Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 3/10
muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 6
Średnia: 5,5
σ=2,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Girlfriend (Kari)

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Girl Friend BETA
  • ガールフレンド(仮)
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Ekranizacja gry randkowej bez głównego bohatera? To się nie mogło udać…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Okruchy życia – gatunek mający wielu amatorów, ale i przeciwników. Ceniony z różnych powodów, często za możliwość poznania kultury japońskiej i elementy komediowe, znienawidzony ze względu na powtarzalność czy choćby to, że oglądanie czyjejś codzienności do najciekawszych nie należy. Ostatnimi czasy ten gatunek nie cieszy się dużym zainteresowaniem i chociaż nawet wśród nowych anime można znaleźć perełki (jak niedawno powstały Barakamon), to studia bombardują nas tanimi i nieprzemyślanymi gniotami, które skutecznie zniechęcają widzów do tego rodzaju tytułów, czego przykładem jest opisywana tu seria.

Punktem wyjścia dla Girlfriend (Kari) była popularna w Japonii gra na urządzenia mobilne, polegająca na rozwijaniu relacji z jedną z wielu dziewcząt, co oczywiście kończy się romansem. Nietrudno było się zatem domyślić, że twórcy prawdopodobnie pójdą w kierunku haremu, a punktem kulminacyjnym będzie wybranie tej jedynej. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy spostrzegłem, że wśród ogromnej liczby postaci nie ma ani jednego samca, wokół którego obracałaby się akcja. To właśnie dlatego podszedłem do tytułu sceptycznie, gdyż nie byłem do końca pewien, czego można się spodziewać po tej produkcji. Liczyłem najwyżej na kolejną szkolną komedyjkę, ewentualnie romans damsko­‑damski, okazało się zaś, że to okruchy życia. Czy aby na pewno był to dobry pomysł?

Girlfriend (Kari), najogólniej mówiąc, opowiada o szkolnych perypetiach licealistek. Fabuła jest epizodyczna, podobnie jak postacie, które zmieniają się co dwadzieścia minut. Schemat każdego odcinka jest praktycznie identyczny – poznajemy kolejne dziewczęta, te przybliżają nam konkretny problem czy wydarzenie, a następnie śledzimy przebieg zdarzeń prowadzący do rozwiązania wątku. Nic dodać, nic ująć. Każda historia ma jakiś przekaz, są to jednak kwestie oczywiste i wałkowane niejednokrotnie w przeróżnych anime – czy to „Nigdy się nie poddawaj!”, czy poleganie na przyjaciołach. Tytuł idealnie wpasowuje się w gatunek serii obyczajowej – aż nazbyt idealnie. Oszczędzono nam wszystkiego innego – wątków dramatycznych, miłosnych, a nawet gagów. Te ostatnie wprawdzie pojawiają się, ale rzadko i głównie za sprawą jednej postaci, która jest w stanie umilić widzowi seans. Tak duża ilość nieurozmaiconych w żaden sposób historii sprawia, że odbiór poszczególnych odcinków zależy głównie od samych postaci, którym będziemy się przyglądać. Nie należy jednak nastawiać się zbyt optymistycznie, gdyż to właśnie bohaterki są prawdziwą zmorą tego anime.

Rzućmy zatem okiem na „skromne” grono uczennic. Ze względu na epizodyczną budowę anime nie ma postaci, którą można by określić mianem głównej bohaterki. Nie zapominajmy, że produkcja oparta jest na grze randkowej, gdzie wybiera się ukochaną spośród ponad stu panienek – tutaj jest ich raptem ponad czterdzieści, chociaż z pewnością ta liczba jest zaniżona. Ja skupię się jedynie na piątce dziewcząt, które pojawiają się częściej i sprawiają wrażenie ważniejszych. Pierwszą z nich jest Kokomi Shiina, ćwicząca gimnastykę artystyczną licealistka o spokojnej naturze, pełna życzliwości i uprzejma wobec całego świata. Będzie ona towarzyszyć widzowi przez pierwsze dwa odcinki, przez co niektórzy pomyślą, że to właśnie ona jest główną bohaterką. Nic bardziej mylnego, jej miejsce zajmują później inne dziewczęta, a Shiinę zobaczymy dopiero pod koniec serii. Ponieważ to przez nią musiałem męczyć się całe dwadzieścia minut, słuchając, jak nastolatki próbują przejść na dietę (co jest oczywiście głupotą, biorąc pod uwagę wygląd przeciętnej dziewczyny w japońskich serialach animowanych), nie przypadła mi ona do gustu. Największą moją sympatię zdobyła uczennica z wymiany, Chloe Lemaire, a to za sprawą jej niespotykanego akcentu, którego nie dało się nie pokochać. Pochodząca z Francji dziewczyna często urozmaica swoje wypowiedzi ojczystymi słówkami, a także niejednokrotnie przekręca wyrażenia japońskie, co stanowiło główne źródło humoru i sprawiało, że z niecierpliwością oczekiwałem jej powrotu na ekran. Chloe nie pełni jedynie funkcji komediowej, bowiem to za sprawą jej ciekawości i fascynacji Japonią jesteśmy w stanie dowiedzieć się czegoś więcej o obyczajach Kraju Wschodzącego Słońca. Sposób mówienia i ekscentryczne maniery czynią z Chloe postać zróżnicowaną i zdecydowanie unikatową. Myślę, że bez niej nie byłoby w moim przypadku mowy o czerpaniu jakiejkolwiek przyjemności z oglądania tego anime.

