Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 49
Średnia: 7,27
σ=1,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Nakitai Watashi wa Neko o Kaburu

Rodzaj produkcji: film (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 104 min
Tytuły alternatywne:
  • A Whisker Away
  • 泣きたい私は猫をかぶる
Postaci: Uczniowie/studenci, Zwierzęta; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Słodko­‑gorzka opowieść o uczuciach i pragnieniach. Sympatyczne kino na poprawę humoru z dużą ilością kotów. Bo jak powszechnie wiadomo, koty są najfajniejsze na świecie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Serene

Recenzja / Opis

Energiczna nastolatka Miyo Sasaki, zwana przez rówieśników Muge, nie radzi sobie ze skomplikowaną sytuacją rodzinną, ale robi wszystko, żeby nie dać tego po sobie poznać. Jedną z rzeczy, które dają jej nadzieję na lepsze jutro, jest uczucie, jakim darzy kolegę z klasy, Kento Hinode. Niestety, chłopaka męczą niezbyt subtelne zaloty Muge i dlatego coraz wyraźniej daje jej odczuć, że nie jest zainteresowany. Mimo to Miyo nie poddaje się – dzięki pomocy tajemniczego sprzedawcy masek zyskuje możliwość przemiany w kota. Jako Taro, urocza biała kotka, zbliża się do Hinode. Jest tak szczęśliwa i oszołomiona możliwością spędzania czasu z ukochanym, że w ogóle nie myśli o konsekwencjach swojego wyboru. Tymczasem sprzedawca masek coraz natarczywiej namawia Muge, by porzuciła ludzką postać i na zawsze została kotem…

Nakitai Watashi wa Neko o Kaburu, lepiej znane pod angielskim tytułem A Whisker Away, to sympatyczna i bardzo ciepła opowieść o sile miłości i przyjaźni. Chociaż film jest dostępny na platformie Netflix już od dłuższego czasu, omijałam go szerokim łukiem, zniechęcona osobą scenarzystki, Mari Okady. Pomysły tej pani nie wzbudzają we mnie entuzjazmu, ale przecież istnieją wyjątki od zasady i tak było w tym przypadku. Pierwsze kilka minut dłużyło mi się nieco, ale im dalej, z tym większym zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterki. I chociaż do końca nie udało mi się przekonać do Muge, doceniam ją jako silną i odważną postać, która nie boi się walczyć o swoje. Sama historia jest raczej prosta i chwilami mocno przewidywalna – kolejne wydarzenia nieubłaganie prowadzą do podjęcia przez bohaterkę decyzji o porzuceniu (lub nie) ludzkiego życia. Zaś końcówka anime to zmierzenie się z konsekwencjami tejże decyzji.

Twórcy z dużym wyczuciem ukazują codzienne bolączki i radości nastolatków, bo to właśnie one wypełniają większość czasu ekranowego. Nie są to jakieś wydumane problemy rodem z telenoweli, ale naprawdę przyziemne sprawy, które dotykają mnóstwo osób każdego dnia. Kłopoty w relacjach z rówieśnikami, konieczność pogodzenia się z decyzjami dorosłych, na które nie ma się żadnego wpływu, sprostanie oczekiwaniom otoczenia… Cały wachlarz drobnych trosk wzbudzających u młodych, wrażliwych osób frustrację i gniew, a także podsycających poczucie niezrozumienia i wyobcowania. Na szczęście twórcy nie skupiają się tylko na negatywnych stronach bycia nastolatkiem, równie dużo uwagi poświęcają rzeczom, które pomagają młodym ludziom radzić sobie w trudnych sytuacjach, czyli przyjaciołom, także tym futrzastym, czy hobby. Dla Muge odskocznią są chwile spędzane z najlepszą przyjaciółką oraz „kocie” odwiedziny u Hinode. Dla chłopca możliwość wygadania się przed Taro i lepienie z gliny w pracowni dziadka. I chociaż na pierwszy rzut oka Muge i Hinode nie mają ze sobą wiele wspólnego, kolejne migawki z ich życia pokazują, że jest to złudne wrażenie.

Powyższy akapit może sugerować, że mamy do czynienia z filmem smętnym (nie taki był mój zamiar), tymczasem Nakitai Watashi wa Neko o Kaburu to wyjątkowo urocza i ciepła opowieść o spełnianiu marzeń i dążeniu do celu mimo przeciwności. Dowodem na to jest baśniowy, efektowny finał, trochę przywodzący na myśl W krainie bogów. Dosłownie na chwilę przenosimy się do kociego świata, gdzie bohaterowie muszą stoczyć walkę o swoją przyszłość. To chyba jedyny moment, kiedy przyszło mi do głowy, że twórcy nie wykorzystali w pełni wykreowanego przez siebie świata. W sensie, „kocie miasto” jest piękne, fascynujące i wydaje mi się, że spokojnie można by stworzyć na jego bazie odrębną historię. Inna sprawa, że jako wielka miłośniczka kotów, w tej kwestii jestem bardzo nieobiektywna. A skoro przy kotach jesteśmy, wypadałoby poświęcić kilka słów ich obecności w filmie.

