Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 3
Średnia: 4
σ=2,16

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hakaima Sadamitsu

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 10×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Sadamitsu the Destroyer
  • 破壊魔定光
Widownia: Seinen; Postaci: Androidy/cyborgi, Obcy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Dwa zakute łby, jeden z tkanki, drugi ze stali, kontra 12 milionów przestępców z kosmosu. Brzmi ciekawie, ale z wielkiej chmury mały deszcz.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kosmici. Gdy przeciętny zjadacz chleba usłyszy to słowo, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że staną mu przed oczami krwiożercze istoty, którym w głowie jest podbój naszej niewielkiej i mało znaczącej w skali kosmicznej planety. Względnie będą to pocieszne istoty, które o dziwo nie słyszały o telefonii komórkowej i w celach kontaktowych muszą naciągać na telefon świeżo poznanych przyjaciół. Gdyby jednak słowo to powiedzieć miłośnikowi anime, to przed oczami może stanąć mu jeszcze kategoria ponętnych kosmitek wpadających przypadkowym nastolatkom do wanny i wychodzących potem za nich za mąż. To anime jednak nie podpada pod żadną z powyższych kategorii. A przynajmniej nie do końca, ponieważ Hakaima Sadamitsu to opowieść o kosmicznym „Strażniku Teksasu”, bojowym kosmicznym statku i 12 milionach kosmicznych zbiegów. Zabrzmiało interesująco? W teorii może i faktycznie brzmi to ciekawie, ale w praktyce już tylko brzmi…

Otóż mamy tu pewnego japońskiego nastolatka o imieniu Sadamitsu. On i jego koledzy tworzą razem młodociany gang o wdzięcznej nazwie Gang Trucheł. Ta jakże grobowa nazwa wzięła się podobno stąd, że po tym, gdy ktoś zginie w walce z nimi, nikt nie chce zająć się jego ciałem. Ale nie takie diabły straszne, jak ich plotka maluje. Co prawda Sadamitsu i spółka od walki nie stronią, ale są takimi jakby błędnymi rycerzami, gdyż bronią słabszych i tłuką na przykład napastliwych podrywaczy. Ba, po walce nawet zajmują się poranionymi przez nich przeciwnikami. Wszystko do czasu, gdyż pewnego pięknego dnia, po zakończonej walce, Sadamitsu, jego gang i znajoma szkolna pielęgniarka stają się świadkami starcia pomiędzy tajemniczym mężczyzną zakutym w zbroję a modliszkopodobną istotą. Facet w zbroi, z powodu interwencji osób trzecich, zbiera jednak cięgi, a modliszka okazuje się zbiegłym kosmicznym przestępcą, tzw. ryuketai. Koniec końców z faceta, który okazuje się robotem, zostaje tylko hełm, a Sadamitsu, tyleż poirytowany co zawstydzony faktem, że przyczynił się do tego, postanawia wspomóc wspomnianego powyżej „Strażnika Teksasu”. W efekcie zmienia się w superbohatera i ma wyłapywać wraz z mechanicznym kompanem zbiegłych kosmitów, którzy nie wiedzieć czemu za cel ucieczki wybrali właśnie Ziemię. Tak oto zaczyna się festiwal coraz większych głupot, kosmicznych zwrotów akcji i tabunów pytań, których nikt z bohaterów nie zadaje i na które tym bardziej nikt nie udziela odpowiedzi…

Czas wspomnieć słów kilka na temat postaci. Sadamitsu to typowy „trudny uczeń” o aparycji przestępcy, sile goryla i sercu gołębia, którego znajoma pielęgniarka nazywa mianem „Wściekłego psa”, rodzony ojciec (wcale od niego zresztą nie lepszy) głupim synem, a on sam – idiotą o krótkiej pamięci. I to wszystko pasuje jak ulał. Walka to niemal cel jego życia, nie zaprząta sobie za bardzo głowy zbędnymi pytaniami, a targające nim od czasu do czasu dylematy moralne ostatecznie i tak rozwiązuje pięściami, względnie krzykami. I tak praktycznie do samego końca. Wspomniany „Strażnik Teksasu” z kolei, to swego rodzaju sierota. Dał się załatwić pierwszemu napotkanemu ryuketai (a przypominam, że miało być ich w sumie 12 milionów), i praktycznie pełni rolę tylko dostawcy informacji i wsparcia bojowego dla Sadamitsu. Jako że jest robotem, to głębia jego osobowości sięga mniej więcej poziomu dna kałuży. Nie lepiej jest zresztą ze wspomnianą pielęgniarką, czyli niejaką Chieko­‑sensei. W zasadzie oprócz okazyjnego łatania swoich gangsterskich podopiecznych, tylko na wszystkich wokół wrzeszczy i czasami robi za pannę w opałach. W sumie do tej zgrai dochodzi jeszcze niejaka Kamishiro pojawiająca się w odcinku trzecim, ale ze względu na „niespodziewany zwrot akcji” z jej udziałem powiem tylko, że mroczne to to, ewidentnie samotnicze i jak praktycznie wszyscy tutaj, pozbawione głębszej osobowości. Natomiast reszta postaci pełni wyłącznie funkcję mniej bądź bardziej aktywnych statystów. Ot, tu któryś wrzaśnie, tamta zacznie besztać Sadamitsu, a ktoś inny włączy się w aktualne poszukiwania… I to wszystko.

