Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mokon 5

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 3/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 11 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,09

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 328
Średnia: 2,55
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Serika)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dragonball: Ewolucja

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 85 min
Tytuły alternatywne:
  • Dragon Ball: Evolution
Tytuły powiązane:
Pierwowzór: Manga; Czas: Współczesność; Inne: Live action, Magia, Supermoce
zrzutka

Dragonball: Ewolucja czy raczej Dragonball: Dewaluacja? Czyli z dawna wyczekiwany film z aktorami wcielającymi się w Goku i jego przyjaciół.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Dawno, dawno temu, w pewnym małym domku żył sobie dzielny hobbit Frodo… To znaczy: odważny karateka Goku. Całymi dniami ćwiczył sztuki walki pod okiem swojego dziadka Gohana, jednak prócz tego jąkał się, nie grzeszył bystrością umysłu, a koledzy się z niego śmiali. Co gorsza, nie mógł im nawet spuścić łomotu, bo obiecał dziadkowi. Trwało to aż do dnia jego osiemnastych urodzin, który nasz dzielny bohater zapamiętał jako szczególnie parszywy. Prezenty, jakie otrzymał, były bowiem skromne i obejmowały kryształową kulkę z czterema gwiazdkami oraz tandetny strój do cosplayu. Co więcej, wymienioną kulką zawładnąć chciały siły Ciemności w osobach imperatora Palpatine (alias Piccolo alias Szatan Serduszko) i jego złej nałożnicy. Wykorzystując absencję młodego wojownika, najechały na dom jego, szklaną kulkę zagarnąć pragnąc i dziadka mu mordując. Nie mając wielkiego wyboru, nasz dzielny bohater rusza w pogoń za nimi. Jak się bowiem okazuje, kule są kluczem do spełnienia życzeń, ale też i zniszczenia świata.

Scenariusz Dragonball: Ewolucja miał rzekomo kosztować pół miliona dolarów. Sądząc po efektach nie były to najlepiej wydane pieniądze w historii kina. Uczciwie mówiąc, pod względem fabularnym Dragonball: Ewolucja bardzo przypominał mi inny film, który oglądałem wieki temu. Owym tytułem było dzieło z 1986 roku zwane Ninja Kids. Opowiadało ono o grupce dzieciaków, które także ćwiczyły pod kierunkiem dziadka sztuki walki, także były niepopularne w szkole, bo z racji zakazu udziału w bójkach dawały sobą pomiatać, i również pokonały złego przebierańca. Jedynym, co odróżnia nowy Dragonball od starych, sztampowych filmów karate dla dzieci są lepsze (ale bez przesady) efekty specjalne, odrobinę uwspółcześniona grafika oraz mangowy sztafaż.

Ten ostatni objawia się głównie w postaci kilku rekwizytów z oryginalnej serii, czyli pojazdowych kapsułek, smoczych kul i techniki kamehameha, oraz oczywiście postaci. W skład drużyny bohaterów wchodzi w pierwszej kolejności ulubieniec tłumów: Goku. Szczerze mówiąc, fizycznie w niczym nie przypomina tego z anime: ot, żałośnie wyglądający frajerzyna o zagubionym spojrzeniu, znamionującym dziewiczy mózg, nieskalany dotąd jeszcze żadną myślą (cóż, przynajmniej w tym jednym jest podobny do pierwowzoru). Według niektórych wygląda jak Edward ze Zmierzchu, moim skromnym zdaniem jednak jest podobniejszy raczej do Froda z Władcy Pierścieni… Obok niego spotykamy oczywiście Bulmę. Dziewczyna wygląda na późną trzydziestkę i stała się nagle miłośniczką broni palnej. W akcji udział biorą też Chi Chi (w tej inkarnacji jest amerykańską bogatą nastolatką), Mistrz Roshi, czyli Genialny Żółw (któremu z oryginału została głównie hawajska koszula) oraz Yamcha (który jest prawie sobą, jednak jego znaczenie dla fabuły jest bardzo małe)… Gwóźdź do trumny zespołu dobrych zamyka sifu Norris, który pojawia się w końcowej części filmu. Po stronie Zła natomiast walczy wspomniany już Piccolo. Jak pisałem, wygląda on niczym imperator Palpatine na sterydach, z tym, że jest zielony. W stosunku do swego wcześniejszego wcielenia utracił różki, choć osobiście jestem przekonany, że gdyby zaoferować mu ser (na pierogi), to by je pokazał, jak ślimaczek… Pełni on rolę pośrednią do tej, która jemu i Pilafowi przypadły w serialu. Towarzyszy mu kobieta, której imię w filmie nie pada ani razu, prawdopodobnie jednak jej pierwowzorem była Mai z zespołu Pilafa.

