Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Sakakibara

  • Avatar
    A
    Sakakibara 29.09.2020 10:22
    Krwawić tylko dla siebie, trawieni przez wewnętrzną zgniliznę
    Komentarz do recenzji "Perfect Blue"
    „Perfect Blue”, to jedno z najbardziej wstrząsających, szczerych, jak to zwykło się mówić ,,do bólu prawdziwych”, z potężną linią wydźwięku, pełnometrażowych anime z jakim przyszło mi się w swym fanowskim życiu jak do tej pory zapoznać, obejrzeć a potem… cóż, nie móc o tym zapomnieć. To doprawiana matową, może niezbyt bogatą barwnie, szatą graficzną produkcja, w której ten sposób graficznego jej przedstawienia idealnie sprawdza się w kwestii uwydatnienia solidnego, niełatwego w odbiorze dramatu, psychicznej niestabilności bohaterów – tej ich prawdziwości, oraz w przypadku dwuznaczności kryminalnej strony produkcji. Dzieło wielowarstwowe,na granicy rozczłonkowania rzeczywistości ,soczyście surrealistyczna opowieść o niejasnym końcu, gdzie utrata ,,własnego Ja” wplata się w gatunek kryminalny!
  • Avatar
    A
    Sakakibara 15.08.2020 17:55
    James Cameron wśród anime. Emocjonalna, z elementami akcji, krwawica
    Komentarz do recenzji "Black Lagoon"
    „Black Lagoon”, cóż mogę powiedzieć, trzy odcinki pierwszego sezonu tego anime za mną. Serial, co już mogę napomknąć jest najlepszą interpretacją ,,Syndromu Sztokholmskiego”, jaką widziałem w całej historii tworów filmowo­‑serialowych (animacje, zwykłe ,,dzieła aktorskie”), mimo iż gdzieś kłębi się ta świadomość, że nie widziałem jeszcze wszystkiego w tej materii rzeczy. Fabuła „Black Lagoon” ma proste, konkretne założenie, o czym spoilerował nie będę, jednak w tym tkwi całe piękno: to założenie, owszem, jest luźne, ale w sposób dokładny jest opowiadane, kreśląc niby przeciętny poziom historii losów głównych bohaterów, załogi renegatów własnego życia, najemników do wynajęcia, do których przyłącza się zdradzony przez własną Korporację w której pracuje, pewien pracownik biurowy wcześniej przez nich porwany. Razem tworzą Black Lagoon – ,,ekipę sprzątającą” skutki wielu brudnych interesów, jak i likwidujących dość złych plugawych ludzkich obwiesi i kajdaniarzy. I tak w sposób wiernie oddany, z ciekawą formą narracji i postaciami, kreuje się, jak się okazuje, złożone życie prostych, przeciętnych ludzi, trudniących się profesją, przestępczą bo, cóż, tak chciał los; oni wcalennie są źli, do reszty zepsuci.
    Początkową ocenę „Black Lagoon”, po pierwszych trzech obejrzanych epizodach pierwszego sezonu, wystawię w wartości: 8,5/10. Niespodziewanie zaskakująco dobra rzecz w rzeczywistości serialowego anime. Kuriozalnie fenomenalna produkcja!
  • Avatar
    R
    Sakakibara 4.07.2020 18:08
    Impresjonistyczna przygoda, której nie sposób nie pokochać
    Komentarz do recenzji "Kekkai Sensen & Beyond"
    W absolutnej większości zgadzam się z treścią tego, co napisał recenzent odnośnie drugiego sezonu „Kekkai Sensen”. Jednakże nie zgadzam się wobec tego, co recenzujący napomknął odnośnie jakości szaty graficznej serii „Beyond” produkcji. Bo nie była ona nawet w jednym procencie gorsza, mniej płynna, czy pozbawiona poprawności wizualizacji perspektywy, płynności konturów postaci etc. Jeśli rzeczywiście coś w stosunku do pierwszego sezonu w „Kekkai Sensen” miałoby być plugawe i złe w kompozycjach graficznych, gdyby miało być to w tej materii mało wyważone, to sądzę byłoby to bardzo słabo zauważalne, podchodzące pod kategorię subiektywnego odbioru. Drugi sezon nietuzinkowego „Kekkai Sensen” miał tyle samo uroku, plusów, tej innej autorskiej nadnaturalnej wartości, co seria pierwsza. I to nie tylko w aspektach graficznych, lecz w barwie postaci, humorze, niespodziewanych kreacjach poszczególnych bohaterów, jak sylwetka K. K., czy Zappa Renfro, a także w ekspresyjnych, ,,kuriozalnie genialnych”
    - bo tak to wyglądało – pomysłach, które widzieliśmy na ekranie w wielu odcinkach, które wyszły spod pióra scenarzystów z jakiejś potężnej Kopalni Pomysłów, w której istnieje niewyczerpane źródło idei. Na przykład tego niech posłuży wątek istoty zwanej ,,Gigagigafutmassif" (tak tłumaczący w napisach przedstawili tę postać)- największego stworzenia żyjącego w Uniwersum Hellsalem's Lot, które pojawiło się w 9 odcinku „Kekkai Sensen & Beyond”.
  • Avatar
    Sakakibara 3.06.2020 18:15
    Re: Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają.
    Komentarz do recenzji "Zetsuen no Tempest ~The Civilization Blaster~"
    Recenzja jest tworem subiektywno­‑obiektywnym; nie da się w niej zawrzeć całkowicie ,,obiektywnej, surowej i szczerej prawdy” o danym dziele, zjawisku itp., bo zawsze wedrze się do niej pierwiastek subiektywności – ta część własnego zrozumienia problemu. Główna recenzja „Zetsuen no Tempest', na niniejszej stronie poświęconej temu anime, została zrobiona jakby na kolanie, a nie napisana z oddaniem i szczerością. Recenzent praktycznie rzecz biorąc napisał swój tekst tak, jakby obejrzał ów serial i nakreślił do niego recenzję za jakiś czas, np. za rok po oglądnięciu ostatniego odcinka! 80% ogólnych informacji, które miały by posłużyć czytającemu tę recenzję do wzięcia pod uwagę „Zetsuen no Tempest” do obejrzenia, jako urokliwe i inspirujące anime, po prostu pominięto. Twoja recenzja, natomiast, uzytkowniku, to zupełnie inny biegun i poziom pisania w stosunku od autora głównego tekstu. W tamtym przypadku, to aż szkoda czasu, aby pisać to o czym tamten twórca zapomniał napomknąć.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 19.05.2020 12:02
    Wilk choćby i zmieniony, zawsze pozostanie wilkiem
    Komentarz do recenzji "Jin-roh"
    „The Wolf Brigade” nie bez przyczyny swą premierę miało anno domini 1999, ostatniego roku ,,wytchnienia” przed czekającym ludzkość nowym tysiącleciem – millennium niepewności, skalanego jakąś wynikłą z przepowiedni grozą, czy niewiadomą przyszłością. Kto wie, czy ten przerażający, zatrważający, mocno atakujący w istotę ,,świetlanego Systemu” władzy, film, nie miał swej premiery w tym okresie czasu, tylko po to, aby, co istotne, podkreślić ewentualne znaczenie nowego tysiąclecia dla samej jego treści, oraz dla teoretycznego prawdopodobieństwa kiedyś takiej wizji, jak najbardziej możliwie realnej do spełnienia. „Jin­‑Roh” wdziera tony chłodu, wręcz go bez pytania wtłacza, do umysłu oglądającego. Sami bohaterowie nie przerażają swym zachowaniem i zrozumieniem sytuacji, w której się znajdują, tak jak przeraża skostniała, dziwnie funkcjonująca polityka wewnętrzna Japonii lat 60­‑tych XX wieku, ukazana w anime . Społeczeństwo, na które powinniśmy spojrzeć przez pryzmat poszczególnych – i pierwszo i drugoplanowanych – bohaterów fabuły produkcji, omamia się wizją lepszej przyszłości; w przestrzeni, w której żyją zasiewa się ziarna ,,kłamliwej prawdy”, na której wznosi się górę ideologicznie umotywowanych przejaskrawień. Rzeczywistość w końcu okazuje się niczym ,,pieprz i sól”, wyjałowiona, bezimienna, całkowicie obca. Dzięki aspektom graficznym animacji można było przekonać się, jak wizja przedstawiona w „Jin­‑Roh” przez twórców, staje się niebywale ciężka, smolista, spaczona do zaakceptowania, a do interpretacji aż nadto i emocjonalnie i psychologicznie trudna. Czy rzeczywiście, tak jak pokazuje dzieło to, tak było w latach 60­‑tych XX wieku, w kraju kwitnącej wiśni? Trudno powiedzieć, jednakże fizycznie animacja ta – samo jej tło odpowiednio wyblakle, choć przyznam szczerze dokładnie w tym stylu, rozrysowane, gdzie często jakieś wyraźne ujęcie przedstawiało wycinek miasta z małymi sylwetkami ludzi, ukazywało niebywałe zatracenie tożsamości miasta, jakiekolwiek fizycznego i emocjonalnego ruchu. ,,Towarzysze obywatele” wyglądali jak posłusznie chodzące do pracy, popadające w rutynę, nie rozpoznające siebie na wzajem, choć widzące się codziennie na ulicy, demoludy. Wystarczyło popatrzeć na mimikę twarzy jednych z postaci, np. Fuse i tej całej ,,niby­‑terrorystki”: matowy, starty, mocno ziemisty ton koloru twarzy, z pustym spojrzeniem i niejednoznacznymi emocjami.

