Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 241
Średnia: 7,17
σ=1,77

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yuru Yuri

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ゆるゆり
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Shoujo-ai/yuri
zrzutka

Jak nakręcić kolejną lekką komedię tak, żeby choć odrobinę wyróżniała się z tłumu? Dodać yuri i to nie tylko do tytułu, ale też do treści gagów. Byle z umiarem, co się na szczęście udało.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nagminnie powtarzającym się problemem każdej komedii, nie tylko animowanej, jest fakt, że nawet najlepsze dowcipy błyskawicznie się starzeją i posługiwanie się sprawdzonym, ale wiekowym repertuarem może bardzo łatwo skończyć się całkowitą klęską. Oczywiście nie sposób do końca przewidzieć reakcji widowni, ale wykazanie się choć odrobiną kreatywności jest jak najbardziej wskazane, zwłaszcza gdy jak w przypadku Yuru Yuri, nie ma co liczyć na wielkie nakłady finansowe pozwalające stworzyć powalającą na kolana warstwę audiowizualną.

Tytuł anime z miejsca wskazuje drogę, jaką obrali autorzy w celu nadania swojemu dziełu cech wyróżniających je spośród wielu bliźniaczo podobnych do siebie produkcji, powstających w tempie kilku na kwartał. Wbrew pozorom mało było do tej pory komedii tak wyraźnie nawiązujących do yuri i poza Maria Holic wątki te stanowiły najwyżej tematykę drugoplanowych scenek. O ile więc autorzy mieli pełną swobodę w konstruowaniu anime, to jednocześnie musieli postępować ostrożnie, żeby nie przeszarżować z pastiszowym charakterem i nie uzyskać w ostatecznym rozrachunku kopii serialu studia Shaft. Na szczęście wplecenie w fabułę elementów yuri przeprowadzone zostało bezboleśnie i naturalnie. Aluzje mają stosunkowo niewinny charakter, ograniczając się do prostych, zdawkowych scenek, w których czujące do siebie miętę dziewczyny doznają krwotoków z nosa i wykazują się równie stereotypowymi zachowaniami, znanymi raczej z haremówek niż choćby z Maria­‑sama ga Miteru. Zastosowane środki mają charakter czysto komediowy, nie zaś wybitnie parodystyczny (pomijając aluzje do mahou shoujo), trudno więc szukać nawiązań do klasyków gatunku i napawać się wyrafinowanymi odniesieniami do słynnych scen. Takie podejście obyło się bez szkody dla anime, a wręcz wyszło mu na zdrowie. Umiarkowana formuła i brak kontrowersyjnych scen sprawiają, że tytuł nadaje się nawet dla widzów na co dzień stroniących od czegokolwiek mającego choć odrobinę wspólnego z głównym nurtem yuri.

Koncepcyjnie serialowi o wiele bliżej do rosnących jak grzyby po deszczu klonów K­‑ON! i spółki, różniąc się od nich przede wszystkim mniejszym budżetem i natężeniem moé, a dzieląc niemal kompletny brak jakiejkolwiek głównej osi scenariusza oraz klasyczny rozkład ról w grupie przyjaciółek. Widz ogląda bowiem losy kilku koleżanek, w różnym stopniu związanych ze świeżo założonym szkolnym „klubem rozrywki”, którego nadrzędnym celem jest zapewnienie jego członkiniom zróżnicowanych sposobów na zbijanie bąków. Grupce przewodzi psotna Kyouko Toshinou, o nadmiarze energii zdolnym zasilić małe miasto. Jak się można spodziewać, Kyouko notorycznie wpędza towarzystwo w nowe tarapaty, wymyślając zwariowane klubowe zajęcia i drocząc się z kim popadnie. Jej osoba stanowi główny motor fabuły, a że pod tym względem autorzy się postarali, to mimo schematycznego rozwoju wypadków, przez większość czasu trudno narzekać na nudę. Reszta zgrai, w tym szereg pojawiających się regularnie postaci drugoplanowych, nie ma równie ciekawych i wyrazistych osobowości, ale role dobrano tak, by odpowiednio się uzupełniały. Autorzy wyciągnęli po prostu to, co najlepsze z rozwiązań już sprawdzonych, stąd momentami zadziwiające podobieństwo do bohaterek bardziej znanych produkcji. Niektórzy mogą uznać to za wadę, ale ponieważ twórcy wiedzieli, kiedy się wstrzymać w przesadnym inspirowaniu się konkurencją, jestem skłonny ów fakt wybaczyć.