Fumio Murakami to typowy mol książkowy, a także standardowy przykład dandere – postaci cichej, małomównej i w pewien sposób odsuniętej od społeczeństwa. W zwalczaniu nieśmiałości pomaga jej Erena Mochizuki, która pragnie fotografować wszystko, co piękne i urocze. Jej celem staje się właśnie Fumio, którą prześladuje praktycznie wszędzie, chcąc uczynić z niej swoją modelkę. Początkowo zirytowana natarczywością Ereny dziewczyna w końcu jej ustępuje i postanawia się zmienić, od tej pory chętniej służąc innym swoją ogromną wiedzą, a także aktywniej uczestnicząc w życiu szkoły. Pani fotograf nie ma z tym większych problemów, wręcz emanuje od niej beztroska i optymistyczne podejście do rzeczywistości. Niestety przyjaźń dziewczyn nie trwa długo i już w następnym odcinku są one przedstawiane jako najwyżej zwykłe koleżanki. Świadczy to o niewielkim stopniu rozwoju postaci, które są zapominane zaraz po tym, jak ich przewodnia rola się kończy, stając się niewnoszącym wiele do fabuły tłem. Ostatnią z ważniejszych dziewczyn jest Akane Sakurai, odpowiedzialna za komunikaty nadawane za pomocą radiowęzła na całą szkołę. Uwielbia ona pomagać innym, jest osobą otwartą i nie sprawia jej trudności publiczne zabieranie głosu. Jest to z pewnością bohaterka sympatyczna i miło było przyglądać się, jak szuka nowego domu dla porzuconych kociąt, ale to także kolejny przykład, że twórcy cenili sobie ilość, nie jakość. Jestem przekonany, że ta postać wypadłaby jeszcze lepiej, gdyby poświęcono jej więcej czasu antenowego.

Miałem problem z zapamiętaniem imion poszczególnych bohaterek, a ich wygląd mi w tym nie pomagał, wręcz przeciwnie – projekty postaci wprawdzie są ładne i każdy będzie mógł znaleźć w tym coś dla siebie, ale są także powtarzalne i często różnią się jedynie kolorem włosów i oczu. Nic dziwnego, stworzenie unikatowego wyglądu dla ponad czterdziestu postaci jest nie lada wyzwaniem. Takie próby były widoczne, chociaż nie jestem przekonany, czy widok dziewczynki z dwukolorową fryzurą mnie usatysfakcjonował. Jeśli chodzi o animację, to i ona jest na niskim poziomie i ogranicza się zwykle do ruchu ustami, rzadziej do ruchu całego ciała, co widać głównie podczas ćwiczeń Shiiny. Tutaj rzuca się w oczy także przesadna chaotyczność – prostsza, płynniejsza animacja byłaby bardziej na miejscu. Tła są zróżnicowane, bowiem oprócz murów szkolnych bohaterki odwiedzają także kawiarenki czy świątynie lub wracają do własnych domów. Brak w nich jednak jakichkolwiek szczegółów, a pomieszczenia (zwłaszcza w obrębie szkoły) są momentami puste. Niemniej grafika nie odstrasza, a dzięki palecie ciepłych i jasnych kolorów widz raczej nie będzie zwracać większej uwagi na niedociągnięcia.

Ścieżka dźwiękowa zawiera niemal wyłącznie utwory nastrojowe, stanowiące tło dla wydarzeń. W serii przewija się całe mnóstwo kompozycji wszelakiego typu, tak że na brak muzyki nie będziecie narzekać. Czołówka, Tanoshiki Tokimeki, w wykonaniu seiyuu dziewcząt z klubu muzycznego, wpasowuje się w klimat komedii obyczajowej i nie mam do niej zastrzeżeń. Równie klimatyczny, chociaż nieco wolniejszy i nudniejszy był utwór towarzyszący napisom końcowym. Na pochwałę zasługuje ending odcinka dziewiątego, zaśpiewany przez wyżej wymieniony klub muzyczny, gdzie wstawki z angielskiego były chwytliwe i wpadały w ucho. Seiyuu jest tyle samo co bohaterek, a więc sporo, ale jedynie Sakura Tange (użyczająca głosu Chloe Lemaire) mnie urzekła i jej należą się szczególne gratulacje.

Jak sami widzicie, niska ocena dla Girlfriend (Kari) nie bierze się znikąd. Kiepska animacja, natłok powierzchownie pokazanych postaci oraz przesadna obyczajowość w nudnym wydaniu doprowadziły do tego, że serię poleciłbym jedynie zapalonym fanom moé. Na szczęście czas umilała mi Chloe, bez której bardzo możliwe, że nie byłbym w stanie przebrnąć przez wszystkie odcinki. Brak jakiejkolwiek ważniejszej męskiej postaci okazał się złym pomysłem, biorąc pod uwagę ogromną liczbę dziewcząt, które wyraźnie same nie wiedziały, co ze sobą zrobić. Czasami jednak eksperymentowanie nie popłaca i myślę, że twórcy zdążyli się już o tym przekonać.

Jokobo, 14 marca 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: CyberAgent
Projekt: Koharu Sakura, Noriko Tsutsumiya, QP:flapper, Tometa Ohara
Reżyser: Naotaka Hayashi
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Girlfriend (Kari) - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl