Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,75

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 153
Średnia: 7,93
σ=1,24

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Toaru Kagaku no Railgun S

zrzutka

Po latach nieobecności w telewizji uniwersum Toaru… powraca na ekrany z serią, która próbowała być jego najlepszą odsłoną. I bardzo niewiele jej do tego zabrakło.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W Japonii egzystuje sobie taki gatunek literacki, który nazywa się light novel. Jest to twór specyficzny, pośredni między książką a komiksem, który nie ma na Zachodzie odpowiednika. Najprościej powiedzieć, że jest to powieść ilustrowana (czasem w polskim fandomie używa się określenia „powieść graficzna” jednak jest to błąd, „powieść graficzna” to amerykańska szufladka na komiksy o „poważnej” tematyce i zwartej fabule), w większości składająca się ze zwykłego tekstu przeplatanego komiksowymi ilustracjami obrazującymi kluczowe sceny. Publikacje tego typu cechują się sensacyjną fabułą i bardzo prostym językiem (dokładniej: używa się łatwiejszych do rozszyfrowania znaków niż w normalnych powieściach), unika się też innych elementów, które mogłyby odstraszać czytelnika. Pod wieloma względami przypominają nasze powieści dla grupy Young Adult („młodzi­‑dorośli”, czyli kategoria­‑śmietnik, do której wrzuca się wszystkie Zmierzchy, Igrzyska Śmierci i im podobne) i jak one, sprzedają się świetnie. Do jednych z najpopularniejszych serii wydawniczych z tego gatunku należy Toaru Majutsu no Index. Z kolei jedną z najpopularniejszych postaci występujących na kartach powieści jest Misaka „Railgun” Mikoto. Na tyle popularną, że stała się bohaterką własnej mangi oraz drugiej już serii telewizyjnej.

Ponownie więc przenosimy się do Academic City, miasta, w którym króluje nauka, a zjawiska nadprzyrodzone mają racjonalne wyjaśnienie. Ogromną część jego populacji stanowią esperzy, czyli ludzie o niezwykłych mocach. Jednym z najpotężniejszych jest obdarzona zdolnością kontrolowania elektryczności i elektromagnetyzmu Misaka Mikoto, czyli główna bohaterka tej serii. Tym razem dziewczynie przyjdzie samotnie zmierzyć się z plotkami o okrutnym eksperymencie prowadzonym na jej klonach oraz (tym razem z pomocą przyjaciół) rozwiązać zagadkę zaginionego dziecka imieniem Febri.

Struktura fabularna Toaru Kagaku no Railgun S przypomina do złudzenia tę z pierwszej serii. Tak więc zaczynamy od odcinka wprowadzającego, będącego w zasadzie klonem pierwszego odcinka poprzedniej serii, w którym Misaka z przyjaciółkami pokonuje jakichś przypadkowych bandziorów. Następnie zaczyna się wątek „Sióstr”, a po nim następują dwa odcinki bonusowe, które są zupełnie puste i można je pominąć. Dalej następuje kolejny wątek, tym razem poświęcony Febri. Oznacza to, że scenarzyści ponownie biorą na warsztat jeden z pojawiających się w mandze niezamkniętych wątków i go kończą.

Prawdę mówiąc, co do fabuły nowego Toaru Kagaku no Railgun mam mieszane uczucia.

Większość czasu przypada na wątek „Sióstr”, czyli znaną już z pierwszej serii Toaru Majutsu no Index historię o Misace, eksperymencie na jej klonach i Acceleratorze. Fabuła tym razem zostaje pokazana nie z perspektywy Toumy, lecz Misaki, i jest, podobnie jak w mandze, naprawdę znakomita. W dużej mierze zawdzięcza to temu, że praktycznie rzecz biorąc, zostaje z mangi przepisana, zmieniono zaledwie kilka scen, a i to nieznacznie. Przed naszymi oczami rozgrywa się więc chora jazda z najgorszego koszmaru, pełna przemocy, niezasłużonej śmierci, zaszczucia, znęcania się i odczłowieczenia, przepojona ciężką atmosferą bezsilności, niemocy i porażki oraz samotnej, z odcinka na odcinek coraz bardziej desperackiej i beznadziejnej walki. Obserwowanie coraz bardziej fizycznie i psychicznie znękanej Misaki oraz strasznej śmierci kilku, bądź co bądź sympatycznych postaci jest duszne i zwyczajnie męczące. Widz dosłownie czuje się zbrukany. I jest to dobre, bo wyraźnie o taki efekt twórcom chodziło. Toaru Kagaku no Railgun udaje się nie popełnić błędu wielu anime, przesadzających z mrokiem, nieszczęściem oraz bezcelowym torturowaniem postaci. W efekcie, zamiast zatonąć w kiczu, wątek „Sióstr” jest dobrze poprowadzoną, mroczną opowieścią.

