Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,60

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 513
Średnia: 7,85
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Altramertes)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sakurasou no Pet na Kanojo

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Pet Girl of Sakurasou
  • さくら荘のペットな彼女
Tytuły powiązane:
zrzutka

Słaby romans i świetne okruchy życia, czyli o tym, że kukła średnio nadaje się na partnera.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Sorata Kanda jest dobrym człowiekiem. Jeśli zobaczy bezdomne zwierze, zwłaszcza kota, przygarnie go pod swój dach, nakarmi i postara się znaleźć dla niego nowego właściciela. Problem polega na tym, że rzeczonych kotów ma już kilka, a dormitorium, w którym mieszka, nie zamierza dłużej tego tolerować. Zostaje więc wykopany do specjalnego dormitorium dla wybitnie uzdolnionych (bądź wybitnie nieprzystosowanych) uczniów i ma tam zostać, dopóki swojego problemu z kotami nie rozwiąże. Nie byłoby to aż tak uciążliwe gdyby nie fakt, że później ma zaopiekować się kolejnym fut… wróć, piękną niczym lelyja panienką z Anglii, Shiiną Mashiro, która nie wie, do czego służy bielizna. A to tylko początek jego problemów.

Fabuła serii nie należy do zbyt odkrywczych, ale nie w tym tkwi jej siła. Owszem, na początku mamy do czynienia z mnóstwem komediowych scen z Mashiro i Soratą, gdzie dziewczyna kompletnie nie ma pojęcia, o co chodzi drugiej stronie, i są to momenty faktycznie zabawne. Nieco gorzej jest, gdy niemal na samym początku anime próbuje poruszyć poważniejsze tematy, co niestety mu nie wychodzi, ponieważ wykorzystuje w tym celu dość błahe problemy. Mniej więcej od połowy serii dramat zaczyna pojawiać się znowu, jednak tym razem możemy w pełni odczuć powagę sytuacji i jej znaczenie dla bohaterów. Muszę przyznać, że tutaj seria bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie dość, że problemy, z jakimi mierzą się bohaterowie, są bardzo realistyczne, to jeszcze ich pokazanie również nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że coś takiego mogłoby wydarzyć się w świecie realnym (do tego stopnia, że w pewnym momencie było mi autentycznie szkoda postaci, które nie raz, nie dwa obrywają porządnie od losu i to tam, gdzie boli najbardziej). Skoro jednak wspomniałem o realizmie fabuły, wypada też omówić kwestię romansu, który, nie oszukujmy się, jest jednym z głównych wątków tej serii. Otóż jest on koszmarnie nieudany. Cały postęp relacji pomiędzy postaciami opiera się na założeniu, że oni muszą być razem, więc razem będą, a to, że nie wynika to z interakcji pomiędzy nimi, to już pomniejszy problem niegodny rozwiązywania. Wierzcie mi, to boli jak diabli, gdy widzi się coś tak koślawego, a równocześnie twórcy prezentują doskonałą alternatywę, pozbawioną wszelkich wad pierwszego rozwiązania, tyle że od początku wiemy, że nic z tego nie wyjdzie. Wątek Jina i Misaki również nie należy do najlepiej rozegranych, choć tu jest już nieco lepiej niż w przypadku głównej pary. Na szczęście sam finał nie rozczarowuje i stanowi udaną konkluzję, jednocześnie zamykając część wątków i zostawiając furtkę do ewentualnej kontynuacji.

Bohaterowie Sakurasou no Pet na Kanojo to także silna strona tego anime. Sorata Kanda, czyli główny bohater, z którego perspektywy obserwujemy wydarzenia w serii, jest osobą dość rozsądną, niepozbawioną inteligencji, ale przede wszystkim determinacji i wytrwałości, co bardzo zaskarbiło mu moją sympatię. Zwłaszcza później, gdy fabuła robi się znacznie ciekawsza, pokazuje tak naprawdę, na co go stać. Tym, co jednak czyni go bohaterem z krwi i kości jest to, jak reaguje na sytuacje ekstremalne. Wściekłość, bezsilność, chęć rzucenia wszystkiego w cholerę, zostały pokazane naprawdę realistycznie – niemal nie sposób nie utożsamiać się z nim, podobnie jak z Nanami, która nawet bardziej niż on pokazuje, jak bardzo ciężka praca wpływa na nas i ludzi z naszego otoczenia, a także jakie są jej (niekoniecznie przyjemne) konsekwencje. Oczywiście, można by się ograniczyć przy opisywaniu jej charakteru do stwierdzenia, że to typowa tsundere, jednak późniejsze wydarzenia udowadniają, że to tylko mylne pierwsze wrażenie. Dodatkowym plusem jej postaci jest to, że pomiędzy nią a Soratą widać autentyczną chemię – wszelkie sceny z ich udziałem wydają się niewymuszone i pełne naturalnego ciepła. Między innymi dlatego jestem tak wściekły na Mashiro.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam do niej nic jako do postaci (może poza tym, że nie jest tak dopracowana, jak cała reszta). Problem polega jednak na tym, że po pierwsze, obsadza się ją w głównej roli i absolutnie wszystko, co dzieje się dookoła niej, ma miejsce, bo tak chce fabuła. Ona sama nie wkłada niemal żadnego wysiłku w swoje działania a mimo to dostaje, co chce. Innym problemem jest to, że zachowuje się tak, jakby była w jakiś sposób upośledzona umysłowo. Wprost zostaje powiedziane, że potrzebuje pomocy nawet w najprostszych życiowych sprawach, jej inteligencja emocjonalna znajduje się na poziomie niemowlaka, a najgorsze jest to, że dziewczyna czasami staje się obiektem fanserwisowych żartów, co w kontekście jej charakteru budzi najgorsze skojarzenia. Generalnie, jest to absolutnie najgorsza postać w serii, która niestety dorobiła się głównej roli. Oczywiście nie jest to teatr trójki aktorów, jako że w tytułowym Sakurasou mieszka jeszcze kilka osób. Już na początku poznajemy Jina i Misaki, współlokatorów Soraty, a zarazem bardzo barwne indywidua. Jin to opanowany i pewny siebie facet, który sypia chyba z każdą kobietą, jaką tylko spotka, natomiast Misaki to na pierwszy rzut oka szalona twórczyni anime. Także oni mają swoje tajemnice i powody, dla których zachowują się tak, a nie inaczej (choć w wypadku Jina wytłumaczenie jest dość bezsensowne) i ciekawe jest odkrywanie łączących ich relacji. Nie są to wszyscy bohaterowie serii, jednak wymienienie pozostałych stanowiłoby dość poważny spoiler, więc nie zdradzę nic więcej.

Graficznie seria wykonana jest niezwykle porządnie i widać po niej wysoki budżet. Nawet mało istotne sceny wykonane zostały bardzo pieczołowicie, choć można zauważyć spadki jakości, gdy oglądamy jakąś postać z daleka – zamienia się ona wówczas we własną karykaturę bądź pozbawioną detali plamę zbudowaną z paru kresek i kolorów. Cała reszta jednak zasługuje na pochwałę. Projekty postaci, choć stosunkowo proste, wyglądają dobrze i tak też są animowane. Tła, pomimo pewnej powtarzalności, również prezentują się przyzwoicie – pochwała należy się zwłaszcza za wnętrze tytułowego Sakurasou, jako że pokoje poszczególnych postaci doskonale odzwierciedlają ich charaktery i są pełne osobistych detali, dzięki którym wyglądają przytulnie i autentycznie. Nieco gorzej wypada szkoła, do której chodzą bohaterowie, składająca się z płaskich, jednokolorowych ścian. Za to wszelkie zachody słońca wyglądają absolutnie fenomenalnie, świetnie operując światłem i grą kolorów i podkreślając atmosferę scen, którym towarzyszą. Także animacja, na której teoretycznie można oszczędzać w tego typu seriach, jest płynna i nie zauważyłem żadnych „drewnianych” ruchów postaci. Muszę również pochwalić bardzo stonowaną ilość fanserwisu, mogącego doszczętnie zrujnować nastrój serii i dostarczyć paliwa jej krytykom (w tym mnie), zwłaszcza patrząc przez pryzmat tego, jaką postacią jest Mashiro…

