Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,22

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 44
Średnia: 6,89
σ=1,76

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tablis)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Little Witch Academia [2017]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • リトル ウィッチ アカデミア [2017]
zrzutka

Studio Trigger rujnuje anime, czyli o tym, jak zarżnąć kurę znoszącą złote jajka, po czym przypalić rosół.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wiele złego można powiedzieć o serii telewizyjnej Little Witch Academia: fabuła jest głupia, animacja budżetowa, a postaci płaskie i przewidywalne. Niemniej widziałem seriale gorsze pod każdym z tych względów, które oglądało mi się dużo się lepiej, ponieważ zawierały w sobie wyczuwalną dozę energii; głupio się w nich dzieje, brzydko się dzieje, ale przynajmniej się dzieje i są w tym emocje. Paradoksalnie to właśnie emocje były w zamyśle głównym tematem serii Little Witch Academia, ale najbardziej wyczuwalną jest nadzieja, aby jak najszybciej się to skończyło. Towarzyszyła ona mnie, będzie też towarzyszyć dużej części widzów, ale co najgorsze, najwyraźniej towarzyszyła twórcom.

To porażka, która jest niespodziewana i niewiele ją zapowiadało. Ta franczyza ma swój początek w dwóch filmach, z których pierwszy, dwudziestominutowy, został sfinansowany przez japoński rządowy Young Animator Training Project, a drugi, niemal godzinny, przez fanów, którzy na Kickstarterze złożyli się na ponad sześćset tysięcy dolarów. Ze świecą by szukać innego projektu, wokół którego nagromadziło się tyle dobrej woli. To były porządne produkcje, ale skala ich sukcesu mimo to jest zaskakująca. Obydwa były przykładami dominacji formy nad treścią: projekty, styl, animacja – to wszystko jest w nich cudowne, ale jeśli chodzi o esencję fabuły, to nie ma tam nic więcej ponad „grupa przyjaciółek przeżywa magiczne przygody i zwycięża dzięki sile przyjaźni, entuzjazmu i wiary w siebie”. Mało lotna z tego koncepcja, ale na krótki metraż wystarczy; wpisuje się też w moją wcześniejszą diagnozę, że Little Witch Academia jest opowieścią o emocjach.

Jej postawienie nie wymaga zresztą wielkiego wysiłku, skoro głównym wątkiem serialu jest rywalizacja złej wiedźmy (Croix), wykorzystującej w magii negatywne emocje, z dobrą wiedźmą (Ursulą), wykorzystującą te pozytywne, oraz jej następczynią (Akko). Pod względem subtelności przekazu jest to jak walenie po głowie pogrzebaczem. W prostym postawieniu sprawy nie byłoby niczego złego, ból głowy wynika z tego, że jest to kompletnie przeinaczenie źródła siły tej franczyzy.

Tak, to seria o emocjach, ale nie o emocjach bohaterów, nie o emocjach w ogólności, ale o emocjach widzów, i to w dodatku bardzo specyficznych. Mam na myśli nostalgię, w szczególności nostalgię za dzieciństwem i wyidealizowaną szkołą, czasami, kiedy każdy dzień był zaskoczeniem i źródłem nowych magicznych doznań, gdy przyjaźnie były czyste, proste i pełne radości. Takiego okresu nigdy tak naprawdę nie było, ale pamięć to kapryśny doradca, a każdy od czasu do czasu lubi się roztkliwić nad tą domniemaną arkadią, jeśli nie we własnym życiu, to przynajmniej na ekranie. Jeśli spojrzeć na całą franczyznę Little Witch Academia pod tym kątem, to odhacza wszystkie punkty na liście bycia wehikułem nostalgii, więcej: nie sposób dostrzec innych punktów. Oznacza to, że jeśli wehikuł się rozkraczy, serial utknie na poboczu, i dokładnie to miało miejsce. Żeby do tego nie doprowadzić, trzeba jednak mieć w ogóle świadomość, co i dlaczego się robi, a przebieg serialu dobitnie świadczy o tym, że ludzie w Triggerze nie mieli najmniejszego.