W moim mniemaniu największą wadą filmu jest jednak fabuła. Idąc do kina nie spodziewałem się dzieła ambitnego czy choćby mądrego. Jednak to, co otrzymałem, było tak naprawdę dość niestarannie wybranymi elementami pierwszej serii, polanymi sosem, który nie był nawet hollywoodzki… Film zyskałby, gdyby trochę go zmodyfikowano, na przykład wycinając dłużyzny z początku, w trakcie których tak naprawdę nic się nie dzieje. Jeśli chodzi o samą intrygę natomiast, to odnoszę wrażenie, że twórcy doszli do wniosku, że nikt po tym tytule filozofii nie oczekuje, i ją zlekceważyli. Podejrzewam, że gdybym nie znał wcześniej komiksu, w ogóle nie zrozumiałbym, o co w tym wszystkim chodzi. Na szczęście jednak na sali były głównie osoby w moim wieku, czyli prawdopodobnie dawni fani Dragon Balla, którzy postanowili sobie odświeżyć dzieciństwo. Zapewne wszyscy wiedzieli więc lepiej od twórców, co dzieje się na ekranie.

Na aktorstwie, uczciwie mówiąc, zupełnie się nie znam. Skoncentruję się jednak na efektach specjalnych. Jak powszechnie wiadomo, filmy akcji, nawet jeśli fabuła i dialogi w nich kuleją, mogą zostać uratowane przez efekty specjalne i popisowe numery. Tak było z samym anime (zwłaszcza serią Dragon Ball Z), które w dużej mierze opierało się na długich walkach, połączonych z atomowymi wybuchami, niszczeniem planet i podobnymi atrakcjami. Niestety równie rewelacyjnych scen w filmie nie ma. Zdarzają się pomyślane z rozmachem ujęcia, ale są to tylko ujęcia. Większość z nich nie trwa dłużej niż kilka sekund i najczęściej można je było obejrzeć już w zwiastunie i reklamówkach telewizyjnych. Co do pozostałych mam mieszane uczucia. Kamehameha czy przemiana w Ozaru wyglądają bardzo przyzwoicie. Nie widać po nich nawet, że jest to jakiegoś rodzaju animacja komputerowa. „Cios żurawia” z kosmosu wzięty był już jednak dość tandetny… Co się tyczy samego wyglądu postaci i charakteryzacji, to niestety nic chyba już nie przebije Piccolo. Wygląda on jak zielony Imperator z Gwiezdnych Wojen, wyposażony w zestaw plastikowych muskułów. Jego wygląd nie wywołuje nawet śmiechu, raczej litość. Zwyczajnie nie chce mi się wierzyć, że na produkcję takiego filmu poszło aż 45 milionów dolarów. Owszem, parę scenek wyglądało nieźle, ale powiedzmy sobie szczerze: nie było ich dużo.

Jak już pisałem, wybierając się na film, nie oczekiwałem dzieła wybitnego. Wprost przeciwnie, byłem pewien, że otrzymam typową amerykańską adaptację, która zrobi z Dragon Ball to samo, co zrobiono już z setkami komiksów, książek czy gier. Usiadłem na fotelu pewien, że seans zgwałci moje wspomnienia, zdepcze sentyment, zbruka mnie i poniży moją inteligencję. Trudno powiedzieć, bym się zawiódł. Nie należę do osób traktujących przygody Goku jak religię, jednak ich śledzenie dostarczało mi kiedyś wiele przyjemności. Wprawdzie w kinie śmiałem się od pierwszej minuty, jednak nie da się ukryć, że to nie była radość, a złośliwe wyszydzenie tego, co było na ekranie. Wstawiając jednak niską ocenę byłbym nieszczery wobec samego siebie. Ostatecznie więc Dragonball: Ewolucja otrzymuje ode mnie ocenę 6. Z czego 3 punkty przyznane zostają za niezamierzony humor, atmosferę w kinie oraz wielką ilość zabawy, jakiej dostarczył siedmioosobowej delegacji Tanuki.pl.

Zegarmistrz, 8 maja 2009

Recenzje alternatywne

  • Paweł - 21 maja 2009
    Ocena: 3/10

    Od zera do bohatera lub z małej małpy w dużą małpę. Osiemdziesiąt pięć minut bezsensu, że aż głowa boli. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 20th Century Fox
Autor: Akira Toriyama
Reżyser: James Wong
Scenariusz: Ben Ramsey
Muzyka: Brian Tyler

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Dragonball: Ewolucja Blu-ray Imperial CinePix 2009
1 Dragonball: Ewolucja DVD Imperial CinePix 2009

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Dragonball: Ewolucja - recenzja na Chibi Arigato Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Dragon Ball: Ewolucja na forum Kotatsu Nieoficjalny pl