Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 40
Średnia: 7,3
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Karo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Flip Flappers: Fantazja vs. świat

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • フリップフラッパーズ
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Szalona podróż do światów kulturowych odniesień i pozornych alegorii, odsłaniająca rozczarowująco zrozumiałą fabułę.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wychowywana przez babcię i niepamiętająca rodziców Cocona stanowi uosobienie introwertyczności. Dziewczyna jest chorobliwie nieśmiała, zawzięcie unika sytuacji wymagających podejmowania decyzji, a relacje z rówieśnikami stara się ograniczać do niezbędnego minimum. Gdy jednak pewnego dnia w jej życie brutalnie wdziera się przybyła nie wiadomo skąd i pozbawiona skrupułów w zawieraniu znajomości Papika, zamknięta w sobie nastolatka zmuszona jest porzucić swój dotychczasowy sposób bycia i bynajmniej nie chodzi tu o zwykłe wyjście z życiowej „strefy komfortu”. Wraz z nowo poznaną znajomą zostaje ona bowiem niemal natychmiast dosłownie wyrwana z rzeczywistości i wrzucona do alternatywnego wymiaru o nazwie Pure Illusion, wolnego od klasycznych praw logiki czy fizyki. Krótki pobyt i niepozbawiona trudności ucieczka z odrealnionego uniwersum stanową dopiero początek gwałtownych przemian w życiu Cocony. Niedługo potem jako osoba obdarzona zdolnością przenoszenia się do Pure Illusion, zostaje, nie siłą, ale też nie całkiem dobrowolnie, wcielona do tajnej organizacji Flip Flap. Razem z Papiką ma odwiedzać kolejne alternatywne światy w poszukiwaniu kamieni nazywanych fragmentami Amorphous, podobno mających moc spełniania życzeń.

Filmem animowanym interesuję się amatorsko od kilkunastu lat. Z produkcjami europejskimi czy amerykańskimi obcuję wprawdzie zdecydowanie dłużej, ale nigdy nie trafiały one w moje upodobania aż tak celnie, jak odkryte nieco później kreskówki pochodzące z Japonii. Te bowiem okazały się z mojego punktu widzenia dużo lepiej radzić sobie z czymś, co używając fachowej terminologii, określiłbym jako „alegoryczność połączona z kulturową intertekstualnością”. Urzekła mnie swoboda, z jaką japońscy twórcy za pomocą wizualnie atrakcyjnych animacji i pozornie przystępnych scenariuszy potrafili przekazać złożone treści, jakich w kulturze zachodniej musiałem szukać w kinie niezależnym i literaturze pięknej. To, jak z kreskówki o wielkich robotach byli w stanie uczynić wprowadzenie do freudowskiej psychoanalizy, baśnią o wywrotowej księżniczce zainteresować widza tematyką gender studies, a dystopijną wizją podziemnej metropolii zachęcić do zapoznania się z historią filozofii egzystencjalnej. Prawdopodobnie zabrzmi to zbyt patetycznie, ale uważam, że anime odegrało znaczącą rolę w kształtowaniu mojej artystycznej wrażliwości, ucząc mnie sztuki interpretacji i służąc za doskonały pośrednik między kulturą popularną a wysoką. Oczywiście od czasów, kiedy zaczynałem swoją przygodę z japońską animacją, przemysł ten znacząco się zmienił i chociaż zawsze starałem się trzymać jak najdalej od nostalgicznych malkontentów powtarzających pesymistyczną formułkę o tym, że „kiedyś anime były lepsze”, to jednak z przykrością muszę przyznać, że w ostatnich latach poszły one w nieco innym kierunku, niż mógłbym sobie tego życzyć. Najnowsze serie, które jestem skłonny uznać za wartościowe, kupują mnie zazwyczaj barwnymi kreacjami bohaterów, ekscytującym scenariuszem czy nietypową narracją, ale rzadko kiedy przemycają alegoryczne przesłanie wymagające wnikliwej interpretacji. Często zapewniają znakomitą rozrywkę, nie sprawdzając się przy tym jako produkt wielokrotnego użytku, zachęcający odbiorcę do poszerzenia swojej wiedzy o danej dziedzinie.

Powyższa sentymentalna introspekcja posłużyć miała wstępnemu uzasadnieniu entuzjazmu, jaki rozbudziły we mnie pierwsze odcinki Flip Flappers. Podczas seansu odniosłem wrażenie, że oto w dobie anime niewykraczających w prezentowanych treściach poza własny świat przedstawiony trafiła się produkcja alegoryczna, w której pretekstowa fabuła służyć będzie poruszeniu jakiegoś bardziej ogólnego zagadnienia społecznego czy kulturowego. Metoda ekspozycji bowiem przypomina tą wykorzystywaną przez niektóre klasyczne na tym polu serie, takie jak np. FLCL czy Shoujo Kakumei Utena. Twórcy, niczego dokładnie nie wyjaśniając, prezentują odrealniony świat, rządzący się własnymi pokrętnymi zasadami. W tak niezrozumiałej scenerii umieszczają pozornie realistycznych bohaterów, zdolnych jednak nad wszystkimi nowo napotkanymi dziwactwami natychmiast przejść do porządku dziennego, a następnie wikłają ich w bardzo klarowną, początkowo solidnie osadzoną w konkretnej konwencji intrygę. Przy tym wszystkim cały czas podsuwają subtelne aluzje – na pierwszy rzut oka niezrozumiałe lub zupełnie niezauważalne – mogące sugerować bardziej złożoną treść. Tajemnicze kwestie, o których bohaterowie nie chcą rozmawiać, kilkusekundowe sceny o niepasującym do całości kompozycji klimacie, wizualne symbole w postaci ciemnego lasu czy rozbitych okularów – wszystko to kazało mi przypuszczać, że autorzy Flip Flappers próbują wprowadzić mnie w błąd, tworząc fasadę prostej serii przygodowej, za którą miałoby się kryć alegoryczne przesłanie. Pierwsze odcinki upłynęły mi zatem na skwapliwym wyłapywaniu tych narracyjnych sygnałów i zastanawianiu się, co też ta sympatyczna przygodówka o dwóch przyjaciółkach przemierzających alternatywne wymiary próbuje mi przekazać. Nawiązuje do solipsyzmu? Wariabilizmu? Teorii względności? A może stanowi komentarz społeczny na temat eskapizmu lub świadomego budowania własnej tożsamości? Jakże bolesne było moje rozczarowanie, kiedy w pewnym momencie zorientowałem się, że dałem się zwyczajnie ponieść interpretacyjnej fantazji, a wszystkie te aluzje służyły nie budowaniu alegorii, ale po prostu fabularnej intrygi.

Flip Flappers, szczególnie w pierwszych odcinkach, wykorzystuje wiele chwytów nietypowych dla współczesnych serii rozrywkowych. Obfituje w skłaniające do samodzielnych domysłów niedopowiedzenia, podsuwa wizualne sugestie tam, gdzie równie dobrze można by było wykorzystać zwykły dialog, a także sprawnie gra z konwencją, łącząc formę komedii przygodowej z poważną tematyką obyczajową. Zabiegi te nie służą jednak przekazaniu materiału do interpretacji, jak mogłoby się początkowo wydawać, a jedynie subtelnemu zarysowaniu fabularnych wątków, które w odcinkach późniejszych zostają bezpośrednio wyłożone i nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do faktycznego przekazu. Trzeba przy tym oddać twórcom, że sama historia, choć miejscami bywa schematyczna i przewidywalna, pod względem warsztatowym poprowadzona została bardzo umiejętnie. Trzyma równe tempo, w odpowiednich ilościach serwuje niewiadome i we właściwych momentach udziela satysfakcjonujących odpowiedzi. Przy pierwszym seansie potrafi tam gdzie trzeba zaangażować, a tam gdzie trzeba zaskoczyć. Ponadto wyjątkowo sprawnie rozporządzono bohaterami, w szczególności drugoplanowymi, znajdując idealną proporcję między ich liczbą a dostępnym czasem ekranowym. Niemal każdą postać udało się w jakiś sposób fabularnie uzasadnić i ciekawie zaprezentować. Charaktery są dynamiczne, a towarzyszące rozwojowi intrygi zmiany zachowań solidnie umotywowane i wiarygodne. Szkoda tylko, że po całym tym spektaklu warsztatowej poprawności pozostaje uczucie pustki. Widz, o ile nie postanowi oddać się radosnemu nadinterpretowaniu, które możliwe jest w przypadku każdego dzieła kultury, nie otrzymuje żadnego materiału do przemyślenia. Można powiedzieć, że Flip Flappers opowiada historię, ale nie przekazuje treści. Anime wieńczy co prawda morał, ale nie dość, że jest oburzająco wręcz banalny, to jeszcze podany w skrajnie łopatologicznej formie, niewymagającej interpretacyjnej inicjatywy.

Brak ciekawej alegorii rozczarowuje jeszcze bardziej, kiedy weźmie się pod uwagę swobodę, z jaką twórcy posługują się rozmaitymi, kulturowymi nawiązaniami. Odwiedzane przez bohaterki wymiary Pure Illusion nie są bowiem pomysłami zupełnie autorskimi, ale mają źródła w innych, szeroko cenionych produkcjach. Obficie korzystano tutaj nie tylko z anime, ale też z kina zachodniego. Nigdy nie są to jednak kreacje zaczerpnięte z pojedynczego dzieła – pobieżnie zreinterpretowane lub sparodiowane i natychmiastowo rozpoznawalne. Autorzy wyzyskują pierwowzory w sposób niezwykle kreatywny, przykładowo czerpiąc z nich wyłącznie ogólną atmosferę, metodę narracji czy fabularny schemat, a następnie wtłaczając w złożone z tych elementów światy własną opowieść. Nawiązania dosłowne występują natomiast sporadycznie w postaci pojedynczych kadrów, prawdopodobnie mających naprowadzić mniej wprawionego widza na właściwy zestaw intertekstualnych skojarzeń. Wyłapywanie tych odniesień nierzadko daje więcej frajdy niż śledzenie rozwoju fabuły, szczególnie że w przypadku towarzyszącej im oprawy audiowizualnej również zadbano o warsztatową poprawność. Różnorodne stroje, tła i elementy architektury okraszone zostały niespotykanie intensywną kolorystyką oraz liczbą klatek animacji dostosowaną do właściwych sekwencji – odpowiednio oszczędną przy dialogach i większą w scenach akcji. Niewyszukane utwory muzyczne skomponowane zostały natomiast wyłącznie celem podkreślenia wydźwięku bardzo konkretnych scen (niektóre do tego stopnia, że nie są wykorzystywane więcej niż raz). Raczej nie nadają się do słuchania w oderwaniu od animacji, ale ze swojego zadania wywiązują się wzorowo. Wszystko to wywołuje jednak to samo uczucie niedosytu, o którym pisałem wcześniej w odniesieniu do historii. Seria tak ciekawie wykorzystująca intertekstualność aż prosiła się o przemycenie w niej jakiegoś ukrytego przekazu. O świeże spojrzenie na treści zawarte w starszych produkcjach, nawiązanie międzykulturowego dialogu czy chociażby zaprezentowanie niestandardowych metod prowadzenia znanych opowieści. Tymczasem fantastyczna wyobraźnia i kulturowa erudycja twórców wykorzystana została jedynie do wykreowania przyjaznej dla wyrobionego widza scenerii, odwracającej uwagę od mało oryginalnej fabuły.

Na pewnym etapie pisania powyższego tekstu odniosłem wrażenie, że popełniłem karygodny błąd, jakiego nie powinien dopuszczać się recenzent: po wstępnym zapoznaniu się z produkcją wyrobiłem sobie względem niej bardzo konkretne oczekiwania, w efekcie czego zacząłem oceniać ją nie za to, czym faktycznie jest, ale za to, czym mogłaby być. Patrząc nieco bardziej obiektywnie, trzeba przyznać, że pod względem czysto warsztatowym Flip Flappers to anime wykonane bez zarzutów – atrakcyjne wizualnie i opowiadające spójną, mogącą zaangażować historię. Wymaganie przy tym wyszukanych alegorii może się wydawać niedorzecznym postulatem rozpieszczonego pseudointelektualisty. Na odparcie swoich własnych zarzutów powiem jednak, że seria od pierwszych odcinków wysyła mylące sygnały na temat tego, jak powinno się ją prawidłowo odczytywać. Elementy takie jak np. nietypowa dla pozycji rozrywkowych metoda narracji, zastępująca sugestią bezpośrednie przekazywanie danych treści, czy nawiązania do klasycznych produkcji słynących właśnie ze swojej alegoryczności dawały nadzieję na tytuł niejednoznaczny, do którego pełnego zrozumienia niezbędny będzie więcej niż jeden seans. Fakt, że całą tą narracyjną i intertekstualną nadbudową posłużono się w celu opowiedzenia jednowymiarowej historii z wyjątkowo banalnym morałem był zatem mocno rozczarowujący. Flip Flappers to współczesny produkt służący wyłącznie rozrywce. Sprawdzający się w swojej obszernej kategorii dzięki nienagannemu wykonaniu, ale ostatecznie nadający się tylko do jednorazowego użytku i zamiast jakiegokolwiek materiału do interpretacji pozostawiający po sobie jedynie uczucie miło zmarnowanego czasu.

Karo, 23 kwietnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio 3Hz
Projekt: Takashi Kojima, tanu
Reżyser: Kiyotaka Oshiyama

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Flip Flappers - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl