Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 53
Średnia: 7,87
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kokoro ga Sakebitagatterunda

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 119 min
Tytuły alternatywne:
  • Anthem of the Heart
  • 心が叫びたがってるんだ.
Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Jajko zabroniło mi mówić, więc zaczęłam śpiewać.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Deze

Recenzja / Opis

Życie nastoletniej Jun Naruse zostało w głównej mierze ukształtowane przez traumę z dzieciństwa. Jako dziewczynka była małą gadułą, zatopioną w swoim świecie książąt i księżniczek (oraz, ciekawostka, jajek), co – jako że w takim wieku to norma – nikomu specjalnie nie przeszkadzało. Do czasu. Pewnego razu Jun zobaczyła swojego ojca w niedwuznacznej sytuacji, czego nie była w pełni świadoma, i wypaplała o tym matce. Doprowadziło to do katastrofy dzieciństwa, czyli rozpadu rodziny i zrzucenia odpowiedzialności na Bogu ducha winną dziewczynkę. Ta, nie mogąc zwyczajnie przejść nad tym do porządku dziennego, drogą wyobraźni (brał w tym udział książę­‑jajko) doszła do wniosku, że z gadulstwem czas skończyć i przestała w ogóle się odzywać. Od tamtej chwili upłynęło już trochę czasu. Teraz Jun jest w liceum i nadal nie mówi. Z obawy przed wyśmianiem unika kontaktu z rówieśnikami, jednak zrządzenie losu sprawia, że zostaje wybrana do grupy organizującej coroczny występ klasowy.

W tym momencie czytanie recenzji powinny skończyć osoby, które potrafią dać się zaskoczyć nawet najbardziej przewidywalnym rozwiązaniom i z jakichś powodów czują, że ten film im się spodoba. Większość moich zarzutów do tego anime dotyczy bowiem jego naiwności i schematyczności, które każdą próbę wzruszenia zmieniają w ckliwość, i w związku z tym przytoczę później kilka faktów fabularnych, raczej niepsujących odbioru bardziej domyślnym osobom. Wspomniane kwestie nie są poważnymi wadami; w mojej opinii marnują jedynie wyjściowy potencjał filmu pochodzący z nietypowej tematyki. Jednakże potrafią być denerwujące, kiedy pomyśli się, że Mari Okada nie stworzyła bardziej nowatorskiego scenariusza, gdyż zwyczajnie nie musiała – wiedziała, że i tak się to sprzeda.

Jun jest słodka. To informacja o tyle istotna, że będzie jednym z niewielu moich ciepłych słów na temat filmu. Faktycznie, z głównej bohaterki udało się zrobić niezwykle sympatyczną postać, daleką od wzorca płaczącego wyrzutka. Spora w tym zasługa jej bogatej mimiki – elementu, do którego animacji naprawdę się przyłożono – a także, w momentach, kiedy Jun się odzywa (ups, wygadałem), pracy utalentowanej seiyuu, Inori Minase, dobrze imitującej rzadko używany głos. Nieco wyrośnięta, niema księżniczka zasługuje, zdaniem twórców, na księcia, i ta rola przypada Takumiemu Sakagamiemu, do bólu miłemu typowemu licealiście. Takumi przez cały film pozostaje postacią statyczną, mającą być osobą ważną dla Jun i nic poza tym. Podjęto wprawdzie działania próbujące pogłębić bohatera – dano mu Trudną Przeszłość i sprawiono, że też ma problem z wykonywaniem pewnej czynności, w tym przypadku z grą na pianinie, jednak czar pryska, zanim jeszcze na dobre się zaczął. Z jednej strony to dobrze, bo mógłby odwracać uwagę od Jun, z drugiej… ktoś tu się pojawia oprócz niej? Pytanie jest zasadne, bo teoretecznie w filmie występuje czwórka głównych bohaterów. Przydział czasu scenicznego też na to wskazuje, jednak pozostała dwójka zostaje zupełnie zmarginalizowana pod względem umotywowania ich roli fabularnej. Natsuki Nitou, choć to dość realistycznie wykreowana postać, pojawia się tylko po to, żeby stać się wierzchołkiem trójkąta romantycznego. Z kolei Daiki Tasaki, szkolny buc i świetny bejsbolista, zmagający się jednak z kontuzją, jest dla mnie zagadką: co twórcy chcieli osiągnąć w przypadku tej postaci? Jego rola w głównym wątku filmu wydaje się absolutnie niekonkluzywna, a historia poboczna, skupiająca się na jego niezbyt przyjacielskich relacjach z resztą drużyny, zajmuje sporo czasu ekranowego po to tylko, żeby pokazać, że nie warto być bucem. Ktoś tu potrzebuje przyśpieszonego kursu moralistyki.

