Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 148
Średnia: 6,49
σ=1,98

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kono Naka ni Hitori, Imouto ga Iru!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Nakaimo - My Little Sister is Among Them!
  • この中に1人, 妹がいる!
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Realizm
zrzutka

Czy chciałbyś, drogi Czytelniku, spać na pieniądzach i móc dzięki temu zdobyć każdą kobietę? Uważaj, czego sobie życzysz, ponieważ wśród zainteresowanych Tobą dziewcząt może być zaginiona siostra…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Shougo Mikadono jest dziedzicem rodzinnej fortuny. No, może nie do końca, ponieważ jego ojciec, Kumagorou, przed śmiercią postawił jeden warunek: Shougo musi znaleźć w szkole żonę. Myślałby kto, że nic prostszego, w końcu podaż synów przemysłowych magnatów duża nie jest, a popyt na takowych – ogromny. Złośliwa rzeczywistość lubi jednak w takich momentach, delikatnie rzecz ujmując, przyfasolić z laczka i poprawić z kopyta. Okazuje się bowiem, że wśród uczennic znajduje się także zaginiona siostra głównego bohatera. Sprawę komplikuje fakt, że jest ona owocem pozamałżeńskiego romansu Kumagorou, przez co jego rodzina, by uniknąć skandalu, celowo ukrywa jej istnienie. Efekt tej kabały taki, że biedny Shougo może wybrać na żonę… własną siostrę, ponieważ kompletnie nie wie, jak miałaby ona wyglądać. A wówczas skandal kazirodczy gotowy. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, iż owa nieznana siostra chce za niego wyjść. Nieborakowi pozostaje więc rozpocząć śledztwo.

Lubię twórczość Japończyków. To chyba oczywiste. Gdyby tak nie było, nie marnowałbym setek godzin, siedząc przed konsolami, oglądając anime i czytając mangi. Jednak lubić nie oznacza bezkrytycznie uwielbiać. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć zamiłowania tej skośnookiej nacji do animowania chociażby takiego skrzywienia, jak kazirodztwo. Jego miejsce w filmowo­‑animacyjnym przemyśle powinno być de facto w dwóch gatunkach: dramacie psychologicznym i komedii, zaś aspekt erotyczny powinien pozostać tam, gdzie jego miejsce – w pornografii. Zabierając się za seans Kono Naka ni Hitori, Imouto ga Iru!, miałem cichą nadzieję, że kazirodztwo zostanie tu potraktowane z przymrużeniem oka. A na dwoje babka wróżyła, bowiem tytuł, który można przetłumaczyć dosłownie jako „Moja siostra jest wśród nich” sugeruje albo odpychającą haremówkę, gdzie protagonista szuka siostrzyczki jako swojej wybranki, albo… komedię sytuacyjną w amerykańskim stylu. Na szczęście nadzieja może i jest matką głupich, ale kocha swoje dzieci.

Japończycy nie zapomnieli bowiem, że wiele lat temu mocno się inspirowali kulturą Jankesów. Kono Naka ni Hitori, Imouto ga Iru! okazało się szkolną haremówką, ale z bardzo dużą naleciałością wpływów amerykańskich komedii romantycznych, nasyconych żartami sytuacyjnymi, nieporozumieniami i perypetiami ocierającymi się o granice absurdu. No, ale zacznijmy od początku. Shougo Mikadono, jak już wspomniałem, musi znaleźć partnerkę życiową już w liceum. Problem polega na tym, że każda z potencjalnych kandydatek może być jego siostrą. Sprawy nie ułatwia to, że Dziewczę A podaje się za jego siostrę, Dziewczę B twierdzi, że w dzieciństwie byli jak brat i siostra, zaś Dziewczę C… Dlatego Shougo wraz z ochraniającą go i wspierającą panią detektyw prowadzi gorączkowo śledztwo i stara się ustalić tożsamość prawdziwej siostry. Oczywiście po drodze ma miejsce wiele perypetii rodem ze wspomnianych amerykańskich komedii romantycznych. O ile sam wątek śledztwa jest jedynie nieco bardziej złożony od poziomu znanego z kreskówki o Scooby Doo, tak same żarty sytuacyjne wypadają naprawdę przyzwoicie. Owszem, nie są wysokich lotów, ale dostarczają solidnej rozrywki, szczególnie że nie wymagam od haremówki wyszukanej fabuły i dowcipów. Co ciekawe, twórcy nie przesadzili z fanserwisem. Oczywiście pojawia się (jakoś te haremetki muszą upolować bogatego męża), ale nie jest zbyt nachalny, zwłaszcza jak na współczesne standardy. Co więcej, odżegnano się od wytartego schematu „Bohatera Takiego Jak Ty”, dzięki czemu uzasadniono logicznie, dlaczego te wszystkie dziewczęta tak bardzo chcą zdobyć względy Shougo. Logika to prosta, bo rozbijająca się o pieniądze, ale zawsze… Warto też dodać, że seria – niespodzianka – to adaptacja jedynie fragmentu light novel. Twórcy jednak (i chwała im za to) postarali się, by zakończenie wyglądało na zamknięte, mimo że ciąg dalszy w książkowym pierwowzorze zaczyna się komplikować jak w brazylijskiej telenoweli.

