Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,62

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 126
Średnia: 6,62
σ=1,92

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fate/Kaleid Liner Prisma Illya

zrzutka

Kolejna próba pożenienia gatunku magical girls z seinenem. Czy udana, to już inna sprawa.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jak byście zareagowali, gdyby do łazienki podczas wieczornych ablucji wpadła wam przez okno gadająca różdżka i zaczęła intensywnie zachęcać do zostania magical girl? Każdy, kto widział Puella Magi Madoka Magica, poczułby w tym momencie zapewne niepokojący dreszcz na plecach. Illyasviel von Einzbern, która znalazła się właśnie w takiej sytuacji, miała podobne obawy, mimo że wyżej wymienionej serii znać nie mogła. I kto wie, czy nie zrobiłaby najlepiej, wykopując gadające ustrojstwo za okno? Ale z drugiej strony, jaka nastoletnia dziewczyna by tak uczyniła?

A na dobrą sprawę wszystko zaczęło się od kłótni. Pewien mag wysłał swoje dwie uczennice do Japonii w celu zebrania rozrzuconych tam magicznych kart. By ułatwić im zadanie, obdarował je magicznymi, posiadającymi własne osobowości różdżkami. Niestety, obie czarodziejki in spe i konkurentki pełnowymiarowe, Rin Toosaka i Luvia Edelfelt bardziej niż zbieraniem kart zainteresowane były wzajemnym dogryzaniem sobie, zaś kiedy po raz pierwszy przemieniły się w magical girls, postanowiły to wykorzystać do walki między sobą. Nic dziwnego, że obie różdżki – Ruby i Sapphire, mając serdecznie dość takich szefowych, postanowiły poszukać sobie nowych. I tak, zupełnie przypadkiem, Ruby trafia w ręce Illyi – córeczki wiecznie podróżującego małżeństwa von Einzbern, żyjącej pod jednym dachem z dwiema służącymi i braciszkiem – Shirou.

Gdy Rin przekonuje się, że uparta różdżka nie wróci do niej, postanawia stać się opiekunką i mentorką młodziutkiej Illyi, wykorzystując ją do własnych celów. Los chce, że Sapphire trafia w ręce cichej i zdystansowanej Miyu, na której z kolei łapę kładzie Luvia. I tak oto dwie zupełnie obce sobie dziewczynki stają się, chcąc nie chcąc, konkurentkami, mniej lub bardziej zręcznie popychanymi do czynu groźbami, prośbami i obietnicami swoich starszych koleżanek. Zaś to, co je czeka, trudno określić mianem „słodkich, słodkich czarów”. Jest to bowiem walka na śmierć i życie z przeciwnikami, którzy nie mają żadnych hamulców.

Historia magical girl to nie tylko (choć głównie) opowieści shoujo, ale także przymiarki do pożenienia tej konwencji z innymi gatunkami. Pierwszą próbę stworzenia czegoś takiego w konwencji seinen podjęto już czterdzieści lat temu (Cutey Honey), zaś w ciągu ostatnich dwudziestu lat, po sukcesie Sailor Moon, magiczne dziewczynki masowo lądują w seriach dla facetów, a nawet (prekursorzy gatunku złapaliby się za głowę) w produkcjach hentai. Największym chyba sukcesem w polu łączenia seinena z magical girls pozostaje Mahou Shoujo Lyrical Nanoha. Jej wpływ na opisywaną tu produkcję jest tyleż widoczny, co oczywisty.

Poza wpływem Mahou Shoujo Lyrical Nanoha drugim i równie istotnym elementem określającym kształt i formę tego anime jest uniwersum gier z serii Fate/stay night, w którego to realiach toczy się ta seria. Stamtąd zaczerpnięto zatem postaci, niektóre wątki fabularne i do pewnego stopnia konwencję. Tu także pojawia się pierwsza rysa – łącząc realia poważnej, momentami mocno krwawej produkcji z czymś o wiele lżejszym, trzeba umieć podejść do tego z klasą (której trudno odmówić autorom choćby Puella Magi Madoka Magica). W przypadku Fate/Kaleid Prisma Illya trudno się oprzeć wrażeniu, że miejscami zrobiono to nieco na siłę. Klimat serii zmienia się bardzo gwałtownie – od odcinków uderzających w patos i mrok, przez rozładowywanie atmosfery licznymi wstawkami humorystycznymi, po zupełnie niepotrzebny fanserwis. To trochę tak, jak jazda samochodem po polskich drogach – jedziemy sobie równą drogą, a tu nagle – dziura. Omijamy ją gwałtownym ruchem i sruuuu… wpadamy w koleiny. Po paru kilometrach znowu robi się równo, ale bogatsi o doświadczenia, jedziemy dalej ostrożnie, spodziewając się najgorszego.

Od razu zaznaczyć mogę, że ta seria była eksperymentem – a w zasadzie był nim jej pierwowzór. Fate/Kaleid Liner Prisma Illya powstało na bazie mangi o tym samym tytule. Skoro nikt nie wiedział, jak się przyjmie, to i twórcy kombinowali z gatunkami i konwencjami. Wraz z drugą serią mangi (która także ma być przeniesiona na ekrany telewizyjne) zdecydowali się ostatecznie na pójście w klimaty bliższe seinenom, co ostatecznie wyszło mandze na zdrowie, a miejmy nadzieję, że podobnie będzie w przypadku anime.

