Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 14
Średnia: 7
σ=1,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Sulpice9)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ishura

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2024
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 異修羅
Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Szaleńcza batalia między herosami, z wojną i intrygami politycznymi w tle. Znakomite dark fantasy, w którym piękno szczegółu przysłaniają drobne niedociągnięcia szerokiego kadru.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W świecie magii i miecza pokonano straszliwego władcę demonów. Niby to dobra wiadomość, jednak ocalali nie biorą się za odkorkowywanie butelek z szampanem. Nie ma się czemu dziwić – po pierwsze, z trzech królestw doświadczonych inwazją ocalało raptem jedno. Po drugie, nikt właściwie nie wie, który z bohaterów uśmiercił przywódcę mrocznych sił, co prowadzi do niepokojących rozważań, dlaczego wybawca nie przyznał się do tego heroicznego czynu. Po trzecie – fakt, że rozgromiono znaczną część demonicznych wojsk, nie oznacza, że nie ma już żadnych zagrożeń. Przeciwnie – w pierwszym odcinku jesteśmy świadkami masakry w mieście Nagan. Z pradawnego labiryntu wyłania się horda golemów, która z beznamiętną brutalnością atakuje ośrodek zamieszkany głównie przez uczonych. Z rzezi uchodzi z życiem jedynie studentka Yuno, której ten stan wcale nie cieszy. Po śmierci bliskich, znajomych i najlepszej przyjaciółki jej wola życia spada do zera, zaś w obliczu utraty wszystkiego w ciągu niecałego dnia nie potrafi zrozumieć przerażającej rzeczywistości. Bez większego żalu, choć pełna słusznego gniewu oczekuje na śmiertelny cios ze strony kolejnego konstruktu, gdy nagle ratuje ją wojownik z innego świata, Soujirou Wierzbowy Miecz.

Brzmi jak podręcznikowy wstęp do nieco mroczniejszego isekaja, prawda? Jednak tym razem akcenty rozłożono dość niestandardowo. Przede wszystkim, reżyser bardzo dobrze buduje napięcie, stopniowo odsłaniając elementy układanki. W początkowych scenach nic nie zapowiada tragedii – owszem, pojawiają się pomniejsze wskazówki, ale nic nie sugeruje rzezi na taką skalę: miasto tętni życiem, widzimy mnóstwo postaci, lokacji i ciekawych szczegółów. Zakładając, że rysownicy nie męczyliby się tyle z miastem, które będzie nieistotne, podejrzewałem, iż spędzimy w nim kilka odcinków… Po czym następuje atak i z Nagan zostają zgliszcza. Lojalnie uprzedzam, że anime nie jest przeznaczone dla ludzi o słabych nerwach, bowiem już pierwsze wielkie starcie epatuje brutalnością daleką od odprężającego kina familijnego. W każdym razie, kiedy po błyskawicznej i pełnej okrucieństwa masakrze Yuno jest na pograniczu szaleństwa, łatwo zrozumieć jej rezygnację.

Przybycie Soujirou i jego podejście do tego mrocznego wydarzenia jest fenomenalną dekonstrukcją archetypu isekajowego bohatera. Na papierze wszystko wygląda jak zwykle – pojawia się wielkie zagrożenie, miejscowi nie są w stanie sprostać miażdżącej przewadze wroga, a wtedy nadchodzi japoński bohater, nieokrzesany, uzbrojony jedynie w katanę, za to pełen entuzjazmu i wiary, że zło go nie pokona. Całość kończy się powaleniem największego golema (jakżeby inaczej), a dziewoja chętnie będzie towarzyszyć młodemu Japończykowi w dalszych przygodach. Schemat na schemacie? No niby tak, jednak to anime pokazuje, że nie tylko czyny są istotne, ale też ich umotywowanie. Soujirou to żądny przygód szermierz, który traktuje nowe wyzwanie jako znakomitą zabawę. Śmierć mieszkańców obchodzi go tyle co nic, zaś po walce zachowuje się, jakby odblokował jakieś osiągnięcie w grze cRPG. Zważywszy na to, że nasz władający ostrzem superwojownik jest przybyszem z innej rzeczywistości, łatwo zrozumieć dlaczego tak się zachowuje – skoro to nie jego świat, to dlaczego ma go traktować na serio? Jednocześnie bez większego problemu rozumiałem, dlaczego Yuno czuje do niego bezdenną nienawiść i obrzydzenie. Jeśli przeanalizować wydarzenia na zimno, Soujirou dokonał rzeczy wielkiej i na pewno zasługuje na pomnik (który pewnie ufundują mu założyciele odbudowanego miasta), natomiast sprawa ma podłoże czysto emocjonalne. Dlatego kiedy młody wojownik marudzi, że nie ma już się z kim bić, dziewczyna z miejsca oferuje mu „pomoc”. Prowadzi go do Aureatii, ostatniego wielkiego królestwa, gdzie rekrutują bohaterów takich jak on. Co prawda na tym etapie nie znamy szczegółów, ale oboje mogą zrealizować tam swoje marzenia – Soujirou znajdzie godnych siebie przeciwników, a Yuno będzie świadkiem, jak któryś z nich go wypatroszy…

