Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 43
Średnia: 6,21
σ=1,82

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kin'iro Mosaic

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • きんいろモザイク
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Opowieść o przyjaźni ponad granicami w różowym sosie słodko­‑słodkim.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Dziesięcioletnia Shinobu Oomiya spędza wakacje w Anglii, w domu znajomych. Mimo pierwszych trudności i bariery językowej dziewczynka nawiązuje przyjaźń ze swoją bardzo nieśmiałą rówieśniczką imieniem Alice. Gdy wraca do domu, umawia się z Alice, że kiedyś jeszcze raz się spotkają. Słowa te nie zostają rzucone na wiatr: pięć lat później Alice i jej przyjaciółka Karen robią desant na Japonię.

Kiedy obejrzałem pierwszy odcinek Kin’iro Mosaic, wywarło ono na mnie pozytywne wrażenie serii szkolnej w starym dobrym stylu. Znaczy się: adresowanej do nastolatków, pozbawionej fanserwisu, za to wyposażonej w jakąś fabułę, stawiającej na tematykę obyczajową. Wrażenie to było na tyle pozytywne, że postanowiłem obejrzeć anime, nie sprawdzając, z czym dokładniej mam do czynienia. I to był błąd. Bowiem już w następnym odcinku okazało się, że jest to ekranizacja yonkomy, po której anime dziedziczy wady wrodzone.

Co to jest yonkoma? – zapytają zapewne mniej zorientowani. Otóż jest to rodzaj czteropanelowych, krótkich i zwykle śmiesznych komiksów, publikowanych w gazetach. Przypominają one nieco znane u nas Dilberty czy Garfieldy, przy czym różnią się nieco układem i bardziej sformalizowanymi regułami gatunku. Tak więc yonkoma zawsze ma cztery kadry. Pierwszy formułuje podstawy historii, nakreśla scenę, obecne postacie i rekwizyty. Drugi panel rozwija historię, bazując na fundamencie z pierwszego. Trzeci stanowi punkt kulminacyjny historii, podsumowywanej w klatce czwartej. Jako że yonkomy bardzo często czytają przemęczeni japońscy pracownicy biurowi oraz przemęczeni japońscy uczniowie, którym oczy się kleją, a mózgi szwankują, podsumowanie często ma postać „to było bardzo zabawne i teraz powinieneś się śmiać”, bo inaczej czytelnik mógłby ze zmęczenia nie zrozumieć.

Yonkoma wywodzi się ze stylu narracyjnego zwanego Kishoutenketsu, używanego początkowo w średniowiecznej chińskiej poezji. Styl ten rozpowszechnił się po całej wschodniej Azji i obecnie stosowany jest także w oficjalnych dokumentach, mangach i pracach naukowych. Polega na podzieleniu tekstu na cztery części. Pierwsza przedstawia główną tezę, druga ją rozbudowuje. Trzecia to zwykle jakieś dane niby to od czapy, dobrane tak, by (pozornie) zaburzyć harmonię tekstu. Czwarta i ostatnia zbiera informacje do kupy i podsumowuje je, przywracając harmonię. Przykładem zastosowania stylu Kishoutenketsu może być poniższy wywód:

Ki: Japończycy są bardzo grzeczni.
Shou: Spotykając się ze znajomym, witają go ukłonem.
Ten: Europejczycy natomiast podają rękę.
Ketsu: Stykając się z taką uprzejmością pierwszy raz, Japończyk zbaranieje.

W tym momencie znudzony czytelnik ma prawo zapytać: „ Dlaczego nam o tym opowiadasz człowieku?” Ja, jako uszczypliwy recenzent mam natomiast prawo odpowiedzieć: „A wyobraźcie sobie anime, które raczy Was dokładnie takimi mądrościami co 15 sekund”. Co więcej: składa się prawie wyłącznie z takich sekwencji! Wyobraziliście je sobie? Świetnie! To macie Kin’iro Mosaic!

Wprawdzie seria ta omawianą strukturę dzieli razem z setkami innych tytułów, wywodzących się z podobnego pierwowzoru, takich jak Azumanga Daioh, Kotoura­‑san, Lucky Star, Seitokai Yakuindomo czy (niech będzie przeklęty razem ze wszystkimi swoimi fanami) K­‑ON!. Jednak wymienione tu serie posiadają cechy, których Kin’iro Mosaic nie posiada. Są to: poczucie humoru i ładny wygląd.

Zarzut braku poczucia humoru w Kin’iro Mosaic jest nie do końca sprawiedliwy. Seria jest bowiem niewątpliwie w nie wyposażona. Niestety polega ono głównie na dekonstrukcji japońskiego stereotypu obcokrajowca. Czyli (dla raczej ksenofobicznych Japończyków) czegoś w rodzaju półdzikusa, półmałpy. O ile więc mieszkaniec Kraju Kwitnącej Wiśni, dowiadując się, że przeciętny Europejczyk potrafi być dobrze wychowany, obyty, uczyć się lepiej od przedstawiciela jego narodu, nie jada niemowląt, nie mieszka w jaskini, opanował ogień i wynalazł już koło, a poza tym może być kawaii, słodką, blondwłosą dziewczynką, która ładnie bawi się z Japoneczkami, zapewne będzie pozytywnie zaskoczony, dla przeciętnego przedstawiciela cywilizacji Zachodu nie będzie to specjalnie cenna obserwacja. Efekt jest taki, że tam, gdzie Azumanga Daioh, Lucky Star czy Seitokai Yakuindomo śmieszyły, Kin’iro Mosaic nudzi.

