Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

vaka

  • Avatar
    A
    vaka 13.09.2016 21:36
    Zaczynam się nudzić. Po 80 odcinku.
    Komentarz do recenzji "Inuyasha"
    Jest w tym anime coś co niepomiernie mnie wkurza. A mianowicie: schemat w jaki upycha się większość postaci kobiecych. Kagura, ta białowłosa wiedźma z kompleksem starości, ze 3 kobiety z bandy kota, a nawet i Kikyo. Wszystkie nabzdyczone, aroganckie, przemądrzałe, święcie przekonane o swojej wartości. I jeszcze ciągle ten durnowaty pełen wyższości śmieszek! Chryste, jakie to nudne! Tak, tak, wszyscy już wiemy już, że cierpisz na syndrom rozdętego ego, proszę skończ!
    W życiu codziennym unikam takich ludzi, bo psują mi krew i sprawiają, że nóż się w kieszeni otwiera, więc najazd takowych babeczek w anime, to już dla mnie całkowita przeginka. Jestem dopiero na 80 odcinku, a już naliczyłam
    co najmniej 6 takich postaci kobiecych. Aczkolwiek niektórzy bohaterzy męscy też mają wyraźne tendencje w tym kierunku (Kouga, Naraku). I jeszcze te głupie, tak bardzo głupie przemowy! „Teraz cie wykończymy, przygotuj się na śmierć, poznasz moją moc, wasze życie zaraz będzie moje…” blablabla! Powtarzane aż do znudzenia, ileż można? Człowiek z jednej strony ma ochotę w trakcie takiego napuszonego monologu pójść sobie zrobić herbatę, a z drugiej przywalić bohaterowi najbliższym świecznikiem. Czy coś.
    Twórcy się zdecydowanie trochę za bardzo rozwinęli pod tym względem.

    To anime ma wiele, wiele zalet (pierwsze z brzegu: pozytywni bohaterzy są świetnie wykreowani, Kagome to jedna z najlepszych postaci kobiecych z jaką się spotkałam, humor jest genialny, a Sesshoumaru jest fantastycznie złożoną postacią) ale niestety ma też kilka wad, które uwidaczniają się wraz z rozwojem akcji i kolejnymi odcinkami.
    Na początku byłam „Inuyashą” urzeczona i miałam ochotę z miejsca wystawić 10/10. Aktualnie jestem przy 80 odcinku i na ten moment ocena spadła o całe dwa oczka. Zaczynają mnie powoli męczyć te ciągłe walki (spoko, ja wiem, że to serial akcji, ale przydałaby się chwila oddechu) i ogólne wykorzystywanie wciąż i wciąż tych samych schematów. Owszem to anime i tak pozostaje wybitne w swojej klasie, ale nie zmienia to faktu, że wydaje się za długie i brakuje mi w nim większej ilości luźniejszych odcinków, które pełniłyby role przerywników. A tzw. wrogowie są w większości tworzeni na jedno kopyto, wszyscy z tą samą nużącą manią wielkości. No i ten romans też by się mógł trochę bardziej posunąć do przodu, bo na razie zatrzymał się na stałym poziomie.

    Przewrotnie – mimo wszystko nadal kocham to anime miłością wielką. Chwilami się nudzę, irytują mnie wyżej wymienione zachowania, ale i tak nie mam zamiaru go porzucić. Bo miejscami prezentuje tak wysoki poziom, że czuje, że jest jeszcze nadzieja, że mnie zaskoczy i wybrnie ze schematów.
    Oby tak było. :)
  • Avatar
    vaka 5.09.2016 01:16
    Komentarz do recenzji "Joker Game"
    Dobrze jest też dorosnąć do stwierdzenia, że wyniosłe i megalomańskie wydawanie opinii o tym, że do czegoś trzeba dorosnąć, by to zrozumieć nie jest dorosłe.
  • Avatar
    vaka 3.09.2016 12:55
    Re: Ktoś, cokolwiek?
    Komentarz do recenzji "Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru"
    Ja miałam dwa podejścia do tej serii. Za pierwszym razem podeszłam do niej kompletnie nieufnie, nie przypadł mi do gustu ani humor, ani fabuła (z tego co pamiętam mocno irytowała mnie postać głównej bohaterki, wydawała mi się denerwująco przemądrzała), a oczy martwej ryby, które prezentuje nasz bohater, to już w ogóle miały moc super­‑odrzucającą. Porzuciłam ją bodajże po pierwszym lub drugim epizodzie. Jednak mam nawyk wracania do takich odrzuconych serii i dawaniu im drugiej szansy, więc po jakimś czasie włączyłam kolejny epizod i wtedy całkowicie mnie kupiła. Jak dotąd jest w czołówce obejrzanych przeze mnie serii i chyba nawet wystawiłam jej 9 punktów na 10, a to jak na mnie, bardzo dużo. Pamiętam, że po przebrnięciu przez kilka początkowych epizodów fabuła całkowicie mnie wciągnęła i byłam zachwycona postacią i ciętym humorem Hachimana. Przede wszystkim miałam wrażenie świeżego podejścia do tematu szkolnych klubów i zwykłych sytuacji, które przez ukazanie oryginalnej perspektywy Hachimana zyskiwały nowe tło. Niezłe są też postaci drugoplanowe, każda jedna zapada w pamięć (Saika! i wszystkie gagi z nim związane są po prostu zabójcze :D) To anime ma wiele zalet i duża część z nich została wskazana w recenzji Yumi, która choć według mnie trochę zbyt szczegółowa, warta jest przeczytania. Swoją drogą druga seria jest równie dobra.