Nie ukrywam, że przewrotna konstrukcja scenariusza, świetne wprowadzenie bohaterów, bardzo sugestywna wizja świata przedstawionego i konsekwentny, brutalny klimat pierwszego odcinka niesamowicie rozbudziły moje oczekiwania. Spodziewałem się serialu wybitnego, wręcz czołówki fantasy ostatnich lat. Jednocześnie, pamiętając o artystycznej klęsce równie widowiskowo rozpoczętego Ars no Kyojuu, studziłem wewnętrzny zapał. Na szczęście, choć Ishura nie ustrzegło się kilku problemów, to wciąż uważam je za projekt bardzo udany.

Struktura serialu jest dość nietypowa. Po wydarzeniach w Nagan następne cztery odcinki to specyficzna obietnica scenarzysty wobec Yuno: poznajemy kolejnych potężnych i niebezpiecznych bohaterów, z których każdy dysponuje wybitnymi talentami. Chociaż prezentacja postaci obdarzonych supermocami to chleb powszedni anime, Ishura rozwija ten temat w oryginalny sposób. Przede wszystkim, wraz z ukazywaniem kolejnych bohaterów seria odsłania szalenie interesujące uniwersum. Zaczynając od nietypowej scenerii – bez quasi średniowiecznej Europy, feudalnej Japonii lub Azji Wschodniej, a bardziej w stylu steampunkowego Bizancjum. Dominują pustynie i półpustynie, choć trafiają się lasy i tereny zielone położone w dolinach rzek lub wysoko w górach. Także przekrój rasowy znacząco się wyróżnia: co prawda dominują ludzie, tu i ówdzie spotkamy myślących nieumarłych lub elfy, ale w tym świecie żyje również inteligentna rasa wywern (zatrudniana przez jedno z księstw jako siły lotnicze), zaś na późniejszym etapie dowiemy się więcej o myślącej mandragorze szukającej chwały i spełnienia w nadciągającej bitwie.

Wraz z prezentacją kolejnych arcyzdolnych wojowników i magów seria powoli kreśli bardzo ciekawe tło polityczne: Aureatia nie ma szans zapomnieć o wojnie, bowiem wpływowe księstwo Lithii rządzone przez Taren Roztropną szykuje się do ogłoszenia niepodległości. A ponieważ radzie władającej Aureatią taki obrót spraw jest wybitnie nie na rękę, obie strony szykują się do brutalnej wojny domowej. Chociaż serial początkowo wspomina o turnieju, który ma wskazać najwspanialszego z bohaterów, wydarzenie zostaje odroczone na rzecz bardziej gwałtownego konfliktu. Zarówno Taren, jak i rada rekrutują herosów, co znacząco wyrównuje szanse. W tym miejscu muszę pochwalić scenarzystę za to, że realizacja poszczególnych opowieści w mikroskali wypadła znakomicie – wprowadzeni bohaterowie nie mają zbyt wiele czasu, a mimo to rozumiałem ich perspektywę i motywacje. Jeżeli miałbym wyróżnić kogoś z tej barwnej ekipy (czy raczej dwóch ekip) to moim ulubieńcem jest Kuze, poczciwy paladyn, który w zasadzie nie ma ochoty nikogo krzywdzić i najchętniej zabrałby zwaśnione strony na piwo. Na szczęście jego niebezpieczną dla życia otwartość i serdeczność balansuje specjalna ochrona – by niczego nie zdradzić powiem tyle, że sam zainteresowany jest szczerze przekonany, iż czuwa nad nim anioł stróż. Na ile to prawda, to już nie zdradzę, ale ci, którzy próbują podnieść na niego rękę, zwykle marnie kończą.