    „Jin­‑Roh” to anime do obejrzenia tylko na raz; ewentualnie nieczęsto, ale jednak, można by do niego wracać. Ocena produkcji będzie ciężka, a może nawet nieostateczna, z obecną wartością: 7/10
  • Avatar
    A
    Sakakibara 12.05.2020 14:17
    Baśń, fantastyka, piękny i niezapomniany mityczny świat
    Komentarz do recenzji "Opowieści z Ziemiomorza"
    „Opowieści z Ziemiomorza”, to zachwycająca w wielu aspektach, pełnometrażowa produkcja ze świata japońskiej animacji. Obejrzenie tego ponad wszystko cudownego filmu okazało się – i tu brak mi słów, aby przelać na zbitek słów mój zachwyt nad tym dziełem – piękną, nadnaturalnie potężną, niezapomnianą duchową podróżą. To była opowieść, która toczyła się własnym rytmem, ukazująca ogromną powierzchniowo, jak i pod względem możliwości przyszłych adaptacji „Uniwersum Zemiomorza” Ursuli K. Le Guin, krainę – ten bezmiar lądów, mórz, dolin, widocznej tu pięknej harmonii itp. W anime znalazły się elementy przekonujące mnie do pewnej opinii, że mamy tu do czynienia z fantastyką z pierwiastkiem baśni z ,,elementem drogi”:, postacie tyczą ścieżki własnego losu, i jest w tym trochę samotności, prywatności, rozłąki.

    Oglądając „Opowieści z Ziemiomorza” na Netflixie, przy preferowanym przez platformę ustawieniach obrazu: „5.1 HD” (cokolwiek to znaczy – z takimi parametram się jeszcze nie spotkałem), wydatnym dźwięku, na odbiorniku „LG OLED E8 65”, z ustawieniami – i tu zrobiłem pewien eksperyment – średnio mocnego HDRu, mówiąc krótko zostałem przytłoczony, powalony, zmiażdżony, pozytywnie zdziwiony, i wyniesiony w pozytywnych reakcjach poza skalę wrażeń i opisu, elementem wizualnym anime: samym obrazem, a przede wszystkim jego uzupełniającymi się baśniowymi kolorami, ich ciepłem, temperaturą barw, rodzajem tła i planami animacji oraz perspektywą. Z powodu braku znajomości klasyki powieściowej z Legendarium „Ziemiomorza”, produkcji wystawię jednak ocenę: 9/10.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 11.05.2020 19:04
    Poza myśl... Anime, co nawet tajemnicę wyklucza!
    Komentarz do recenzji "Yakusoku no Neverland"
    „Yakusoku no Neverland” jest tak specyficznym, tak dobrym, i tak mocno wyjątkowym anime, że trudno jest mi znaleźć coś podobnego do tego czym ono jest – do tego absolutu, jako czegoś aż tak wyrafinowanego! Mangi, jako pierwowzoru dla serialu, nie czytałem; nie wiem przykładowo jak wygląda świat poza murami ,,sierocińców” a. k. a. ,,fabryk”, i czy scala się on z analizami i wyobrażeniami młodziaków: Emmy, Normana, Raya i innych z ,,placówki ukochanej Mamy”. Bo jakby nie patrzeć rzeczywistość z ich punktu widzenia, ba, wiele aspektów poznania Wszechświata wręcz, mieści się w granicach obszaru Sierocińca – głównego miejsca akcji pierwszej serii odcinków serialu. To, co jest poza nim, i czy w ogóle jest to coś ,,normalnego”, a nie symulowanego, to klasyczne już spekulowanie. Zobaczymy, co drugi sezon „Yakusoku no Neverland” w portretowaniu materii ajemnicy pokaże. I oby jego premiera miała miejsce już niedługo!
  • Avatar
    A
    Sakakibara 1.04.2020 19:08
    "Dr Stone" - ryjące czachę na 10000 milionów procent anime
    Komentarz do recenzji "Dr. Stone"
    Co człowiek, to inna opinia, zdanie i gusta. Tyczy się to, jak widać, również i nietuzinkowego „Dr Stone'a”, który to w większości zbiera bardzo pozytywne opinie wśród fanów mangi i kreacji japońskiej animacji. Anime to jest czymś niezwykłym, czymś czego dawno nie widziałem. Nic, co i jak jest tutaj przedstawione, nie jest dla mnie przeciętne, ot takie tam ,,normalnie januszowe”. Plastyczność linii graficznej tu uwydatnionej jest niezwykła – ten styl i wizja twórców „Dr Stone'a” wchodzi w każdą konwencję gatunku animacji: karykaturalne rysunki postaci i tła w jakiejś humorystycznie interpretowanej scence, jak np. wtedy, gdy członkowie Osady Ishigami rozdziawiali swe szczęki (choć to mało powiedziane) ze zdziwienia, kiedy smakowali waty cukrowej przez Senku przygotowanej. O „Dr Stone” ciężko będzie zapomnieć, oj ciężko; do premiery drugiej serii produkcji zostało jeszcze ,,hen, hen daleko czasu”, dlatego niektóre odcinki pierwszego sezonu serialu, a może i jego całość, sobie powtórzę. Solidna, jak łyk mocnego spirytusu produkcja. Chcemy więcej i więcej… i więcej tego pokroju anime. „Dr Stone”, hell yeah!
  • Avatar
    A
    Sakakibara 23.02.2020 09:51
    Komentarz do recenzji "Trigun"
    „Miłość i pokój”, jak te harmonijnie brzmiące słowa, padające z ust wykolejeńca własnego losu, Vasha the Stampede, głównego bohatera japońskiej animacji, „Trigun”, potrafią wwiercić się w umysł ją oglądającego fana, to nie da się, ot tak jakoś tego opisać. Vash to człowiek doświadczony przez los, ale w zupełnie innej skali. To coś innego niż można sobie wyobrazić. Groteskowość ,,Pana Tajfuna” wzmacnia wrażenie jego zagubienia, stąd wiele cech Vasha odbieranych jest zapewne, jeszcze bardziej pozytywnie. Z biegiem czasu oglądanych przez widza odcinków tegoż to anime – osobiście zostało mi 6 do finału plus film pełnometrażowy – Vash wyłania nie tylko swą genezę, ale i określające go jądro zachowań, życiowe cele i siłę charakteru, mimo iż przy jego kreacji nie opuszcza nas farsa i chimeryczny żart, który mu towarzyszy. „Trigun” jest tytułem nie dla każdego, głównie ze względu na wyrachowanie w połączeniu tu gatunku ,,Anime drogi” z rysem apokaliptycznym i tragi­‑komedią, jeśli tak to można określić. Vash krwawi tylko dla siebie. Samotnik nie chce zbliżać do siebie ludzi i narażać ich na psychiczną krwawicę, utrapienie, czy, żal. „Trigun”, to animacja zjawiskowa na płaszczyźnie kreacji głównego bohatera i sposobu graficznego wytłuszczenia charakteru rzeczywistości w której, on się porusza, on czyli Vash. Niesamowite!

