Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 13 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,85

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 621
Średnia: 6,88
σ=1,89

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yumi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Suki-tte Ii na yo

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Say I Love You
  • 好きっていいなよ.
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Apatyczny Kopciuszek u boku bezmyślnego księcia. A w tle, jak to na dworze królewskim, czają się intrygi i spiski.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Ona: aspołeczna dziewczyna, która dawno temu doszła do wniosku, że przyjaciele to bzdura i nie warto tracić czasu na próby ich zdobycia. On: najpopularniejszy chłopak w szkole, za którym uganiają się wszystkie przedstawicielki płci pięknej. Mei Tachibana i Yamato Kurosawa. Zgodnie z prawem znanym już od czasów Kopciuszka i dotąd wykorzystywanym chętnie zarówno przez twórców amerykańskich komedii romantycznych, jak i anime, tych dwoje musi się spotkać i w sobie zakochać. Dokładnie tak się dzieje – pewnego dnia Yamato za sprawą przyjaciela zwraca uwagę na Mei. Ponieważ dziewczyna ma do niego stosunek obojętny graniczący z wrogością tym większą, im bardziej on próbuje być miły, chłopak rzecz jasna coraz bardziej chce do niej dotrzeć. Za sprawą przypadku w końcu mu się to udaje – Mei zaczyna myśleć, że może jednak istnieją na świecie życzliwi ludzie, a przynajmniej jedna taka osoba. A potem się zakochuje – niespodzianka – i to z wzajemnością.

Gdy nasi bohaterowie już się schodzą, całe liceum zaczyna oczywiście huczeć od plotek – jak to, słynny pogromca serc niewieścich, ten sam, który mógłby mieć każdą, umawia się z… no właśnie, z nikim. Ani ona szczególnie ładna, ani ciekawa, snuje się tylko gdzieś sama i nic nie mówi. W tym miejscu powinnam chyba napisać, że to tylko pozory i Mei zyskuje przy bliższym poznaniu, ale… Byłoby to nieprawdą. Nie uprzedzajmy jednak faktów, zostawię na razie temat głównej bohaterki w spokoju i wrócę do akcji. Mei momentalnie wzbudza zainteresowanie sporej części społeczności szkolnej. Bardzo szybko spotyka się też z nieprzyjemnościami ze strony zadurzonych w Kurosawie koleżanek, bo jakim prawem dziewczę (w dodatku taka szara myszka, wstyd!) śmie zabierać tylko dla siebie kogoś, kto cieszy się takim powodzeniem? Jednak teoretycznie sytuacja ma więcej pozytywnych niż negatywnych stron. Mei zaczyna poznawać znajomych Yamato i chociaż nie zawsze są to ludzie, których towarzystwo jej odpowiada, dzięki chłopakowi powoli zaczyna otwierać się na innych i zdobywa grupkę przyjaciół. Wiadomo już, co to za typ anime? Oczywiście, że tak. Żeby nie szukać daleko: na podobnym schemacie bazuje chociażby Kimi ni Todoke. Znamy? Znamy. Lubimy? Jak widać, Japończycy bardzo.

