Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 6/10 grafika: 10/10
fabuła: 5/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 32
Średnia: 8,28
σ=1,72

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Girls und Panzer der Film

zrzutka

Spektakularnie niedorzecznie dobre.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Slova

Recenzja / Opis

O planach stworzenia filmu Girls und Panzer fani dowiedzieli się właściwie wraz z zakończeniem emisji serialu w 2013 roku. Początkowo zapowiadano, że półtoragodzinna produkcja ma ukazać się jeszcze w 2014 roku, później termin kilkakrotnie odraczano, a w międzyczasie film wydłużył się oficjalnie do dwóch godzin. Na zachętę widzowie otrzymali wyśmienitą OAV, a zapał w ich sercach podtrzymywały kolejne akcje promocyjne i zwiastuny. Kinowy i w pełni zasłużony sukces chyba nikogo nie zdziwił, gdy pod koniec ubiegłego roku dziewczyny w czołgach w końcu wjechały na srebrny ekran. Poprzeczka postawiona wysoko przez serię telewizyjną nie okazała się godną uwagi przeszkodą, jeśli nagrodą za ciężką pracę jest spełnienie oczekiwań fanów. Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma, jak to rapował onegdaj Przemysław Frencel.

Kto widział serię telewizyjną, ten z grubsza wie, że należy spodziewać się uroczych dziewcząt ujeżdżających stalowe giganty. Kto z jakichś względów wegetował kilka lat pod kamieniem i przegapił najlepsze anime 2012 roku, temu wyjaśnię, że istotą Girls und Panzer są urocze dziewczyny uprawiające sport polegający na bezkrwawym strzelaniu drużynowo z czołgów do przeciwniczek i vice­‑versa. Najlepiej jednak obejrzeć wcześniej serial, bowiem wydarzenia ukazane w filmie są jego kontynuacją.

Skoro formalności mamy za sobą, to przejdę do meritum – film jest świetny, musicie go obejrzeć. Dziękuję, koniec recenzji. Niemniej dla dociekliwych, których tak oczywista i sensowna, a jednocześnie niepodważalna argumentacja nie przekonuje, wyłożę kawę na ławę – film jest świetny w każdym calu. Na pierwszy ogień niech pójdzie prowadzenie akcji – start z kopyta i z przytupem, pierwsze kilkadziesiąt minut trwa spektakularna scena batalistyczna, prezentująca mecz z okazji zwycięstwa szkoły Ooarai w krajowych mistrzostwach sensha­‑do, czyli sztuki jazdy czołgami. W starciu biorą udział znane już główne bohaterki wspierane przez debiutującą na ekranie i wykazującą niezdrową tendencję do szarżowania szkołę Chihatan. Po drugiej stronie barykady jak zawsze pełne angielskiej elegancji dziewczęta z Saint Gloriany w angielskich czołgach piechoty, a wraz z nimi jak zwykle HURAAAAAAAAAAAAAAoptymistyczna Katiusza i jej radzieckie zagony pancerne. Brzmi wyśmienicie? Na samo wspomnienie tej sceny mam uśmiech na twarzy, bowiem akcja w typowym dla Girls und Panzer stylu zagęszcza się z minuty na minutę, aż w końcu widz ma dylemat, czy śledzić obraz, czy czytać napisy, gdyż zdarzenia zmieniają się szybko i bez zapowiedzi, a odbiorca wie, że chociażby jedno oderwanie wzroku od ekranu będzie go kosztować masę straconej frajdy. Później akcja nieco zwalnia, zawiązuje się właściwa fabuła, robi się trochę ckliwie, trochę dramatycznie i melancholijnie, ale wciąż pogodnie, w typowym dla anime stylu. A przyjaciele jak zwykle nie zawodzą w potrzebie, co film udowadnia kilkukrotnie. Tak gdzieś od połowy rozpoczyna się kolejna, tym razem blisko godzinna scena batalistyczna, w której dziewczęta ze wszystkich zaprzyjaźnionych z Ooarai szkół łączą siły w akcie solidarności z Miho i jej kompanami, stającą w szranki przeciwko reprezentantkom drużyny uniwersyteckiej, startującej w profesjonalnych rozgrywkach. Że niby godzina wypełniona ujęciami wymieniających się ogniem pojazdów pancernych to za dużo? Pamiętajcie, czołgów nigdy nie ma za dużo, zwłaszcza gdy nie można przewidzieć, co przyniesie kolejna scena, a bohaterki dwoją się i troją, odnosząc przy tym wielki sukces, byleby tylko utrzymać uwagę widza w najwyższym poziomie.