    Jedną z największych zagadek tegoż to anime jest niepozorny ,,przerysowany” kociak, o skromnej posturze i nieforemnym pyszczku. Jego czarne futerko i wyraziste oczy pojawiają się w niespodziewanym momencie. Zwierzak zjeżdża z kadru na kadr, lub w którychś z klatek animacji pojawia się i równie szybko znika. Jego istnienie przez bohaterów anime jest niezauważalne! Czyżby był to tylko jakiś komediowy, podkreślający groteskę i wyjątkowość fabuły, obrazu i narracji „Triguna” chwyt?
  • Avatar
    A
    Sakakibara 25.01.2020 13:17
    Świat nic nieznaczącego człowieka, skryty pod sercem technologii.
    Komentarz do recenzji "Psycho-Pass 2"
    „Psycho­‑Pass” ze swym drugim sezonem, postawił przede mną solidną refleksyjno­‑psychologiczną ścianę, przez którą naprawdę ciężko było się przebić. Fabuła mogła wydawać się wydłużającą opowieścią – z elementami dynamiki i stagnacji, jednakże spójrzmy na sam koncept Cyberpunku w Anime; spójrzmy na serial i filmy z tego gatunku, z serii „Ghost in the Shell”, a prawda sama wyjdzie na wierzch. Prawda okrutna, dystopijna. Pod warstwą kontrolowanej przez system codzienności, w przypadku „Psycho­‑Pass 2” systemem jest gigantyczna sieć potężnych konstruktów SI, Sybilla, kryje się człowiek zduszony, emocjonalnie uwięziony, gnębiony, zapatrzony w system, ślepo, jak posłuszny trybik, mu podlegający. W „Psycho­‑Pass” taki obraz istoty ludzkiej – jej moralności, zachowania w wynaturzonym przez technologię miejskim zgiełku, którą i tak kontroluje Sybill, przebija się przez lekko rozklekotaną fabułę, rys postaci, wątki – stając się w ten sposób, dla samego drugiego sezonu produkcji, jej najistotniejszym ogniwem. Największym zaskoczeniem pośród bohaterów tej serii byli: Kamui Kirito i Inspektor Akane. W ostatnich trzech odcinkach „Psycho­‑Pass 2” dzięki solidnemu rozpisaniu ich roli, esencja istoty osądzania przez Sybill czyichś wartości, cech osobowości, i to co czyni osądzanego człowieka człowiekiem, wybrzmiała w pełnej sile. Doprawiła to zimna tonacja barw animacji i ostre detale przestrzeni miejskiej, podkreślające dwuznaczność rzeczywistości, w której skąpana jest cywilzacja w „Psycho­‑Pass”.

    Na podstawie lekkiej recenzji „Psycho­‑Pass 2”, jak widać, śmiało wykonuję ten krok i stawiam drugiej serii tego anime ocenę: 8/10.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 23.12.2019 19:21
    Spadająca gwiazda... Świat zatartych wspomnień, los niespełnionych życzeń
    Komentarz do recenzji "Gunslinger Girl"
    „Gunslinger Girl” to anime nader niezwykłe. Produkcja urzekła mnie charakterystyczną linią graficzną, łagodnymi konturami postaci i przestrzeni, w której się wpisują, oraz zblurowanej barwy, jakby tonacja kolorów na przestrzeni całego anime miała mieć jałową temperaturę, co w samą emocjonalność i tempo opowiadania głównego założenia fabularnego wtłacza się bardzo dobrze. Aspekt emocjonalny wynikający z fabuły anime i kreacji wątku ,,dziewczynek” – cudu bioinżynierii, przeznaczonego do zabijania, mającego gdzieś tam, nawet poprzez ukończone warunkowanie, usiłujące wydostać się uczucia, wspomnienia – potrafił poruszyć, wprawić widza w swego rodzaju refleksję. Bo kto wie, czy w przyszłości właśnie tak nie będzie wyglądało rozwiązywanie światowych konfliktów zbrojnych?! Pozorne piękno i dobroć w postaci małych dziewczynek, za którymi kryje się wyszkolony cyborg­‑zabójca? Spieszmy się szanować czyjeś uczucia, dostrzec smutek i zakłopotanie, umieć w związku z tym pocieszyć, czy pomóc dobrą radą.

    Po obejrzeniu 13 odcinków „Gunslinger Girl” odczuwam lekki głód fabularny. Brakowało mi tu konkretniejszego domknięcia historii Organizacji tudzież Agencji walczącej z terrorystami: i tymi lokalnymi i tymi bardziej ,,globalnymi”. Zbyt dużo, ba, mało powiedziane, dramatyzmu, który pożarł spójność opowieści! Stąd moja ocena serialu: 6/10
  • Avatar
    A
    Sakakibara 19.09.2019 21:45
    ponadprzeciętna przeciętność kontrastująca z mocą absolutną
    Komentarz do recenzji "Mob Psycho 100"
    Szok, panika, postrach, pozytywne niedowierzanie. Tygiel technik animacji, rozpisanie głównych i pobocznych postaci i w końcu… Shigeo Kagayama… „Mob Psycho 100”!

    Najbardziej wartościowym serialem animowanym z kraju kwitnącej wiśni, jaki miałem wręcz niesamowitą przyjemność obejrzeć jest „Mob Psycho 100”. Brak mi słów, mimo prawie że nieskończonych możliwości ułożenia zdań, czy dłuższych wypowiedzi z liter alfabetu i znaków interpunkcyjnych, aby opisać to, jak odmienną, tak dobrą, niczym poza granice niesamowitości produkcją jest takowe anime, w którym pierwsze skrzypce gra nietuzinkowy, i racja: do bólu flegmatyczny, opanowany, skupiony na swoim specyficznym widzeniu i rozumieniu świata, Kageyama Shigeo, czyli tytułowy Mob – obdarzony niebotycznymi mocami psjonik. Młodziutki Kageyama nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo potężną jest jednostką; jakby w ogóle go to nie obchodziło; jakby posiadanie mocy nie było najważniejszą rzeczą w życiu człowieka, bez względu na to, czy dostało się je od natury czy sztucznie, poprzez inżynierię genetyczną. Liczy się wtłoczenie swojej osoby w realia przeciętności, a to Mobowi się udawało, i to zawsze, mimo że otaczali go oszuści i persony o nie za dobrej aurze psychicznej aby móc im zaufać.

