Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 9/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,14

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 383
Średnia: 7,06
σ=1,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaete mo Omaera ga Warui!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Watamote
  • 私がモテないのはどう考えてもお前らが悪い!
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Studium samotności w tłumie. Nie do końca niezasłużonej. I nie do końca trafione.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jak część osób być może wie, osoba przygotowująca się do pracy nauczyciela w Polsce, prócz zagadnień przedmiotowych uczona jest też zasad dydaktyki, pedagogii oraz psychologii. Tę ostatnią dziedzinę zgłębia, by być w stanie wychwycić problemy uczniów i w razie potrzeby skierować ich do fachowców mogących udzielić im pomocy. Fachowcem najniższego stopnia jest psycholog. Psychologia to dziedzina wiedzy w dużym stopniu akademicka, tak więc jej adept może najwyżej udzielić porady, zadać ćwiczenia pomagające w prostych przypadkach lub odesłać gdzieś dalej. Umiarkowanie ciężkie przypadki kierowane są do terapeutów. Terapeuta jest (a raczej powinien być, w Polsce zawód ten nie doczekał się regulacji prawnych) specjalistą, który ukończył trwające trzy lata (i kosztujące dziesięć do dwudziestu tysięcy złotych) studia podyplomowe i poznał konkretne, przynoszące rezultaty techniki. Potrafi rozwiązywać problemy i leczyć zaburzenia. Przypadki naprawdę ciężkie kieruje się do psychiatry, czyli lekarza medycyny, który podaje leki farmakologiczne. System jest dość skomplikowany i kosztowny, wiele osób uważa go więc za marnowanie pieniędzy podatników. Jednak opłaca się go utrzymywać.

Pozwala bowiem wykrywać i pomagać osobom takim jak bohaterka tego anime.

Bohaterką Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaete mo Omaera ga Warui! (dla ułatwienia skracanego do Watamote) jest piętnastoletnia Tomoko Kuroki. Kiedy ją poznajemy, rozpoczyna właśnie naukę w liceum. Lata licealne, jak uczy nas cała japońska popkultura, są okresem, w którym zaczynają się wielkie, życiowe romanse. Tak więc wychowana na dating simach i internecie Tomoko jest przekonana, że już niedługo czeka ją wycieczka w świat miłosnych uniesień. Jednak rzeczywistość to nie gra komputerowa i zaniedbana, rozczochrana dziewczyna z monstrualnymi worami pod oczami nie ma co marzyć o staniu się szkolną seksbombą. Zwłaszcza jeśli ma poważne problemy ze sobą.

Tomoko stanowi taki przypadek, który stanowczo powinien zaniepokoić rodziców, nauczycieli i szkolnego psychologa, a w efekcie wywołać reakcję zakończoną odesłaniem do specjalisty. Powiedzmy sobie szczerze: dobrze z nią nie jest. Po pierwsze: bohaterka praktycznie nie wchodzi w żadne interakcje społeczne. Nie jest samotnikiem, bowiem samotnik to osoba, która z wyboru prowadzi samotny tryb życia – bo nie czuje potrzeby przebywania z innymi lub jest zajęta jakąś działalnością, w której inni tylko by przeszkadzali. Tomoko natomiast desperacko pragnie obecności innych, zresztą widać to choćby po tym, w jakie gry gra. Jednocześnie jest osobą dość nieśmiałą, zamkniętą w sobie i swoim własnym świecie. Dziewczyna de facto nie rozmawia z nikim poza członkami własnej rodziny, a i to rzadko. Dobre dziewięćdziesiąt procent kwestii wypowiadanych w anime to jej dialog wewnętrzny, zwykle zresztą pełen zgorzknienia i obelżywych epitetów pod adresem innych postaci, które nie zwracają na nią uwagi. Kiedy jednak przyjdzie jej porozmawiać z kimkolwiek poza bratem i matką, szybko traci rezon, porozumiewa się tylko pojedynczymi słowami, a wypowiedzenie pełnego zdania, udzielenie odpowiedzi na pytanie nauczyciela czy zwrócenie się do niego sprawia jej problem. Jednocześnie nawet najdrobniejsze przejawy sympatii traktuje przesadnie.