  • Avatar
    vaka 20.08.2016 19:33
    Re: Różowe policzki
    Komentarz do recenzji "Days"
    Różowe policzki to tylko jeden z kilku przypadków kretynizmu graficznego twórców. Innym są na przykład długie włosy blondyna, który nawet podczas biegania nosi je rozpuszczone, nie wspominając już o samych meczach. Że też mu jeszcze nikt „przypadkiem” tych kłaków nie wyrwał, to mnie zadziwiało przez połowę czasu jaki poświęciłam tej serii. Nic jednak nie przebija sposobu w jaki biega! Gdy po raz pierwszy zobaczyłam jak sunie w powietrzu, trzymając ręce w kieszeniach (!), niczym jakaś majestatyczna blondwłosa płaszczka, niemal zaryłam głową w monitor. :D No ale wizerunek bisha musi zostać utrzymany, nie? Pewnie stąd te pojawiające w dziwnych momentach japonki na jego stopach…
    Ogólnie ta seria to jedna wielka katastrofa, ale oglądam to by się bezlitośnie śmiać ze wszystkich klisz, schematów i logicznych dziwadeł. Powiem jedno – nawet dla niemal kompletnego laika w kwestii piłki nożnej (znam tylko naprawdę podstawowe zasady tej gry) widoczny jest brak realizmu podczas meczy. W sumie to brak realizmu i logiki czy to w zachowaniach bohaterów, czy w samej fabule to taka największa przywara tej serii. Jedna z wielu.
    A tak poza tym to miałam chwilami wrażenie, że oglądam przygotowania do maratonu, a nie grę zespołową. Czy oni naprawdę pierwszy mecz rozegrali bez wcześniejszej wspólnej gry, czy mi się tylko wydawało?
    Ze wszystkimi Twoimi zarzutami się zgadzam, ale ja jeszcze nie jestem gotowa porzucić tej serii. Mam ochotę jeszcze trochę się pośmiać z tej porażki jaką jest główny bohater. „Będę biegał, tylko to mogę zrobić! Przydam się drużynie, wybiegam kurde zwycięstwo! A nie chwila, właśnie odkryłem, że nie tylko bieganie jest ważne, gole też trzeba strzelać!” (no normalnie eureka) Ja już jestem chyba za stara i za zgryźliwa :D bo mnie ta historia od zera do bohatera nie wzrusza, tylko śmieszy (ten moment gdy w bodajże drugim odcinku kapitan drużyny stwierdza, że widzi w Tsukushim przyszłego kapitana! Tak bardzo typowe -_-).
    Także jeszcze chwilę przy niej wytrwam. Na razie ma ode mnie jakieś 3­‑4 na 10.
  • Avatar
    A
    vaka 17.08.2016 20:04
    radość!
    Komentarz do recenzji "Natsume Yuujinchou Shi"
    Ponoć w październiku czeka nas nowa seria. Jeśli to prawda, to absolutnie nie mogę się doczekać! Szalenie mnie złapała za serce ta historia. :)
  • vaka 16.08.2016 00:04:44 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    vaka 11.08.2016 20:52
    Komentarz do recenzji "Miłość, gimbaza i kosmiczna faza: Porywy serca"
    Ja nie oczekuję Bóg wie czego, jak piszę użytkownik poniżej, tylko dobrej serii, która trzymałaby poziom poprzedniej. A ta nie trzyma. Wręcz przeciwnie – spada z hukiem na sam dół.
    Pierwsza seria była zabawną, interesującą obyczajówką, z rozwijającymi się postaciami i z w sumie nawet dość oryginalnym głównym wątkiem. Tutaj te postaci zaliczają totalny regres, a Rikka jest tego najlepszym przykładem. Gdzieś tam w którejś ze scen bohaterowie zastanawiają się dlaczego Rikka od razu dogadała się z siedmioletnią córką szefa Touki. Moja odpowiedź – dlatego, że są dokładnie na tym samym poziomie emocjonalnym! Główny bohater musi być chyba albo jakimś świętym, albo cierpieć na poważne psychiczne problemy, albo mu miłość kompletnie padła na mózg skoro jest w związku z taką osobą. Co jest w Ricce ciekawego poza wątpliwie interesującym syndromem gimbusa? Nic. Wszystkie dramaty jakich doświadczyła, a które wypadły przekonująco w pierwszym sezonie i umotywowały jej postępowanie, w tym sezonie zostały zapomniane, zepchnięte na drugi plan przez idiotyczne, dziwaczne walki magów i bełkotliwe monologi. To nie godna podziwu wyobraźnia, ale zwyczajne urojenia i niedojrzałość.