Od początku wiadomo było, czego mniej więcej można się po Sukitte Ii na yo spodziewać. Dla porządku przyjrzyjmy się jednak bliżej fabule. Autorzy sięgnęli po dość mocno sfatygowane już, ale sprawdzone schematy. Mamy więc rywalkę, która wkrótce zostanie sojuszniczką, przyjaciółkę, której należy pomóc wyleczyć kompleksy, młodszą siostrę, której trzeba pokazać, że świat nie jest taki zły – standard. Oczywiście gdzie się nasza cudowna para nie pojawia, tam udaje się im (głównie Mei) rozwiązać wszelkie problemy w taki sposób, że nagle wszystko staje się piękne i łatwe. Gdy przyjąć taką naginającą rzeczywistość konwencję (w końcu to shoujo – ostatnie, czego należy oczekiwać, to realizm), całkiem przyjemnie się tę serię ogląda. Z pewnością ma swoje wady – o czym za chwilę – ale mimo wszystko seans mogłam zaliczyć do udanych. Całkiem istotną rolę odgrywają postaci drugoplanowe, dzięki którym akcja nie skupia się wyłącznie na głównych bohaterach, co na dłuższą metę na pewno byłoby nużące. Relacje Mei i Yamato są specyficzne, jednak trudno mi uznać to za wadę, bo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to nie miała być typowa para (a na pewno nie taka, jaka jest standardem z punktu widzenia Europejczyków). Krótko mówiąc, bohaterowie różnią się tak bardzo, jak to tylko możliwe. Przeciwieństwa się przyciągają, co? Może i tak, ale pytanie, czy związek tak różnych osobowości ma szansę przetrwać. Być może – pod warunkiem, że bohaterowie dużo czasu poświęcą na zrozumienie siebie nawzajem, inaczej wszystko błyskawicznie im się sypie. Niestety, nie zawsze to dostrzegają tudzież odkładają rozmowę na później albo boją się zacząć temat, i z tego powodu często rodzą się między nimi głupie, a co gorsza, irytujące widza nieporozumienia (czego apogeum obserwujemy w odcinku trzynastym). Trudno jednak zaprzeczyć, że są to sytuacje życiowe, chociaż z pewnością przejaskrawione – bycie w związku to nie zawsze taka prosta sprawa, jak się wydaje. Kiedy dodamy do tego japońską mentalność (pamiętacie może z innych anime te problemy z przejściem od mówienia sobie po nazwisku do imienia?), to rzeczywiście cała góra potencjalnych komplikacji piętrzy się przed naszymi bohaterami. Mimo to łatwo zauważyć, że między Mei i Yamato rzeczywiście iskrzy, a seria posiada kilka cieplejszych momentów, które z pewnością spodobają się amatorkom romansu. Jednak to trochę za mało, żeby można było mówić o dobrym anime – przyjemnym, niewymagającym wypełniaczu czasu może i tak, ale niczym więcej. A czym dalej, tym gorzej…

W drugiej połowie Sukitte Ii na yo sięgnięto po najgorszy możliwy pomysł, jaki został wymyślony przez twórców romansów – wredną rywalkę, w dodatku będącą modelką, której zdjęcia regularnie pojawiają się w kilku magazynach. Na ten motyw jestem mocno uczulona, ale na początku wydawało mi się, że nie będzie tak źle. Twórcy mieli szansę, żeby rozegrać ten wątek w ciekawy i niepodnoszący ciśnienia widzów sposób. Ale po co wysilić się na odrobinę oryginalności? Przecież wiadomo, że wszystkie gwiazdki showbiznesu to rozpieszczone, perfidne i dwulicowe laleczki po przejściach, co rzecz jasna usprawiedliwia ich zachowanie. Do bohaterów dołącza również stary przyjaciel Yamato, który wykazuje zainteresowanie Mei – czyli mamy rywala do kompletu. Zastanawia mnie tylko, dlaczego Japończycy zazwyczaj potrafią poprowadzić tego typu wątki na zasadzie męskiej rywalizacji – nie zawsze do końca uczciwej czy wyrównanej, ale jednak honorowej – natomiast „ta trzecia” zawsze posuwa się do wyjątkowo żałosnych zagrań, czym automatycznie obniża swoje szanse u bohatera. Dajcie mi honorową i godną rywalkę! Cóż, najwyraźniej będę musiała jeszcze na takową poczekać… Wracając jednak do serii: sztampa, sztampa i jeszcze raz sztampa, ta część anime bardzo mnie rozczarowała. Naprawdę można to było zrobić lepiej, ale wyszło jak zawsze. Tym gorzej, że przy okazji na spójności tracą też inni bohaterowie, zwłaszcza Yamato.

Jednym z większych problemów Sukitte Ii na yo jest sama główna bohaterka, Mei. Mamy do czynienia z typową szarą myszką, do tej pory trzymającą się na uboczu życia szkolnego. Na początku dziewczyna wyłamuje się z tego schematu i zaskakuje widza oraz bohaterów solidnym kopniakiem wymierzonym koledze za próbę zajrzenia jej pod spódniczkę. Niestety, pierwsze – bardzo dobre – wrażenie wywołane powyższym zdarzeniem jest złudne, gdyż Mei bardzo szybko traci początkowy pazur, zamieniając się w typową rozmamłaną kluchę. Co jakiś czas twórcy przypominają sobie, że to miała być bohaterka może i niepozorna, ale niedająca sobie w kaszę dmuchać i cichaczem dochodząca do własnych celów, jednak są to rzadkie momenty, a ich częstotliwość jest odwrotnie proporcjonalna do numeru odcinka. Kiedy już pojawia się scena udowadniająca, że dziewczę ma jednak charakterek, bardzo odstaje ona od reszty i budzi wątpliwości, czemu w takim razie Mei nie pokazała go wcześniej i godziła się na inne niekomfortowe dla niej sytuacje. Najgorsze z tego wszystkiego jest jednak to, że nawet jeśli odłożymy na bok niespójny charakter, Mei jest najzwyczajniej w świecie nudna. Okrutnie nijaka, sprawia wrażenie pozbawionej ambicji czy jakichkolwiek celów, snuje się po ekranie, bo tak jej twórcy kazali. Na początku może się wydawać interesująca, ponieważ nie do końca wiadomo, co w rzeczywistości sobie myśli i chce wyrazić taką postawą – ale nie trwa to długo, szybko okazuje się, że nie jest to nic nowego, same wyświechtane frazy. I, o ironio, trauma spowodowana niegdysiejszym oskarżeniem o śmierć klasowego króliczka…

Niewiele lepiej sytuacja wygląda w przypadku Yamato. Nie jest on typowym szkolnym gwiazdorem, jaki przewija się w wielu podobnych produkcjach. Nie ma szczególnie wysokiego mniemania o sobie, nie stara się zdobywać popularności i wbrew pozorom jest osobą dość spokojną i zamkniętą w sobie, ale nie nieśmiałą. Wyjaśniałoby to być może po części, dlaczego zainteresował się Mei – wyczuł w niej pokrewną duszę. Yamato wydaje się ciekawym bohaterem i mógł podnieść ocenę tego tytułu w moich oczach. Niestety, zawsze jest jakieś „ale”. W tym przypadku polega ono na tym, że główny bohater jest niespójny. Yamato miewa zachowania i teksty, które zupełnie nie pasują do charakteru, jaki teoretycznie kreślą scenarzyści. Dobrym przykładem jest sytuacja, w której bohater chce poznać Mei ze swoim znajomym, a cała rozmowa wygląda bardziej na chwalenie się nowym zwierzątkiem niż spotkanie towarzyskie. Do pewnego momentu są to jedynie rzadkie wpadki, ale w drugiej połowie serii chyba ktoś mu podkrada regularnie szare komórki, bo jest z nim coraz gorzej. Nie wypada mi zdradzać przebiegu wydarzeń, ale główny bohater nie tylko postępuje kretyńsko – jemu trzeba tłumaczyć, co dokładnie zrobił nie tak i dlaczego, bo zupełnie nie jest w stanie zrozumieć, czemu jego dziewczyna jest przygnębiona. Nie przyszło mu jakoś do głowy, że to, jak się zachowuje, może komuś sprawić przykrość. Sytuacja zupełnie niedorzeczna w przypadku wrażliwego introwertyka, którym ponoć miał być. Wielka szkoda, bo Yamato idealne wpasowuje się w rolę głównego bohatera shoujo: odpowiednio wygląda i ma swoje momenty, dzięki którym z pewnością zaskarbi sobie sympatię dużej części żeńskiej widowni, bo też rzeczywiście trudno go nie lubić. Szkoda tylko, że jego kreacja tak się posypała gdzieś po drodze…