Po celach życiowych Tomoko oraz desperackich i zwykle nieudanych próbach zwrócenia na siebie uwagi widać, że chciałaby mieć zdrowe, normalne relacje. Zresztą, obecność przyjaciółki z gimnazjum jasno wskazuje na to, że jest w stanie takie stworzyć, jeśli ktoś poda jej rękę. Sama jednak sobie z tym wyraźnie nie radzi. Dziewczyna ucieka w świat wyobraźni, w którym oczywiście jest piękna i atrakcyjna. Wszelkie fakty mogące świadczyć o czymś przeciwnym są spychane na margines lub spotykają się z jej agresją. Jeśli natomiast musi opowiedzieć komuś, że coś złego dzieje się z jej relacjami, Tomoko opanowuje wstyd sprawiający, że popada w mitomanię. W psychologii reakcja taka nosi nazwę „represji” lub „wyparcia”. Podobnie jak generalizacja (czyli sprowadzenie innych postaci do „idiotów” i „dziwek”, jak to robi bohaterka) stanowi mechanizm obronny świadomości pojawiający się wówczas, gdy przyjęcie pewnych faktów mogłoby być zwyczajnie szkodliwe dla naszej psychiki. Trudno się zresztą dziwić dziewczynie. Jedyne co może zrobić, to uznać, że jest do niczego, ma problemy, nie zainteresuje nikogo i prawdopodobnie jest brzydka oraz uważana za dziwaczkę. Przy braku możliwości samodzielnego rozwiązania sprawy dokąd by to doprowadziło? Do klinicznej depresji? Prób samobójczych? W zasadzie Tomoko ma szczęście w jednym: jej klasa składa się z osób dobrze wychowanych i jak na przykładnego Japończyka przystało, niezwracających uwagi na dziwactwa innych. Gdyby była to klasa rozwydrzona i niegrzeczna, dziewczyna miałaby spore szanse stać się grupowym kozłem ofiarnym. Tak pozostaje kimś w rodzaju hikikomori, z tą różnicą, że – zamiast siedzieć zamknięta w pokoju i wychodzić tylko nocą – egzystuje we własnym świecie.

Pod względem kreacji postaci, jej psychologicznej głębi i w wielu wypadkach scenariusza anime jest świetne. Jednak pewna rzecz mi się w nim nie podoba. Mianowicie to, że twórcy z Tomoko się nabijają, tak jakby jej problemy były jakąś przywarą, którą da się wytknąć palcem i powiedzieć „nie róbcie tak”. Niestety nie są, a żarty z jej sytuacji nie należą do mądrych, śmiesznych, czy zabawnych, ale są zwyczajnie szkodliwe społecznie. Zwłaszcza że pochodzą z kręgu kulturowego, w którym o ludziach wyróżniających się (czy to negatywnie, czy pozytywnie) mawia się, że „wystające gwoździe się wbija”.

Prawdę mówiąc, to właśnie poczucie humoru sprawiało, że anime oglądało mi się źle i to do tego stopnia, że niektóre sceny wręcz przewijałem, aby nie patrzeć, jak bohaterka się kompromituje. Zwyczajnie żal było mi Tomoko, która przez dwanaście odcinków się męczyła. Człowiek aż chciał, żeby w jej życiu pojawiło się coś dobrego, żeby wreszcie coś się jej udało. Tym bardziej że to sympatyczna, choć nieszczęśliwa postać, a każdy przecież ma prawo do jakichś drobnych sukcesów i radości. Gdyby sytuację potraktowano z większą powagą i delikatnością, bardziej jako studium przypadku, jak miało to miejsce na przykład w NHK ni Youkoso!, paradoksalnie bawiłbym się lepiej.

Właśnie to spowodowało, że mój werdykt jest taki, a nie inny. Zanim jednak go ogłoszę, omówię jeszcze stronę techniczną. Otóż w dzisiejszych czasach, gdy każdy moéblob czy spóźniona adaptacja zapomnianej przez ludzi i Boga gry jRPG mają grafikę bardzo ładną, zwłaszcza jeśli chodzi o wypełnienie tła szczegółami, Watamote – przynajmniej na pierwszy rzut oka – oprawę ma raczej skromną. Trudno tu o efektowne sceny, projekty postaci są wprawdzie ładne, ale momentami mocno uproszczone, animacja nie rzuca na kolana. Tła są poprawne, lecz pozbawione nadmiernej szczegółowości. Efektownych, zapierających dech w piersiach scen praktycznie nie ma. Wiele jest natomiast ujęć z wyszarzanym tłem lub takich, na których jedyną wyraźnie narysowaną (choć i tak skrajnie uproszczoną) postacią jest główna bohaterka, scen, w których animacja zamiera, oraz innych symptomów niskiego budżetu. Co ciekawe, rysownicy potrafią radzić sobie z problemem i przekuć coś, co byłoby w wypadku każdej innej serii wadą, w zaletę. Tak więc oszczędność wplatana jest w stronę formalną anime i staje się kolejnym środkiem wyrazu w rękach reżysera, prawie tak, jak w normalnym filmie jest nim praca kamery i montaż. Może więc grafika nie jest „wypaśna”, ale z całą pewnością tego po niej nie widać. Pytanie brzmi jednak, czy seria obyczajowa wymaga wypaśnej grafiki? Otóż prawda jest taka, że w odróżnieniu od tytułu akcji, nie wymaga. Przeciwnie: zwykle wystarcza, że zwyczajnie nie jest brzydka. Watamote brzydkie nie jest, ani też – w przeciwieństwie do bohaterki – zaniedbane. Jest po prostu skromne i niepozorne, ale mimo to, przynajmniej od strony wizualnej, całkiem przyjemne.