    Dodatkowo wątek miłosny już właściwie w ogóle nie jest wątkiem miłosnym, bo pierwsze co się rzuca w oczy, to to, że relacja głównych bohaterów przypomina relację rodzeństwa. Nie sądziłam, że jakiekolwiek anime zdoła pokonać Kimi ni Todoke pod względem żółwiego tempa rozwijającego się romansu, ale o to jest! Złoto wędruje do Rikki i Yuuty!
    Trochę wbrew samej sobie – żal mi głównego bohatera. Mam dla niego wiele sympatii, bo często zachowuje się bardzo racjonalnie i nawet całkiem dojrzale (na tle całej reszty), ale z drugiej strony jego chęć wejścia w relacje z Rikką jest kompletnie niezrozumiała, zaś jego zachowanie w stosunku do niej czasem wręcz absurdalne! Nie raz, nie dwa złapałam się na myśli, że lepiej by wyszedł na związku z tą czerwonowłosą panną, która według mnie przejawiała już niekiedy oznaki wychodzenia z trybu gimbusa (tylko ten idiotyzm z Yuutą ją zahamowywał).

    Prawdę mówiąc nie chce mi się bardziej rozpisywać na ten wad tego anime, bo wiele osób już od nich wspominało, czy to Avellana w recenzji, czy Kysz w komentarzach poniżej.
    Zmęczyła mnie ta seria i lekko zirytowała (pewnie denerwowałaby mnie bardziej gdybym nie przewijała tych kretyńskich pojedynków, które w pierwszej serii pojawiały się jako zabawny i ciekawy przerywnik, zaś w drugiej już tylko wywoływały chęć maniakalnego wciskania ikonki z symbolem X. Ogólna ocena ode mnie to 3, może 4 na 10. Za grafikę, sporadycznie (!) za humor, za Toukę…

    A, jeszcze jedna rzecz, która mnie dość mocno uderzyła, a mianowicie – wizyta w oceanarium. Ja wiem, że dla tej części świata normą jest pozbawianie wolności delfinów (tak jak i coroczna rzeź delfinów w zatoce Taiji) ale fakt, że nawet w anime pokazuje się wątpliwą frajdę z tresowania tych zwierząt (i jeszcze ta kręcąca się w kółko foka w pomieszczeniu o wielkości pudełka od zapałek! Czy ktoś zwrócił na to uwagę?) i to w pewnym sensie obnoszenie się z bestialskim męczeniem zwierząt dość mocno mnie ubodło.
  • Avatar
    vaka 28.07.2016 01:21
    Re: po 4 epizodzie
    Komentarz do recenzji "Servamp"
    Jakkolwiek zaczyna mnie trochę przerażać ta tendencja Japończyków do wymyślania absurdalnie dramatycznych założeń fabularnych – wystarczy spojrzeć na wątek Zielonowłosego (chwała temu, kto pamięta jak miał na imię) i wyjaśnienie jego zachowania. Niby okej, mamy jakiś powód, wszystko się w miarę logicznie układa, ale jak żywo, nie słyszałam o  kliknij: ukryte  a trochę już na tym świecie żyję. No ale nie znaczy to oczywiście, że się to nie zdarza. Wiadomo też, że aby jakoś sensownie wyjaśnić zachowanie tego bisza, trzeba było wymyślić jakiś dobry powód. No ale i tak, zdrowo ten pomysł kopnięty.
  • Avatar
    A
    vaka 28.07.2016 01:11
    po 4 epizodzie
    Komentarz do recenzji "Servamp"
    Muszę przyznać, że jestem mocno zdezorientowana. Poważnie myślałam, że wyjdzie z tego absurdalna komedia w sam raz do wieczornej herbaty. Zamiast tego mam wrażenie chaosu i podobnie jak koleżanka poniżej, nie mam pojęcia co właściwie zamierzają twórcy. Jak na razie wygląda mi to tak jakby – mówiąc wprost – próbowano złapać zbyt wiele srok za jeden ogon. Im dalej w las tym więcej powalonych wampirów, humor coraz słabszy, a za to więcej dramatów, co do których jak na razie mam pewne wątpliwości. Wydaje się też, że każdy z dotychczasowych odcinków był trochę zbyt przeładowany akcją. Jednym słowem – za dużo się dzieje. Dostajemy pełen kocioł dramatu, akcji i komedii, a każdy z tych składników jak dotąd jest na poziomie ledwo akceptowalnym. Dodatkowo składnik w postaci Mahiru ma potencjał do bycia irytująco mdłym (chociaż nadal trzymam się nadziei, że jego przerysowanie jest celowe). Póki co da się to zjeść i nie udławić, ale jak długo?
    No ale przynajmniej 4 odcinek był lepszy niż 3, dostaliśmy trochę wyjaśnień w kwestii Pana­‑Zielone­‑Włosy aka „Nie­‑Mogę­‑Z-Tobą­‑Być” (ta młodzież. taaaaka dramatyczna :D) i jakąś w miarę sensowną kontynuację tego wątku. Będę nadal oglądać, bo pozostaje wiecznym fanem Kuro (ludzie z dachów spadają, krew się leje hektolitrami, miotły szaleją, a Kuro sobie dalej spokojnie wisi wczepiony w ramię Mahiru i powiewa beztrosko ogonkiem :D). W zasadzie jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Oby było bardziej komicznie niż dramatycznie, bo ten dramat na razie trochę słaby.
