasadzie tłumy kochają doktora House’a, co bardziej harde kreacje Sherlocka Holmesa (np. Benedicta Cumberbatcha) i całą masę wymądrzających się protagonistów w anime. Jednak jeśli obedrze się taką pyskatą mądralę z inteligencji, cały urok pryska.

No i trzecia rzecz, która drażniła mnie przez potężną część sezonu – Aqua i Ruby wciąż nie potrafią dogadać się i zwyczajnie porozmawiać na temat ich przeszłości oraz przyszłości. Niby wiem, że serial stara się wybronić argumentem cichego porozumienia obu stron, które od pierwszego sezonu unikają poruszania kwestii z przeszłości. Sęk w tym, że taka sztuczka może zadziałać, jeżeli mieszkają z dala od siebie albo przynajmniej obracają się w zupełnie innych środowiskach. Tymczasem mamy już trzeci sezon, atmosfera wokół rodzeństwa Hoshino gęstnieje, oboje współpracują w ramach B­‑Komachi, nawet kolegów i znajomych mają tych samych. O ile jeszcze rozumiem, że Ruby może naiwnie tkwić w przekonaniu, że nic specjalnego jej nie łączy z bratem, o tyle Aqua, który był przecież doświadczonym lekarzem, nie powinien wykazywać się aż taką naiwnością. Zwłaszcza że to on ma być tym bardziej błyskotliwym w duecie.

Zdaję sobie sprawę, że na razie brzmi to jak wylewanie kubła pomyj na serię, która zdecydowanie nie poradziła sobie z mozolnie budowaną fabułą i komentarzem społecznym. Jednak to też byłaby przesada. Uważam, że Oshi no Ko wciąż ma mnóstwo do zaoferowania na wielu płaszczyznach. Pierwszy akt jest naprawdę znakomity, portretując kolejne patologie japońskiej branży rozrywkowej. Na późniejszym etapie w wątek główny zostają wplecione kolejne elementy opowieści o japońskich idolach i artystach – to wciąż bardzo wartościowy i ciekawie zaprezentowany zbiór obserwacji. Moim zdaniem spora część interakcji i dialogów między bohaterami nadal jest prowadzona inteligentnie i oryginalniej niż w przeciętnych anime.

O ile Aqua bardzo mnie zawiódł w tym sezonie, o tyle postacie drugoplanowe dają radę. Akane, dziewczyna głównego bohatera, dostaje swoje pięć minut i, jak przystało na dobrze przygotowaną początkującą gwiazdę, umie ten czas wykorzystać. Kana Arima to dla mnie sezonowa sinusoida, która ma bardzo dobre i bardzo złe sceny, jednak ostatecznie również wystawiam jej pozytywną ocenę. Szczególnie cieszy mnie, że mimo rozmaitych huśtawek nastroju głównego bohatera (zwłaszcza jego stosunku do otoczenia) trójkąt miłosny Aqua­‑Akane­‑Kana nie stanowi głównego dania sezonu. Nawet więcej, panie potrafią współpracować bez wzajemnego obrzucania się wyzwiskami lub podkopywania pozycji rywalki. Muszę też pochwalić serię za zrobienie półrocznej przerwy między wydarzeniami – zdarza się, że taki zabieg nie wprowadza dużych zmian w scenariuszu, tutaj bardzo mądrze przemyślano, w jaki sposób bohaterowie mogą funkcjonować po poznaniu pewnych faktów (rozpoczęcie związku Akane i Aquy, reakcja Ruby na znalezienie zwłok doktora, wzrost popularności idolek z B­‑Komachi). Tutaj pochwała należy się i mangace, i scenarzyście.

Poza tym technicznie seria nadal prezentuje wysoki poziom. Mamy dwie świetne piosenki na początku i końcu odcinka (do tego „teledysk” do tej pierwszej przypadł mi bardzo do gustu). W czasie seansu cieszyłem się z bardzo dobrej oprawy graficznej i muzycznej, także struktura sezonu robi na mnie wrażenie. Seria kontynuuje dość trudny w realizacji, ale udany pomysł, by prezentować tytuł dopiero pod koniec odcinka, bawiąc się z nami w małe tajemnice (choć z drugiej strony Crunchyroll podaje tytuły na swojej stronie, co mi trochę przeszkadza – aczkolwiek trudno o to winić serial). Wracają dobrze znani seiyuu i uważam, że wciąż odwalają kawał dobrej roboty. Co więcej, kilkoro znanych aktorów, którzy w poprzednich sezonach nieco się marnowali, w końcu dostaje coś więcej do zagrania (np. Asami Seto i Hina Youmiya). Chociaż znów odnoszę wrażenie, że zostali wprowadzeni do niektórych wątków nieco przypadkowo i świat japońskiego show­‑biznesu to wyjątkowo krótka lista nazwisk.

Przyznam, że kiedy odcinek czwarty odsłonił wszystkie swoje głupoty, rozważałem poważnie stworzenie recenzji najeżonej spoilerami, skoro scenariusz rezygnuje z jakiejkolwiek ciekawej koncepcji (albo co gorsza – tak naprawdę nigdy jej nie posiadał). Na szczęście uważam, że studio wyratowało ten sezon, choć niektóre sceny i wątki budzą mój zdecydowany sprzeciw. Trzecia odsłona Oshi no Ko to w moim zestawieniu bezwzględnie najsłabsza część. Ostatecznie jednak spadek poziomu nie jest na tyle duży i uważam, że udało się uratować markę.

Bardzo chciałbym zamknąć recenzję taką optymistyczną konkluzją, ale muszę wrócić do wniosków, które wyłożyłem w analizie poprzedniego sezonu. Wspomniałem wtedy, że część internetowej braci przestrzega fanów wersji anime przed żenującym zakończeniem serii. Niestety, pomimo przyzwoitego poziomu trzeciej odsłony, coraz mocniej przeczuwam, że ostatni, czwarty sezon Oshi no Ko będzie jednym z większych rozczarowań w historii gatunku. Pozostaje mieć nadzieję, że skoro finał mangi „podzielił fanów”, to jednak studio zdecyduje się na bardziej swobodną interpretację. Tym bardziej że inne anime na podstawie dzieła Akasaki, Kaguya­‑sama wa Kokurasetai, już doczekało się alternatywnego, według mnie lepszego zakończenia.

Sulpice9, 27 maja 2026

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Aka Akasaka, Mengo Yokoyari
Projekt: Kanna Hirayama
Reżyser: Daisuke Hiramaki
Scenariusz: Jin Tanaka