Ta czwórka niezbyt szczęśliwie dobranych bohaterów zostaje obarczona odpowiedzialnością przygotowania występu klasowego. Nietrudno się domyślić, że nie wszystko idzie gładko – Daiki na samym początku demonstruje reszcie, że mają sobie radzić bez niego, relacja między Takumim a Natsuki jest dość złożona, gdyż kiedyś byli parą, a Jun… Chyba nie muszę przypominać, na czym polega jej problem. Nie pomaga również bohater zbiorowy, czyli reszta klasy, nastawiony bardzo nieprzychylnie do zaangażowania w taki projekt – najlepiej byłoby nie napracować się, zrobić cokolwiek i mieć to już za sobą. Tutaj film punktuje realizmem, choć niestety praktycznie tylko tutaj. Już wcześniej, w niewielkiej retrospekcji można dostrzec, że z tą kwestią anime jest odrobinę na bakier. Choć nie czepiam się założeń, wedle których po rozstaniu rodziców dziecko przestaje mówić z powodu szoku – taka koncepcja, nawet jeśli przesadzona, wciąż mieści się w licentia poetica – to przedstawienie tego w sposób, w jaki tutaj zostało uczynione (dziewczynka widząca ojca z inną kobietą, akurat o tym fakcie wspominająca matce, błyskawiczny rozwód i słowa ojca „to twoja wina”), jest kompletnie nieprzekonujące. Później sprawy mają się podobnie, choć na szczęście tym razem obywa się bez skrajności. Realizm jest zachowany w kwestii tego, że wszystko, co dzieje się na ekranie, jest w jakimś stopniu prawdopodobne, ale motywacja w ujęciu fabularnym leży na tyle, że odnosi się wrażenie, jakby film był prowadzony po sznurku. Ponieważ anime chce bazować na przekazie uczuć, głównie wzruszenia, taki stan rzeczy jest bardzo niefortunny – nieprzekonanemu widzowi będzie się wydawać, że w kluczowych momentach brakuje delikatności, przez co całość okaże się ckliwa. To właśnie ma miejsce. Z zupełną obojętnością można obserwować, jak problemy wyrastające przed bohaterami kończą się w bardzo przewidywalny sposób, a w końcu film zwraca się w wyjątkowo określonym kierunku. Zapada bowiem decyzja, że klasa wystawi musical, a nieoczekiwanie z tego pomysłu najbardziej zadowolona jest Jun, która, jak się okazuje, potrafi śpiewać i to całkiem dobrze. O ile wcześniej można było mówić o przewidywalności, to od tego momentu anime przechodzi już od kliszy do kliszy. Nie obyło się nawet bez typowego osobistego dramatu w dniu występu. Jedynie samo zakończenie, a konkretniej kwestia rozstrzygnięcia tego „kto, z kim i jak”, jest dość nieszablonowa – to już jednak szczegół nieistotny dla całości fabuły, choć o dziwo wyjątkowo ważny dla niektórych widzów. Cóż, niech czują się uprzedzeni.