Podobnie sprawa wygląda ze oprawą audio. Muzyka w Watamote jest odrobinę dziwna, składa się z utworów zagranych na instrumentach klawiszowych, czasem sprawiających wrażenie niemal naiwnych, czasem w sposób płynny, choć pozbawiony harmonii przechodzących w muzykę elektroniczną czy dość ostre, j­‑rockowe tony. Zważywszy na charakter serii i zderzenie pragnień, wyobrażeń, rzeczywistości, frustracji i niedociągnięć własnej osoby, taka muzyka jak najbardziej pasuje do treści oraz emocjonalnie sprzecznej fabuły.

Wszystko to składa się na całość, którą bardzo trudno mi ocenić. Kiedy na tanukowym kanale IRC powiedziałem, że Watamote mi się nie podoba, napadnięto mnie z hasłem „A co, heretyku? Spodziewałeś się lekkiej komedii?”. Może niekoniecznie, jednak nie rozumiem też zachwytów nad tą serią. Owszem, jest to poprawne studium osoby „samotnej w tłumie”, z jednej strony niezauważonej, z drugiej izolującej się na własne życzenie. Jednak serii analizujących takie czy inne patologie japońskiej kultury było już dość dużo, w tym kilka lepszych. Mało która natomiast była w odbiorze tak męcząca i nieprzyjemna. Odbioru nie ułatwia też fakt, że bohaterce trudno kibicować. Wczucie się w jej osobę wymaga dużej empatii, tym bardziej że jej zachowanie jest mało racjonalne, a mechanizm wyparcia sprawia, że co rusz kompromituje się ona w oczach widza, albo też jest kompromitowana głupimi żartami scenarzystów, jak w odcinku o śnie erotycznym. Anime odstrasza obcością sytuacji, nadmiernie eksploatowanym, zniechęcającym do bohaterki poczuciem humoru, które zamiast rozładowywać atmosferę jeszcze ją zatruwa, i brakiem pointy, która pokazałaby, że jednak jest w tym jakiś cel lub coś pozytywnego.

Na obronę Watamote należy powiedzieć, że nie do końca jest komedią. To raczej satyra, której głównym celem jest wyszydzenie pewnych zachowań oraz podetknięcie widzowi pod nos lustra z pytaniem: „a czy ty jesteś równie żałosny?”. Obawiam się jednak, że twórcy owym lusterkiem mogą najwyżej ów nos komuś rozbić. Mam też wrażenie, że zabrakło im wrażliwości społecznej. Widzicie: jestem w stanie sobie wyobrazić, że ludzie tacy jako Tomoko istnieją, zwłaszcza w Japonii, kraju, który słynie z patologii oraz niezdiagnozowanych zaburzeń psychicznych. Jednak problem, z jakim mierzy się bohaterka, jest zbyt skomplikowany, żeby dało się go załatwić, mówiąc: „nie zachowuj się tak, bo jesteś śmieszna”. Niestety, zasada „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejcie!” w tym momencie nie ma zastosowania. Potrzebna byłaby raczej profesjonalna terapia, która trwałaby tygodnie i w trakcie której Tomoko z jednej strony pozbyłaby się dużej części nieracjonalnych przekonań, a z drugiej nauczyła się nawiązywać kontakt z ludźmi. Obawiam się, że katowanie podobnymi morałami osób, które faktycznie mają problemy, zamiast im pomóc, otworzy drogę do depresji i leczenia farmakologicznego. Zrobienie czegoś takiego w kraju, który ma największy na świecie odsetek samobójstw wśród dzieci i młodzieży, a szereg innych problemów natury psychicznej występuje w nim na porządku dziennym, jest zwyczajnie społecznie szkodliwe.

Na szczęście nie żyjemy w Japonii, tylko w Polsce. Dlatego też anime mierzone jest polską miarą i dostaje 6 na 10. Jeśli komuś taka ocena się nie podoba, to niech pisze recenzję alternatywną.

Zegarmistrz, 3 listopada 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: Nico Tanigawa
Projekt: Hideki Furukawa
Reżyser: Shin Oonuma
Scenariusz: Takao Yoshioka
Muzyka: Sadesper Record