Udźwiękowienie stoi na podobnie wysokim poziomie; wszelkie utwory w tle odcinków dobrze współgrają z tym, co dzieje się na ekranie, subtelnie podkreślając nastrój lub napędzając bardziej dynamiczne sceny. Muzyka wykonana jest głównie na instrumenty klasyczne, choć weselsze kawałki używają również innych, mniej nastrojowych tonów. Jeśli zaś chodzi o openingi i endingi to mam mieszane uczucia. Z jednej strony pierwszy opening, Kimi ga Yume wo Tsuretekita , śpiewany przez seiyuu bohaterek, doskonale współgra z pierwszą, przede wszystkim komediową i niezwykle żywą częścią anime, a przy okazji jest przyjemny dla ucha. Nieco gorzej prezentuje się drugi utwór, Yume no Tsuzuki, który zwyczajnie nie przypadł mi do gustu, mimo że utrzymany został w podobnym tonie, co jego poprzednik. Endingi wypadają podobnie, to znaczy pierwszy, DAYS of DASH, jest połączeniem delikatnego rocka i popu, którego słucha się bez zgrzytania zębów, natomiast drugiego nie pamiętam niemal wcale (co nie zdarza mi się często). Muszę natomiast pochwalić grę seiyuu, pośród których dwie główne role dostali młodzi i stosunkowo niedoświadczeni aktorzy. Yoshitsugu Matsuoka (Kirito z Sword Art Online, Goudo z Campione!), podkładający głos Soracie, udowodnił ostatecznie, że potrafi grać dobrze i naturalnie, jeśli tylko da się mu postać, która nie mówi wszystkiego na jedną nutę. Razem z Mariko Nakatsu, wcielającą się w rolę Nanami, stworzyli naprawdę świetny duet, bowiem Nakatsu tchnęła w swoją postać masę uczuć i z radością mogę stwierdzić, że słucha się jej niezwykle przyjemnie, a pomimo małego doświadczenia w branży w niczym nie ustępuje swoim starszym koleżankom. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o Ai Kayano (Inori z Guilty Crown, Saori z Girls und Panzer), która nie miała nawet okazji, by zabłysnąć talentem, co jednak można zwalić na karb charakteru Mashiro. Reszta obsady nie ustępuje poziomem temu, co prezentują odtwórcy głównych ról. W anime usłyszymy między innymi Natsumi Takamori jako Misaki, Takahiro Sakuraia jako Jina i Megumi Toyoguchi jako Chihiro.

Czas zadać sobie sakramentalne pytanie: czy warto? Pomimo wspomnianych przeze mnie wad, a także braku domknięcia całości, stwierdzam, że jednak warto. Zwłaszcza fani okruchów życia i romansów powinni zainteresować się tą serią, ponieważ na pewno znajdą tu coś dla siebie. Seans stanowczo odradzam ludziom, którzy nie znoszą znęcania się nad bohaterami oraz tym, którzy alergicznie reagują na klony Rei Ayanami, bowiem powodów do złości będą mieli od groma. Cała reszta może rzucić okiem, a nuż przypadnie komuś do gustu.

Altramertes, 16 kwietnia 2013

Recenzje alternatywne

  • The Beatle - 19 marca 2015
    Ocena: 7/10

    „Powiedz mi, jakiego koloru chcesz być?” więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Hajime Kamoshida, Keiji Mizoguchi
Projekt: Masahiro Fujii
Reżyser: Atsuko Ishizuka
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Yuuzou Hayashi