Jest mowa o musicalu, więc zapewne muzycznie to anime będzie coś sobą reprezentowało? Tak chyba myśleli twórcy, jednakże nie do końca im to wyszło. Postawiono bowiem na wykorzystanie w występie sprawdzonych utworów kultury europejskiej. Wśród nich udało mi się zidentyfikować tylko Greensleeves i Dorogoj dlinnoju (być może znane lepiej jako Those Were the Days w wykonaniu Mary Hopkin lub To były piękne dni Haliny Kunickiej), ale miałem wrażenie, że reszty melodii również nie słyszę pierwszy raz. Takie rozwiązanie jest korzystne dla widza pochodzącego z kultury wschodniej (choć nie jestem pewien, jak znane są tam te utwory), gdzie piosenki mają szansę przyczynić się do jak najlepszego odbioru filmu – w końcu w warstwie kompozycyjnej są kunsztowne, a w dodatku wyjątkowo chwytliwe. Jednakże u kogoś z tradycji europejskiej może budzić to mieszane uczucia; słyszało się już tyle różnych wykonań, a te z Kokoro ga Sakebitagatterunda trafiają do co najwyżej przeciętnej kategorii. Zaadaptowano je zwyczajnie z pewnym lekceważeniem pierwowzoru, niejako kradnąc melodię, co jest słyszalne w zupełnie innym podejściu od strony wokalnej. Chciałbym napisać, że anime nadrabia muzycznie gdzie indziej, ale nic takiego nie ma miejsca. Ścieżka dźwiękowa poza musicalem jest wyjątkowo uboga i dominuje cisza. Jednakże nigdzie specjalnie nie brakuje tła dźwiękowego, więc nie będę krytykował tego faktu; zwyczajnie nie ma tu czego oceniać.

Grafika filmu mówi: A­‑1 Pictures nie ma za dużo talentu, ale pieniędzy całkiem sporo. Efekt jest taki, że nie szczędzono na animacji – jest to zdecydowanie poziom kinowy – ale to, co jest animowane, prezentuje wyraźnie gorszą jakość. Chodzi o projekty postaci: zbytnio uproszczone, niezbyt odkrywcze, nudne i ze skłonnością do deformacji. Nadrabiają tu trochę tła, szczegółowe i dobrze dopasowane kolorystycznie do pierwszego planu, jednakże bez śladów artyzmu i niepodkreślające przekazu emocjonalnego. Natomiast zupełną katastrofą jest montaż. Przez większość filmu spełniane jest absolutne minimum, choć czasem można pogubić się w ukazywanej przestrzeni. Zdarzają się jednak momenty, w których wychodzi kompletna amatorszczyzna – weźmy choćby przeskok czasowy z dzieciństwa Jun, gdzie jest ujęcie na jej dom, a następnie ten sam dom kilka lat później – bez żadnej płynności jeden kadr zastąpiony został drugim. Przy każdej takiej akcji czułem się, jakbym dostawał w twarz. Mam nadzieję, że odpowiedzialne za to osoby nie będą pracować przy żadnym tytule, jaki zdarzy mi się obejrzeć. Wysoką ocenę za grafikę ratuje stosunkowo mała liczba tych fatalnych scen w porównaniu do ogólnie bardzo dobrego wykonania.

Ostatecznie nie wiem, co z tym tytułem uczynić. Jestem świadomy, że znajdzie się sporo osób, które inaczej spojrzą na uchybienia, o których pisałem wyżej, będą miały dużo lepsze wrażenia niż ja i w efekcie wystawią Kokoro ga Sakebitagatterunda wyższą ocenę, ale polecając to, stałbym w sprzeczności z własnymi doznaniami. Mnie się dobrze patrzyło, jak Jun robi najróżniejsze miny, starając się bez słów przekazać, co myśli, a przez całą resztę seansu na zmianę nudziłem się i byłem odrobinę zażenowany. I nie, nie staram się spłycić tego filmu; sam to zrobił w moim odczuciu byle jakim podejściem do tematu. Na koniec, nawiązując do pojawiającego się w anime motywu jajecznego, chciałbym zadać pytanie: jeśli Kokoro ga Sakebitagatterunda byłoby jajkiem, które powierzono dziecku, to co by się z nim stało?

The Beatle, 28 maja 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Projekt: Mariko Oka, Masayoshi Tanaka
Reżyser: Tatsuyuki Nagai
Scenariusz: Mari Okada
Muzyka: Mito