Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,40

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 25
Średnia: 7,28
σ=1,18

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tantei Gakuen Q

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 45×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Detective Academy Q
  • 探偵学園Q
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Kolejna seria o młodocianych detektywach – typowa, ale całkiem sympatyczna i udana.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Na pierwszy rzut oka Kyuu to hiperaktywny gimnazjalista, który, jak wielu chłopców w jego wieku, uwielbia oglądać wszelkiego rodzaju kryminały. Jednakże nie jest po prostu biernym widzem – jego zdolności obserwacji i analizy pozwalają mu z reguły bezbłędnie wytypować sprawcę. Pewnego pięknego dnia jednak staje przed prawdziwym wyzwaniem: oto starszy mężczyzna popełnił samobójstwo, skacząc z dachu budynku. Są na to świadkowie… Tylko dlaczego, kiedy Kyuu niedługo wcześniej rozmawiał z nim, facet sprawiał wrażenie zadowolonego z życia i opowiadał o planowanym ślubie córki? W odkryciu prawdy pomagają mu dwie, również przypadkowo spotkane osoby. Rówieśniczka Kyuu, Megumi Minami, obdarzona jest wrodzonym talentem „pamięci fotograficznej”, dzięki czemu pamięta wszystko, co kiedykolwiek zobaczyła. Nieco od nich starszy Kintarou Touyama (czyli Kinta) oprócz słusznego wzrostu dysponuje także nieprzeciętnymi możliwościami fizycznymi… I czy trzeba dodawać, że oboje również są zafascynowani kryminałami i marzą o tym, żeby zrobić jakiś użytek ze swoich zdolności?

Sprawa zostaje rozwiązana, ale to dopiero początek. Na miejscu jest bowiem obserwatorka ze słynnej DDS – szkoły założonej przez wspaniałego detektywa Dana Morihiko i kształcącej adeptów tego właśnie fachu. Nie tylko jej nauczyciele, ale nawet uczniowie asystują policji w wielu śledztwach, a nazwa DDS otwiera niemal każde drzwi. Cała trójka dostaje szansę – zaproszenie na egzamin. W jego trakcie zyskują nowego towarzysza – tym razem w osobie genialnego dzieciaka – programisty, Kazumy Narusawy. Egzamin – jakby inaczej – kończy się pomyślnie, ale bohaterowie ze zdumieniem dowiadują się, że nie zostali przydzieleni do żadnej z istniejących klas: A, B, C i D. Stanowią bowiem nową klasę – klasę Q. Czy to znaczy, że spadli na dno szkolnej hierarchii? Niekoniecznie, a zresztą niebawem będą mieli liczne okazje ponownie dowieść swoich zdolności i umiejętności pracy zespołowej. A jakiś czas później dołączy do nich ostatni członek – tajemniczy i piekielnie zdolny Ryuu Amakusa.

Widzów poszukujących „poważnych kryminałów” muszę od razu uprzedzić, że słusznie dedukują z powyższych akapitów: Tantei Gakuen Q to seria dla młodszych nastolatków, tak mniej więcej rówieśników bohatera. Jako taka ma całkiem sporo zalet. Poszczególne zagadki kryminalne zajmują od jednego do kilku odcinków i zazwyczaj zawierają trupy. Oczywiście większość planów „morderstw doskonałych” jest zbyt naciągnięta, żeby mieć szanse powodzenia w rzeczywistości, ale mimo wszystko wykorzystywane (i odkrywane przez bohaterów) sztuczki i triki są pomysłowe i nie obrażają inteligencji widza. Zdecydowanie na plus zaliczyłabym także i to, że „sprawcy” praktycznie nigdy nie da się poznać po wyglądzie, a znam niestety aż za wiele serii, gdzie osoba mająca coś na sumieniu musi na wszelki wypadek być obdarzona przez rysowników szkaradnym grymasem i rozbieganym wzrokiem. Choć na pewno nie jest to tytuł z pretensjami psychologicznymi, postarano się o w miarę sensowne zróżnicowanie motywów, a nawet o sytuacje, w których tak naprawdę współczuć należy raczej sprawcy niż ofierze. Swoją drogą, ofiary morderstw pokazywane są bardzo oględnie – zazwyczaj ciało jest kadrowane w taki sposób, by oszczędzić widzom szczegółów. Podobnie stonowane zostało pokazywanie samych scen morderstwa. Jedno i drugie ma głęboki sens – w tej serii nie chodzi o możliwie realistyczne przedstawienie flaków, a nadmiar krwi i elementów drastycznych całkiem niepotrzebnie podniósłby granicę wiekową.

