x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Niepełna Ocena
A mówiąc o SDFM, cóż, każdy ma swój gust itp itd. zobaczymy co powiem pod koniec M7, ale mnie strasznie się spodobała seria SDFM, wręcz uwielbiam, ale tak, masz rację od 27 do 35 odc, trochę chała, dopiero 36 odc. jako tako trzymał poziom, jednak wszystko im wybaczam zakończeniem, jest takie jakie chciałem, wręcz nawet lepiej to rozegrali niż sobie wyobrażałem :P
Niepełna Ocena
Główny bohater może i jest irytujący ale to wynika bardziej z celu jaki chce osiągnąć niż z jego chamstwa, ponieważ jak do tej pory w kryzysowych sytuacjach potrafił się właściwie zachować, nie mniej fakt jest faktem, że twórcy anime przesadzili z jego charakterem, przez co bardziej odrzuca od siebie niż przyciąga. Być może twórcy chcieli powielić fenomen Hikaru, który był swego rodzaju pacyfistycznym żołnierzem (lekki paradoks) ale tym razem im nie wyszło, „przesadzili”. Fenomen Ichijou Hikaru polegał na tym, że mimo, iż był wrażliwy, pragnął pokoju itp itd to jednak z czasem, zaczął rozumieć, zaczął walczyć, starał się ochronić za wszelką cenę to co dla niego cenne, nie zapominając jednak o swoich wartościach. Mieszanka idealna na bohatera, natomiast Basarze bliżej do wioskowego głupka, niż do człowieka z wielką odwagą i sercem, który chce piosenką zażegnać wojny (bo podejrzewam, że takiego twórcy chcieli stworzyć). W SDFM, wszystko było wyważone, w M7 jest zbyt chaotycznie.
Nie mniej skupiając się na plusach to Basara ma dość dużo racji w tym co mówi, aby śpiewać z całego serca, nie dać się ponieść, sławie i modzie itd. A czepianie się jego umiejętności pilotażowych też nie jest na miejscu, bo to było domeną Macrossa, zasiada sobie taki młodziutki Maximilian Jenius za sterami i staje się geniuszem, jeśli już to bardziej bym się przyczepił tego, dlaczego twórcy właśnie piosenkarzowi dali takie umiejętności, w dodatku w połączeniu z tą rockową muzyką dają odwrotny efekt do zamierzonego, bo świetnie pasują do scen walki, pobudzając jeszcze bardziej emocje. Nie wiem co chcieli przez to osiągnąć, problem było zrobić wokal w stylu SDFM? Ale tak to jest z komercją, kosztem jakości, trza robić coś co pociągnie tłumy nastolatków. BLEEH!
Sytuacja jednak inaczej się ma jeśli chodzi o drugiego członka zespołu Mylene, ciągle ma pretensje do Basary, że nie myśli o innych i nie chce się piąć do góry po szczeblach kariery i mogłoby się wydawać, że jest materialistką, ale właśnie nie, w głębi serca to bardzo dobra dziewczyna, jest dużo mądrzejsza od Basary aż, szkoda, że nie jest od niego strasza i szczerze powiedziawszy 100 razy bardziej, dociera do mnie jej wokal niż basary. Przykro mi twórco Macrossa, ale facet niezbyt się nadaję, na wybawcę zażegnującego spory piosenką… to rola kobiet, których delikatność porusza wszystkich.