Pozostałe odcinki nie były wzorowane na mandze, lecz stanowią oryginalną twórczość scenarzystów. I niestety to widać. Dwa odcinki przerywnikowe są niestety (jak już pisałem) zupełnie puste, nie dzieje się w nich nic. Przypominają bardziej K­‑ON! w gorszym wydaniu niż serię przygodową z supermocami. Co zaś się tyczy wątku Febri, to niestety jest on dość słaby. Jak wspominałem, tym razem fabuła dotyczy zaginionej dziewczynki, którą spotyka nasze stadko. Dalej jest dużo piszczenia, jaka to Misaka jest słodka (na zmianę z piszczeniem, jaka to słodka jest Febri), a do tego dochodzi naprawdę durna zła organizacja potrzebująca owego dziecięcia do realizacji swego durnego planu. Organizacja składa się z tak teatralnie złych naukowców i ma plan tak idiotyczny, że mimo pewnego psychologicznego realizmu tych działań szkoda w ogóle o nich gadać. Żeby nie spoilerować: średnio co dwa tygodnie do naszej redakcji zgłasza się jakiś nastoletni geniusz z hasłem „Właśnie dokonałem rewolucji w dziedzinie informatyki, natychmiast rzućcie, co robicie, i oddajcie mi swoje teksty”. I mniej – więcej taki poziom reprezentują wrogowie z tej części. Z tą różnicą, że żaden z naszych nastoletnich geniuszy po spławieniu nie próbował (o ile wiem) mścić się, dokonując zamachów terrorystycznych. Kiepscy przeciwnicy i grubymi nićmi szyta intryga nie są jednak jeszcze tym, co doszczętnie kładzie wątek Febri. Gwoździem do trumny jest ostatni odcinek, tak skrajnie idiotyczny, że szkoda słów.

Sprawia to, że z oceną fabuły mam problem. Pierwsze siedemnaście odcinków jest świetnych, to najlepszy kawałek Toaru…, jaki do tej pory nakręcono. Reszta jest taka sobie i wyraźnie brakuje jej dobrego scenariusza. Początkowo planowałem nawet napisać, żeby dalsze odcinki potraktować jako materiał bonusowy i je zlekceważyć. Niestety ostatni odcinek jest tak rażąco zły, że ignorować się go nie da i zwyczajnie psuje dobre wrażenie.

Jeśli natomiast chodzi o postacie, to w stosunku do poprzedniej serii można mówić zarówno o dużej poprawie, jak i swego rodzaju regresie. Przyczyną tego jest oczywiście wątek „Sióstr”, czyli opowieść o długiej i samotnej walce, jaką Misaka toczy z bardzo zdehumanizowaną instytucją. „Railgun” w tej roli wypada po prostu świetnie, jako odważna, zdeterminowana, inteligentna i obdarzona poczuciem sprawiedliwości indywidualistka. Są to cechy, które większość ludzi chciałaby posiadać, więc łatwo się z nią utożsamić. Z drugiej strony temu chodzącemu ideałowi ludzkich cech nadaje nieprzesadzony egoizm, perfekcjonizm, przewrażliwienie na niektórych punktach czy nieprzemyślane, porywcze zachowanie. Patrzenie, jak taka sympatyczna postać jest fizycznie i mentalnie obijana, boli.

Ze względu na charakter konfliktu i przeciwnika, Misace nie towarzyszą żadne postacie drugoplanowe. Plan trzeci zaludnia natomiast cała gama ludzi, którzy jednak pojawiają się epizodycznie. Jako że mamy do czynienia z inną wersją wątku klonów, na ekran wracają „Siostry” z ich apatyczno­‑autystycznymi charakterami oraz złośliwym poczuciem humoru, a także dobrze znany wszystkim Accelerator: nastoletni buntownik o sadystycznych skłonnościach. Nieźle wypadają też postacie z ITEM, grupy esperów­‑najemników, z którymi przyjdzie walczyć Misace, w szczególności Mugino (osobowość psychopatyczna typu kalkulatywno­‑impulsywnego) i Frenda (osobowość chwiejna emocjonalnie i skłonności do piromanii). Pozostali członkowie ITEM otrzymali niestety niewiele czasu.