Pozostali bohaterowie prezentują się lepiej, chociaż poznajemy ich oczywiście nie tak dobrze, jak główną parę. Wyjątkiem jest tutaj Megumi, wspomniana gwiazdka showbiznesu, która bardzo mnie rozczarowała, choć poświęcono jej sporo czasu antenowego. Niezbyt optymistyczny wniosek nasuwa się sam: im więcej wiemy o bohaterach, tym gorzej oni wypadają… Tak czy inaczej, dostajemy kilka króciutkich wątków dotyczących przyjaciół Mei i Yamato, potraktowanych bardzo powierzchownie, gdyż pozostałe postaci występują raczej w roli powierników i wsparcia wyżej wspomnianej dwójki. Pojawia się kilka klasycznych dla shoujo typów – niezbyt rozgarnięty przyjaciel głównego bohatera, urocza przyjaciółka, druga przyjaciółka: pewna siebie i czasem kopiąca do działania, stary przyjaciel, który staje się rywalem. Niewiele mam im do zarzucenia, byli raczej dobrze rozegranymi postaciami i stanowili miłą odmianę na tle głównej pary. Poznajemy też młodszą siostrę Yamato, Nagi, której Mei pomoże wyjść z problemów, oraz matkę głównej bohaterki: zapracowaną, ale zawsze chętną do pomocy i zainteresowaną życiem córki. I to w zasadzie wszystko. Trochę dziwi fakt, że chociaż Yamato jest podobno taki popularny, w gruncie rzeczy pojawia się niewielu jego bliższych znajomych, co jednak potwierdza założenia jego charakteru. Kolegowanie się z kimś nie jest równoznaczne z wchodzeniem w bliższe relacje.

Kiedy ogłoszono emisję Sukitte Ii na yo, wśród fanek shoujo zrobił się spory szum, gdyż miała być to ekranizacja bardzo popularnej i dość wysoko ocenianej mangi o tym samym tytule. Z tego powodu ja również wiązałam z tym anime spore nadzieje i, jak widać, zawiodłam się. Z ciekawości rzuciłam okiem na kilka rozdziałów mangi, nie chciało mi się bowiem wierzyć, że coś tak kiepskiego mogło wyrobić sobie aż tak dobrą opinię. Okazuje się, że chociaż twórcy anime w zasadzie wiernie przenoszą wydarzenia z kart mangi na ekran, jednocześnie przesuwają pewne akcenty i zmieniają wydźwięk niektórych scen – czego efektem jest chociażby nieudana kreacja głównej bohaterki. W papierowej wersji Mei sprawia wrażenie o wiele bardziej konkretnej i ciekawszej dziewuszki. Czy jest to zabieg świadomy, czy nieudolność, nie wnikam, ale trochę szkoda zmarnowania materiału. Oczywiście nie zrzucam całej winy za to, jak wygląda to anime, na twórców: wszystkie kiepskie wątki fabularne z pewnością wyszły od mangaczki, ale mam wrażenie, że ekranizacja dodatkowo uwypukla wady oryginału. Jednak jeżeli kogoś zainteresuje ten tytuł, odsyłam do mangi, bo ma ona szansę być o wiele bardziej udana niż recenzowane anime.

