Anime
Oceny
Ocena recenzenta
9/10| postaci: 9/10 | grafika: 8/10 |
| fabuła: 8/10 | muzyka: 7/10 |
Ocena czytelników
Kadry
Top 10
Seihantai na Kimi to Boku
- You and I Are Polar Opposites
- 正反対な君と僕
Z wierzchu prosta, wręcz banalna w założeniach komedia romantyczna. Po lepszym zapoznaniu – jeden z najlepszych przedstawicieli szkolnych anime i bardzo mądra opowieść o tym, że miłość to nie tylko wyrzuty dopaminy, ale też zwykła codzienność we dwoje.
Recenzja / Opis
Zacznę odrobinę nietypowo, bo od historii o tym, jak bardzo materiały promocyjne potrafią być zwodnicze. Kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o Seihantai na Kimi to Boku, jego opis brzmiał mniej więcej tak: Miyu Suzuki to radosna, wygadana i otoczona przyjaciółmi dziewczyna, zakochana po uszy w Yuusuke Tanim – milczącym, lakonicznym i niezbyt wylewnym koledze z klasy. Na szczęście szybko zostają parą, choć wymagało to od Suzuki niemało odwagi. Później wśród ich znajomych pojawią się inne związki, również oparte na przeciwieństwach.
Te kilka zdań sprawiło, że początkowo odpuściłem sobie seans. Zapowiadała się kolejna fantazja o szkolnym przegrywie, któremu zrządzeniem losu wpada w ręce nadzwyczaj atrakcyjna dziewczyna. Plakat z różowowłosą dziewoją w centrum również nie pomógł. Na szczęście zostałem namówiony, żeby dać temu szansę i zdecydowanie nie żałuję. Choć nie przekroczymy ram gatunku, jest to jedna z najciekawszych i najbardziej świeżych wariacji na jego temat.
Przede wszystkim, bardzo mnie zaskoczył status bohaterów i ich społeczna pozycja. Pod wieloma względami wspomniane wcześniej streszczenie się zgadza, ale niepotrzebnie przefiltrowałem je przez moje doświadczenia ze światem anime. Suzuki wcale nie jest hiperatrakcyjnym obiektem westchnień wszystkich kawalerów z klasy, a ekstrawertyczną, nieco ekscentryczną duszą towarzystwa, która może pochwalić się dużą paczką przyjaciół. W typowej komedii romantycznej bardziej oczekiwałbym takiego charakteru po zwariowanej koleżance protagonistki niż po głównej bohaterce. Również Tani to żadna zahukana ciepła klucha, tylko małomówny, zdecydowany facet, który lubi działać po swojemu. Używając współczesnego języka ról społecznych, to bardziej lakoniczny sigma niż typowy dla shounenowych romansów nieśmiały samiec‑beta.
Co więcej, aby utrzymać ten związek, potrzebują oni niemało determinacji, bowiem ich skrajnie różne charaktery (oraz wady) nie sprzyjają tak bliskim relacjom. Ona w swojej szalonej gonitwie myśli reaguje na stres chaotyczną paplaniną oraz zdecydowanie przekombinowanymi tezami. Jego zaś cechują wyjątkowo niepożądana w Japonii szczerość i bezpośredniość, jak również mierne zdolności wyłapywania niuansów (znane w tym kraju kuuki o yomu – czytanie z powietrza). Zatem już pierwszy odcinek łatwo przekonał mnie, że nie będzie to kolejna fantazja, w której jedna ze stron przejawia katalog idealnych cech.
Skoro bohaterowie zostają błyskawicznie parą i żadne z nich nie jest wyidealizowaną figurą wabiącą publiczność określonej płci, to na czym skupia się fabuła? Tu trafiamy na drugi arcyciekawy punkt, bowiem seria opowiada o związkowej codzienności. Bez pokazowych scen „partnerki idealnej” (jak to bywa w seriach dla płci brzydkiej) bądź nieustannych emocjonalnych burz z udziałem partnera, którego nikt nie rozumie poza drugą połówką (to z kolei częściej dla pań). Gdy Miyu i Yuusuke decydują się na związek, znajomi dziewczyny akceptują ich nowy status i łatwo przyzwyczajają się do zmian. Zaś cała masa następujących po tym scen w serialu to drobne, rutyniarskie wręcz zajęcia paczki przyjaciół, do której (z powodu nowej dziewczyny) dołączył Tani: wyprawy do sklepu, wizyty w kawiarniach, włóczenie się po szkole, plotkowanie na przerwach… Gdzieś tam wszyscy mają zakodowane, że główni bohaterowie są parą, ale nikt nie robi z tego sensacji. Zgodnie z nagłówkiem recenzji – świetnie ukazano, że miłość to nie szał uniesień, a radosny, choć mozolny maraton we dwoje. Niewiele romansów równie mocno zasługuje na tag „realizm”.