Udane są także postaci. Owszem, jest to bardzo charakterystyczny zestaw dla tego rodzaju serii młodzieżowych, złożony z określonych typów: bohater, jego przyjaciel/rywal (obowiązkowo lekko mroczny), panienka (oczywiście jakoś bohaterem zainteresowana), mięśniak i dziecko (koniecznie genialne). Tu jednak wygrywają przede wszystkim dzięki temu, że nie są przeszarżowani. Owszem, Kinta służy głównie do tego, żeby za kimś pogonić albo kogoś ponieść – ale na pewno nie jest tępym idiotą. Owszem, Megumi, jako jedyne dziewczę w drużynie, pełni czasem rolę „dziewicy w opałach”, ale zasadniczo jest trzeźwo myślącą i sensowną osóbką. Owszem, bishounen Ryuu jest wyhamowany i lekko wyniosły, ale nie zaniedbano scenek, kiedy widać wyraźnie, jak gwałtownie próbuje dostosować się do zaistniałej rzeczywistości (która to rzeczywistość często przyjmuje postać piszczącej na jego widok panienki). W tak długiej serii nie zabrakło czasu na to, by każdy z bohaterów miał okazję praktycznie sam popracować nad jakąś sprawą – i rozwiązać ją. Zwykle jednak cała piątka działa jako zespół i nawet jeśli czasem wygląda to na ciut naciągane, w znakomitej większości przypadków każde z nich ma jakąś rolę do odegrania i na pewno nie ograniczają się do stania w kółku i kibicowania bohaterowi. Szkoda może tylko, że mało wykorzystane pozostają postaci drugoplanowe – przede wszystkim równie barwna gromadka uczniów z klasy A. Sympatycznie prezentują się także dorośli – matka Kyuu, sam Dan Morihiko, a także inni nauczyciele z DDS – panna Shino Katagiri oraz mistrz przebieranek, Nanami Koutarou.

Dosyć jednak tego słodzenia, bo nie można nie wspomnieć o pewnych wadach. Po pierwsze, w oczy rzuca się trochę kiksów scenariuszowych. Na przykład w odcinku 17. klasa Q z wielkim hałasem wyprawiana jest na „pierwsze dochodzenie”, jakim mają się zająć z ramienia DDS. Wszyscy nagle zapominają o tym, że przez wcześniejsze kilkanaście odcinków ten właśnie zespół rozmaite zagadki, za wiedzą i zgodą szkoły, rozwiązywał… Zauważyłam też, że w pierwszych odcinkach wiele razy jest podkreślane, że DDS to jedyna szkoła, której uczniowie mają prawo do noszenia broni. W całej serii jednak nie tylko uczniowie, ale nawet nauczyciele z żadną absolutnie bronią (poza ewentualnie chwilowo zaimprowizowaną) się nie obnoszą i wyraźnie nie mają jej ze sobą nawet jadąc rozprawiać się z groźnymi bandziorami… Wszystko to jednak drobiazgi w porównaniu z najpoważniejszym problemem: scenariusz został dopadnięty i kopnięty przez coś, co nazwać można tylko „klątwą nieukończonej mangi”.

Jak wiadomo, dobra sztuka charakteryzuje się tym, że jeśli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to w ostatnim musi ona wystrzelić. Tutaj w okolicy odcinka 25. na ścianie zostaje powieszona nie tyle strzelba, ile armata. Okazuje się bowiem, że istnieje (choć istnieć już nie powinna) potężna organizacja przestępcza, zajmująca się między innymi „sprzedażą” planów morderstw doskonałych. Jak praktycznie od razu odkrywamy, ma ona powiązania z jednym z członków klasy Q, a co za tym idzie, jest dość poważnie cięta na pozostałych. Do tego stopnia, by podjąć próby wyeliminowania ich, co prowadzi do dramatycznej kulminacji… Po której życie w szkole wraca do całkowitej normy, a bohaterowie dalej są spokojnie wysyłani do następnych zadań. Drugie zetknięcie z ww. organizacją ma miejsce tuż przed końcowymi odcinkami, trzecie oczywiście w samym finale. Ale jak łatwo zgadnąć, nic nie zostaje rozstrzygnięte ani wyjaśnione. Jeśli więc ktoś spróbowałby śledzić ten wątek, albo zazębiający się zapewne z nim i również przewijający w tle wątek genialnego projektanta Kuzuryuu – będzie paskudnie rozczarowany. Gdyby nie to, nie miałabym nic do zakończenia, bo tego rodzaju serie dobrze znoszą zakończenia otwarte, stawiające po prostu kropkę po kolejnej zamkniętej sprawie.