Na pierwszy rzut oka widać, że Sukitte Ii na yo nie jest wysokobudżetową produkcją. To samo w sobie nie musi być wadą, tym bardziej że anime o tematyce typowo obyczajowej nie wymagają efektów specjalnych ani zapierających dech w piersiach ujęć. Niemniej powinny wyglądać przyzwoicie, a tutaj niestety jest z tym bardzo różnie. Projekty postaci są oczywiście ładne, chociaż mnie średnio odpowiadały niesamowicie wydłużone i nienaturalne sylwetki – takie coś dobrze wygląda na nieruchomych kartach mangi, ale w anime sprawdza się nieco gorzej. Zwłaszcza, kiedy przyjdzie obserwować postacie z większej odległości – bardzo szybko umykają wszelkie szczegóły i pojawiają się zniekształcenia twarzy czy sylwetek. Proporcje oczywiście leżą i kwiczą, pamiętam nawet scenę, w której kolano głównej bohaterki było grubości jej palca. Animacja jest nierówna: czasem prezentuje się nie najgorzej, ale bywały momenty (im bliżej do końca serii, tym częściej), że postaci poruszały się, jakby bardzo chciały, a nie mogły. Aż przykro patrzeć. Na plus zaliczam pełne ubrań szafy bohaterów, którzy najwyraźniej nie darzyli sympatią mundurków szkolnych i przebierali się w zasadzie co odcinek. Tła jak to tła – są i to w sumie tyle. Chociaż miałam dziwne wrażenie pustki, zwłaszcza w scenach rozgrywających się w szkole.

Muzyka w obrębie całej serii jest raczej przeciętna: nie przeszkadza ani nie robi specjalnego wrażenia. Bardzo ładnie prezentuje się natomiast utwór otwierający każdy odcinek – Friendship. Piosenka ta została pierwotnie napisana przez Ritsuko Okazaki na potrzeby anime Love Hina, jednak w Sukitte Ii na yo możemy usłyszeć jej własne wykonanie. Jest to o tyle ciekawe, że ta piosenkarka i autorka tekstów zmarła w 2004 roku – z informacji, które udało mi się znaleźć, wynika, że to, co słyszymy w openingu, to nowa aranżacja starego nagrania przygotowana przez Yuujiego Nomiego. Utwór jest bardzo typowy dla Ritsuko Okazaki (odpowiedzialnej za czołówki takich serii, jak Fruits Basket czy Princess Tutu) – spokojny i subtelny, śpiewany jej pięknym głosem, tworzy nastrój bardzo pasujący do serii, który dobrze dopełnia animacja. Sympatycznie prezentuje się także ending, a właściwie dwa endingi wykonywane przez zespół Suenohair. Pierwszy z nich ma tytuł Slow Dance i kończy większość odcinków, drugi – Sarari, usłyszeć można tylko w odcinku dwunastym. Oba utwory utrzymane są w podobnym klimacie – nieco żywsze niż opening, z przyjemnym męskim wokalem. Seiyuu w tej serii zrobili kawał porządnej roboty – bardzo podobał mi się Takahiro Sakurai (m.in. Oshino z Bakemonogatari, Misaki z Junjou Romantica, Fakir z Princess Tutu) jako Yamato. W roli Mei usłyszymy Ai Kayano (Inori z Guilty Crown, Menma z Anohana, Kanade Ooe z Chihayafuru), która wypada niestety dość apatycznie, ale mam wrażenie, że to kwestia wymagań, jakie jej postawiono. Reszta aktorów spisała się dobrze, mimo że są to w większości osoby mało znane i nieszczególnie doświadczone.

Sukitte Ii na yo powiela schematy, a razem z nimi także i błędy innych anime spod znaku shoujo. Niestety, nie ma do zaoferowania niczego w zamian, nie potrafi obronić się ani grafiką, ani bohaterami, którzy działają tylko na jego niekorzyść. Nie jest to seria zła, raczej przeciętna, w której niestety potrafię wskazać niewiele zalet, za to całkiem sporo wad. Myślę jednak, że fanki gatunku będą w stanie wiele tej serii wybaczyć, mogą więc śmiało próbować. Cała reszta zdecydowanie powinna trzymać się z daleka.

Yumi, 24 marca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: ZEXCS
Autor: Kanae Hazuki
Projekt: Yoshiko Okuda
Reżyser: Takuya Satou, Toshimasa Kuroyanagi
Scenariusz: Takuya Satou
Muzyka: Yuuji Nomi