Oczywiście to nie znaczy, że scen romantycznych brakuje. Młodzi wybiorą się do kina, pojadą do Jokohamy lub zwyczajnie przekąszą coś w restauracji tylko we dwoje. Jasne, jesteśmy świadkami typowo słodkich segmentów, ale tym polukrowanym chwilom towarzyszą realistycznie żenujące epizody: spotkanie byłego, zakłócający randkowy mir rodzice lub pełne zakłopotania milczenie we dwoje, w których rozpoczęte po krępujących minutach monologi Miyu zderzają się z grzecznym milczeniem Taniego. Co do tego ostatniego – nie wynika to z nieuprzejmości lub braku zaangażowania chłopaka (przeciwnie, bardzo mu na niej zależy), tylko trochę innego sposobu wyrażania emocji . Z drugiej strony, ma on świadomość swoich deficytów i potrafi bardzo ładnie wyznać uczucia, choć robi to zdecydowanie rzadziej i potrzebuje nieco więcej czasu na zebranie myśli. No i przyznać trzeba, że kiedy się odezwie, to jego wyznania trafiają w sam środek romantycznej tarczy.
Wraz z kolejnymi odcinkami poznajemy następne pary. W ich przypadku postępy są zdecydowanie wolniejsze, natomiast ich dobór także został oparty na przeciwieństwach, choć czerpią one z nieco innych gatunków. Dla następnej pary motywów przewodnich szukałbym w shoujo. Kolega Miyu, Kentarou Yamada, z coraz większą sympatią myśli o Natsumi Nishi, dziewczynie udzielającej się w szkolnej bibliotece. Jednak dość szybko narracja w tym związku skupia się na Natsumi, bowiem zwyczajne dziewczę zdecydowanie interesuje się powszechnie lubianym Kentarou. Sęk w tym, że to ekstremalnie nieśmiała istotka, która na samą myśl o spotkaniu z chłopakiem dostaje ataku paniki. Zaczynamy niby klasycznie – zakompleksiona, przeciętna dziewczyna, którą z coraz większym zaangażowaniem adoruje popularny licealista. Na szczęście ten wątek znów ratują proporcje. Kentarou pod wieloma względami został zbudowany na podobnym schemacie co Miyu – z opisu mogłoby się wydawać, że to typowy bishounen, natomiast w rzeczywistości to średnio skomplikowany, szczery i prostoduszny do granic klasowy kawalarz. Przy tym, choć Natsumi to introwertyczna i przerażona życiem osoba, nie można powiedzieć, że nie ma niczego do zaoferowania w związku, zwłaszcza na płaszczyźnie bardziej złożonych myśli.
O trzeciej, najpóźniej zasygnalizowanej parze, chcę opowiedzieć jak najmniej (bo bardzo łatwo o spojlery). Mimo wszystko muszę o niej nadmienić, gdyż to chyba najbardziej oryginalna, ale i najbardziej ryzykowna koncepcja. Poznajemy dwójkę nastolatków, którzy pod wieloma względami początkowo mogą sprawiać fanserwisowe wrażenie (tzn. jedna z tych osób może stanowić komercyjną fantazję, a nie dobrze wymyśloną postać). Poza tym potrzebowałem sporo czasu, by zrozumieć, na czym polega kontrast ich osobowości. Jednak im dłużej to trwało, tym bardziej przekonywałem się do tej relacji. Zdarzają się tutaj co prawda dość kontrowersyjne elementy (dla osób znających serial – myślę o scenie na dworcu po klasowym spotkaniu na kręglach), ale w moim odczuciu zostały one znakomicie pokazane przez scenarzystę i reżysera. Ogromnym atutem tego związku jest swoista przeciwwaga do pozostałych dwóch – zgadzam się z argumentem wysuwanym przez wielu użytkowników, że gdyby nieco zmienić akcenty i otoczenie, ta para znakomicie odnalazłaby się w ciężkim dramacie obyczajowym. Co prawda mam lekki niedosyt tej relacji, ale w drugim sezonie (na szczęście już ogłoszonym) najprawdopodobniej dowiemy się o niej jeszcze więcej.