Stronę techniczną oceniałabym jako przyzwoitą, ale trudno o niej pisać w superlatywach. Grafika jest – nie ukrywajmy – dość tania i oszczędna. Owszem, bohaterowie są charakterystyczni, nie ma też problemów z rozpoznawaniem postaci drugoplanowych, występujących w poszczególnych historiach. Ładnie oddane zostały różnice wiekowe, a włosy są utrzymane w naturalnych brązach, szarościach i czerniach – trudny do wyjaśnienia wyjątek stanowią tutaj różowowłosa Megumi oraz niebieskowłosy Ryuu. Wnętrza, budynki i pojazdy prezentują się przyzwoicie, podobnie jak plenery. Mogą trochę razić „komputerowe” wstawki przy ruchu po korytarzach etc. – ale nie jest to tak naprawdę bardzo widoczne dla mniej doświadczonego oka. Mnie tak naprawdę w grafice przeszkadzały dwie rzeczy. Po pierwsze, różnice wzrostu. W zależności od sceny Kyuu potrafił być niższy o pół głowy od Megumi i o głowę od Ryuu, albo trochę wyższy od Megumi i wzrostu Ryuu. W niektórych ujęciach najwyższy z nich Kinta wyrastał nad pozostałych jak olbrzym, a Kazuma dla odmiany wydawał się wzrostu przedszkolaka. Obowiązkowo również absolutnie wszyscy dorośli musieli być wyraźnie wyżsi od – jakby nie było – nastoletnich bohaterów (znowu z wyjątkiem olbrzyma Kinty), choć to także zależało od sceny. Po drugie, jestem przyzwyczajona do sztuczki oszczędnościowej, polegającej na nieruchomieniu pozostałych postaci w kadrze, gdy jedna z nich coś mówi. Zazwyczaj nie przeszkadza mi to szczególnie, tu jednak zdarzało się, że owe „zatrzymane” postaci zastygały z ostatnio prezentowanym wyrazem twarzy (na przykład potężnego zdumienia) i nie zmieniały go podczas kilkuminutowego dialogu, któremu statystowały. Drobna rzecz, ale rzuca się w oczy.

Muzyka utrzymuje się w przyzwoitych stanach średnich – raczej nie do słuchania oddzielnie, chociaż żywe i optymistyczne piosenki (szczególnie pierwsza czołówka) wzbudziły moją zdecydowaną sympatię. Warto zauważyć, że zatrudniono tu kilkoro całkiem niezłych seiyuu. Zdarzało mi się parę razy narzekać na Megumi Ogatę, która w kilku znanych mi „chłopięcych” rolach brzmiała zdecydowanie zbyt kobieco. Tutaj, podkładając głos Kyuu, doskonale oddaje jego energię, a przy tym – z racji jego wieku – nie razi zbyt wysokim tembrem. Jako Megumi pojawia się Houko Kuwashima (m.in. Filia ze Slayers, Sango z Inuyashy i Quon z RahXephona), a w drugoplanowej roli detektywa Nanamiego usłyszymy niezastąpionego Shinichiro Mikiego (m.in. Allen z Vision of Escaflowne, Kurz z Full Metal Panic!, Shannon ze Scrapped Princess).

To oczywiste, że nie jest to tytuł przeznaczony dla odbiorcy „poszukującego dzieł niebanalnych” – może mu się natomiast przydać jako dobra propozycja dla kogoś młodszego (chociaż jednak nie dla małych dzieci). Nie zawiera elementów wymagających cenzurowania, ma za to sympatyczne postaci i niewymuszony humor (polecam króciutkie scenki po zapowiedzi kolejnego odcinka). Natomiast widzowie, którzy – tak jak ja – nie mają problemów z oglądaniem rzeczy „dla młodszego odbiorcy” powinni tylko zastanowić się, jak lubią mieć „podane” swoje serie. Jeśli ktoś poszukuje czegoś bardziej dramatycznego i mrocznego, polecam raczej Ayatsuri Sakon. Tantei Gakuen Q to bowiem seria na wskroś i do końca optymistyczna, opowiadająca o piątce dzieciaków, które razem (z podkreśleniem „razem”) zmagają się z zagadkami kryminalnymi, a nie o piątce zbuntowanych wobec świata nastolatków, które spędzają czas, rozpamiętując życiowe tragedie.

Avellana, 10 maja 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Fumiya Satou, Seimaru Amagi
Projekt: Masaya Oonishi
Reżyser: Noriyuki Abe
Scenariusz: Makoto Hayashi
Muzyka: Daisuke Ikeda