Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 6
Średnia: 6
σ=1,53

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gokujou Seitokai

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Best Student Council
  • 極上生徒会
Gatunki: Komedia
Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Jak popsuć doskonałą komedię szkolną, czyli przykład na to, że mieszać składniki też trzeba umieć.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Po śmierci matki Rina Randou zostaje całkiem sama – nie ma żadnej dalszej rodziny. Towarzystwa dotrzymuje jej tylko Pucchan, obdarzona najwyraźniej własną wolą i własnym charakterem pacynka, którą Rino zawsze nosi na ręku. Ale oto tajemniczy korespondencyjny znajomy, Mr. Poppit, przysyła jej zaproszenie do ekskluzywnego prywatnego liceum dla dziewcząt, Miyagami Gakuen. Po przybyciu na miejsce dziewczynka przekonuje się, że jej stancja nie nadaje się do zamieszkania… Z pomocą jednak przychodzi jej nowo poznana koleżanka z klasy. Członkinie uczniowskiego samorządu, zwanego Gokujou Seitokai (jest to skrót od pełnej nazwy, będący grą słów – gokujou znaczy „najlepszy”), mają prawo do darmowego zakwaterowania w szkolnym dormitorium. Cóż więc prostszego, niż wprowadzić Rino do owego samorządu?

Rino szybko przekona się, że Miyagami Gakuen to liceum niezwykłe. Ufundowane przez dziedziczkę jednej z najbogatszych rodzin Japonii, Kanade Jinguuji, jest miejscem, które ma spełnić jej marzenia o szkole, w której wszyscy są szczęśliwi. Kanade, obecna przewodnicząca samorządu, ma do swojej dyspozycji niezwykle utalentowane i oddane podwładne. Ich umiejętności daleko wykraczają poza to, co zwykle potrafią dziewczęta w ich wieku – szkoła ma niewielki, ale doborowy „oddział interwencyjny”, a także przerażająco skuteczną służbę wywiadowczą. Nie ma takiego wyzwania, które byłoby zbyt trudne dla dziewcząt z Gokujou Seitokai!

Od naprawdę dawna nie spotkałam się z serią, która wzbudziłaby we mnie tak mieszane uczucia i wywołała tak silną chęć potrząśnięcia scenarzystami i zapytania, co właściwie – u licha – próbują zrobić. Gokujou Seitokai w partiach komicznych jest jedną z najlepszych komedii szkolnych, jakie zdarzyło mi się oglądać. Humor jest w dobrym gatunku, bez nachalnych podtekstów pseudoerotycznych i epatowania fanserwisem. Niemal wszystkie postaci mają wyraziste charaktery i dają się łatwo polubić, są pokazane zabawnie, ale bez ośmieszania. Co więcej, długość serii pozwala na poświęcenie praktycznie każdej z nich przynajmniej odcinka. Trzeba tylko uczciwie przyznać, że niektóre odcinki sprawiają wrażenie sztucznie naciągniętych do wymaganych 25 minut – tę samą historię należałoby opowiedzieć szybciej i sprawniej. To jednak jeszcze nie jest wadą dyskwalifikującą, podobnie jak dziury w fabule i brak wyjaśnienia dla rozmaitych mniej lub bardziej nadprzyrodzonych zjawisk. W komedii takie rzeczy łatwo uchodzą płazem. Warto też wspomnieć, że nie ma tu w zasadzie wątków romantycznych, pojawiają się za to kpiny z yuri, czyli damsko­‑damskich romansów, o które podejrzewana jest każda żeńska szkoła.

Tragedia (dosłownie i w przenośni) polega na tym, że scenarzysta uznał, iż seria powinna nie tylko bawić, ale i wzruszać. Najwyraźniej jednak uważał, że współczucie z widza należy wyciskać jak sok z cytryny, najmocniejszymi znanymi środkami. Poczynając od osieroconej Rino, praktycznie każda bohaterka ma przeszłość jeśli nie Tragiczną, to Bolesną, a co gorsza – koszmarnie wręcz nieprawdopodobną i schematyczną. Jedna taka historia od biedy by przeszła – ich spiętrzenie jest naprawdę nieznośne. Przytoczenie konkretnych przykładów wymagałoby poważnych spoilerów, muszę więc prosić czytelników, by uwierzyli mi tu na słowo. O dziwo zresztą najgorsze pod tym względem są odcinki środkowe – oczekiwana przeze mnie z przerażeniem końcówka okazała się całkiem do rzeczy w porównaniu z tym, co działo się wcześniej. Pomieszanie wątków komediowych i poważnych sprawiało jednak, że nie raz miałam poważny problem z odróżnieniem, co jest piętrowym żartem, a co ponurą prawdą. Za przykład dla tych, którzy serię obejrzą, niech posłuży „rewelacja” dotycząca tożsamości Pucchana, podana w ostatnim odcinku. Jeśli jest to brawurowe kłamstwo, użyte dla wybrnięcia z patowej sytuacji, jest to jeden z najlepszych żartów serii. Jeśli jednak miałaby to być Tragiczna Prawda, powinnam ocenę ogólną obniżyć o co najmniej kolejne 2 punkty…