Wspomniałem o fanserwisie – niestety jest, na szczęście – w relatywnie niewielkich ilościach. Czemu niestety? O ile nie przeszkadzałby mi on w wydaniu Rin czy Luvii, a nawet służących państwa Einzbern, to wstawianie głównej bohaterki do scen gołych lub prawie gołych uważam za coś mocno niesmacznego. Zupełnie od czapy są fragmenty z nią i Shirou– poczuli to chyba sami twórcy, rezygnując z tego wątku wyjątkowo szybko. Zastąpiono go z kolei dwuznacznymi sugestiami odnośnie Illyi i Miyu (znowu wpływ Mahou Shoujo Lyrical Nanoha?), niestety, dość głupawymi i stawiającymi w większym stopniu na fanserwis (vide epizod z wizytą Miyu u głównej bohaterki) niż na rozwój ich relacji.

Jak już o postaciach mowa – Illya w pełni realizuje schemat klasycznej głównej bohaterki magical girls (co w pewnym momencie Ruby stwierdza wprost), zaś Miyu dość wyraźnie przypomina Fate z Mahou Shoujo Lyrical Nanoha – samotna z natury, cicha, pewna siebie, skupiona na zadaniu i z trudem nawiązująca kontakty z innymi. Rin, która w Fate/stay night realizowała stereotyp tsundere, tutaj sprawia wrażenie jakby spokojniejszej, głównie dlatego, że ma obok siebie Luvię. Ta to z kolei aż do przesady kanoniczny przykład typu ojou­‑sama, z przerysowanymi manierami arystokratki, wszechobecnym blichtrem i charakterystycznym śmiechem (to irytujące „Ohohohoho!”), a także lokami grubości rur. Ta czwórka zamyka listę istotnych postaci, reszta obsady przewija się w tle i nie ma większego wpływu na fabułę.

Tak sobie narzekam i narzekam, ale to w sumie nie jest złe anime. Może się pochwalić dynamiczną akcją i brakiem dłużyzn – co widać choćby po jego długości. Bez trudu można było z Fate/Kaleid Liner Prisma Illya zrobić dwunastoodcinkowy serial, wpychając jeszcze ze dwa odcinki wypełniaczy lub wydłużając na siłę niektóre walki (które do krótkich i tak nie należą). Postanowiono inaczej, ograniczając serię do dziesięciu odcinków i pokazując to, co powinno być pokazane. Za to właśnie twórcom należą się podziękowania.

Cieszą, choć tylko i wyłącznie fanów Nasuverse, liczne nawiązania – widzimy zatem (przez krótką chwilę, ale jednak) dorosłego Wavera Valveta z Fate/Zero, spotykamy postaci sług z Fate/stay night, dostajemy nieco żartów z konwencji (choćby wzmianka o tym, że rodzice Illyi mają pracę wymagającą podróżowania po świecie – pamiętając o tym, czym zajmował się Emiya Kiritsugu, trudno się tu nie uśmiechnąć). Ta otoczka stanowi sos, który nadaje ostateczny smak całemu daniu – bez niej Fate/Kaleid Liner Prisma Illya byłoby serią boleśnie przeciętną i w zasadzie niewartą uwagi. Sprawia to jednocześnie, że bez jej znajomości oglądanie tego anime mija się z celem.

Oprawa techniczna może się podobać, acz znowu – wirujące pentagramy, gadające różdżki, strzelanie promieniami energii niczym z działa – wszystko to znamy z Mahou Shoujo Lyrical Nanoha. Pewnym novum jest wątek kart, które podłączone do różdżek, pozwalają bohaterkom korzystać z mocy sług. Pod względem wykonania Fate/Kaleid Liner Prisma Illya ustępuje wyraźnie Fate/Zero, ale mieści się w przyzwoitej średniej. Gorzej z muzyką – piosenki wpadają jednym uchem, a drugim wypadają, podobnie jak tematy w tle (choć zdaniem niektórych to dobrze – bo jeśli zapamiętujemy muzykę ze ścieżki dźwiękowej, to znaczy, że zdominowała ona obraz).

Fate/Kaleid Liner Prisma Illya trzeba traktować jako wprowadzenie do całości – jako osobna, niezależna produkcja wypada, summa summarum, tak sobie, bez rewelacji. Wolałbym ją oceniać w komplecie z pozostałymi seriami, tych jednak na razie nie ma, nie mam więc wielkiego wyboru. Biorąc pod uwagę relatywnie krótki czas trwania i kilka plusów, mogę polecić ten tytuł, acz uczciwie zaznaczam, że jeśli ktoś tego jeszcze nie uczynił, może spokojnie poczekać na drugi sezon i obejrzeć je razem, wcześniej zaś rzucić okiem choćby na Mahou Shoujo Lyrical Nanoha – produkcję może i starszą, ale jednak lepszą (inna sprawa, że tamto anime także rozwijało się wraz z kolejnymi seriami…).

Grisznak, 10 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: Hiroshi Hiroyama, Type-Moon
Projekt: Nozomi Ushijima
Reżyser: Shin Oonuma, Takashi Sakamoto
Scenariusz: Kenji Inoue
Muzyka: Tatsuya Katou