Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,17

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 711
Średnia: 7,38
σ=1,72

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Special A

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • スペシャル・エー
  • S.A
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Ona, on i wieloletnia rywalizacja… Czyli zwariowana komedia shoujo, będąca najczystszą przedstawicielką swojego gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W polskiej rzeczywistości szkolnej „klasa specjalna” nie kojarzy się zwykle najlepiej. Jednakże w i tak niezwykle prestiżowym liceum Hakusenkan klasa specjalna, czyli właśnie Special A, to sama najgęstsza śmietanka i elita elit. Należy do niej siedmioro najlepszych uczniów w szkole – a ich przywileje to między innymi indywidualny tok nauki, pozwalający na spędzanie większości czasu w przepięknie urządzonej szklarni. Jak nietrudno się domyśleć, owa ścisła czołówka szkoły składa się z potomstwa ludzi sukcesu – przemysłowców, finansistów, światowej sławy artystów… Z jednym wyjątkiem: panny Hikari Hanazono, córki zwykłego stolarza (i fana wrestlingu). Jednakże proszę nie myśleć, że jest ona szarym Kopciuszkiem. Lubiana przez kolegów i uwielbiana przez koleżanki, jest dość dobra, by w absolutnie każdej dziedzinie zajmować… drugie miejsce. Tak, to bardzo frustrujące, ale na pierwszym, zawsze, wszędzie, o każdej porze i w każdych okolicznościach jest jej odwieczny rywal: Kei Takishima.

Anime śledzi losy uczniów klasy Special A, ze szczególnym uwzględnieniem wspomnianej wyżej pary protagonistów (choć „para antagonistów” byłaby chwilami lepszym określeniem). Pierwszy odcinek pospiesznie i niestarannie przedstawia postaci, po czym wrzuca widzów w sam środek bardzo chaotycznej i trochę męczącej komedii z elementami wrestlingu. Dopiero scena pod sam jego koniec – z ładnie wyważoną proporcją romantyczności i komizmu, a przede wszystkim z idealnie wyliczoną w czasie puentą – sprawiła, że w ogóle postanowiłam dać tej serii szansę. Następnie tego pożałowałam. Nie oszukujmy się: początkowe odcinki są po prostu i zwyczajnie słabe. Sceny w założeniu komediowe (z obowiązkowym wrestlingiem w tle) są zbyt absurdalne, żeby naprawdę bawić. Tu małe wyjaśnienie: nie przeszkadzają mi chwyty komediowe w rodzaju wyciąganego z powietrza młota, albo wysyłania kogoś jednym kopniakiem gdzieś za linię horyzontu. Nie przeszkadzają, dopóki po „użyciu” ów młotek znika tak samo, jak się pojawił, a kopnięta osoba wraca na swoje miejsce. Kiedy tego samego młotka zaczyna się używać do wybijania dziur w ścianie, a kopniak służy jako tania metoda transportu, zostaje zachwiana granica między umownością chwytów komediowych a – teoretycznie – „rzeczywistością” serii, która dziać się ma w „zwyczajnym” świecie. I argument „bo przecież to anime” w tym przypadku nie działa – nie chodzi mi bowiem o „realizm”, tylko o zachowanie spójności świata przedstawionego. Którą to spójność poważnie nadwyręża wyprzedzanie biegiem samochodów, skoki na 50 metrów albo łańcuchy górskie, wyrastające na środku szkoły. Do tego dochodzi chaotyczna, epizodyczna fabuła, niepozwalająca na poznanie bohaterów i relacji między nimi, za to piętrząca zdecydowanie za dużo razy identyczne gagi (ten z „panną numer dwa” dość szybko robi się nudny). W tych odcinkach poważnym wyzwaniem jest już nawet rozpoznawanie pozostałych uczniów Special A, a zapamiętanie ich imion graniczy z cudem (zresztą nie ma po co ich zapamiętywać, skoro tworzą tylko ruchome dekoracje). Innymi słowy, zamiast komedii shoujo z wątkami romantycznymi, otrzymujemy chaos z pojedynczymi udanymi scenami.

Ale jednak… Ku mojemu bardzo głębokiemu zdumieniu okazało się, że dalej jest lepiej – i to bardzo zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim w pewnym momencie „porządkuje się” wątek Keia i Hikari. To jednak nie jest opowieść o upartej dziewczynie, która za wszelką cenę chce dorównać idealnemu (podobno) i najlepszemu we wszystkim facetowi, choć i tak zawsze będzie od niego gorsza. Hikari rywalizuje z Keiem dla samej rywalizacji, dla ambicji, żeby wygrać – a krótkotrwała frustracja kolejnych porażek motywuje ją tylko do dalszego działania. Kei natomiast… Powiedzmy sobie jasno: w dziedzinie rozumienia kwestii damsko­‑męskich Hikari jest nieco niedomyślna. Może bardziej niż nieco, biorąc pod uwagę, że nie ma tak jednoznacznie romantycznej sytuacji, której nie zdołałaby zrozumieć opacznie. A to wszystko sprawia, że Kei, który owe sytuacje pracowicie piętrzy, chwilami ma ochotę swoją śliczną rywalkę po prostu zadusić i nawet trudno mu się dziwić. Nawet to jednak w końcu może się widzowi znudzić, ale wtedy właśnie wprowadzone zostają wątki pozostałych postaci. Tak, przypominam: klasa Special A liczy siedem osób i te blade, nieciekawe dekoracje z początkowych odcinków nagle nabierają życia i indywidualności, zgarniając sympatię mocno zaskoczonego widza i przemieniając się w pełnokrwistych bohaterów. Fabuła pozostaje epizodyczna, ale chaos (i wrestling) praktycznie znikają, pozostawiając pełną uroku komedię romantyczną z naprawdę dużą porcją ciepłej romantyczności. Zakończenie serii jest stosunkowo słabe, chociaż na szczęście nie tak spartolone, jak miało to miejsce w Ouran High School Host Club – widać w nim jednak wyraźnie, że wyciągnięto z (niezakończonej) mangi dłuższy wątek i pokazano dość przypadkowy jego kawałek, przeskakując do finału bez porządnej puenty i bez wyjaśnień, co było „pomiędzy”. Całość może pozostawiać uczucie lekkiego niedosytu, ale biorąc pod uwagę, że większość wątków romantycznych została ładnie domknięta, dalsze ciągnięcie historii groziłoby „przekombinowaniem”, mającym na celu utrudnienie życia bohaterom i urozmaicenie scenariusza.