Rzadko się też zdarza, by główna bohaterka wzbudziła moją tak zdecydowaną antypatię. Jestem dość odporna na typ „słodkiej ciamajdy” – takie panienki są na tyle często spotykane w anime, że można się do nich przyzwyczaić. Tu jednak przesadzono zdecydowanie. Rino jest kompletną kretynką, niezdolną zapamiętać, ile jest przysłowiowe 2 + 2, fatalną ze wszystkich przedmiotów. Jest także kompletną ofermą, potykającą się o własne nogi. Nie ma za grosz szczęścia w jakichkolwiek grach losowych… Długo by można wymieniać. Rozumiem założenia komediowe, niestety, potknięcia Rino nie wydawały mi się śmieszne – miałam wrażenie, że wyśmiewam się z kogoś upośledzonego umysłowo. Co gorsza, nasza bohaterka emocjonalnie jest na poziomie rozwoju pięciolatka – jej „pomaganie” innym polega na tym, że oznajmia, że chce, żeby wszyscy byli szczęśliwi, bo ona będzie płakać… I płacze. Dobitnym przykładem jest odcinek, w którym Kanade zostaje nagle wezwana do domu rodzinnego. Jest tym bardzo zdenerwowana i przybita, ale przed odjazdem musi poprosić koleżanki, żeby zajęły się Rino, bo ona obiecała, że z nią zagra w ulubioną grę i teraz Rino będzie nieszczęśliwa… Taki poziom może od biedy prezentować postać drugoplanowa, od osoby będącej przynajmniej nominalnie główną bohaterką oczekiwałabym jednak czegoś więcej. Oczywiście w efekcie otrzymujemy całe długie odcinki, gdzie (na szczęście) pełni ona marginalną rolę, po prostu dlatego, że nawet scenarzysta nie umiał dla niej znaleźć żadnego zastosowania.

Pod względem technicznym jest to w każdym calu produkt świetnego studia, jakim jest J.C.STAFF. Tła są przyjemne dla oka, a animacja płynna. Szczególne wrażenie robią sceny walk, pięknie zmontowane choreograficznie (i nie pokazujące bielizny bohaterek). Niezwykle przypadły mi do gustu projekty postaci – dziewczęta można bez trudu rozpoznać nawet jeśli zmienią uczesanie i ubranie, co jest pewną sztuką, bo liczących się postaci mamy co najmniej kilkanaście. Warto też podkreślić, że wszystkie mają naturalne kształty – niektóre gorzej, niektóre lepiej obdarzone przez naturę, ale wszystkie mieszczące się w granicach rozsądku. Muzyka w tle odcinków to standardowa, ale miła dla ucha mieszanka kawałków „komicznych” i „melodramatycznych” (te ostatnie irytowały mnie pewnie głównie z powodu nieludzkiej sztuczności i sztampowości scen, pod które zostały podłożone). Bardzo przypadła mi do gustu czołówka – wprawdzie wyrzucane w górę niewidzialną siłą dziewczęta to pomysł zaczerpnięty z Azumanga Daioh, ale nie można nie polubić dynamicznej i pełnej niesamowitej energii piosenki, towarzyszącej tej sekwencji.

Gokujou Seitokai w sekwencjach komediowych błyszczy blaskiem prawdziwego brylantu i zasługuje na co najmniej 9. Gokujou Seitokai w sekwencjach dramatycznych sprawia wrażenie utworu napisanego przez nastoletnią miłośniczkę Tragicznych DramatówTM i nie zasługuje w zasadzie na nic. Ocena 7 jest dalece niesprawiedliwą średnią ważoną. Obawiam się, że amatorkom ww. melodramatów komedia będzie przeszkadzała i odwrotnie… Chyba, że ktoś potrafi po prostu zignorować niektóre wątki i cieszyć się tym, co w tej serii jest naprawdę dobre.

Avellana, 28 kwietnia 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Projekt: Tsuyoshi Kawada
Reżyser: Yoshiaki Iwasaki
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Youko Shimomura