  • vaka 19.07.2016 22:24:29 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    vaka 18.07.2016 02:13
    jeden z najbardziej uroczych kotów w anime
    Komentarz do recenzji "Servamp"
    Zapowiada się nie najgorsza komedia. Oczywistym jest, że twórcy, że się tak kolokwialnie wyrażę „robią sobie jaja” i mamy tu dużą dawkę parodii. Wszystkie walki, postaci wampirów i ich nazwy (!),a nawet charakterystyczny demoniczny śmiech naszego czołowego wariata, wszystko to jest przesadzone. Relacja, która łączy głównego bohatera i jego zielonowłosego przyjaciela też wstępnie wygląda jak lekkie puszczanie oka do widza. Sądzę, że raczej wyjdzie z tego czarna komedia z akcją i może odrobinką poważniejszej treści dotyczącej przeszłości bohaterów, niż wielki dramat/poważna przygodówka o wojnie wampirów i ludzi.
    Poza tym Kuro jest absolutnie cudowny, ten typ znudzonego, zdystansowanego bohatera lubię najbardziej :D Intrygujące, że zarówno w postaci kota, czy wampira, sprawia wrażenie absolutnie uroczego. Mam jednak nadzieje, że w przyszłych odcinkach będzie więcej dialogów między nim, a Mahiru. Co do projektów postaci, to całe szczęście, oczy od patrzenia nie bolą, ogólnie graficznie nie powala, ale jak dla mnie, plasuje się w średniej. Na plus, że wizerunek biszy nie jest przesadzony (w niektórych seriach to biszowanie wypada wręcz karykaturalnie ;p). Ogólnie na razie zapowiada się dobrze, zobaczymy, czy utrzymają dobrą passę, czy coś sknocą po drodze.
  • Avatar
    A
    vaka 9.07.2016 02:26
    Komentarz do recenzji "Bungaku Shoujo"
    Boże, co za pretensjonalna szmira! Okropieństwo! Na razie zdołałam obejrzeć tylko 30 minut i nie wiem, czy będę w stanie skończyć seans. Przede wszystkim wszystkie teksty głównej bohaterki brzmią niesamowicie sztucznie i wręcz kiczowato. Słuchanie tych „prawd objawionych”, którymi rzuca, przyprawia o ból głowy. Widać, że miejscami miało być wzniośle, miejscami zabawnie, ale na zamiarach się skończyło. Poza tym głos seiyu – drażniący, irytujący, działający na nerwy! Wszystkie kwestie wygłaszane są w taki sposób, że po dłuższej chwili człowiekowi rośnie ciśnienie i miałby ochotę złapać bohaterkę za te koszmarne warkocze i wyrzucić z kadru! W ogóle o co chodzi z tymi cienkimi warkoczami? Wyglądu bohaterki to na pewno nie poprawia. Ach, jakże to oryginalne! ;/ No i właśnie – ten paskudny rysunek postaci! Ja wiem, że w Japonii upodobali sobie i wynieśli na piedestał trójkątne twarze, ale to co się dzieje w tym anime to już przesada. W połączeniu z dziwacznymi, okrągłymi oczami i ubogą mimiką wypada to bardzo odstręczająco. Dodatkowo bohaterka przez większość czasu sprawia wrażenie wręcz przygłupiej i zdziecinniałej, prawdopodobnie twórcy chcieli, by sprawiała wrażenie słodkiej, szalenie oryginalnej i bujającej w obłokach, a zamiast tego wyszła irytująca, mdła i sztuczna heroina. To niestety taki ukochany schemat Japończyków – niby słodziutkie, niby naiwne i niewinne, eteryczne, najczęściej jajookie i czarnowłose dziewuszki z adhd i radosnymi głosikami. Takie, które mają sprawiać wrażenie osób inaczej patrzących na świat niż wszyscy wokół, osób szczerych i radosnych jak dzieci. Niestety zwykle kończy się tak, że wychodzi z tego mało realistyczna, przerysowana, sztuczna, na siłę udziwniona i wkurzająca postać.
    Sam pomysł zjadania książek mógłby być ciekawy, ale niestety mam wrażenie, że twórcy zabili cały potencjał. Oglądam dalej, ale nie wiem jak długo wytrzymam to ostre stężenie kiczu.
  • Avatar
    A
    vaka 30.06.2016 01:58
    Komentarz do recenzji "Tanaka-kun wa Itsumo Kedaruge"
    Świetne! Widać, że bohaterzy mają mają dużo dystansu do siebie, a twórcy do swojej produkcji.