Obdarzeni siłą bohaterowie to jedno, ale równie dobrze napisano ich towarzyszy. Ponownie – jesteśmy daleko od standardowej japońskiej fantastyki, więc nie liczcie na lojalnych asystentów i serdecznych przyjaciół. Polityczno­‑społeczny tygiel sprzyja intrygom i manipulacjom, więc do bohaterów doczepiają się rozmaite męty kierujące się niskimi pobudkami. Na szczęście anime nie popada ze skrajności w skrajność i znajdziemy tu także osoby szlachetne. Co ciekawe, idealiści wcale nie stoją na straconej pozycji i błędem byłoby traktować ich jako słabeuszy. Nie spotkamy też zbyt wielu postaci złych dla bycia złymi, przeciwnie – większość kieruje się mniej lub bardziej zasadnymi pobudkami, a niejedna pozornie bezlitosna postać dysponuje przekonującą historią, dobrze uzasadniającą, dlaczego stała się takim cynikiem. Kończąc już tę długą listę pochwał dotyczących kreacji postaci, nadmienię o jeszcze jednej rzadkiej w bitewnych anime zalecie – herosi potrafią trzeźwo oceniać sytuację. Nie ma tu zbyt wielu rozwiązań siłowych, potężni bohaterowie często zmieniają strategię w czasie walki, a w przypadku niepewnego rozstrzygnięcia decydują się na odwrót.

Serial nie boi się pozostawić kilku niuansów na drugim planie, zawierzając inteligencji widza. Choć nie nazwałbym Ishury serią „ambitną” lub „dla wyrobionych odbiorców”, to faktycznie jest anime, które gwarantuje dodatkowe punkty uważnym osobom. Sporo elementów pojawia się przelotnie w tle, zaś niektóre rzucone mimochodem wypowiedzi wracają w interesujący sposób. To jedna z tych serii, gdzie drugi seans zwyczajnie się opłaca. Ten medal ma również drugą stronę – ze względu na liczne szczegóły, Ishura aż prosi się o to, żeby obejrzeć je „ciągiem”. Mimo to serial ukazywał się na platformie Disney+ po jednym odcinku tygodniowo, co oglądającym na bieżąco utrudniało śledzenie niuansów.

Omawiając tę serię, nie mogę pominąć pewnej szalenie istotnej kwestii – mój pierwszy seans Ishury był niezwykle miłym doświadczeniem i coraz wyraźniej czułem, że będzie to jeden z największych hitów wśród anime tego sezonu. Z ogromnym zdumieniem w dwóch trzecich sezonu dowiedziałem się, że serial zbiera fatalne noty. Seria, która spokojnie łapie się do mojego top 3 w zimie 2024, w portalu My Anime List (stan na marzec 2024) zajmuje w tym sezonie… trzydzieste ósme miejsce. Z tego powodu mój dalszy seans i powtórka upłynęły pod znakiem szukania potencjalnych wad, które tak odstraszyły internautów.

Fakt, w trakcie ponownego starcia z tym tytułem odnalazłem kilka rzeczy, które można było zrobić lepiej. Czy popsuły mi seans? Nie, ale to też dlatego, że akurat ten typ niedociągnięć mi nie przeszkadza. Przechodząc do rzeczy – serial jest wręcz podręcznikowym przykładem przysłowia, że „drzewa zasłaniają las”. O ile szczegóły i elementy w mikroskali wciąż mnie zachwycają, o tyle przyznaję, że anime ma kilka problemów strukturalnych. Po pierwsze, reżyserom nie udało się zapanować nad ekspozycją i prezentacja politycznego tła jest nieco chaotyczna. Mamy raptem dwa stronnictwa i mniej więcej dwudziestkę bohaterów, a dopiero po drugim seansie zorientowałem się, kto pracuje dla kogo. Być może należałoby umieścić Lithię w miejscu znacząco różniącym się od pozostałych części królestwa (np. w górach albo gęstym lesie), być może wystarczyłoby zmienić styl architektoniczny księstwa albo zróżnicować pochodzenie etnicznie mieszkańców – wtedy poszczególne ekspozycje byłyby bardziej klarowne i łatwiej byłoby określić, kto przynależy do której frakcji. Chaotyczne pierwsze wrażenie tylko potęguje wspomniany już sposób emisji serii. Jeśli nie jesteście zainteresowani maratonem serialowym lub więcej niż jednym seansem, wypadałoby wręcz uzbroić się w ołówek i robić sobie notatki.

Wspomniałem o wojnie i z tym wątkiem też mam problem – sporo tu deklaracji na temat powrotu do normalności, równowagi i troski o mieszkańców (na początku serii jest bardzo ładna scena pomiędzy Taren a chłopakiem z miasta), ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ci „genialni stratedzy” wykazali się daleko idącym brakiem rozsądku w kwestii zagwarantowania bezpieczeństwa w przypadku ataku ze strony wrogiego bohatera. Fakt, pod koniec serii scenarzysta dodaje kilka wyjaśnień, lecz moim zdaniem nie do końca zapanowano nad szerszym kontekstem politycznej rozgrywki. A już na pewno koncept polityczny wypada blado na tle tych interesujących mikro historii.