No dobra teraz jeśli chodzi ogólnie o fabułę, póki co nie jest źle, w miarę przewidywalna, chodź od czasu do czasu zaskakuje zwrotami akcji. Do czego bym się mógł przyczepić to najbardziej do tego całego pomysłu na tajemniczą energię zwaną spiritią, którą zbierają wrogowie, ni cholery nie pasuje na kontynuacje sagi, W SDFM mamy normalny zwykły świat, nie jakieś fantasy, a piosenki Minmey tylko dlatego podziałały (zresztą jak i cała nasza kultura) bo Zentradi tego nie znali, trzymaj dziecko całe życie w szafie, to szoku dozna, jak dostanie cukierka, nie mówiąc o innych rzeczach. A oni nagle w M7 robią z tego wielkie aj waj, i doktorek jeden się zastanawia całe życie jakim to fenomenem była Minmey i wedle ostatnich wydarzeń, może potwierdzić swoją teorię o energii muzyki. Nagle bardzo ciekawy wątek proto‑kultury z SDFM, zostaje kompletnie zapomniany i zamieciony pod dywan, na rzecz takiego shitu? Przecież, pomysł proto‑kultury miał w sobie taki potencjał na rozwój tego anime. No ale wróćmy do M7, ogólnie czuć klimat Macrossa, statki, Valkyrie, kosmos, muzyka itp. Jednak w dużej mierze za sprawą Mylii i Maxymiliana, którzy faktycznie kradną każdą scenę. Co do ataków wroga, to takie partyzanckie działania można tłumaczyć właśnie tym, że ten ich Lord robi badania i chce zebrać jak najwięcej informacji, jednak tych napadów jest zdecydowanie za dużo i w pewnym momencie faktycznie, wygląda to na, chaotyczne ataki bez ładu i składu, dlaczego teraz zaatakowali? Dlaczego nagle się wycofali? Czy ich odparliśmy? A może im się znudziło?…. Dlatego racje ma recenzentka, że trudno o atmosferę zagrożenia.
Pomijając główną fabułę, otoczka anime jest jak przystało na macrossa trochę zbyt naiwna 14‑latka prowadząca auto to gruba przesada, ale to wcale nie przeszkadza, tylko nadaje bardziej macrossowy klimat, Jest też masa wzruszających i nostalgicznych scen dla fanów SDFM, które przypominają nam starych bohaterów, dają poczucie, że rzeczywiście mamy doczynienia z kontynuacją a nasi starzy bohaterowie mimo ich braku, mają ogromny wpływ na obecne czasy.
Jedno co mogę powiedzieć, na pewno bardziej to przypomina Macrossa, niż M+ którego powaga po prostu zniszczyła klimat, i teraz znów powrócę do genialności SDFM, tam mimo zabawnych scen i naiwności, czuło się zagrożenie i skalę konfliktu i w jak marnej sytuacji znajduje się ludzkość. Wszystko idealnie wyważone, między humorem, tragedią i romansem. Tego brakuje w Macross 7.
Póki co oceniam serię na 6.5/10, no ale zobaczę jak obejrzę całość.
Re: Macross
Re: Zacząłem oglądać
Re: Zacząłem oglądać
Zacząłem oglądać
Obejrzałem i mam mieszane uczucia.
Fabuła wymyślona ni w pięć ni w dziesięć, nie mająca właściwie celu, autor zdaje się, chciał powielić schemat z SDFM (jednak wyszło na odwrót, głównym wątkiem stał się wątek romantyczny, spychając wszystko na dalszy plan), właściwie to anime, oglądałem tylko w celu dowiedzenia się, o co poszło przyjaciołom wiele lat temu, przynajmniej w tym aspekcie liczyłem na coś naprawdę wstrząsającego i znowu się przeliczyłem, otrzymując przyprawiającą o śmiech i politowanie odpowiedź. kliknij: ukryte oczekiwałem co najmniej jakiegoś tragicznego wypadku, zemsty kogoś na kimś, masakry itp a co dostałem? „O Bożuniu, bowman się odrobinkę zdenerwował (stracił kontrolę) i rozerwał bluzeczkę naszej wokalistce… o jezuniu, no przerażająca sytuacja, odciskająca takie piętno, na bohaterze, że ten blokuje wspomnienia z tych wydarzeń na 7 lat” – proszę was, historyjka godna 8‑latka.