Postaci mamy kilka. Główną bohaterką jest wymieniona już Shinobu, zwykła japońska uczennica, która kiedyś, w dzieciństwie odwiedziła Wielką Brytanię, zaprzyjaźniła się z Brytyjką i trochę (ale tylko trochę) interesuje się angielską kulturą. Osią fabuły jest jednak postać jej koleżanki z dzieciństwa, czyli Alice, bardzo nieśmiałej brytyjskiej blondynki, która interesuje się Krajem Kwitnącej Wiśni i jego zwyczajami do tego stopnia, że bywa bardziej japońska od cesarza. Towarzysząca jej Karen, mimo że Brytyjką jest tylko pół krwi (jej ojciec jest – jak łatwo zgadnąć – Japończykiem) dla odmiany jest bardziej angielska od królowej. Do tego dochodzą dwie koleżanki Shinobu, przed którymi bohaterka co jakiś czas kompromituje się słabą znajomością języków obcych, a Alice i Karen błyszczą. Większość przygód i historii, w jakich dziewczyny biorą udział nie tylko ocieka lukrem, ale też lepi się od miodu, stewii, aspartanu, syropu kukurydzianego, syntetycznej fruktozy i innych słodzików do tego stopnia, że gdyby puścić to w Polsce, zachorowalność na cukrzycę wzrosłaby o 300 procent.

Należy też zauważyć, że anime porusza temat zderzenia dwóch odrębnych kultur z punktu widzenia Japończyków (i „ich śmiesznych przygód z tymi zabawnymi przybyszami z obcych planet… znaczy się krajów”). Nie jest to więc kolejny serial o japońskich i euro­‑amerykańskich otaku. Poruszane tu zagadnienia dotyczą raczej życia codziennego, turystyki, zwyczajów i przyjaźni ponad granicami, a nie odmiennego podejścia do hobby przejawianego przez dziwaków ze Wschodu czy Zachodu. Pod tym względem jest ciekawe, jednak bardziej jako źródło obserwacji socjologicznej niż film rozrywkowy.

Przejdźmy do oprawy wizualnej. Ta, zwłaszcza na obecne standardy szczegółowości tła, płynności animacji oraz innych bajerów, wypada wyjątkowo skromnie. Wygląd bohaterek daleki jest od realizmu (nawet jak na standardy anime) i w żaden sposób nie przypominają one piętnastolatek, a raczej ośmio-, najwyżej dziesięciolatki. Tyczy się to też dużej części dorosłych, którzy wyglądają na niewiele starszych od bohaterek. Oczywiście anime nawiązuje w ten sposób do stylistyki oryginalnej mangi. Projekty te uzupełnione zostały ogromną ilością lukru, który zapewne sprawi, że części widzów seria ta przypadnie do gustu. Podobnie jest zresztą z muzyką. Nie porywa, składa się na nią kilka słodkich utworów, które prawdę mówiąc, nieszczególnie wpadają w ucho. Ich styl można określić jako „Coś, co rodzice kupują dziewczynkom, bo myślą, że będzie im się to podobać”. Nie jestem dobry w opisywaniu muzyki, totalnie się na niej nie znam, jednak mam wrażenie, że ważnym elementem takiego opisu w przypadku tego anime byłoby słowo „różowy”. Oczywiście, jeśli można je do muzyki odnieść. Taka jednak jest ścieżka muzyczna Kin’iro Mosaic. Różowa. Ma też falbanki. I sporo koronek. Podejrzewam, że znalazłyby się nawet warkoczyki i trochę wstążeczek. Ludzie spoza fandomu anime mogliby nazwać ją „dziewczyńską”, ale my już chyba do takiej stylistyki przywykliśmy.

Mam nieodparte wrażenie, że gdybym urodził się w Japonii i patrzył na anime z japońskiego punktu widzenia, to żarty zawarte w tym serialu bardziej by mnie śmieszyły. Urodziłem się jednak w Polsce, nie potrafię patrzeć na świat inaczej niż przez polski pryzmat i prawdę mówiąc, nawet nie zamierzam próbować. W efekcie pozbawiony zostałem tutaj najważniejszego punktu programu. Nie zmienia to faktu, że Kin’iro Mosaic posiada wiele cech, które mogą sprawić, że spodoba się osobie wychowanej w naszym kraju. Oczywiście pod warunkiem, że osoba ta uwielbia lukier i słodkość lub też jest nie starszą niż dwanaście lat dziewczynką.

Zegarmistrz, 29 września 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Gokumi
Autor: Yui Hara
Projekt: Kazuyuki Ueda
Reżyser: Tenshou
Scenariusz: Yuniko Ayana
Muzyka: Ruka Kawada