    Shigeo Kageyama posiada moc absolutną. W żadnym anime, które jak dotąd w swym życiu doświadczyłem – z wyjątkiem „One­‑Punch Man”, ba, w żadnej innej stylistycznie i technicznie kreślonej animacji, nie widziałem tak gigantycznego uwydatnienia, pełnego monstrualnych konstruktów graficznych, ukazującego moc jakiejkolwiek postaci – w tym przypadku Kageyamy. Niezaprzeczalnie to ujmując, takowy akt kreacji mistrzów rysunku i scenariusza jest niezwykłością l, ot fenomenem kontrastującym z rysowanymi sekwencjami humorystycznymi w serialu, jak z tą ze śmieszkowatą zielonkawą pozostałością eteryczną jakiegoś ducha – z tzw. ,,dołeczkiem”, czy Reigenem Arataką, oszustem, urwipołciem, wymoczkowatym chciwym manipulantem, egzorcyzmującym klientów z nadprzyrodzonych zjawisk, których w rzeczywistości nie ma; a żeby było tego mało nasz Mob jako tako pokłada w Reigenie zaufanie.

    Anime to – jak na razie obejrzałem pierwszy sezon – pokazało mi coś czego jeszcze nie widziałem: jednostkę ludzką o potędze poza jakąkolwiek skalą; potędze mogącej strawić świat w ogniu zemsty, czy w obliczu niestabilności innych psychicznych fluktuacji. Rysownicy dali popis możliwości ludzkiej wyobraźni, bowiem to jak nakreślili zunifikowaną będącą Wszechświatem Moc skromnego Kageyamy – jej formy, skutki, te gigantyczne sekwencje destrukcji i pojedynków Moba z innymi psjonikami, genialny montaż ujęć i przejścia z makroskali do bliższych, bardziej emocjonalnych kadrów – przechodzi dużo bardziej i intensywniej niżeli określenie ,,ludzkie pojęcie”! Nie oglądałem drugiego sezonu „One­‑Punch Mana”, a mimo to zastanawiam się, kto z dwójki: Saitama i Kageyama Shigeo, jest potężniejszy. W obu przypadkach mamy do czynienia z Bogami i prawie że abstraktami, a nie ludźmi; są to prawdopodobnie najpotężniejsze postacie w historii mangi, komiksu i seriali animowanych, ba, możliwe że w dziejach całej popkultury, choć to bardzo dyskusyjna kwestia.

    Oprócz kreacji eskalacji mocy psjonicznych Moba i innych mu podobnych uzdolnionych jednostek, w kwestii rysunku w „Mob Psycho 100”, na uwagę zasługuje zmieniający się na przestrzeni jednego odcinka graficzny styl anime, bowiem sekwencje animacji tu uwypuklone przepełniają dziwne faktury, kolaże, wizje zrodzone z niezwykłej wyobraźni, które zaskakują i porażają szaleńczą, psychodeliczną oryginalnością. Szeroki wachlarz technik graficznych produkcji pozwolił oddać specyficzną emocjonalność całej 12­‑odcinkowej serii, i idei zrozumienia siebie: zegara ,,wewnętrznego Ja”, jako tego kto posiada niesamowite moce, oraz pozwolił oddać energię postaci, humor, a czasami groteskę i śmiem twierdzić, farsę, której nie da się nie pokochać. Tak samo, oglądając „Mob Psycho 100”, odcinek za odcinkiem, nie da się nie polubić ukochanego tytułowego psjonika, Kageyamy Shigeo! To anime jest nieskończenie niesamowite! Przełomowe i pełne wartości artystycznych! Pełne 10/10 w skali oceny dla „Mob Psycho 100”! Po prostu, nadając temu widowisku taką, a nie inną notą kierowałem się również prostą zasadą: takiego, jak to anime jeszcze nie widziałem; nie mam porównania z innymi tego typu animacjami, ewentualnie głównymi postaciami z jakiegokolwiek takowych produkcji, ich charakterem, zwrotami akcji w odcinkach, jak ten pod koniec epizodu 11 i na początku 12 pierwszego sezonu „Mob Psycho 100”, i z niewyobrażalnie bogatymi, raz ekspresyjnymi, raz flegmatycznymi technikami graficznymi, których na przestrzeni epizodu potrafi być nawet kilka!
  • Avatar
    A
    Sakakibara 15.08.2019 10:00
    Ku dynamice, awangardzie i wyjątkowości. Ujmujący styl graficzny.
    Komentarz do recenzji "Iron Man"
    „Iron Man” wraz ze swoją 12­‑odcinkową budową wypada w ujęciu całego sezonu bardzo, ale to bardzo dobrze. Historia Tony'ego w Japonii: zapoznanie się z potężnym wrogiem, Zodiakiem, wcale nie przeszkadzało postaci Iron Mana w ujęciu ogólnym – tego, jak w historii kultury komiksowej został on przedstawiony. Linia graficzna, która prowadziła animację jest iście fenomenalna! Nigdzie, w żadnym stylu sekwencji rysowanych ruchomych obrazów nie znajdziemy takiego oddania i dokładności w uwydatnieniu dynamicznych scen akcji, faz ruchu postaci, jeśli chodzi o kreację Iron Mana i przestawienie jego losów, jak w Anime, ba, w tym konkretnyn Aninn. Osobiście oceniłem ten serial – z nie lada zakończeniem i cliffhangerami w ostatnich dwóch epizodach – na: 8/10
  • Avatar
    A
    Sakakibara 14.08.2019 20:27
    Dynamika linii graficznej i intrygująca alternatywna historia!
    Komentarz do recenzji "X-Men"
    "X­‑men" z 2011 roku, w wersji serialu anime, to coś czego nawet współczesnym adaptacjom komiksowego świata Marvela brakuje! To wciągająca historia, która rozciąga się poza terytorium USA, sięgając do kraju kwitnącej wiśni. Segmenty dynamiczne anime wgniatają w fotel, przyszpilają nas do surowego grubego muru! Takie to jest niezwykłe! A wizualizacje mocy X­‑menów, rysowane w ostrej linie, zanurzone w głębokiej barwie, podkreślane szybkim cięciem montażowym?! One również wypadły niesamowicie! Jedynym mankamentem w całym 12­‑odcinkowym, awangardowym ,,superheroes story” X­‑menów był wygląd bohaterów na dalszym planie, lub gdy zmieniali oni pozycję i perspektywę w stosunku do oglądającego serial widza. Wolverine na ten przykład wyglądał groteskowo dziko!