Odrobinę oczywiście przesadzam z tym co jest w spoilerze, jednak robię to specjalnie, ponieważ ta krótka historyjka nie jest godna następcy Super Dimension Fortress Macross, jedynie nieudolnie próbuje skopiować schemat. (Do tego w tych wszystkich kontynuacjach irytuje mnie to, co było również bolączką oryginalnego Macrossa, że ludzkość to chyba różdżką buduje te miasta, 30 lat? i Mieszkamy na iluś planetach (jak zostało nas tylko 50tys? plus trochę zentradi, przychodzi od razu na myśl, jak to autor recenzji stwierdził, że to bardziej kontynuacja filmu kinowego aniżeli serii TV, do tego na ziemi nie widać śladów tak zbombardowanej i zniszczonej planety? Tylko widzimy piękny zielony glob? WTF?!
Od strony muzycznej też kiepścizna, o ile jedyna śpiewana przez Panne Myung oryginalna jej piosenka, jest dość ciekawa i utrzymana w konwencji Macrossa (chodź bliżej jej do macross zero) o tyle cała reszta, to są tylko nieuzasadnione piski i jęki, na szczęście lepiej się już prezentuje podkład muzyczny do zwyczajnych scen, walki, itp tu jest w porządku, chodź też nie powala jak na macrossa, jedynie ostatni odcinek wypada jakoś lepiej i czuć jakikolwiek klimat macrossa.
Osobowości większości postaci zbyt nijakie, w sumie najciekawszy to był Isamu i ten haker Yang.
Jedynym naprawdę wciągającym aspektem serii są walki naszych mechów, które są naprawdę fascynujące nawet jak na 21 wiek. A reszta to jedynie kilka scen mnie odrobinę wzruszyło, które nawiązywały w mniejszym – większym stopniu do Macrossa i naszej Minmay. Nikt też mi nie powie, że to wina długości serii, bo nawet tak krótki macross zero potrafił ze mnie łzy wycisnąć, a przy plus siedziałem na tym swoim krześle jak jakieś bezduszne zombi.
Podsumowując, seria bardzo przeciętna, miła dla oka, nie koniecznie ucha, ogólnie nie polecam, jest stratą czasu, jedynie zagorzałym fanom Macrossa, którzy ucieszą się z walk mechów i paru nostalgicznych dla nas scen.
Ocena 5/10.
Radość
Było wiele rzeczy, które spodobały mi się a tu, a nie w serialu i na odwrót, w filmie, jest znacznie lepiej przedstawiony i rozwiązany miłosny wątek, w serialu, już trochę rzygać się od tego chciało, również śmierć Fockera, ma znacznie lepsze oblicze. Jednak zabrakło mi przedstawienia w szerszym zakresie kapitana globala, oraz Maxa Jeniusa i Milii Famyly Jenius, wręcz jest tylko kilka scen, i szczerze powiedziawszy bez znania serialu, potencjalny widz, w wielu miejscach nie wiedziałby o co biega.
Ja bym powiedział, że ten film jest swego rodzaju rozszerzeniem do serialu, ponieważ właśnie, masa rzeczy jest niewyjaśniona, a jest to, czego brakowało lub o co źli byli widzowie serialu i autorzy to zmienili na rzecz filmu, takie wrażenie ja odniosłem, być może właśnie początkowym pomysłem na film było rozszerzenie a w międzyczasie ktoś stwierdził, że stworzą alternatywną historię, bo całkowicie odgrzewany kotlet się nie sprzeda. Tego raczej nikt się nie dowie.
Ja wiem jedno film się świetnie ogląda, jest ten sam klimat, a może nawet lepszy. Także polecam wszystkim fanom Macrossa. Jedynie nie ma porządnych napisów polskich, chodź nad tym pracuję :)
Natomiast fanom space opery, radzę, najpierw obejrzeć serial, w przeciwnym razie, wrażenie z filmu, będą mierne.
Re: ramota na śmietnik historii
Re: Oceana Anime
Oceana Anime
Odcinki od 1‑27 (Ocena: 9/10) – pełne przygody, towarzyszy im świetnie skomponowana i dobrym tonie utrzymana melodia scen grozy jak i humoru oraz zwrotów akcji. Właściwie nie jesteśmy znudzenie żadnym odcinkiem, każdy przynosi coś nowego, jedyny minus, to w niektórych momentach niedorzeczność sytuacji i wkurzająca osobowość jednej z postaci, która na szczęście często się nie pojawia.