    Humor i gagi sytuacyjne są momentami wręcz powalające, właśnie dlatego, że oparte na takim fajnym dystansie i
    ironii. Tanaka jest przeuroczy, miło wreszcie zobaczyć bohatera, który nie biega, nie skacze i na nic się
    nie sili. Ma cudowne, spokojne podejście do świata i fajnie słucha się jego uwag czynionych z pozycji cichego, inteligentnego obserwatora. W tej serii nie pojawia się też żaden kretyński motyw pt. „Tanaka musi się zmienić i stać się bardziej aktywną jednostką”. Nie, to wręcz – podana z wielkim mrugnięciem w stronę widza – apoteoza bierności. I czemu nie? Skoro lubi takie życie i nikomu nie szkodzi, to dlaczego miałby się zmieniać? Kiedy myślę o Tanace od razu mam też miłe skojarzenie i na myśl nasuwa mi się świetna „Hyouka” i jej główny bohater Houtarou. Na szczęście (UFF!) w tym anime nie zaserwowano nam dla kontrastu tak irytującej postaci jaką była Chitanda.
    Żadnych głębszych wątków romantycznych jak na razie nie zaobserwowałam (jestem po 10 odcinku i jednostronnej miłości Okularnicy do tego nie zaliczam) i może i dobrze. Świetnie się jednak bawię oglądając wszelkie interakcje między Tanaką i Ohtą i czynione z przymrużeniem oka przez twórców aluzje co do tego, że pasują do siebie niczym mąż i żona (np. Tanaka: „Chciałbym, żeby Ohta był moją żoną” w domyśle: mógłby mnie wszędzie nosić :D). I poważnie jeżeli chodzi o jakiś romans to oni dwoje by do siebie bardziej pasowali niż ktokolwiek inny w tym anime. :) Jak cudownie, że Ohta w pełni akceptuje „statyczną” osobowość Tanaki i w ogóle nie próbuje go na siłę zmieniać!
    Mam nadzieje, że to się nie skończy jakimś dziwacznym wątkiem Tanaka­‑Shiraishi, bo jakoś mam wrażenie, że zepsułoby to tą serie.
    Podoba mi się również grafika. Jej oszczędność jest zdecydowanie na plus, podkreśla klimat tej serii. Eteryczny, bladolicy i delikatny Tanaka, rozczulający wizerunek Miyano, czy absolutnie cudowna Echizen i jej rumieńce i długie spódnice – jednym słowem jestem na tak.
    Polecam, ode mnie 8/10 z gwiazdką do ulubionych. To ciepłe, lekkie, totalnie urocze okruchy życia z dużą ilością scen komediowych i świetnymi, wielowymiarowymi postaciami. Aż by się chciało kolejny sezon.
  • Avatar
    A
    vaka 27.06.2016 23:29
    Komentarz do recenzji "Hanayaka Nari, Waga Ichizoku: Kinetograph"
    Takiego zbiorowiska antypatycznych bohaterów w jednym anime chyba jeszcze nie widziałam. Wredni, chamscy, pełni jadu i dziwacznego poczucia wyższości, które sprawia, że człowiek zaczyna sobie przypominać ideały Hitlera. Poważnie to ich przekonanie o wyższości szlachty czyli rasy panów nad służbą czyli plebsem jest tak odstręczające, że wręcz nie da się tego oglądać. Dodatkowo Haru, główna bohaterka osiąga najwyższy level w byciu głupią i naiwną gąską. Moment w którym z trzaskiem odpadłam od tego anime nastąpił gdy szefowa służących powiedziała Haru, że musi pamiętać, że służąca nie jest gorszym człowiekiem niż ludzie dla których pracuje i UWAGA „z tego powodu jest pewna, że docenią kiedyś jej starania”. Serio? To doprawdy najwyższa nagroda, gdy banda chamów, bufonów i głupców docenia twoje starania. Nic tylko harować każdego dnia znosząc obelgi i totalny brak szacunku, by otrzymać pochwałę. Gdybym ja otrzymała pochwałę od takich ludzi to bym zaczęła się poważnie zastanawiać, czy wszystko ze mną w porządku i czy kompas moralny nadal mam na swoim miejscu. Reakcje bohaterki są natomiast przewidywalne – płacze, postanawia się poprawić i być silną. Dziewczyno powinnaś im soli w prześcieradła nasypać, środków przeczyszczających do herbaty, a żyletki w buty, a nie! ;) Wtedy by się przynajmniej coś zadziało w tym anime :D i nie musielibyśmy patrzeć na ciepłą kluchę w otoczeniu bezmózgich, władczych lodowców.
    Fabularnie to anime też raczej leży, bo sama idea, że ojciec żenił się 6 razy (i rozwodził się zaraz po spłodzeniu dziecka) by stworzyć sobie syna, który będzie ulepiony z innej gliny niż typowy wywyższający się szlachcic sprawia, że momentalnie zaliczam facepalm. Ten film powinien nosić podtytuł „trudy rozmnażania”. Tyle się ojciec starał, a i tak nie wyszło!
    Nie warto tego oglądać. Bo im dalej w las pełen bishów, tym gorzej. Inne wady tej produkcji wymieniła już koleżanka w poście niżej także ja sobie daruje. Dodam tylko jeszcze, że graficznie też ta seria jakoś specjalnie nie zachwyca. Jest jakoś tak…zwyczajnie nudno.
  • Avatar
    A
    vaka 27.06.2016 21:27
    Komentarz do recenzji "Nagareboshi Lens"
    Właściwie zgadzam się z autorką recenzji.