    Anime to, mówiąc krótko, oceniam na: 8/10!
  • Avatar
    A
    Sakakibara 18.07.2019 22:29
    Anime, którego grzechem jest nie obejrzeć! Spełnienie mitycznego świata!
    Komentarz do recenzji "Drifters"
    „Drifters”, to anime, które jest budowane najpiękniejszą linią graficzną, jaką widziałem. To 12­‑odcinkowa historia osadzona w świecie, w którym stykają się różne postacie z różnych epok oraz… z różnych gatunków tematycznych, np. z fantastyki, historii itp. Agresywna, dynamiczna, obłędnie dokładna obwódka rysująca kształt postaci, co daje nam ciepłe a zarazem ostre, baśniowe sylwetki. I ta dynamika w kadrowaniu i dokładności wizualizacji graficznych w fazach ruchów postaci podczas walk! Daje nam to świetnie uwydatniony ruch, emocję, i wypisany charakter postaci, bo w na pewno w jednej sekundzie animacji jest obłędnie duża ilość narysowanych klatek! Nie powiem o barwie, cieniu, i podkreśleniu wariacjami kolorów światła i mroku, bo to w „Drifters” jest niesamowite! Tak samo niesamowity był humor, który był z lekka eklektyczny i groteskowy, co przerzucało się znowu na inną technikę graficzną, która w konsekwencji świetnie go podkreślała, a sam humor wpasował się w konwencję fabuły niniejszego anime. „Drifters” daję najwyższą notę! Fenomen, toż to absolut! 10/10.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 27.03.2019 22:00
    Paroksyzmy dramatu. Tępione uczucia i odrzucane poczucie własnego Ja
    Komentarz do recenzji "Elfen Lied"
    Elfen Lied nie jest, ot tak, pierwszym lepszym dramatycznym Anime, jakie można by na zawołanie wymienić i od niechcenia obejrzeć. Ta 13­‑sto odcinkowa produkcja jest na swój sposób ,,psychodelicznie” tragizująca losy okłamywanych ,,dicloniusów” – modyfikowanych ludzi, a właściwie ,,nadludzi”, o potężnych, przenoszonych przez niewidzialne ,,łapki” – wektory – mocach, i charakterystycznych lekko wypłaszczonych rogach. Piękny motyw przewodni, tak lamentuje, tak smutno i prawdziwie rozbrzmiewa na początku każdego epizodu Elfen Lied, że dobitnie potwierdza poruszający, smutny kontrast i przesłanie, które niesie ze sobą Anime. Jedynie brakowało mi zachowania proporcji w rysunku postaci produkcji: sytuacja, gdy ich sylwetki pokazywane były z dalszej perspektywy – wtedy gubiły kształt i proporcje.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 22.02.2019 22:08
    Zbrodnia, Szarość, Obłęd podkreślane ,,wyrafinowaną", wyraźną linią rysunku.
    Komentarz do recenzji "B: The Beginning"
    „B: The Beginning”, to okryta szarością, obłędem zbrodni, niejasnym łańcuchem powiązań plątającym na tysiące sposobów swą fabułę, animacja, która w bardzo uwydatniający dramat i sprzeczność wewnętrzną niektórych postaci, sposób rysunku: ostry kontur, detale w zbliżeniach twarzy i intymnych kadrach, przetarte, zbyt jednostajne barwy, podkreśla atmosferę i klimat dzieła. Można odnieść wrażenie, iż historia anielskich istot, Królestwa, eksperymentów genetycznych i cała reszta fabuły tu ukazana, została zamknięta w zbyta małej ilości epizodów. Temu anime potrzeba drugiego sezonu, aby przemyć ,,osad” nieścisłości wydarzeń i informacji. Dlatego „B: The Beginning” oceniam na: 7/10.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 11.02.2019 10:32
    Fikcyjny świat wykreowany w niebanalny a'la ,,dolinę niesamowitości" sposób.
    Komentarz do recenzji "Gantz:O"
    „Gantz:O” jest tak wyróżniającym się widowiskiem, iż stawia ono widza pod ścianą. Sposób realizacji fabuły obrazu: wyjątkowa, abstrakcyjnie realna, prawie ocierająca się o ,,dolinę niesamowitości” – w szczególności w kreacji postaci ludzi (głównych bohaterów) – linia graficzna, mogły u oglądającego zredefiniować odczucie estetyki wydarzeń mających miejsce w tej ni to Anime, ni to filmie animowanym połączonym z elementami CGI i po części korzystającym z dorobku Anime, produkcji. Dubbing polski, w „Gantz:O” był niepotrzebny. Nasi rodzimi lektorzy nie nadążali nad mimiką twarzy, ruchem ust rzuconych ni to do fikcyjnego, ni to do realnego świata, a ciężko było ostatecznie rozstrzygnąć charakter ukazanej w produkcji, rzeczywistości, bohaterów.

    Fabuła „Gantz:O” jest niezwykle oryginalna, przynajmniej dla mnie – osoby nie mającej styczności ani z mangą, ani z wcześniejszym serialem anime, na których to ów film zapewne się opiera. Opalizująca, okryta głęboką czernią, idealnie geometryczna kula, która decyduje o życiu ,,wskrzeszonych” ludzi, dając im 2 godziny na to, aby gdzieś w inno­‑wymiarowej rzeczywistości zabić rozszalałe bestie, albo jak się nie uda, to zginąć, wraz z kreacją porażających, wywołujących strachliwe falowanie całego ciała u oglądającego tę produkcję, bestii, z którymi w innym ,,świecie” walczyły postacie tego anime, przy czym niektóre ze stworów wyglądały podobnie jak ,,Tytani: Odmieńcy” z „Shingeki no Kyojin”, oraz uwzględniając finał produkcji, który wprowadzał więcej tajemnicy i zaskoczenia niż można by przypuszczać, podkreśliły tę wyjątkowość „Gantz:O”

    Z ogólnej mini­‑recenzji „Gantz:O”, moja ocena dla tej produkcji to: 9/10.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 14.01.2019 22:00
    Bluźnierstwo, szał i nieograniczona niczym jatka, której nie pomogła fabuła!
    Komentarz do recenzji "Corpse Party: Tortured Souls -Bougyaku Sareta Tamashii no Jukyou-"
    No tak, zacznijmy od tego, iż anime to składa się z czterech około 29 minutowych odcinków i zaczyna się od sytuacji, w której kilka młodych osób nagle budzi się w opuszczonej, zbudowanej z lekkiego drewna, tworzącego ściany o cienkich, dopasowanych do siebie deskach, szkole. Odprawiony zostaje tu dziwny i kontrowersyjny rytuał, choć dla mnie nie było do końca jasne, jakie mógłby on powodować skutki, a wszystko i tak zostaje w tej kwestii na końcu wyjaśnione. Co przerażające, to fakt, iż w wyniku przeprowadzonego rytuału doszło do zainicjowania reakcji łańcuchowej, zamieniającej szkołę w istne ,,nawiedzone cmentarzysko”, doprawiane makabrą, krwawą jatką – czyli emanacją czystej bluźnierczej zbrodni, której może dokonać człowiek – przerażające widowisko. Gdyby nie głupota głównych bohaterek, gdyby nie zbyt eklektyczne w stosunku do atmosfery, wątków, i samej animacji produkcji zbyt duże, nieproporcjonalne odbijające refleksy świetlne, tak ,,typowo anime”, oczy, podkreślające zbyt szpiczasty podbródek i mały nosek, oraz, gdyby nie ukryty, kłujący seksizm w wydatnych kształtach piersi bohaterek i ich często ,,niewinnie” pokazywanych majtek, „Corpse Party: Tortured Souls”, doprawiane tak dokładną, ukazującą szał i krwawą zbrodnię linią graficzną, byłoby bardzo dobrym obrazem anime, którego nie można byłoby zapomnieć. Dlatego też serial oceniam w skali: 7/10
  • Avatar
    A
    Sakakibara 8.11.2018 19:28
    "Notatnik Śmierci" -aAnime z fabułą i napięciem jak i Hitchcocka
    Komentarz do recenzji "Notatnik Śmierci"
    Szukając klimatycznego nietypowego Anime, najlepiej powyżej 26 odcinków i w takiej ich ilości zamkniętego, dodatkowo nie wiedząc, który gatunek czy podgatunek takiego Anime wybrać, zdecydowałem się na „Death Note”.5 odcinków już za mną, przy czym 32 z tej produkcji jeszcze przede mną; coś czuję, że szybko wchłonę pozostałe epizody, tak, jak wchłania się ciepłe pączusie wprost z piekarni. Serial wybija się wysoko ponad przeciętność: głównie dzięki niebywałemu klimatowi i specyficznej fabule. A fabuła „Death Note”, w której znudzony szkołą licealista zyskuje tajemniczy notatnik, dzięki któremu poprzez zapisywanie w nim nazwisk osób może je ot, tak uśmiercić, mówi sama za siebie: nieszablonowe, oryginalne, a atmosferą tak zachwyca i pochłania widza, że wdziera mistyczny chłód do naszych umysłów i ciał, przenosząc wraz z nim emocjonalno­‑tajemniczą sferę serilu. Dodatkowo, co od razu rzuca na kolana i zastanawia widza, co nie mogło umknąć naszej uwadze, to sposób spotkania bóstwa Śmierci „Ryuka” z Lightem. A samo przecięcie się ścieżek ich losów owiane jest niezwykłą tajemnicą, jakby nie było ono mimo wszystko przypadkowe; wzmacnia to całą produkcję. Grafika jest bardzo dokładna, tzn. ekspresyjna. Przy zbliżeniach i zachowaniu postaci widać mistrzowsko nakreśloną, z dużymi detalami kreskę. „Notatnik Śmierci” pochłania każdą komórkę mojego ciała; niebywałe Anime.