A teraz meritum, czyli znęcanie się nad wadami. Hakaima Sadamitsu to tytuł, mówiąc krótko, zwyczajnie durny. Ja rozumiem, że to miała być seria typowo rozrywkowa i jako taka nie musi błyszczeć zawiłymi meandrami fabularnymi. Ja rozumiem, że bohaterowie mają przede wszystkim działać, a nie prowadzić filozoficzne dysputy tudzież porażać głębią charakterów. Ale na litość, niech to wszystko ma ręce i nogi! Twórcy umieścili tutaj zarys historii, a resztę rzucili w diabły, zakładając widocznie, że widz dopowie sobie resztę sam. Nie przejmowali się przy tym najwyraźniej takimi głupotami, jak zdrowy rozsądek. Taki Sadamitsu na przykład kompletnie nie zawraca sobie głowy ukrywaniem swojej tożsamości, ludzi jakoś nieszczególnie zdają się przerażać incydenty z ryuketai, natomiast co do samych ryuketai, to ni cholery nie wiadomo, ani skąd oni pouciekali, ani też czemu wszyscy jak jeden mąż pędzą na Ziemię. Totalnie bzdurne są także motywacje Kamishiro, gdyż to, co pokazali twórcy, nijak nie usprawiedliwia tego, co zostało o niej zasugerowane. A to przecież tylko część głupot, bo jakby się tak zabrać za głębszą analizę świata przedstawionego, to tekst rozrósłby się mi pewnie monstrualnie, a was, moi Czytelnicy, piorun by pewnie trafił tyleż od jego objętości, co od ilości dywagacji i spoilerów.

Co do grafiki natomiast… Historia o Sadamitsu nie jest już historią nową, toteż nie należy się tu spodziewać niewiadomo jakich graficznych wodotrysków, ale ogółem seria nie wygląda najgorzej. Postaci ryuketai, podobnie jak postaci ludzkie, są zróżnicowane, sceny walk i animacje nie są wcale takie najgorsze, ale tu też trafiają się czy to uproszczenia, czy też niezbyt staranne, ewentualnie wyraźnie pustawe tła. Mimo to uważam, że oprawa techniczna zeżarła zdecydowanie większą część budżetu, co zaowocowało takim, a nie innym poziomem całości. Muzycznie natomiast jest już zupełnie przeciętnie. W samym anime muzyki praktycznie nie ma, natomiast opening doczekał się odśpiewania piosenki dopiero w ostatnim odcinku. A skoro o openingu już mowa, to nie wiedzieć czemu, uparcie kojarzył się mi z westernami. Ending z kolei to głupawa i lekko melancholijna pioseneczka opatrzona cichą, dość kojącą muzyką.

Podsumowując powyższą litanię żalów powiem, że nie potrafię polecić Hakaima Sadamitsu nikomu. Na dłuższą metę tytuł ten był dla mnie nudny, fabuła i realia przedstawione głupie wręcz niemiłosiernie, a rysy charakterologiczne postaci równie barwne i bogate jak fauna i flora Morza Martwego. Tytuł nadaje się najwyżej do zbiorowego obśmiewania w gronie znajomych i z piwem w ręku, ale nawet w tej roli może się nie sprawdzić. W sumie wszystko, co mogło być tu naprawdę dobre, zostało stłamszone. Trudno mi nawet stwierdzić, że całość jest tak głupia, że aż śmieszna.

Diablo, 21 kwietnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Masahiko Nakahira
Projekt: Akira Kikuchi, Tamotsu Shinohara
Reżyser: Kouichi Oohata
Scenariusz: Masanao Akahoshi
Muzyka: Taku Iwasaki