Tak, Girls und Panzer der Film wspina się ku szczytowi i mija go, by wspiąć się jeszcze wyżej. Z czymś się Wam to kojarzy? To charakterystyczne uczucie, gdy jesteście święcie przekonani, że właśnie podziwiacie moment kulminacyjny, ale okazuje się, że akcja rozwija się dalej, a Wasze nerwy i tak są już napięte jak postronki? Chcecie ujrzeć finał, ale to jeszcze nie teraz, jeszcze nie czas i każda kolejna minuta buduje nowe poziomy napięcia. A może by tak… Gunbuster? Tak, kinowa odsłona Girls und Panzer to duchowy spadkobierca Top o Nerae! w najlepszym tego sformułowania znaczeniu. Kto nie widział wiekopomnego dzieła Gainaxu, ten raczej tego nie zrozumie, ale serii czerpiących garściami z tego charakterystycznego sposobu budowania napięcia jest znacznie więcej.

Ale, jak już wspomniałem, filmowa odsłona słodkich operatorek wozów pancernych ma jakąś tam fabułę, którą trafnie kwituje określenie „odgrzewany kotlet”. Okazuje się bowiem, że urzędnicze słowo nie jest warte funta kłaków i sprawa, dla której walczyły dziewczęta w serii telewizyjnej, nie jest wcale zamknięta. Wtedy anime nieco zwalnia, ale tylko na trochę. Małe dramaty, które dotykają bohaterki, nie są jednak przeszkodą wystarczającą do zatrzymania świeżo upieczonych mistrzyń, a z pomocą w trudnych chwilach przychodzą przyjaciele. Optymistyczna atmosfera wdziera się nawet do chłodnych relacji Miho z rodziną, kiedy dziewczyna przeżywa sentymentalną podróż do czasów dzieciństwa, jednoznacznie udowadniając widzom, że jej stosunki ze stojącą po stronie matki siostrą są jak najbardziej pozytywne. Być może dla samego filmu to błahostka, lecz dla całej serii to dość istotny akcent, należy przecież pamiętać, że to właśnie od rodzinnych niesnasek zaczęła się przygoda Miho na, nazwijmy to, nowej drodze życia, czy raczej – własnej filozofii jazdy czołgiem. Jednak nawet gdy fabuła podróżuje po tak delikatnych tematach, nie brakuje w niej zabawy i film ani przez chwilę nie zamienia się w łzawy dramat, chociaż wszystko w nim jest wyolbrzymione, nawet reakcje bohaterek na sytuację, w jakiej się znalazły. Prym wiedzie niezawodny komitet dyscypliny szkolnej, w którego wykonaniu nawet skrajny pesymizm okazuje się czymś nad wyraz komicznym. Trudno jednak o marazm, jeśli pomimo zmiany sytuacji problemy, z jakimi na co dzień trzeba się zmagać w ramach szkolnej aktywności, pozostają te same i na wylewanie żali zwyczajnie nie ma czasu. Jakoś więc, pomimo fabuły, nazwijmy to po imieniu, pretekstowej, uzasadnionej jedynie koniecznością usprawiedliwienia kolejnych potyczek pancernych, film płynie dalej i nie daje widzowi zbyt wiele okazji do zastanawiania się nad takimi błahostkami.

Nie daje, bo zaraz zaczyna się kolejna bitwa! Na tym właśnie polega sekret doskonałości – dać odbiorcy coś w zamian za umowność, potknięcia, by każde rozważanie o nich kosztowało go utratę koncentracji, a przez to przeoczenie najmniejszej, pełnej akcji chwili. Tak właśnie robi się anime, Tsutomu Mizushima, reżyser odpowiedzialny nie tylko za telewizyjnego i kinowego Garupana, ale też za fenomenalne Shirobako, wie o tym doskonale. Każda scena jest po coś, każda jest przemyślana i nawet jeśli film by się bez niej obył z punktu widzenia akcji czy fabuły, pewnie zubożałby o wiele powtykanych tu i ówdzie smaczków. Skądś kojarzy Wam się scena z napisami początkowymi? A ten miś z pociskiem na plecach nie wydaje się dziwnie znajomy? A ujęcia żywcem wyjęte z amerykańskich filmów wojennych sprzed kilkudziesięciu lat? Skleić to wszystko w sensowną i zgrabną całość – to trzeba umieć.

Można też wspomnieć, że w Japonii film był emitowany również w wersji 4D, czyli w kinach z ruchomymi fotelami i wodą tryskającą w twarz. O ile bardzo często taki pomysł to raczej farsa, w przypadku Girls und Panzer der Film mógł się rzeczywiście udać, a to ze względu na doskonałe udźwiękowienie. Polecam dobre słuchawki albo zestaw kina domowego, inaczej seans wiele traci. Odgłosy eksplozji to istny majstersztyk, są różnorodne, a w dodatku dynamiczne – przepaść między poziomem, do jakiego przyzwyczaiły nas japońskie seriale animowane, a tą produkcją jest ogromna. Dźwięki wystrzałów rozbrzmiewają w uszach, ale jednocześnie kakofoniczne natężenie zgrzytu gąsienic, ryku silników, pełnych emocji krzyków bohaterek i wybuchów nie jest dla widza uciążliwe. I te ujęcia dynamiczne, gdy kamera podąża za pojazdem, a natężenie dźwięków zmienia się momentalnie, gdy obok pojawia się przeszkoda – taka dbałość o szczegóły jest mi w anime obca.