    Paradoksalne, naprawdę dość specyficzne w tym Anime i odciskające swoje piętno, swój wkład w ten rodzaj animacji jest to, że przynajmniej na stan 5 odcinka jego całości, nie wiadomo która z postaci wyjdzie zwycięsko ze skutków ingerencji notatnika w ,,ludzkim” doczesnym świecie. „L”, nie dość, że mało o nim wiemy, oraz nie dość, że przebywał on przez cztery odcinki w jakimś odosobnionym, jakby pustym pomieszczeniu, to chce tak samo dopaść samozwańczego, mającego niesamowity zmysł obserwacji, analizy otoczenia i wyciągania daleko idących w przód wniosków Lighta aka Kirę, jak „Kira” chciałby odkryć tożsamość „L”, gdyż ten jest jedynym pomostem między Policją a nim samym, pomagając w ten sposób zdemaskować tokijskiego Mściciela. Aż nie chce się wierzyć, jak pewny siebie, a jednocześnie mający oczy dosłownie wszędzie jest Light. Bo jak widzimy, obecność potężnej abstrakcyjnej istoty, czyli ,,Bóstwa Śmierci”: Ryuka nie robi na młodzieńcu specjalnego wrażenia, nawet, gdy miał on możliwość, aby posiąść dar widzących ,,martwych” oczu Ryuka, przez które dostrzegłby, tak samo jak Ryuk, tożsamość jak i datę śmierci osoby na którą się patrzy. Light zaczyna wybrzydzać. Wygląda na to, że zechce opieki, czy też wsparcia innego Boga Śmierci.

    „Death Note” w każdym kolejnym odcinku, począwszy od pierwszego, a zapewne będzie tak do ostatniego epizodu, gdyż w tym momencie stanąłem na 5­‑tym z nich, fabuła, ba, poszczególne wątki, będą coraz bardziej tajemnicze, zazębiając się wokół istoty notatnika, wprowadzając nowe elementy, z których widz nie zdawałby sobie sprawy, że aż tak i w tym momencie może się jeszcze coś w serialu zmienić. Tak specyfika budowania fabuły, co składa się rzecz jasna, na klimatyczność produkcji, potrafi podnieść jej wartość.
  • Avatar
    A
    Sakakibara 20.09.2017 11:13
    "Zjadacz chleba" bez indywidualności. Izuku zrodzony z bohaterstwa
    Komentarz do recenzji "Boku no Hero Academia"
    „Boku no Hero Academia” to anime, które obejrzałem dopiero w połowie jeśli chodzi o pierwszy sezon, a całkowicie mnie do siebie przekonało, kupiło mnie zupełnie. Piękne i niecodzienne podejście do kwestii superbohaterstwa, gdyż w świecie, w którym 80 % ludzi ma tzw. indywidualność – mutację genetyczną, osobnicze nadludzkie zdolności, znajduje się najzwyklejszy w świecie przeciętniak: Izuku nazywany przez swojego rywala Kacchana pieszczotliwie: Deku. Od zawsze jego marzeniem było stać na straży wolności i bezpieczeństwa, mieć indywidualność, być herosem takim jak All Might – największy bohater w dziejach. Nawet, gdy chłopak owych mocy nie posiada i okazuje się, że należy do 20% ,,zjadaczy chleba”, to nie poddaje się i podąża za marzeniami. Skrupulatnie obserwuje „uzdolnionych” oraz poczynania wszystkich bohaterów. Prowadzi notatki, jakby jego wewnętrzny głos wiedział, iż kiedyś mu się to przyda. I do takiej sytuacji dochodzi. Próbuje powstrzymać przestępcę, którego można nazwać : ,,liquid­‑man”. Wyrywa się by odciągnąć go od jego kolegi Kacchana, mającego właściwość miotania ogniowymi kulami lub innymi formami ognia z rąk. Izuku zrobił to, tak jakby był zrodzony z nieustępliwości i odwagi, a to w szczególności nie uszło uwadze All Mighta.

    I tak trochę nieogarnięty Izuku przez prawie 9­‑cio miesięczny trening zostaje fizycznie przygotowany do przejęcia kumulowanej, przekazywanej z herosa na swojego następcę mocy: One For All.
    Dostanie się do Uniwersytetu Bohaterów (U.A.) okazuje się dopiero jednym z wielu bardzo ważnych kroków nie tylko dla Midoriyi, ale dla każdego obdarzonego Indywidualnością, który tu wstępuje. Boku no Hero Academia urzeka nie tylko fabułą, grafiką – w tym „złotoustym” All Mightem”, ale i faktem, iż w tej rzeczywistości, by być nazywanym bohaterem trzeba ukończyć przygotowaną do tego Akademię. Jak najbardziej, jest to rozwiązanie logiczne. Skoro 80% populacji ma tą wrodzoną moc, to byłoby zbyt dużo osób, które chciałyby od razu stać się herosami. By zrobić coś z nadwyżką uzdolnionych, w tym celu tworzy się specjalistyczny Uniwersytet, który „kształci” elitę Obrońców ludzi.

    Przede mną epizod Deku vs Kacchan. Będzie epicko.!

    [link][link][/link]
  • Avatar
    A
    Sakakibara 6.06.2017 16:51
    AKIRA - nie grajmy ,,z Bogiem w Kości". Co by było gdyby...?
    Komentarz do recenzji "Akira"
    ,,Akira” powstała w 1988 roku i jest wg. mnie najbardziej okazałym i ponadczasowym w całej historii pełnometrażowym Anime, oraz największym, mimo iż prawie 30­‑letnim, osiągnięciem w dziejach kreacji japońskiej animacji. Muszę się z tym zgodzić, iż to ponad dwugodzinne dzieło przez wielu fanów Anime uważane jest za produkcję, którą śmiało można podnieść do rangi post­‑apokaliptycznej, ze względu na ukazany tu wyniszczający ludzkość konflikt zbrojeniowy, którego finałem było m.in. uderzenie o powierzchnię rozwijającego się gospodarczo Tokio: ładunku jądrowego. Miało to miejsce 16 lipca 1988 roku, a po fakcie, po metropolii pozostał jedynie ziejący rozgrzaną po kontakcie asteroidy z Ziemią zawiesiną krater. 31 lat później w niby przyszłościowym Neo – Tokio, kontrastującym z pochłaniającą go anarchią, społecznym chaosem, ogólną zbrodnią i występkiem, gdyby nie obecność ludzi i zaawansowanego zurbanizowania, można by rzec, że po tak długim okresie czasu, miasto to wcale się nie zmieniło, stało się nawet o wiele gorsze. Barwna i zmieniająca się animacja wskazuje na obywatelskie załamanie i polityczną bierność. Momentami, oglądając ,,Akirę” można było się poczuć jak podczas projekcji ,,Ghost in The shell 2 Niewinność” – , gdzie ciężki monotonny, głuchy, wręcz przytłaczający nastrój, tak skrupulatnie dołował, że widz skupiał się raczej na zagadnieniach moralno­‑etycznych związanych z pojęciem przez Gynoidy: swojego miejsca w świecie ludzi. Przy ,,Akirze” było podobnie, z tym że obywatele Neo­‑Tokio egzystowali na krawędzi pojęcia poszanowania życia, lub byli jakby w dziwnym Impasie, stąd m.in. Motocyklowe Gangi, a jeden z nich – ten bardziej wyrozumiały reprezentowali Kaneda i Tetsuo. Reszta natomiast do najgorsza swołocz, karaluchy czy inne robactwo, które jak tylko zapadnie zmrok wychyla swoje gnijące obłe jestestwo i zaczyna szerzyć anarchię, rozkład i jak pasożyt kawałek po kawałeczku, zżera dobra miasta tak, że nie pozostaje nic tylko szok i chaos, pod którym ciężarem, miasto zapadnie się .Nastąpi kolaps i materialna dezintegracja.

    Gdy AKIRA się przebudziła/o, była/o już formą czystej tkanki energii, lecz pod postacią nastoletniego chłopca. Pomyślałem, że to iż Tetsuo zyskał moc, która wychodzi po za wszelkie skale klasyfikacji poziomu energetycznego, która niekontrolowana doprowadzi do anihilacji Wszechświata, jest sprawką jego dorastania w okresie post­‑apokaliptycznym. Tetsuo wychował się w napromieniowanym ,,Neo­‑Tokio”, a zabiegi z serii inżynierii genetycznej na nim przeprowadzone, moim zdaniem uaktywniły uśpione w chłopaku jak i w każdym obywatelu ,,Atomowego Tokio”: dające potęgę zmutowane fragmenty DNA, czyli coś jak terragen z ,,Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.” lub gen­‑x z komiksów serii ,,X­‑men”
    ,,Akira” z 1988r. – co warte podkreślenia” – jest Anime w stylu co by było gdyby?, gdyby gatunek człowieka zagrał ,,w kości z Bogiem” i z nim wygrał? Ciężko jest wyobrazić sobie coś bardziej potężniejszego niż Moc Boga, skoro istota Boga jest miarą największej istniejącej po za czasem i przestrzenią doskonałości oraz miarą gargantuicznej Mocy. Emanacja wzrastającej

    Wszech­‑siły Tetsuo, a przede wszystkim jej graficzne zaprezentowanie przyszpilające oglądającego do ziemi, jest genialne, a ja sam niejednokrotnie cofałem obraz do tyłu by jeszcze raz tego doświadczyć.


  • Avatar
    A
    Sakakibara 23.04.2017 12:49
    Etyczno-Filozoficzny przytłaczający tłem obraz Postrzegania Życia przez Androidy
    Komentarz do recenzji "Ghost in the Shell 2: Innocence"
    Ghost in the Shell 2: Innocence jest ciężkim dziełem pod względem podejścia twórców tego Anime do postrzegania przez Androidy – czysto Informatyczne Byty zamknięte w nowoczesnym Egzoszkieleci – bycia świadomym, inteligentnym, czującym organizmem, który wie, że istnieje i mimo, że został zaprogramowany ma w tej swojej egzystencji jakiś cel. W tej pełnometrażowej i drugiej już części ,,Ghost In the Shell”, kompozycja ta porusza i to do bólu – tak, że aż chłód wchodzi do żołądka i przez żółć z powrotem podchodzi do gardła – przytłaczającą i ponurą, animacją, w której nie ważne czy gynoidy, humanoidy lub zwykły człowiek, postacie wydają się być wyprane i wysuszone na wiór z emocji. Oglądanie i uważne wnikanie w umysły bohaterów, wczuwanie się w ich rolę ,przychodziło z ciężkim trudem, gdyż wokół całej przestrzeni tego Anime, jak najgorsza zaraza rozprzestrzeniła się depresja, anty­‑empatyczność i smutek. Sprawiało to, iż momentami, po prostu chciałem wyłączyć komputer i przestać oglądać tą produkcję. Przeraziły mnie sceny, w których Lalkowate, sztuczne Gynoidy nagle atakowały Batou i jego oddział, wymachując wściekle , na wszystkie strony: kompozytowymi kończynami, bez jakiegokolwiek cienia emocji na twarzy. Dodajmy do tego jeszcze sposób w jaki ten Cyborgowaty mechanizm się poruszał: pająkowaty chód przypominający skrzypiące i porażające stąpanie wygiętej w nie ludzki sposób w kręgosłupie czy na całym ciele opętanej Istoty. Wszystko to i jeszcze nawet sam fakt próby popełnienia przez Gynoidy samobójstwa z powodu błędu logicznego wynikłego z kłócenia się jego próby narażenia człowieka na śmierć z dbaniem o własną egzystencję, utrwaliły mnie w przekonaniu, że ,,Ghost In The Shell – Niewinność” ma bardzo metaforyczne, metafizyczne i przepalające mózg podejście. Animację tą można traktować jako coś pokroju ,,Co by było gdyby”, a zatem idąc tą drogą dedukcji należy się zastanowić co by się stało gdyby Androidy zaopatrzone w podstawową lub bardziej rozszerzoną Sztuczną Inteligencję zaczęłyby, poprzez błąd w Kodzie Źródłowym swojego oprogramowania tak ewoluować, że obeszłyby założenia programowe Praw Robotyki i stałyby się kompletnie niezależne od swoich twórców. Czy rzeczywiście, zagrożone usunięciem swojej egzystencji, wystąpieniem logicznej możliwości destrukcji swojego Istnienia, pokusiłyby się by ingerować w życie ludzi? Taka ,,Inwazja Porywaczy Ciał”?
  • Avatar
    A
    Sakakibara 13.12.2016 12:14
    Okrutna wizja osądzania ludzi zanim cokolwiek się zrobi
    Komentarz do recenzji "Psycho-Pass"
    Psycho – Pass to nie tylko wyjątkowe – jak na pierwszy sezon 22 odcinkowe Anime. To coś więcej niż świetnie graficznie zrealizowana produkcja, która wraz z charakterystyczną futurystyczną muzyką nadaje klimatu ,,współczynnikowi zbrodni”. Psycho­‑Pass to właśnie wzruszająca i przerażająca historia o tym do czego może doprowadzić chęć kontroli społeczeństwa – wyznaczania mu każdego kroku na przyszłość – decydowania o tym co może zrobić a co nie. Ludzie w mieście przyszłości, do którego rozwoju przyczynił się system Sibyl są uwięzieni jak w pułapce, jak w nieskończonym Labiryncie, z którego nie ma wyjścia. System Sibyl został zaprojektowany po to by na świecie zapanował ład, porządek, równouprawnienie, po to by zlikwidować przestępczość i by doprowadzić do likwidacji głodu, bezrobocia i do zatarcia się zbyt dużych różnic między poszczególnymi ,,klasami” społeczeństwa. Sibyl miał sprawić by każdy był sobie równy : by przeciętny ,,Kowalski” mógł mieć ,,realnie” to co finansista czy zajmujący wysokie stanowiska w rządzie lub w BBP.

    Wprowadzenie przez Sibyl ,,współczynnika zbrodni” który określał jak ktoś jest zepsuty lub czy ktoś jest w stanie ,,na pewno” popełnić zbrodnię – przed jej wykonaniem postawiło społeczeństwo w ,,jednym szyku”. Ludziom, pewnie tym, którzy mają dach nad głową, ciepłą posadę za biurkiem – wydawało się, że są bezkarni i z racji ich,,pozycji w świecie” nie powinno ich się w ogóle osądzać i oskarżać o popełnienie choćby jak najmniejszej zbrodni- to bezdomnych, głodujących i tych bez grosza przy duszy powinno wsadzać się za kratki i cokolwiek im wytykać – bo oni mają ,,motyw” by taką zbrodnię popełnić. To anime aż ,,krzyczało” od ,,zepsucia” i bezsensownego celu ,,Psycho­‑Passu”. Znikoma przestępczość – produkt uboczny Sibylu na ulicach Tokio nic tak naprawdę nie wniósł. Ci ludzie, którym mierzyło się czy ma zachmurzony współczynnik zbrodni czy nie czuli się pozbawieni odrobiny prywatności- byli pod ciągłą obserwacją ,,Wielkiego Brata”. To narzędzie ucisku – bo śmiało tu można mówić o ,,Dyktaturze Sibylu” tak zaburzyło poczucie relacji międzyludzkich i własnej wartości, że ludzie zamiast być posłuszni ,,jak psy” pchali się do popełniania choćby najmniejszych wykroczeń.

    Sam współczynnik przestępczości nie był zbyt dobijający i zły w tym wszystkim. To najbardziej winny był ,,Sibyl” który był dosłownie wszędzie: Od nowoczesnych urządzeń nakładających jakieś hologramowe ubranie na skórę, ,,narzuconej” pracy i przyszłych szkół czy studiów na podstawie wyników wewnętrznego testu, po omawiany ,,współczynnik zbrodni”

    Chaosu od połowy sezonu narobił Makishima, który okazał się być ,,Odmieńcem”-jednym z tych, których współczynnik zbrodni zawsze będzie miał taką samą barwę – nawet gdyby kogoś zabijał to w tym momencie – jego wartość nie wzrosła by nawet o trochę. Przejąłem się w tym momencie gdy Makishima współuczestniczył w tworzeniu hełmów, które potrafiły pobierać niski ,,psycho­‑pass” z otoczenia i dawać go tym , u których posiadających owe kaski współczynnik był bardzo wysoki. Mogli w nich zabijać – co wydawało się okrutne ile popadnie – nawet przy obecności przejeżdżających obok i skanujących ich policyjnych dronów.

    Makishima zginął – przynajmniej teraz pozostało uporać się z samą Sibylą – na razie agenci BBP muszą żyć wg. jej ,,widzimisię”, by potem niespodziewanie uderzyć w jej ,,zbiorową świadomość” tworzoną przez kilkaset umysłów ,,odmieńców”.

    Teraz czas na drugi sezon.
    Ciekawe jaką ja miałbym barwę ,,Psycho­‑pass”
  • Avatar
    A
    Sakakibara 23.10.2016 13:21
    Final Fantasy - Eos - Alternatywna Ziemia z Futurystycznym Fantasy
    Komentarz do recenzji "Final Fantasy XV: Gwardia Królewska"
    Świat ,,Final Fantasy” nie jest mi do końca dobrze znany, ale oglądając tą animację – chociaż nawet nie wiem czy to można już animacją nazwać ze względu na to, że wygenerowane przez potężne silniki graficzne postacie wyglądają jak normalni aktorzy – muszę stwierdzić, że rzeczywistość Final Fantasy to normalna rozwijająca się ludzkość, z normalną technologią taką jak np. obecne telefony komórkowe, super auta itp, ale Eos dodatkowo pogrążył się w świecie fantastyki – mamy Demony, dziwny specyficzny na fantastykę ubiór postaci i bardzo strzeliste i ogromne – jak ze średniowiecza budowle. Po prostu Eos to alternatywny świat tylko, że Mamy tam lekki ,,steamPunk” – technologia i społeczeństwo nie opiera się na Parze – jako jedyne źródło energii – dla nich tym na czym się dalej opierają jest Magia w tym pradawna Moc kryształu, o którego toczy się wojna między królestwami (czyli u nas Państwami, albo kontynentami). W ciągu dnia normalny ,,Kowalski” widać, że nosi typowy strój: koszulka, buty, jakąś czapkę, spodenki – nic nie wyróżniającego się – nic co mogłoby świadczyć o ich lub jego związku z magicznym światem – może wiedzą o tym – dla nich jest to normalne, ale to ignorują. Autorzy Animacji świat fantastyki zintensyfikowali bardziej na głównych organach władzy – na tych którzy muszą chronić świat przed wrogami. Świat fantasy, który mi się kojarzy raczej z rozległymi krainami – których nazwy ciężko jest wymówić, magami, kuglarzami, stworami, wiedźmami i z epoką średniowiecza itp. i zestawienie tego z normalną technologią : typu nowoczesne auta, super smartfony itd. – to mi nie pasuje. Przynajmniej to kontrastuje z jak wspomniałem wyżej normalnie funkcjonującymi mediami – ot typowo tętniąca życiem metropolia. Mógłbym jeszcze przyczepić się do tych gigantycznych murów i wielkich strzelistych budowli, których ogrom na tle innych struktur jest imponujący – typowy ogrom i przepych świata Fantasy – bo tak logicznie rzecz biorąc kto byłby w stanie zbudować coś takiego – zajęło by to kilkanaście lat – może dłużej, nawet przy pomocy nowych technologii – lanie betonu, jakieś stalowe wzmocnienia i sama grubość muru – koszty pewnie astronomiczne… no ale cóż to świat Eos który istnieje już pewnie setki lub tysiące lat.

    Mury mogą nasuwać skojarzenia z ,,attack on Titans” – gdzie w końcu ok.50m wysokości Mura Maria został przerwany przez gigantycznego Tytana, tu przełamane zostały nie mury ale bariera przez imperatora Niflheimu

    Efekty specjalne: bomba: doskonałość ludzkiej myśli technologicznej, wyobraźni i grafiki komputerowej. A sam pojedynek Kapitana Gwardii Królewskiej , który odziany był w mroczną zbroję czy kombinezon jakby Rycerza i przypominał Saurona z jednym z jej członków głównym bohaterem : świetny..Szkoda, że nie obejrzałem w Blu_rayu..Jak będzie do kupienia to odpalę na telewizorku bo mam Full HD 40cali – przydałby się większy hohoh, a w 4k- to dopiero mind blowed!!!