Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animatsuri 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,78

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 149
Średnia: 7,85
σ=1,47

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tokyo Magnitude 8.0

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 11×22 min
Tytuły alternatywne:
  • 東京マグニチュード8.0
Gatunki: Dramat
Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Stolicę Japonii nawiedza silne trzęsienie ziemi, czyli zwykli ludzie w obliczu kataklizmu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

„Świat mnie nie rozumie. Wszystko jest bez sensu. Rodzice w ogóle się mną nie przejmują, a Yuuki jest głupi i samolubny!”. Trzynastoletnia Mirai Onozawa właśnie wkracza w okres buntu i nagle cały świat zdaje się zwracać przeciwko niej. Akurat w dzień urodzin mamy jej młodszy brat, Yuuki, zapragnął wybrać się na wystawę robotów na wyspie Odaiba. Idealnym rozwiązaniem byłaby wspólna wyprawa, jednak zapracowani rodzice nie mogą sobie pozwolić na luksus, jakim jest urlop. Rola opiekunki przypada więc bardzo „optymistycznie” nastawionej do wycieczki Mirai. Po dotarciu na miejsce Yuuki, wyraźnie zachwycony, rozpoczyna zwiedzanie, a równie wyraźnie znudzona i zła starsza siostra kontempluje miejski pejzaż stolicy na jednym z tarasów. Złośliwy los (jak to zwykle bywa) sprawia, że pomyślane przez dziewczynkę: „Niech ten świat się zawali” staje się prawdą. Jak to mówią, mówisz masz. Nagle Tokio nawiedza potężne trzęsienie ziemi. Czy po takiej katastrofie dwoje dzieci zdoła samodzielnie wrócić do domu? Na szczęście los bywa również łaskawy i zsyła rodzeństwu Mari Kusakabe, jedyną osobę, która zainteresowała się ich losem. Teoretycznie najgorsze już za nimi, jednak powrót do rodziców nie okaże się wcale taki prosty…

Takiego anime jeszcze nie było. Pomyślałam tak po zapoznaniu się z zapowiedziami na letni sezon 2009. Jeszcze nie spotkałam się z animacją, która należałaby do gatunku stricte katastroficznego. Zastanawiałam się, jak tenże pomysł zostanie rozwinięty. Na myśl przychodziły mi dwa rozwiązania: twórcom uda się stworzyć prawdopodobną historię albo serial skończy jako klon hollywoodzkich (i nie tylko) produkcji, z których kicz i patos czuć na kilometr. Cóż, trzeba przyznać, że przez pierwsze odcinki scenarzyści fundują widzom kawał dobrego dramatu katastroficznego. Akcja niespiesznie posuwa się do przodu i skupia na rzeczach wyjątkowo przyziemnych, ale realistycznych (zapewne nie wszyscy wpadliby na pomysł, że życie może utrudnić zwykłe obtarcie kostki itp.). Wydarzyła się tragedia, ale prawdziwe kłopoty zaczynają się dopiero potem. W mieście panuje chaos i całkowita dezinformacja, bardzo trudno o transport czy pomoc medyczną, a co dopiero o jakiekolwiek wieści o losie najbliższych. Wszystko wymaga czasu, a ludzie rzadko są cierpliwi i nie potrafią zrozumieć, że „tak musi być”. Dokładnie pokazano, ile wysiłku wymaga załatwienie najprostszych spraw, a ile zawdzięcza się czasem przypadkowi i szczęściu. Naprawdę realistycznie ukazano zmagania zwykłych obywateli z tragedią, która w ułamku sekundy zniszczyła ich życie, a w najlepszych okolicznościach bardzo je utrudniła. Wielu domaga się pomocy tylko dla siebie i nie zwraca uwagi na innych, często bardziej poszkodowanych. Znajdą się również tacy, którzy mimo własnych problemów gotowi są nieść pomoc innym. Całość fabuły można podzielić na dwie części: pierwsza szerzej opisuje wspomniane wyżej postawy ludzi wobec kataklizmu, nie skupiając się aż tak bardzo na problemach głównych bohaterów, ale raczej wplatając je delikatnie w opowieści innych. Jest to zdecydowanie najlepszy fragment serialu, który bardzo miło zaskoczył mnie prawdopodobieństwem i dopracowaniem szczegółów (właśnie detale sprawiają, że Tokyo Magnitude 8.0 jest pod tym względem unikatem, jeśli chodzi o japońską animację). Jednak to nie koniec wrażeń, których tak naprawdę w pierwszych odcinkach nie ma zbyt wiele, a przynajmniej nie aż takich mocnych. Twórcy zdecydowali się bowiem na krok odważny i ryzykowny, zerwali bowiem ze schematami takich produkcji, stosując przysłowiowe trzęsienie ziemi mniej więcej w 2/3 historii. Przyznam, iż byłam zaskoczona i pełna podziwu dla takiego rozwiązania, ponieważ właśnie taki obrót spraw wydał mi się najbardziej prawdopodobny w tej sytuacji. Mistrzostwem jest odcinek ósmy, w którym scenarzyści bawią się z widzem, urywając poszczególne sceny i nie podając wszystkiego na tacy. Takie balansowanie między snem a rzeczywistością wypadło naprawdę ciekawie, gdyż nie do końca było się pewnym, co tak naprawdę się wydarzyło. Niestety, właśnie w tym momencie wena gdzieś się ulotniła i ostatnie odcinki fundują kino już znacznie niższych lotów. Nie spodziewałam się aż tak dużego spadku formy, gdy scenariusz skupi się wreszcie tylko na problemach naszej dzielnej trójki. Historia traci na wiarygodności i zamienia się w zwyczajny wyciskacz łez, który momentami dochodzi do granic absurdu. Patos i kicz stają się nie do zniesienia, odbierając tym samym całkowitą przyjemność płynącą z oglądania. Nie wszyscy będą jednak rozczarowani – miłośnikom ckliwych scen i pokładów dramatyzmu całość może spodobać się właśnie na tym etapie, gdyż początkowe odcinki dla niektórych będą wyjątkowo nudne.

