Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 507
Średnia: 6,64
σ=2,13

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Rosario + Vampire Capu2

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ロザリオとバンパイア Capu2
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Uczniowie/studenci, Wampiry; Pierwowzór: Manga; Inne: Ecchi, Harem, Magia, Wielkie biusty
zrzutka

Jak zrobić z francuskiej komedii erotycznej niemieckiego pornola. Poradnik dla opornych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jaka jest główna zasada tworzenia drugiej części jakiegoś filmu, gry komputerowej, czy też anime? Bierzemy wszystko to, co się ludziskom spodobało w części pierwszej (albo o czym twórcy myślą, że się spodobało), podnosimy to do kwadratu, dajemy nową fabułę, byleby niezbyt rewolucyjną, bo jeszcze dawni fani się przestraszą, dopieszczamy tło i grafikę, i voilà! Pozostaje już tylko liczyć mamonę, która po premierze tytułu powinna ruszyć wartką rzeką. Czyż to nie proste? Twórcy drugiego Rosario + Vampire udowodnili, że cholernie trudne.

Jak zapewne pamiętacie z poprzedniej części, Tsukune i spółka w ostatnim odcinku „zglanowali” szefa policji szkolnej Akademii Youkai. A tym samym Tsukune udowodnił wszem i wobec swoją „potworność”. Teraz, po paru miesiącach czekania, czas na ciąg dalszy historii… W stosunku do pierwszej serii nastąpiło kilka zmian, niestety wszystkie marne. Do galerii postaci dochodzi kilka nowych osób, w tym niejaka Kokoa. Kim jest, skąd się urwała i czemu z uporem maniaka dręczy i męczy Mokę, nie powiem, bo wtedy powiedziałbym za dużo i tym samym zabił jedyną ewentualną przyjemność płynącą z oglądania. Poza tym poznajemy lepiej kilka postaci, które w pierwszym sezonie załapały się tylko na parę odcinków. I znowu, niewielu z nich wyszło to na zdrowie. Taka Rubi, na przykład, występuje teraz w każdym odcinku, jako pracownica Akademii, a jej rola dziwnym trafem zawsze jest związana z perypetiami, które akurat spotykają bohaterów. I chociaż z punktu widzenia fabularnego jest ważna, jestem pewien, że zanim się dowiecie, dlaczego, połowę z was diabli wezmą, gdy usłyszycie z jej ust tekst „Ostatnio bardzo wiele się wydarzyło”. Mnie po prostu diabli brali, a ta gadka urosła do poziomu hasła Zespołu R z nieszczęsnych Pokémonów. Nie ma odcinka, żeby go nie było. Z nowinek warto jeszcze wspomnieć, że nietoperz, który dawniej pełnił funkcję narratora, w tym sezonie dochrapał się znacznie poważniejszej roli, a raz nawet przyjdzie mu zaliczyć potężnego kopa Moki. Poza tym poznamy nieco bliżej część nauczycielek, a także grono rodziców i krewnych naszych bohaterów. I tak oto można dojść do wniosku, że o ile pierwsze Rosario + Vampire, mimo swojej lekkości i dużej dawki humoru, upływało pod znakiem walki z systemem i rasizmem, o tyle sezon drugi to „konflikt pokoleń” i „robimy sobie jaja z publicystyki”.

Humor, bardzo duża zaleta pierwszego sezonu, mimo że skupiał się w większości na erotyce (w końcu to ecchi), miał jednak swoisty wdzięk i nieraz wywoływał salwy śmiechu. Tutaj wdzięk został w ilościach śladowych, erotyka jest dużo bardziej nachalna i rażąca (tak jakby porównać niemieckiego pornola: „Ja! Ja! Gut!”, z francuskim filmem erotycznym. Niby i w jednym, i drugim o to samo chodzi, ale jednak ogląda się inaczej). Logika działań bohaterów, choć dawniej nie była wysokich lotów, tutaj co odcinek stara się sobie w łeb strzelić, ale bidula trafia równie kiepsko, jak niejaki młody Werter (pozdrowienia dla licealistów!). Ogólnie schemat działań bohaterów głównych wygląda tak: Tsukune stara się zadowolić każdego, co marnie mu wychodzi. Mizore co i rusz stara się zaciągnąć Tsukunego albo do łóżka, albo przed ołtarz. Warto wspomnieć, że umiejscowienie łóżka jest jej raczej obojętne. Kurumu działa dość podobnie do Mizore, z tym, że narzuca się jakby troszkę mniej. Moka zachowuje się, jakby chciała, a nie mogła. Rubi nieomal zawsze rzuca swój osławiony tekst, a jej próba podrywu Tsukunego to szczyt głupoty. Kokoa to przykład maniaczki, która lubuje się w robieniu bliźniemu „kuku” i niszczeniu otoczenia. O dziwo wśród wszystkich tych postaci najracjonalniej zachowuje się Yukari. Może dlatego, że to cudowne dziecko?

Inna dawna zaleta serii, czyli walki, też straciły poziom. Nowych potworów jest mniej, praktycznie żaden nie zostaje jakoś szerzej opisany. Jaśniejszym punktem może być tu Kokoa, ale że nowym gatunkiem ona nie jest, za wiele w sumie tu nie wnosi. Boli fakt, że odmieniona Moka, choć zachowała charakterek, jest traktowana tylko jako maskotka i w części odcinków została dodana naprawdę na siłę, ot tak, żeby ładniej wyglądało. Jako że po wydarzeniach z pierwszej serii nikt poza najbliższymi przyjaciółmi Tsukunego, którzy wiedzą, że jest on człowiekiem, nie śmie kwestionować jego „potworności” (choć diabli wiedzą, kim on w końcu jest), znika pewne poczucie, hmm, niepewności? Wszystko słodkie i jakieś bezpłciowe takie.

Wypada mi jeszcze wspomnieć o nawiązaniach do innych serii anime, filmów i gier komputerowych. Ale to zwyczajowo pozostawię do odkrywania maniakom. Wtedy zainteresowani będą mogli czerpać pewną dodatkową przyjemności z seansu. Byłbym też zapomniał nadmienić o pewnym „genialnym” pomyśle twórców. Otóż postanowili oni dodać cenzurę w postaci pojawiającej się czasem plakietki ze znanym nam nietoperzem. Wszystko ładnie, pięknie, tyle tylko, że pojawia się ona tylko od czasu do czasu, sprawiając wrażenie, jakby jednego z grafików pod koniec sumienie zaczęło gryźć, że młodzież deprawuje i postanowił ocenzurować część ujęć. Tylko czemu jedynie niewielką część i to z reguły tych mniej smacznych? Gdzie tu sens i logika, pytam? Jak już robić, to porządnie, a nie tak na odwal się, żeby wyciągnąć od ludzi dodatkową kasę za zakup wersji, pożal się Boże, nieocenzurowanej…

Opening i ending w tej serii to dno i metr mułu. Nie rozumiem, jak można to było tak spaprać, zwłaszcza jeśli przypomnicie sobie ending z pierwszego sezonu, który był dla mnie dziełem sztuki. Zabawna muzyczka, która poprzednio często pojawiała się przy gagach, tu odeszła w niepamięć. Jedyną rzeczą, jakiej twórcom nie udało się spaprać, jest grafika. Tu różnic względem pierwszej serii nie stwierdziłem, nie licząc nieco zmienionej animacji przemiany Moki.

Mógłbym się jeszcze popastwić nad dziurami fabularnymi i innymi wadami tego koszmarka, ale jako fan pierwszej części zwyczajnie nie chcę tego robić. Ci z was, którzy oglądali część pierwszą (bez jej znajomości nie ma co podchodzić do drugiej) i mimo moich narzekań wciąż mają ochotę na drugi sezon, niech obejrzą mniej więcej 15 minut pierwszego odcinka. Będą tam mieli zawarte jakieś 90% atrakcji. Jeśli się wam spodoba, oglądajcie dalej. Jeśli nie, to wiejcie i nie psujcie sobie wspomnień pierwszej części.

Diablo, 23 lipca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Autor: Akihisa Ikeda
Projekt: Hiroyuki Kanbe, Mariko Fujita
Reżyser: Takayuki Inagaki
Scenariusz: Hiroshi Yamaguchi
Muzyka: Kouhei Tanaka, Shirou Hamaguchi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Rosario + Vampire na forum Kotatsu Nieoficjalny pl