Choć wszystkie trzy pary uważam za bardzo udane, to w moim odczuciu ta seria nie byłaby tak wyśmienita, gdyby nie dalszy plan. Wszystkie relacje mniej lub bardziej krążą wokół paczki przyjaciół oraz znajomych z klasy i jest to fenomenalnie wymyślona ekipa. Owacje na stojąco przesyłam zarówno dla autorki mangi, jak również reżysera i scenarzysty, bo gdyby choć jeden z tych artystów zawiódł, to dialogi nie wybrzmiałyby tak naturalnie. Ekipa prezentuje się tak swobodnie i bez zadęcia, że kiedy w trzecim akcie wprowadzono dosłownie na kilka minut paru nowych uczniów, od razu chciałem, by jeszcze z nami zostali i opowiedzieli coś o sobie. W dodatku na tle tej szalenie sympatycznej oraz niesamowicie zwyczajnej społeczności jeszcze lepiej wybrzmiewają skrajne przeciwieństwa poszczególnych bohaterów.
Chciałbym również pochwalić serial za promowanie zdrowych wzorców. Po pierwsze, pojawia się tu kilka rozmów na temat budowania relacji i szacunku do samego siebie, które warto wziąć pod rozwagę. Po drugie, seria podkreśla, że dobry związek, szczególnie oparty na przeciwieństwach, wymaga solidnej pracy i wyrobienia w sobie empatii po obu stronach. Po trzecie, mamy tu jedną z bardziej zgranych ekip, w której można liczyć na pomoc albo przynajmniej na odrobinę zrozumienia. W dodatku (podobnie jak w przypadku relacji romantycznych) jest to wsparcie długodystansowe – bez patosu i dramatycznych gestów, za to konsekwentne i cierpliwe.
Dzięki takiej codziennej cichej pracy łatwiej uwierzyć mi w ten świat. Seihantai na Kimi to Boku to bardzo optymistyczny, ale realistyczny tytuł. Chociaż takie relacje przyjacielskie i romantyczne zdarzają się rzadko, to mogę bez większego problemu zaakceptować tezę, że takie więzi pojawiają się naprawdę.
Osobną, dłuższą kwestią jest bardzo dobra oprawa techniczna, świetnie współgrająca z treścią i bohaterami. Pozornie prosty rysunek okraszono całą paletą uroczych komediowych wstawek i przeróbek. Ma to swoje bardzo pozytywne konsekwencje. Po pierwsze, podkreśla lekki, kojący klimat serii. Po drugie, dowodzi kreatywności studia i odświeża pozornie błahe sceny, podkręcając naszą koncentrację. Jednak najważniejszy jest powód trzeci – rozmaite komediowe interludia i deformacje postaci niewiarygodnie skutecznie zabijają wszelkie podejrzenia o fanserwis. To zresztą zdaje się być ambicją projektu już od pierwszych kart mangi. Nawet te uczennice, które mają status szkolnych piękności, zostały narysowane w taki sposób, że w bardziej tendencyjnym serialu z japońskiego liceum nie wyróżniałyby się poza drugi plan. Cieszy mnie to bardzo i mam nadzieję, że coraz więcej serii będzie stawiać na wzbudzenie zainteresowania świetnymi postaciami i kreatywnymi rozwiązaniami, a nie przyciąganie publiki wiadomo czym.