W sam środek tego piekła postanowiono wrzucić dwójkę zwyczajnych dzieci. Słowo „zwyczajnych” jest tu kluczowe, gdyż osobowościami nie różnią się oni od wielu ich rówieśników. Mirai jest typową nastolatką wkraczającą w okres buntu. Wszyscy i wszystko skierowane jest przeciwko niej. Nieufna i sceptycznie nastawiona do świata, nie potrafi na początku bez podejrzeń przyjąć pomocy od innych. Jednak prawda jest taka, iż nieważne, jak często dziewczynka warczy na innych i denerwuje się z byle powodu, w kryzysowych momentach potrafi zachować się odpowiednio. Jak przystało na starszą siostrę, czuje się odpowiedzialna za młodszego brata i tak naprawdę bardzo go kocha (co zresztą nieraz pokazuje). Yuuki jest inteligentnym i sympatycznym chłopcem, ale w gruncie rzeczy niewiele jeszcze wie, przez co czasem zachowuje się wyjątkowo nieodpowiedzialnie i nie myśli o konsekwencjach (to samo odnosi się również do Mirai, jednak u niej wynika to bardziej z impulsywności). Jednakże postacią, która zyskała moją największą sympatię, jest nie kto inny, jak Mari Kusakabe. Ta dorosła kobieta i samotna matka nawet w obliczu katastrofy gotowa jest bezinteresownie pomóc obcym dzieciom, gdy inni zdają się ich nie zauważać. Bardzo uczynna i pogodna, naprawdę wzbudza zaufanie. Z drugiej jednak strony ma swoje słabości, popełnia błędy i czasem również zachowuje się lekkomyślnie (jak to ludzie). Ogólnie rzecz biorąc, jest przykładem silnej i niezależnej kobiety, których też nie jest wcale tak mało na świecie. Jedno jest pewne: takie osoby przywracają wiarę w ludzi. Teoretycznie powinnam wziąć również pod uwagę końcówkę, jednak niektóre dziwne i absurdalne zachowania postanowiłam zrzucić na kark scenariusza (nie pierwszy raz zresztą zdarza się, że ciekawe postaci podporządkowano scenariuszowi, co wcale nie wyszło ich charakterom na dobre). Statyści stanowiący tło wydarzeń bądź bohaterowie jednego odcinka też spisali się na medal. Ich reakcje są niewymuszone i autentyczne – pokazano różne postawy ludzkie wobec tragedii w sposób naprawdę naturalny i wiarygodny (podkreśla to ich różnorodność). Nie od dziś wiadomo, że zawsze znajdą się tacy, którzy bezinteresownie chcą pomagać innym, jak i tacy, którzy gotowi zrobić wszystko, aby ocalić własną skórę. Najważniejsze jednak jest to, że nie wpychają się oni na pierwszy plan, zasłaniając głównych bohaterów, a co najwyżej im towarzyszą w zmaganiach z żywiołem.

Biorąc pod uwagę, że za produkcję anime odpowiedzialne jest głównie studio Bones, miałam nadzieję na grafikę dorównującą Darker than Black albo Eurece Seven. Odrobinę się rozczarowałam, jednak ogólnie jest całkiem nieźle. Przede wszystkim rzucają się w oczy uproszczone, ale bardzo charakterystyczne projekty postaci. Wygląd bohaterów zależy głównie od odległości i ujęcia, gdyż z daleka i z profilu twarze prezentują się średnio. I ten uśmiech Yuukiego, który nie jest zaokrąglony, a trójkątny… Wiele osób po obejrzeniu Higashi no Eden narzekało na komputerowo animowanych statystów w poruszającym się tłumie. Tamtemu anime byłam w stanie wybaczyć ten mankament głównie ze względu na przepiękne widoki i bardzo płynną animację. Niestety, w Tokyo Magnitude 8.0 zabieg ten zastosowano już w niewielkim oddaleniu, co naprawdę razi i wyraźnie odznacza się na dwuwymiarowym tle. Naprawdę dobrze wyglądają tła: bogata kolorystyka i detale sprawiają, że krajobraz po trzęsieniu ziemi robi jeszcze większe wrażenie. Podejrzewam, że Japończycy przywykli do widoku zrujnowanych miast w filmach i anime, ale ja poczułabym się dziwnie, widząc własny dom w gruzach. Wstawki komputerowe wyróżniają się i mogą przeszkadzać co wrażliwszym na ich zastosowanie, tyczy się to głównie wspomnianych wyżej postaci w tle, reszta nie jest aż tak bardzo widoczna. Sama animacja, zarówno ruchów postaci, jak i walących się budynków, pojazdów i wszystkiego, co znajduje się na drugim planie, trzyma poziom. W czołówce przewijają się czarno­‑białe widoki zrujnowanego Tokio, zaś napisom końcowym towarzyszą zdjęcia głównych bohaterów na tle różnych znanych obiektów (ich zmianę idealnie zsynchronizowano z muzyką). Obydwu piosenek towarzyszących serii słucha się dobrze, jednakże żadna z nich nie pasuje do treści czy chociażby klimatu anime. Z dwojga „złego” już bardziej na miejscu jest chyba ending, Melody, w wykonaniu Shion Tsuji. Opening to już rasowy j­‑rock, czyli Abingdon Boys School z Kimi no Uta. Trzeba przyznać, że Kou Outani skomponował bardzo subtelną i całkiem ładną ścieżkę dźwiękową, choć nieszczególnie oryginalną (raczej typowe instrumentalne utwory, które trudno odróżnić od wielu im podobnych). Głównym problemem jest jednak nie jakość melodii, a trudność, z jaką wyławia się je z tła wydarzeń. Seiyuu podkładający głos pod głównych bohaterów nie są całkowicie nieznani, ale z pewnością należą do grona tych, o których słyszy się mniej. Dlatego warto wymienić ich z imienia i nazwiska, gdyż bardzo dobrze wczuli się w przeznaczone im role: Satomi Hanamura jako Mirai, Yuuko Kaida w roli Mari i Yumiko Kobayashi, która wcieliła się w postać Yuukiego. Gościnnie głosów swoich użyczyły również Aoi Nanoka, Eri Kitamura i Miyuki Sawashiro, ale są to naprawdę niewielkie role.

Tokyo Magnitude 8.0 miało szansę stać się anime naprawdę dobrym i co najważniejsze, jedynym tego typu. Nie zawsze można mieć jednak wszystko… Miłośnicy realistycznego kina katastroficznego po zakończeniu serialu będą raczej zawiedzeni, gdyż twórcy zaprzepaścili ciekawych bohaterów i solidny (wydawałoby się) scenariusz. Amatorzy bardzo wzruszających scen mogą anime obejrzeć, nie gwarantuję jednak, że na pewno się spodoba. Mnie seria pozostawiła z poczuciem żalu, że nie wykorzystano potencjału historii i zmieniono całość w tani wyciskacz łez, jakich wiele. A zapowiadało się tak fajnie. Niemniej jednak miło pooglądać dobrze skonstruowanych bohaterów, którzy naprawdę nie różnią się od zwykłych ludzi. W tym przypadku to właśnie normalność jest ich największą zaletą i podkreśla autentyzm wydarzeń (prawie wszystkich…). Nie polecam ani nie odradzam, ale zastanówcie się, Drodzy Czytelnicy, czy naprawdę warto.

Enevi, 21 października 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES, Kinema Citrus
Projekt: Atsuko Nozaki
Reżyser: Masaki Tachibana
Scenariusz: Hiroko Kazui, Natsuko Takahashi, Youichi Katou
Muzyka: Kou Ootani