W tym miejscu (trochę za późno zapewne) muszę jedną rzecz napisać i podkreślić trzy razy: osoby poszukujące realistycznych charakterów postaci proszone są o rezygnację z seansu. Względnie o nienarzekanie potem. Bohaterowie Special A mają charaktery spójne, są pełni wdzięku i nietrudno ich polubić. Jednakże od jakiegokolwiek realizmu znajdują się o kilka lat świetlnych. Najbardziej naciągane są zarówno niedomyślność Hikari, jak i „podchody” Keia – kompletnie nie wiadomo, dlaczego właściwie nie miałby dziewczyny posadzić i wytłumaczyć jej wprost, co do niej czuje, skoro jako żywo, nie jest przesadnie nieśmiały, a ich rodziny są zaprzyjaźnione. Podobne problemy są z pozostałymi postaciami – proszę wybaczyć, że nie opisuję ich szczegółowo, ale wymagałoby to nieuchronnie zagłębienia się w dotyczące ich wątki, a to z kolei – zdradzenia istotnych elementów fabuły. Jeśli tę „umowność psychologiczną przyjmie się jako część konwencji, podobnie jak umowność otaczającego bohaterów świata, całość będzie się oglądało naprawdę dobrze. Jeśli jednak ktoś oczekuje opowieści „z życia wziętej”, prawdopodobnie będzie bardzo rozczarowany.

Niestety grafika w żaden sposób nie zasługuje na wysoką ocenę. Owszem, projekty postaci są nie najgorsze – szczególnie Hikari wygląda naprawdę ładnie, właśnie tak, jak powinna. Jednak w momencie, kiedy nawet odróżnienie panów ze Special A stanowi pewien problem, zaczynamy dochodzić do wniosku, że z rysunkiem coś jest nie tak… O ile panie różnią się (na szczęście) długością włosów i ich kolorem, o tyle w przypadku panów pozostaje chwilami wpatrywać się w odcienie (szaroblond, różowoblond, rudawe, szarozielone…), co sprawia, że w scenach dziejących się w przytłumionym świetle nie raz pomyliłam bohaterów. Dodajmy do tego jeszcze stale zmieniające się proporcje wzrostu i gwałtowne deformacje przy oddalaniu kamery, a pozostanie nam wsłuchiwanie się w (dobrych skądinąd) seiyuu. O postaciach w tle nawet nie warto wspominać – są jak spod sztancy, a samo tło często bywa uproszczone i niedbałe. Nie zachwyca także animacja scen dynamicznych. To oczywiście nie jest dyskwalifikującą wadą serii, ale trudno mi wystawiać wyższą ocenę niż „przeciętna”. Na plus zapisać można koronkowe „gwiazdki” i „serweteczki”, ozdabiające ekran w scenach romantycznych – są ładne i na pewno lepsze od nadużywanych tęczowych baniek mydlanych. Muzyka jest za to niezła – dobrze dopasowana, nienachalna. Ciekawym, coraz częściej spotykanym zabiegiem było powierzenie wykonania piosenek w czołówce i przy napisach końcowych (po dwie w każdym przypadku) seiyuu bohaterów. Na szczęście utwory zostały dobrane tak, że nie przekraczają możliwości odtwórców i o ile pierwszy zestaw jest niezły, o tyle drugi (szczególnie Special☆Gyutto Good luck! w wykonaniu pań) wydał mi się naprawdę bardzo udany.

Spotykane czasem porównania tej serii do Ouran High School Host Club są moim zdaniem nieporozumieniem. Podobna jest grupa docelowa widzów i trochę podobne niektóre elementy „budujące” świat (specjalna klasa i specjalny klub), ale doszukiwanie się dalszych podobieństw jest skazane na porażkę. Uprzedzam raz jeszcze: jeśli komuś dominujący w pierwszych odcinkach typ komedii odpowiada, będzie rozczarowany. To nie kolejna absurdalna komedia szkolna, to kolejna absurdalna komedia szkolna będąca najczystszym przedstawicielem gatunku shoujo. Słodka i leciutka jak wata cukrowa, z wdziękiem piętrząca romantyczne nieprawdopodobieństwa i niezauważalnie angażująca widza uczuciowo. Na pewno nie dzieło epokowe ani wybitne, za to cieplutkie i pozwalające na chwilę relaksu i ucieczki od rzeczywistości. Przede wszystkim dla pań, chociaż – o ile wiem – bywają też zainteresowani gatunkiem panowie.

Avellana, 2 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company), GONZO
Autor: Maki Minami
Projekt: Kiyotaka Nakahara
Reżyser: Yoshikazu Miyao
Scenariusz: Jukki Hanada
Muzyka: Rie Mitsunaga, Shougo Kaida

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Special A na forum Kotatsu Nieoficjalny pl