Do listy już znanych utworów muzycznych, które w istotny sposób budowały niepowtarzalny klimat serii telewizyjnej, trzeba doliczyć kilka nowych kompozycji, jak chociażby orkiestrowe Yuuki no Shingun – aranżację japońskiej pieśni żołnierskiej, When Johnny Comes Marching Home, korzeniami sięgające wojny secesyjnej, a brzmiące majestatycznie, gdy na scenę wtacza się ociężale superciężki T28, aranżacja openingu Enter Enter Mission! na instrumenty dęte, czy wreszcie Säkkijärven Polkka, w wykonaniu bohaterek ze szkoły kontynuującej fińskie tradycje pancerne. Nie zabrakło odświeżonych wersji już znanych linii melodycznych, a także oryginalnych kompozycji, wpisujących się w tematykę marszową, ale też tych spokojniejszych, melancholijnych. Oprawa muzyczna Girls und Panzer der Film jest doprawdy różnorodna i zachęca do słuchania, spotkać można na niej nawet nutki nawiązujące do ducha westernu i aż dziw bierze, że kompozytorowi udało się zachować spójność. Trzeba jednak przyznać, że to oprawa muzyczna na prawdziwie filmowym poziomie.

Nowych seiyuu jest tyle, że nie sposób napisać o wszystkich. Na wyróżnienie zasługuje fakt, że rolę Clary, nowej czołgistki w drużynie Katiuszy, gra Rosjanka, mieszkająca już od ponad dekady w Japonii, i to bynajmniej nie był jej debiut w anime, bowiem Żenia Dawidiuk pojawiła się ostatnio w Seiken Tsukai no World Break. Niemniej takie smaczki budują atmosferę filmu, zwłaszcza gdy wymiany zdań między nią a Nonną (którą gra dobrze mówiąca po rosyjsku Sumire Uesaka) odbywają się w języku Tołstoja. Ale pochwała należy się też całej ekipie szkoły idącej z duchem Japońskiej Cesarskiej Armii. Bez ich wczucia się w rolę zawsze nieudane szarże na łeb­‑na szyję nie byłyby tak komiczne.

W stosunku do serii telewizyjnej, co nie budzi zdziwienia, poprawiono oprawę wizualną. Więcej uwagi poświęcono modelom czołgów i otoczeniu, ale naprawdę dech w piersi zapierają wszelkie eksplozje. Nie tylko, jak już wspomniałem, dzwonią w uszach, ale mają też rozmach na ekranie. A wybucha wszystko i w dużych ilościach – budynki walą się w gruzy, ziemia pada z nieba, istny spektakl radosnej destrukcji. Znacznie do przodu poszła też i tak dobra animacja postaci, a ujęcia dynamiczne trzymają poziom finału serii telewizyjnej. Niestety czasem trawa wygląda zbyt monotonnie, a mocnym zgrzytem było klatkowanie komputerowego renderingu w jednej ze scen, w której kamera z dalekiego planu z lotu ptaka powoli dokonuje zbliżenia na nacierające w szyku czołgi. Jak to się mówiło kiedyś kolokwialnie – zabrakło RAM­‑u. Nie w smak była mi też wywrotność czołgów. Rozumiem, że konstrukcje lekkie po trafieniu z dużego kalibru faktycznie mogą przekoziołkować, ale toczący się niczym kartonowa zabawka francuski kloc o nazwie Char B1 Bis trochę zgrzyta. Nie, żeby fizyka kiedykolwiek przeszkadzała bohaterkom Girls und Panzer, ale czasem wypadałoby poświęcić dla niej efektowność scen. Zastanawiam się też, kto sterował pewnym działem samobieżnym z odkrytym przedziałem załogi, w którym nikogo nie było. Ot, tak sobie korbki kręciły się samoistnie, a skądś dobiegały dialogi. Też niefajnie.

Nie zabrakło momentów wzruszającego poświęcenia, patetycznych, ale jak w dobrym filmie wojennym. Amatorzy takiego kina znajdą w Girls und Panzer der Film wiele odniesień do klasyki, ale i bez takiego rozeznania seans dostarcza potężnych pokładów pozytywnej energii i radości. Bo, jak to powiedziałyby bohaterki, czołgi są tanoshii.

Slova, 18 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Actas
Projekt: Fumikaze Shimada, Isao Sugimoto
Reżyser: Tsutomu Mizushima
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Shirou Hamaguchi