Skoro już o postaciach mowa, warto pochwalić niemal wszystkie zaangażowane do nagrań seiyuu, w znakomitej większości mało znane, czy wręcz debiutujące aktorki. Wypowiadane przez nie kwestie oczywiście utrzymane są w charakterystycznej dla młodych Japonek manierze, która zakłada wysoki ton głosu i przesłodzoną składnię, ale nie przeszkodziło to jednak w wykreowaniu przekonujących bohaterek i udanym przekazywaniu emocji w wypowiadanych kwestiach. Niektórym z członkiń obsady warto być może dać szansę wykazania się w bardziej wymagających produkcjach.

Nie wszystko jednak układa się idealnie. Najbardziej daje się we znaki czas, jaki Yuru Yuri potrzebuje na porządne „rozkręcenie się”, i dość nierówny poziom poszczególnych odcinków. Początek nie jest specjalnie zachęcający, a i później zdarzają się momenty wyprane z pomysłów, jak nagłe i pozbawione choćby śladowej puenty zakończenie (telewizyjna ramówka jest jak zwykle w tym przypadku bezlitosna, ale można się było bardziej postarać). Tym niemniej, gdy już przyzwyczaić się do przesłodzonej nieco otoczki i nie do końca życiowych, ale wyjątkowo sympatycznych bohaterek, wówczas każdy odcinek mija szybko i bezboleśnie. Spory w tym udział wyjątkowo urozmaiconej akcji, przynajmniej jak na prostą komedię. Mimo że wydarzenia rozpoczynają się klasycznie, w sali klubowej i z udziałem jedynie towarzyszek założycielek, w trakcie kolejnych epizodów zmienia się zarówno sceneria (choć bez przesadnych rewelacji ze względu na ograniczenia budżetowe), jak i ilość uwagi poświęcanej poszczególnym postaciom. Wszystko to w ramach sprawdzonych schematów kręcących się wokół szkolnego życia i rozmaitych wydarzeń roku kalendarzowego, bez specjalnego przejmowania się chronologicznym porządkiem wydarzeń. Autorzy nie szokują nowatorskim podejściem do tematu, ale też ani przez chwilę nie odniosłem wrażenia, że coś ewidentnie zepsuli, a to już wbrew pozorom całkiem nieźle jak na tytuł ze średniej półki. Gorzej, że niektóre sceny są żywcem wyjęte z innych anime i to w sposób nie wskazujący, aby miała to być parodia, ale raczej bezwstydne kopiowanie cudzych pomysłów – jak choćby szalona gonitwa po pocałunek, do złudzenia przypominająca charakterystyczną scenę z pierwszego odcinka Minami­‑ke.

Mieszane uczucia, ale z wyraźną przewagą tych pozytywnych, pozostawia po sobie także oprawa audiowizualna. Oczywisty jest fakt, że taśmowość tytułu wymusiła zastosowanie najprostszych technicznie środków i pod względem czysto formalnym Yuru Yuri wyraźnie odstaje od czołówki powstałych w tym samym czasie anime. Rysownikom udało się jednak wycisnąć maksimum ze swych ograniczonych przez czynniki zewnętrzne możliwości. Modele postaci doskonale pasują do stylistyki moé, zaś urozmaicona (choć może nieco zbyt matowa) kolorystyka nadaje scenom optymistycznego charakteru i ożywia miejsca, w których dzieje się akcja. W połączeniu z prostą, ale przyjemną muzyką utrzymaną w wesołej tonacji, pozwala to skutecznie zamaskować pewne niedoskonałości animacji i uproszczenia podczas rysowania kadrów oraz sylwetek postaci. Na szczególne wyróżnienie zasługują ponadto opening i ending – oba wyjątkowo łatwo wpadające w ucho i idealnie oddające nastrój panujący w serialu.

Trudno oczekiwać, żeby Yuru Yuri stało się anime na tyle popularnym, by w rok i później po premierze wielu potencjalnych widzów mogło się nim zainteresować, mając do wyboru dziesiątki innych tytułów. Trochę szkoda, ponieważ jeśli potencjalny widz nie podejdzie do seansu z przesadzonymi oczekiwaniami, wówczas ma spore szanse na całkiem przyjemne spędzenie czasu, a tak popularność serialu ograniczy się zapewne do wytrwałych poszukiwaczy, którzy przeglądając internetowe portale i bazy danych wpiszą do wyszukiwarki hasło yuri. Jak się dobrze zastanowić, to z marketingowego punktu widzenia nadanie takiej nazwy było strzałem w dziesiątkę i kto wie, może się jeszcze okazać, że anime w perspektywie czasu odniesie sukces, jakiego nikt się jeszcze nie spodziewa.

Tassadar, 25 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Namori
Projekt: Chiaki Nakajima
Reżyser: Masahiko Oota
Scenariusz: Takashi Aoshima
Muzyka: Yasuhiro Misawa