Cóż, Taro jest rozkosznym stworzeniem, ale nie istnieje w oderwaniu od Muge – to jedna i ta sama osoba, i nie da się o tym zapomnieć. Większość występujących w anime kotów to tak naprawdę ludzie w kociej postaci, co ma oczywiście wpływ na ich zachowanie. W związku z tym stałą zagrywką twórców jest pokazywanie scen z udziałem głównych bohaterów z podwójnej perspektywy. Najpierw widzimy wydarzenia z perspektywy Kento, czyli neutralnej – ot, człowiek i jego łaszący się kot. Potem przeskakujemy na punkt widzenia Muge i nagle ta sama scena nabiera rumieńców, bo zamiast myziastej kociczki mamy wtuloną w ukochanego dziewczynę. Jestem pewna, że istnieje grupa osób, które uznają te sceny za co najmniej dziwne, jeśli nie nieodpowiednie. Ja do nich nie należę, bo po pierwsze, nie ma tu absolutnie nic „skandalicznego” (chyba że kogoś mierzi już buziak w policzek), a po drugie, sceny widziane z perspektywy bohaterki zawsze zawierają słuszną porcję humoru. Po prostu nie da się ich traktować poważnie. Wracając jednak do kociej perspektywy, jedyną istotą (może oprócz kotki mieszkającej w domu Muge), która faktycznie sprawia „kocie” wrażenie, jest sprzedawca masek – nie tyle kot, co koci demon, chodzący swoimi drogami, tajemniczy i nieprzewidywalny. Jest to postać niejednoznaczna, nieco przerażająca, niejednokrotnie wykorzystująca naiwność bohaterki, ale mimo to nie nazwałabym jej czarnym charakterem. Ot, inteligentne i sprytne stworzenie, wykorzystujące nadarzającą się okazję, za co trudno je winić.

Napisałam nieco wyżej, że do końca nie udało mi się polubić głównej bohaterki i podtrzymuję to stwierdzenie. Uważam, że to bardzo dobrze skonstruowana postać, ale zbyt bezpośrednia, aby zaskarbić moją sympatię. Dużo bliższy jest mi spokojny i rozgarnięty Kento oraz trzeźwo myśląca przyjaciółka Muge. Bardzo miło wspominam też tajemniczego sprzedawcę masek jako uroczy pierwiastek chaosu, tak różny od nastoletniej obsady. Poza tym, drobiazgi – czyli rodziny głównych bohaterów, obecne i zaskakująco normalne, co zdecydowanie nie jest normą w anime. I wisienka na torcie, czyli pojawiający się dosłownie na chwilę koci bishounen, mówiący głosem Shinichiro Mikiego.

Kolejną wielką zaletą filmu jest dopracowana i szalenie efektowna oprawa graficzna. Nakitai Watashi wa Neko o Kaburu to piękna produkcja, na którą patrzy się z przyjemnością. Projekty postaci są proste, ale pod każdym względem różnorodne – nie chodzi tylko o twarz i fryzurę, ale też sylwetkę i to niezależnie od tego czy jest to postać pierwszo- czy drugoplanowa. Muge zmienia fryzury i ma szafę pełną ubrań – niby detal, ale łatwy do przeoczenia, zwłaszcza kiedy większość czasu spędza w formie kota. Zresztą, widziani tylko przez chwilę mieszkańcy kociego świata też zostali zaprojektowani z pietyzmem i dbałością o szczegóły. To samo tyczy się tła – zarówno krajobrazy jak i wnętrza prezentują się bogato, widać, że każdemu kadrowi poświęcono mnóstwo uwagi. Do tego dochodzi umiejętne operowanie światłem (wręcz efekciarskie sceny zachodów słońca i zmierzchów), odważne najazdy kamery i dynamiczna animacja. Ten film to wizualna perełka i chociażby dlatego warto poświęcić mu czas.

Również muzycznie trudno coś zarzucić tej produkcji. Co prawda ścieżka dźwiękowa wydaje się niezbyt oryginalna, bo podobne klasyczne brzmienia dość często wykorzystywane są w filmach, ale jakość wykonania i dopasowanie do wydarzeń wydają się idealne. Do tego dochodzą dwie ładnie zaśpiewane, melodyjne i wpadające w ucho piosenki w wykonaniu Yorushiki – czołówka Hana ni Bourei i Usotsuki. Być może ścieżka dźwiękowa nie jest wybijającym się elementem filmu, ale na pewno skutecznie kreuje nastrój i podkreśla wydarzenia na ekranie.

Nakitai Watashi wa Neko o Kaburu to idealna propozycja dla osób poszukujących czegoś ciepłego, lekkiego i pozytywnego. Jak na film poruszający sporo poważnych zagadnień, unika przesadnego dramatyzmu – nawet kulminacja ma w sobie więcej humoru, niż spodziewałabym się znaleźć w japońskiej produkcji (zwłaszcza takiej, w której maczała palce Mari Okada). Owszem, nie jest to anime odkrywcze, nowatorskie czy zaskakujące, ale nikt też tego nie obiecuje. Ot, nieskomplikowana historia, opowiedziana w prosty, przystępny sposób, tak by jak najwięcej osób mogło się nią cieszyć. Bohaterowie są zwyczajni, ale nie nudni, a ich problemy realne, przez co widzowi łatwiej się z nimi utożsamiać i kibicować. Po prostu kawał solidnej, rzemieślniczej roboty. Z kotami…

moshi_moshi, 12 stycznia 2021

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Colorido
Projekt: Akihiro Nagae, Youjirou Arai, Yumi Ikeda
Reżyser: Jun'ichi Satou, Tomotaka Shibayama
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Mina Kubota