Znane z wcześniejszej serii postacie przez większość czasu pozostają zepchnięte na trzeci plan i wracają dopiero w części poświęconej Febri. Twórcy wyciągnęli chyba wnioski z poprzedniej serii, bowiem ograniczono nieco fanserwis. Zyskuje na tym w szczególności Saten, w mandze sprytna i rezolutna, a poprzednim anime owładnięta majtkową obsesją na równi z Kuroko. Jestem natomiast rozczarowany, że bardzo mało czasu poświęcono Misaki „Mental Out” Shokuhou, blond telepatce (osobowość psychopatyczna typu kalkulatywnego), która występuje wyłącznie w pierwszym odcinku. A szkoda. Twórcy Toaruverse mają bowiem rękę do czarnych charakterów ze strony naukowej (strona magiczna, eksploatowana w Toaru Majutsu no Index, wychodzi im gorzej), a w szczególności makiawelicznych esperów. Sama Febri nie jest postacią porywającą, głównie dlatego, że jest dzieckiem. Mimo to zastanawiające jest, jak sympatyczne potrafią być dzieci w anime, jeśli tylko nie robi się z nich na siłę lolitek.

Przejdźmy do strony technicznej. Grafika w nowej odsłonie Toaru Kagaku no Railgun jest bardzo ładna, co stało się już cechą rozpoznawczą serii. Jak łatwo zgadnąć, w nowej odsłonie uległa polepszeniu, co w sumie nie powinno dziwić, gdyż od ostatniej serii telewizyjnej osadzonej w tym uniwersum minęły już dobre dwa lata. Tło wydarzeń stanowią więc bogate miejskie pejzaże, ze wszystkimi typowymi dla nich obiektami oraz zróżnicowanymi teksturami, których realistyczność sprawia, że traci się poczucie umowności, a wszystko wygląda dużo prawdziwiej. Cieszy mnie, że twórcy nie ulegli pokusie oszczędności i zdecydowali się na nakręcenie od nowa tych scen, które pokrywają się z pierwszą serią Toaru Majutsu no Index. W efekcie grafika trzyma stały, równy poziom.

Oczywiście poprawiono też projekty postaci, powodując, że ruchy stały się płynniejsze, a mimika (od zawsze mocna strona Toaru…) odgrywa jeszcze większą rolę niż wcześniej. Mnie w szczególności podobał się (bardzo zresztą lubiany w fandomie) projekt „Misaki­‑terrorystki” (w szortach, z kucykiem) oraz mniej formalna wersja Saten (w normalnym ubraniu zamiast mundurka i z upiętymi włosami). Rzeczą, która natomiast raziła, był wygląd niektórych ruchomych obiektów, w szczególności jadących samochodów oraz pancerzy wspomaganych. Wyraźnie odcinały się one od tła, a swoim nieskazitelnym wyglądem przypominały stare, generowane komputerowo obiekty, jakie były w modzie pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

Natomiast muzyka jest bardzo dobra. Wprawdzie pierwszy utwór z czołówki, czyli Sister's Noise, jest moim zdaniem słabszy od Only My Railgun z pierwszej serii telewizyjnej, a druga czołówka (Eternal Reality) w ogóle niknie w tłumie, jednak to nadal bardzo dobre kawałki. Muzyka w środku serii nieco różni się od tego, do czego przyzwyczaiły wcześniejsze odsłony Toaru…. Jest więc mniej skrzypliwo­‑kakofoniczna, mniej w niej też elektroniczno­‑industrialnych beatów, wcześniej stanowiących znak rozpoznawczy serii. Nabrała natomiast melodyjności i często dynamiki, lepiej oddając nastrój emocjonalny poszczególnych scen. Niektóre kawałki (np. Cruel Reality) kojarzą mi się wręcz z dorobkiem Thomasa Bergersena i zespołów takich jak Two Steps From Hell, PostHast Music czy Unstopable Forces.

Gdyby nie ta nieszczęsna druga część, to wszystko sprawiłoby, że Toaru Kagaku no Railgun S stałoby się najlepszą produkcją osadzoną w tym uniwersum od czasów pierwszej serii Toaru Majutsu no Index. Niestety w obecnej chwili mamy do czynienia z produkcją bardzo nierówną, której dwie trzecie reprezentują naprawdę wysoki poziom, a reszta… Reszta jest opakowanym w bardzo ładny papierek, bardzo niesmacznym czymś…

Zegarmistrz, 27 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Kazuma Kamachi, Motoi Fuyukawa
Projekt: Kiyotaka Haimura, Yukie Hiyamizu, Yuuichi Tanaka
Reżyser: Tatsuyuki Nagai
Scenariusz: Seishi Minakami
Muzyka: I've Sound, Maiko Iuchi