W kwestii postaci seria na wstępie zarobiła u mnie dużego plusa. Otóż Shougo Mikadono nie jest życiowym nieudacznikiem, któremu spada z nieba wianuszek niewiast. Twórcy nie zamierzają pocieszać tym razem zdesperowanych nastolatków. Życie to nie (chińska) bajka. Protagonista nie może się opędzić od adoratorek, ponieważ primo: same jego buty kosztują pięć wypłat przeciętnego zjadacza chleba, secundo: zostanie prezesem koncernu w wieku lat dwudziestu, tertio: jest całkiem sprytny i zaradny, co okazuje się koniecznością, gdy chce się odziedziczyć rodzinną fortunę i nie zaprzepaścić jej w kilka lat. Owszem, zdarzają mu się wpadki, ale biorąc pod uwagę, że jest wciąż nastolatkiem, na którym dodatkowo spoczywa duża presja, można mu spokojnie wybaczyć. Co więcej, w wielu przypadkach jego zachowanie jest dość naturalne i przypominające prawdziwych rozpieszczonych elegantów z dobrych domów. Haremetek dostajemy natomiast pięć – i nie bardzo zaskakują, ponieważ zostały wykorzystane schematy, które już niejednokrotnie widzieliśmy w tym gatunku. Konoe Tsuruma to słodka idiotka z dużymi, ślicznymi… oczami i jedna z głównych kandydatek do zostania wybranką protagonisty. Miyabi Kannagi to z kolei tsundere, której Stwórca poskąpił kobiecych kształtów. Rinka Kunitachi to stereotypowa „księżniczka” – panna z dobrego domu, wiceprzewodnicząca oraz blondynka niczym Eri ze School Rumble. Mana Tendou, przewodnicząca uczniowskiego samorządu, prezentuje typ „Yamato Nadeshiko” – idealnej japońskiej damy. Ostatnia z dziewcząt – Mei Sagara – to tajemnicza okularnica, prowadząca po godzinach kafejkę z cosplayerkami przebierającymi się za młodsze siostrzyczki. Jak więc widać, są to wytarte schematy (no, może Mei wnosi lekki powiew świeżości), ale całkiem przyzwoicie zrealizowane. Oprócz nich pierwsze skrzypce gra również przebierająca się za faceta pani ochroniarz protagonisty – Ikusu Mizutani, która podejmuje wszelkie możliwe kroki, by wyśledzić tajemniczą siostrzyczkę i położyć kres całej tej farsie.

Oprawa graficzna i animacja nie rzucają na kolana, ale i nie odpychają szczególnie. To po prostu przyzwoicie, rzemieślniczo wykonana norma. Podobnie jest z projektami postaci. Są w porządku, można oko zawiesić na haremetkach, ale po pół roku zupełnie wypadną z pamięci. Niewiele więcej da się powiedzieć o openingach i endingach – j­‑popik, który nie przeszkadza, ale i szczególnych emocji nie wzbudzi. Obsada aktorska zagrała natomiast dobrze – niby sztampa, ale i schemat można źle zagrać, zwłaszcza kiedy seiyuu są młodzi. A ekipa sędziwa nie jest, nie licząc urodzonego w latach 70. Takahiro Sakuraia, który zagrał m.in. Suzaku Kururugi w Code Geass, Rycerza Smoka Shiryuu w dwóch OAV Saint Seiya: The Hades Chapter oraz głównego złego w Star Ocean EX. Aktorki głosowe, które wcieliły się w haremetki, na zgrzybiały wiek narzekać nie muszą, najmłodsza z nich ma… 18 lat. Siłą rzeczy ich doświadczenie zamyka się w seriach z ostatnich lat, w tym też tych bardziej znanych, jak Star Driver, Baka to Test to Shoukanjuu czy (nie)sławne KissXsis.

Zasiadając do seansu Kono Naka ni Hitori, Imouto ga Iru!, obawiałem się, że efektem będzie skrajnie krytyczna recenzja. Na szczęście myliłem się. Owszem, nie jest to przełom w gatunku, jak już wspomniałem, przypomina raczej amerykańskie romantyczne komedyjki sytuacyjne, które z założenia są naiwne i głupie. Nie zmienia to jednak faktu, że seria spełniła swoje założenia i okazała się całkiem przyzwoitym kawałkiem rozrywki. Miłośnicy komedii mogą z pewnością to anime obejrzeć, zatwardziali przeciwnicy „odmienności kulturowych” ze związkami kazirodczymi na czele również – ten motyw został potraktowany żartobliwie, a nie jako niepełnosprawna pornografia dla japońskich nastolatków z problemami natury psychicznej. Seria zaskoczyła mnie pozytywnie – i chwała twórcom za to.

Szaman Fetyszy, 16 marca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Gokumi
Autor: Hajime Taguchi
Projekt: Cuteg, Ken'ichirou Katsura
Reżyser: Munenori Nawa
Scenariusz: Gou Zappa
Muzyka: Hikaru Nanase