    Od siebie dodam, że świat by nie stracił gdyby ta produkcja nie powstała. To anime należy do rodzaju tych, których się już po paru dniach nie pamięta. Owszem całkiem ładna grafika (chociaż profile postaci to mały, szpetny koszmar), ale tak poza tym… właściwie co? No właśnie nic. Schemat, nuda, nijakość. Jeżeli jednak ktoś potrzebuje się, że tak powiem „docukrzyć”, to można ewentualnie obejrzeć, ale jakiś większych treści, ciekawych dialogów i fabuły, która nie jest prosta jak drut, niech się lepiej nie spodziewa.
  • Avatar
    vaka 19.05.2016 05:09
    Re: Kubeł na śmieci & jego pani
    Komentarz do recenzji "Toradora!"
    Nie bardzo pojmuję skąd w ogóle taka popularność tej serii i dlatego w wielu kwestiach zgadzam się z autorką komentarza. Ja rzuciłam „Toradore” po trzech odcinkach, bo główni bohaterowie doprowadzali mnie do szewskiej pasji. Właściwie to nie wiedziałam, kto wkurza mnie bardziej – bezrozumna panna z dziwaczną fryzurą (rysunek tej postaci, to jakaś totalna klapa), czy dający sobą pomiatać koleś, który zabił mnie swoją głupotą już w pierwszym odcinku, gdy zamiast zafundować bijącemu i warczącemu dziewczęciu wizytę u psychiatry zrobił jej śniadanie i zaczął sprzątać zasyfione lokum. Gdyby do mnie ktoś tak w środku nocy wbił na chatę, próbował mnie zabić i narobił zniszczeń, to postarałabym się, by w przyśpieszonym tempie odstawiono go na komisariat. I żeby nie było – owszem ludzie są różni, ale w tym przypadku pokuszę się o stwierdzenie, że każdy normalny człowiek, by tak postąpił. Albo przynajmniej unikał tej osoby, a nie następnego dnia sprzątał jej dom! Z tego co wnioskuje z komentarzy w kolejnych odcinkach twórcy starają się przekonać widza, że Taiga miała och jakże straszliwe problemy osobiste, które usprawiedliwiają w pełni jej wariacki tsunderyzm. Według mnie to tak jakby dawać facetowi przyzwolenie na lanie swojej żony, bo cóż, w przeszłości spotkało go tyle nieszczęść, że jego niestabilność psychiczna jest w pełni zrozumiała, nie? Niech się gość wyżyje, trochę pokrzyczy, rozwali jakiś pokój (tak jak Taiga klase) przecież ma prawo! W ogóle zabawne, że gdyby odwrócić sytuacje i na miejscu Taigi wstawić Ryuujego, to zaraz, by się podniósł ogólny wrzask. A tu nie, tsundere staje się ulubioną postacią.
    Tak, czy owak nie dam rady tego dłużej oglądać. Niedawno widziałam „True Tears” i to wyczerpało mój limit cierpliwości dla kiepskich serii. Poza tym jeszcze jedna sprawa – nie wiem gdzie jest cała ta domniemana komedia? W trzech odcinkach nie znalazłam ani jednej sceny, która mogłaby być zabawna. Chyba, ze twórcy uważają, że nieustanne okładanie innych, głupie wrzeszczenie i grożenie im śmiercią jest zabawne, wtedy pozostaje mi tylko pogratulować im poczucia humoru.
  • Avatar
    A
    vaka 18.05.2016 21:08
    Komentarz do recenzji "Yahari Ore no Seishun Love Come wa Machigatteiru OAV"
    Świetne, utrzymane w klimacie pierwszego sezonu. Nadal naszpikowane tym samym ironicznym poczuciem humoru. Odpowiedzi podczas  kliknij: ukryte najlepsze! :D
  • Avatar
    A
    vaka 18.05.2016 00:04
    Komentarz do recenzji "True Tears"
    Ode mnie 3/10, bo to jedna wielka telenowela. Ładna grafika, kilka refleksji i tyle. Za to dużo pretensjonalnego bełkotu i stworzonych z wyrachowaniem scen, które w zamierzeniu mają „kupić” widza. Już sam wątek  kliknij: ukryte spowodował u mnie chęć walenia głową w ścianę. Toż to istna „Moda na sukces”. To anime zalicza zresztą tyle wpadek i tanich chwytów, że nawet nie sposób wszystkiego wymienić. Fabuła tej produkcji jest totalnie prościutka –  kliknij: ukryte  Schemat goni schemat i tak, jestem świadoma tego, że takie produkcje właśnie na tym się opierają. Ale sukcesem jest właśnie pokazanie schematów w nowym wydaniu, spojrzenie na nie pod innym kątem, a to anime tego nie robi. Może gdybym obejrzała tę produkcję z założeniem, że to parodia utartych schematów, a nie niskiej klasy melodramat, to miałabym z tego seansu jakąś przyjemność. Chociaż nawet i to założenie jest wątpliwe.
    Wracając jeszcze jednak do kwestii motoru. Cały ten motyw jest nadzwyczaj kretyński!  kliknij: ukryte  Mało tego, ta scena jest ukazana tak nierealistycznie, że widzowi nie pozostaje nic innego jak parsknąć histerycznym śmiechem pt. „dlaczego ja to w ogóle jeszcze oglądam?!”