Z pomniejszych wad, o ile bardzo podoba mi się świat przedstawiony i utrzymanie steampunkowego klimatu, o tyle spójność tego uniwersum bywa problematyczna. Z jednej strony jesteśmy w epoce, w której istnieje radio, a większość wojsk ma strzelby, z drugiej pojawiają się całe odziały uzbrojone wyłącznie w łuki. Podobny zabieg zastosowano we wspomnianym Ars no Kyojuu, ale tam lepiej podkreślono ekskluzywność nowych technologii. Poza tym, w tym świecie istnieje magia polegająca na określonych inkantacjach, natomiast nie do końca wiem, na jakich zasadach działa. Żeby nie było – seria serwuje kilka niezłych wyjaśnień, powiedziałbym jednak, że jest tu o „jedno wytłumaczenie za mało”. Skoro już mówię o sprawach niezrozumiałych, to część bohaterów dysponuje artefaktami, o których niewiele wiemy i od czasu do czasu służą one za Deus ex machina. Nie podoba mi się też koncept, że seiyuu podkładający głosy ważnych przedstawicieli specyficznych ras mówią stosunkowo normalnie, zaś ci mniej istotni mają komputerowo zmodyfikowane głosy. Nie są to może poważne usterki, ale czasem przeszkadzało mi to podczas seansu.

Poświęciłem sporo miejsca aspektom związanym ze światem przedstawionym, a przecież trzeba go jeszcze jakoś narysować. Na szczęście oprawa wizualna stoi na dobrym poziomie – miasta są gwarne i bogate w szczegóły, mamy bardzo ładne oświetlenie, tam gdzie animacja ma być płynna i widowiskowa, tam ktoś ewidentnie się napracował, do tego czuć ten nieprzyjemny brud, pot i pył. Muszę pochwalić studio, że wiedziało, kiedy można sobie pozwolić na wizualne oszczędności – sporo walk toczy się dogodnie w ciemnościach, pojawiające się retrospekcje zwykle mają uzasadnienie fabularne, zaś poza miastami odwiedzamy liczne, ale raczej puste tereny. I choć miejscami animacja nieco kuleje, czasem ruch ust odrobinę nie zgadza się z długością kwestii, a niektóre projekty postaci wzięto rodem z zestawu szablonów anime fantasy, to w całości grafika wypada bardzo dobrze. Szkoda, że piosenki na otwarcie i zamknięcie nie robią tak dobrego wrażenia, zarówno pod względem rysunku, jak i muzycznym. Zresztą przez większość seansu towarzyszy nam raczej prosta ścieżka dźwiękowa. Na szczęście od czasu do czasu trafi się jakiś dobry utwór, szanuję też decyzję, by niektóre historie wybrzmiewały w ciszy bez łopatologicznej ekspozycji muzycznej.

Recenzja jest już dość długa, a lista płac seiyuu pokaźna, ograniczę się więc do stwierdzenia, że mamy tu bardzo liczną ekipę doświadczonych aktorów, którzy wykonują pracę od dobrej po wyśmienitą. Szczególnie wtedy, gdy mogą sobie poszaleć z rolami dalekimi od standardowych klisz. Podoba mi się też, że nawet postacie, do których przypisano duże nazwiska, nie mają zagwarantowanej nieśmiertelności.

Pomimo pewnych problemów z makroskalą uważam, że Ishura to kawał naprawdę porządnego mrocznego fantasy i przyznaję, że trochę nie rozumiem aż tak niskich ocen. Z drugiej strony piszę to jako osoba, która lubi dłubać w szczegółach do tego stopnia, że czasem może wybaczyć większe uchybienie w głównym wątku. Jeżeli więc zaliczacie się do frakcji, która woli serie tworzone szerokimi pociągnięciami ołówka, to odejmijcie od finalnej noty jeden punkt. Ze swojej strony bawiłem się wybornie i cieszę się, że już ogłoszono prace nad drugim sezonem. Tym bardziej że seria w zgrabny sposób zakończyła pewien etap, jednocześnie pozostawiając kilka intrygujących niedopowiedzeń. Jednak to już inna opowieść.

Sulpice9, 2 kwietnia 2024

Recenzje alternatywne

  • Patka - 21 kwietnia 2024
    Ocena: 10/10

    Pora na wyłonienie najsilniejszego, odsłona kolejna? Oj, jak bardzo jesteście w błędzie… Czyli jedno z najlepszych, a zarazem najbardziej niedocenianych anime ostatnich sezonów. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Passione
Autor: Keiso
Projekt: Hiroya Iijima, Kanta Suzuki, Kureta, Seiji Handa, Tatsuya Fukushima, Youko Kikuchi, Yuka Takashina
Reżyser: Fujiaki Asari, Hironori Aoyagi, Takahiro Majima, Takeo Takahashi, Takuya Asaoka, Yuuki Ogawa
Scenariusz: Kenta Ihara
Muzyka: Masahiro Tokuda