Odcinki 28‑35 (Ocena 6.5/10) to już niestety inna bajka, wygląda to jakby autor na siłę próbował cokolwiek wymyślić i rozwinąć tą fabułę, co niestety skończyło się prawie klęską moim zdaniem, mówię prawię, bo jednak udało mu się jakoś w ciekawy sposób wyprowadzić główny wątek fabularny, który dotyczy, ziemian, zentradi i ich przeszłości jak i przyszłości. Niestety jeśli chodzi o poboczny wątek, związany z naszymi bohaterami i ich romantycznymi zagwostakami, to prawie, że spieprzył to po całej linii, wręcz w niektórych sytuacjach niektórzy się zachowywali jak nie ci bohaterowie, których tak dobrze poznaliśmy. Do tego można dorzucić, że wręcz poboczny wątek romantyczny staje się tutaj głównym wątkiem, który jest tak pokręcony, że ma się wrażenie, oglądanie kiepskiej wenezuelskiej telenoweli w pewnym momencie człowiek ma ochotę zwymiotować.
Odcinek 36 (Ocena: 8/10) i ostatni tej serii jest natomiast według mnie próbą naprawienia przez autora wcześniejszego crapu jaki nam zgotował, czuje się w nim stary dobry klimat Macrossa, jest akcja, są wyznania, bohaterowie w końcu się zachowują jak na nich przystało no i zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące chodź wygląda jak powtórka z rozrywki jak w 27. Nie mniej rzadko jestem wstanie powiedzieć, że w jakimś anime zakończenie mi się podobało, a tu jednak tak a to jest już sukces.
Na uznanie zasługuje też oprawa muzyczna i piosenki Minmay ale o tym pisałem już wcześniej.
Podsumowując serię oceniam 8/10 wartą poświęcenia każdej wolnej chwili, jednak trzeba wziąć poprawkę na końcowe odcinki, które nie są warte takiego oddania :D
Nie mniej seria mnie się podobała.
Re: Seria dla wąskiej grupy widzów? Wątpię!
Seria dla wąskiej grupy widzów? Wątpię!
1. Prawie, że nienawidzę anime z mechami a to zaczynam uwielbiać.
2. Stara grafika, która nie powinna porywać a porywa
3. Fabuła niby naiwna a sto razy lepsza od 3/4 shitu jaki teraz wypuszczają.
4. Doskonałe Piosenki, nie wiem co ludzie wy chcecie od nich, tytułowa Watashi wa Kare wa Pilot właśnie jest mega zajebista, wręcz mogę jej słuchać na okrągło mimo, że jestem już na 28 odcinku. A w innych tylko czekam na moment słów, silver moon, albo zero g love.
5. W życiu nie oglądałem czegokolwiek, co by tak znakomicie lawirowało między humorem, tragedią, normalnym życiem i romantyzmem.
Zamiast narzekać i marudzić, to wręcz pogratulowałbym geniuszu twórcy, ale ludziom nigdy nie dogodzi, nie potraficie się cieszyć z tego co macie, tylko wiecznie szukacie ideału, który nie istnieje, bo każdy ma inne oczekiwania.
Jak dla mnie do 27 odcinka daje tej serii pełne 9/10 nie żadne tam ocenianie retro, tylko całkowicie porównując je z 21 wiekiem. A ten jeden punkt odejmuje serii tylko i wyłącznie za tą właśnie naiwność/niedorzeczność, jak miasta budowane w 2 tygodnie/2 miesiące i tym podobne. Jednak to jest tylko anime i najważniejsze jest to abym się dobrze bawił i cokolwiek wyniósł z tego anime i to mam zapewnione.
Natomiast co do reszty odcinków później się wypowiem, ale już po 2 odc czuję, że to będzie klapa w porównaniu z resztą.