    Odnośnie bohaterów – na początku to Noe najbardziej mnie irytowała, bo odniosłam wrażenie, że twórcy na siłę starają się przedstawić ją jako oh­‑jakże­‑oryginalną osobowość, ale w miarę postępowania akcji odkryłam, że Noe przy Hiromi jawi się jako opoka mądrości i normalności. W kwestii Noe drażniło mnie też z początku to,  kliknij: ukryte Przepraszam, czy osoby, które to wymyśliły przedawkowały brazylijskie telenowele?
    Mimo tego jakoś się jednak do tej bohaterki przekonałam i fragmenty z nią uznaję za najfajniejsze. Hiromi, to osobna para kaloszy. Straszna sztywniara i antypatyczny charakter. Kiedy w którymś z ostatnich odcinków  kliknij: ukryte Poza tym niemal w ogóle jej nie poznajemy i do końca serii jawi się raczej jako papierowa, sztuczna i negatywna postać. Pytanie roku co główny bohater w ogóle w niej widział i dlaczego ją wybrał. Ich relacja została przedstawiona skrajnie nierealistycznie.  kliknij: ukryte 
    Podobnie zresztą przynajmniej początkowo wygląda relacja bohatera z Noe, ale na szczęście potem się nieco pogłębia.  kliknij: ukryte 
    Słabo wypadają również postaci drugoplanowe – plączący się po obejściu chłopak, przez pół serii zastanawiałam się kto to w ogolę jest. Głupiutka, słabo zarysowana przyjaciółka Hiromi.  kliknij: ukryte 
    Luk logicznych, gaf fabularnych i przedramatyzowanych zagrań jednak nie koniec.  kliknij: ukryte  Ja rozumiem nastoletni dramatyzm, ale może jednak trochę rozsądku zamiast przesadnych gestów?
    Realizm? Jaki realizm? Chyba iście harlequinowy. To jedna wielka wydmuszka. Śliczna grafika, pretensjonalne refleksje, a w środku pustka.
    „Kiedy jest czas na łzy? Kiedy twoje serce drży.” Chryste panie, normalnie głębia kałuży. A takich banałów jest w tym anime pełno. Mój ulubiony dialog :
     kliknij: ukryte 
    Dno. Czuję się zażenowana.
    Przykro mi. Nawet metafora kogutów i świetna grafika tego szajsu nie ratują. Napisałam tak długi komentarz, bo może ktoś go przeczyta i to go powstrzyma przed traceniem czasu na to „dzieło”. Ja żałuje, że go straciłam.
  • Avatar
    A
    vaka 10.05.2016 21:42
    Komentarz do recenzji "Nisekoi OAD"
    Wzięłam i umarłam. Apogeum nastąpiło w drugim odcinku. Dialog:
     kliknij: ukryte 
    dosłownie doprowadził mnie do łez. Cudowny humor, twórcy zdecydowanie wiedzą jak rozbawić widzów :)
  • Avatar
    A
    vaka 10.05.2016 04:45
    Komentarz do recenzji "Nisekoi:"
    Właściwie to nie wiem co przed chwilą obejrzałam. Pełnoprawnym sezonem z konkretnym wątkiem i jego rozwinięciem tego na pewno nazwać nie można. To raczej zbiór epizodycznych historyjek uzupełniających główną fabułę, które można sobie w dowolnej kolejności obejrzeć. Ale mimo wszystko dość mi się podobało. Jeśli potraktować to po prostu jako jeden wielki wypełniacz i założyć, że następny sezon zawróci fabularnie na właściwie tory, to „Nisekoi:" wypada całkiem nieźle. Trochę mniej zabawnie niż pierwszy sezon, ale nadal raczej interesująco.
    W sumie to naprawdę zaczyna mnie zastanawiać jak rozwiąże się ten miłosny wielokąt (zakład, że w następnym sezonie pojawi się kolejna dziewczyna? :D) i kogo w końcu wybierze Raku. Jeśli Onodere to chyba osobiście wybiorę się do Japonii i odnajdę tego kto to narysował. Ona jest najgorszym wyborem z możliwych. Chociaż nie, zapomniałam przecież o „idealnej narzeczonej”! Chryste, żeby zmarnować dziesięć lat życia, by stać się wzorową żoną dla swojego wybranka i po drodze kompletnie zagubić samą siebie, to trzeba mieć nieźle ekhem porobione w głowie.