Kolejnym istotnym aspektem są seiyuu. Miyu przemawia głosem Sayumi Suzushiro, która po latach grania większych ról drugoplanowych (Lawine w Sousou no Frieren, Kei Shirogane w Kaguya‑sama wa Kokurasetai) wreszcie doczekała się swoich pięciu minut. Aktorka wystąpiła w jednym sezonie w aż trzech głównych rolach (poza Miyu – Scarlett Castiel w Eris no Seihai i Wakana Kinme w Kirei ni Shite Moraemasu ka), a także w kilku ważnych kreacjach drugoplanowych. Z mojej strony, zapamiętam ją z omawianego dziś anime, gdzie jest zwyczajnie świetna. Równie dobrze prezentuje się w roli Taniego nieco sławniejszy Shougo Sakata (Ryousuke Nishida w Ao no Hako, Ken Usato w Chiyu Mahou no Machigatta Tsukaikata, Masaki Anzai w Wind Breaker). Ciekawie poprowadzono obsadę drugoplanową. Znajdziemy i bardzo sławne nazwiska: Wataru Katou (Rentarou Aijou w Hyakkano, Kabru w Dungeon Meshi) lub Miyuri Shimabukuro (Carole w Carole & Tuesday, Mizuki Usurai w Hana wa Saku, Shura no Gotoku) i aktorów stosunkowo nowych w branży, nawet w tak dużych rolach jak Nishi i Kentarou (odpowiednio Kokoro Oomori i Anji Iwata). Duża liczba niezbyt doświadczonych artystów dała bardzo interesujący efekt – dzięki temu, że wielu z nich brzmi naturalnie, wręcz naturszczykowo, ich gra nie tylko przybliża nas do realizmu sytuacji, ale też podkreśla „skrajność” głównych bohaterów, pomiędzy którymi znajduje się masa bardzo zwyczajnych ludzi. Świetny, choć nieco ryzykowny pomysł.
Pozostała mi jeszcze muzyka i choć chyba prezentuje się najsłabiej z tego zestawienia, to na pewno nie powiedziałbym, że słabo. Najlepiej podkreśla to moja relacja z piosenką na otwarcie odcinka – od początku zaklasyfikowałem ją jako typowy j‑pop, który zdecydowanie nie grzeszy oryginalnością, ale mimo wszystko po czasie sam się przyłapałem na tym, że ostatecznie jej nie pomijam. Notabene, druga piosenka jest jeszcze lepsza, zaś w samym serialu również nie narzekam na ścieżkę dźwiękową.
Czy seria ma jakieś wady? Poza pojedynczymi, drobnymi niedociągnięciami (to nieco niedopracowana scena, to jakiś minimalnie przeciągnięty dialog) wymienię jedną większą – mniej więcej w drugiej połowie serii w związek Miyu i Taniego wkradają się typowe dla związków w anime scenariuszowe dłużyzny. Nawet jak na pierwszą miłość i trudności związane z różnicą charakterów, chciałoby się trochę podkręcić tempo. Na szczęście same postacie nie zostały zepsute i wciąż pojawiają się znakomite epizody (rozmowa na temat relacji Taniego z przyjaciółmi głównej bohaterki to moja ulubiona scena tego sezonu), aczkolwiek zgadzam się z uwagami, że ogólny wydźwięk, zwłaszcza w ostatnim akcie, mógłby być nieco oryginalniejszy. Na szczęście zapowiedziano już drugą odsłonę, która ma spore szanse zniwelować to odczucie niedosytu.
Sprawdzam sobie ten zestaw wad i zalet, i wszystko wskazuje na to, że to do tej pory najlepsza lekka szkolna komedia romantyczna, jaką recenzowałem (a sporo takich anime za mną). Czy polecam wam tę serię? Zdecydowanie tak. Nawet więcej – jako że Seihantai na Kimi to Boku jest romansem z bardzo mocnymi akcentami obyczajowymi i komediowymi, jest według mnie przedstawicielem swojego gatunku przyjaznym dla osób, które krzywią się na samą myśl o seansie komedii romantycznej. Zaś w moim prywatnym rankingu to nie tylko czołówka lekkich serii, ale też moje ulubione anime sezonu (przy dość głośnej konkurencji) i mocny kandydat na anime roku.
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | Lapintrack |
| Autor: | Koucha Agasawa |
| Projekt: | Mako Miyako, Naho Kozono |
| Reżyser: | Takakazu Nagatomo |
| Scenariusz: | Teruko Utsumi |
| Muzyka: | Tofubeats |