    Wracając jednak do Onodery – twórcy serwują nam tu dość interesujący motyw. Mamy bowiem wybrankę idealną, śliczną, eteryczną księżniczkę, do której nasz bohater może sobie po cichu wzdychać, całując ziemie po której stąpa. Ona z kolei szaleńczo kocha swojego rycerza mimo, że nie jest w stanie zamienić z nim dwóch słów bez nieustannego buraka na twarzy i maniakalnego jąkania. No normalnie wielka miłość. Szkoda tylko, że kompletnie nierealna. Oni razem to jedna wielka masakra. Przede wszystkim mam wrażenie, że są zakochani wyłącznie w swoich fasadach. Przecież prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiają! Sama Onodera pod koniec pierwszego sezonu podzieliła się widzami głęboką myślą: „zostałam z nim sama. skończyły nam się tematy. o czym mam z nim rozmawiać?! co teraz?!” Kiedy zostają sam na sam rozmowa kompletnie się nie klei i nikt mi nie wmówi, że to przez tę wielką miłość, która odbiera im dech. Na litość boską znają się od bodajże drugiej klasy gimnazjum i nadal się nie ogarnęli? Oni po prostu nie mają o czym ze sobą rozmawiać i kompletnie nie ma między nimi chemii. Ostatni odcinek pierwszego sezonu doskonale to ukazuje: teatralna, udramatyczniona miłość. Najpierw mamy Raku i Chitoge w szalonej, współczesnej, ale jakże naturalnie wypadającej wersji Romea i Julii (jak niesamowicie trzeba być zgranym by coś takiego odstawić?), a potem Raku i Onodere posługujących się słowami Szekspira, bo własnych (dosłownie) zabrakło.
    To takie piękne wyidealizowane uczucie – pierwsza miłość, którym często żyją nastolatki i to właśnie serwują nam twórcy. Coś co w ogóle nie wypali w prawdziwym życiu. Coś z czego się wyrasta. Prawdę powiedziawszy, że tak wkroczę na głębokie i ciemne wody, :D oni wydają się być zakochani w marzeniu o osobie, a nie w rzeczywistym człowieku.
    Dużo realniej wypada relacja Raku z Chitoge – zaczynają od przyjaźni, a ta powoli zmienia się w coś większego. Chitoge gdy tylko zdała sobie sprawę ze swoich uczuć, postarała się wybadać sprawę i dostała swoją (bolesną :D) odpowiedź. Zuch dziewczyna! Z kolei Raku wprawdzie nadal tkwi w miłosnym zamroczeniu nieszczęsną Onoderą, ale mam wrażenie, że cała troska jaką prezentuje względem Chitoge może mieć głębsze dno, którego nasz kochany głąb jeszcze nie wyczuwa. Bez problemu ze sobą współpracują i genialnie improwizują, co oznacza, że się wzajemnie uzupełniają i nadają na tych samych falach.
    Naprawdę mam nadzieje, że twórcy tego nie skopią i zaserwują nam jakieś racjonalnie brzmiące rozwiązanie.
    Nie będę tu już klecić zdań, powiem tylko, że najbardziej ze wszystkich bohaterów lubię Raku. To naprawdę jeden z najlepszych męskich bohaterów jakich zdarzyło mi się oglądać.
    A tak swoją drogą, to ja i tak najbardziej kibicuje Tsugumi :D Strasznie mnie ujęła jej normalność, zdroworozsądkowe podejście i dojrzałość.
  • Avatar
    A
    vaka 27.04.2016 03:33
    jak wymyślić najgłupszy tytuł wszechczasów i nie poczuć się zażenowanym
    Komentarz do recenzji "Super Lovers"
    Obejrzałam dwa odcinki, trzeciego nawet kijem nie ruszę. Potworny gniot, który będzie śnić mi się po nocach. Zaczynając od absolutnie kretyńskiego tytułu (ja na miejscu twórców schowałabym się pod łóżko i spaliła ze wstydu łkając żałośnie nad swoim brakiem kreatywności i byciem gorszym nawet od Paulo Coelho), na ukrytej pedofilii kończąc. Według informacji z neta (aż sobie to sprawdziłam, bo po seansie byłam w lekkim szoku), główny bohater ma koło 16 lat, a starszy 24, więc teoretycznie zarzutami o pedofilie nie można by rzucać. Jednak fakt, że jeden z nich CELOWO wygląda jak mały chłopiec sprawia, że trochę trafia mnie szlag. Mam wrażenie, że autorzy bezwstydnie starają się z widzów zrobić głupków pod płaszczykiem żarcików i braterskiej czułości. Pedofilia, nie no co wy, jaka pedofilia? Przecież ten chłopiec jest po prostu niewyrośniętą szesnastką, a te całusy i wspólne spanie to przecież „dozwolone między braćmi, nie?” (mniej więcej takie dziwaczne wytłumaczenie serwuje nam starszy) O co tu się oburzać? No żesz. Aż się złapałam za głowę. Po co w ogóle ekranizować coś tak wątpliwego – aż rzucę dużym słowem – moralnie, w otoczce humoru (swoją drogą żenującego) i przyzwolenia? No a poza tym patos i schematyczność wali nas po oczach raz za razem. Najlepszy jest fragment, gdy matka głównego bohatera rzuca tekstem, że ot poszła do sierocińca ze swoimi psami (na jakim świecie wpuszcza się zgraję psów do zamkniętego budynku pełnego dzieci to już pytanie na inną okazję) i znalazła tam dziwne dziecko, po czym mamy jakże dramatyczną scenę w której te wszystkie psy otaczają tego małego bachora. Parsknęłam niepohamowanym śmiechem, a chyba nie taki był zamysł twórców. ;D Podsumowując, szkoda tracić na to czas.