Pierwszy film przedstawiał lekcję stosowania magii w terenie, która wymknęła się spod kontroli, a drugi opowiadał o organizacji parady szkolnej. To proste szkolne sytuacje, umagicznione i ukazane przez różowe okulary. W przypadku serialu początkowo wydaje się, że wszystko będzie po staremu, a w początkowych epizodach poznajemy szkołę i jej ekscentryczne grono pedagogiczne (moją personalną faworytką jest złota rybka). Trójka bohaterek, Akko, Sucy i Lotte, pakuje się w coraz to nowe tarapaty, i tak od odcinka do odcinka. Już po kilku pierwszych powtórzeniach tego schematu można jednak zacząć odczuwać znużenie. W filmach to działało, bo były krótkie, ale pociągnięcie tego na dłuższą metę wymagałoby różnorodności, kreatywności i spójnego przedstawienia życia szkolnego Akko i jej przyjaciółek.

Nic takiego się nie objawiło, a odpowiedzią twórców na postępujące objawy zużycia materiału było wprowadzenie w połowie serii wątku głównego. Wątku, przy którym zacząłem przewracać oczami już od pierwszych sekund, gdy bohaterowie zaczęli nagle gadać o potężnej starożytnej magii zmieniającej świat. Kluczem do niej jest potężny artefakt Shiny Rod, który rzecz jasna wybrał akurat Akko, aby go przebudziła. Ratowanie świata magii, powstrzymywanie potężnej złej czarodziejki – nikt tego po tej serii nie oczekiwał, i to włącznie z twórcami, sądząc po wykonaniu. Nie dość, że to wątek do niczego nie potrzebny, co gorsza szybko zaczyna kompletnie dominować nad życiem szkolnym, najwyraźniej z braku pomysłu na ukazanie tego ostatniego. Znikają lekcje, nauczycielki, znikają nawet przyjaciółki Akko Sucy i Lotte, a serial zmienia się w ciąg kolejnych wypraw Akko uzasadnianych magicznym trele morele. Wszystko to przeplatane jest mało lotnym dramatem w trójkącie Akko, Croix i Ursula. Nastolatka wplątana w wieloletnie niesnaski między czarodziejkami w średnim wieku to już motyw będący tak daleko od nostalgicznej wspominki o szkolnych czasach, że morduje ten serial na miejscu. Nominalnie wątek główny opowiada o emocjach, a kolejne wyprawy mają czegoś nauczyć Akko, ale prawdą a bogiem kompletnie już nie pamiętam ani jednego z owych przesłań, ani też nie sądzę, aby kogokolwiek obchodziły.

To nigdy nie miała być seria o rozwoju personalnym, przeciwnie: szkolna arkadia z konieczności musi być zawieszona poza czasem, jak uwięziona w krysztale. To nigdy nie miała też być seria skupiona na Akko. Jest ona głupia, niedouczona i nadaktywna, co jest wygodne dla scenarzystów przy wprowadzaniu i nowych przygód, i tłumaczeniu świata magii, ale samo w sobie wcale nie jest ciekawe dla widzów. Podejrzewam, że większość oglądających dużo mocniej identyfikuje się z Sucy, kreującą się na szkolnego geeka i oryginała, lub Lotte, nieśmiałą dziewczynę wyciąganą za uszy na kolejne przygody. Każda dostała po odcinku, ale poza tym ceremonialnym oddaniem im honoru wątek główny ruguje je z tej serii. Przygody bohaterów były zajmujące, dopóki były ukazaniem radosnego spędzania czasu z przyjaciółmi, co jest czymś kompletnie innym niż obserwowanie kolejnych misji Akko. Co gorsza, wykonuje je ona przede wszystkim z poczucia obowiązku wobec swojej idolki Shiny Chariot, co wywołuje skojarzenia bardziej z nużącym zadaniem domowym niż z magiczną przygodą.

Podjęto przynajmniej próby znalezienia miejsca na swoistą konkurentkę Akko, Dianę. To dosyć ciekawa postać – ambitna i przykładna uczennica, sprzeczająca się z protagonistką ze względu na przywiązanie do tradycji i reguł, ale zachowująca przy tym zdrowy rozsądek, którego Akko brakuje. Jest kolejną bohaterką, z którą łatwiej się identyfikować niż z protagonistką, i to kolejny zepsuty wątek, odciągający uwagę od życia szkolnego. Zła ciotka ma chrapkę na rodzinny majątek, aby temu zapobiec, Diana musi dopełnić starożytnego rytuału, zaś Akko krząta się przy tym wszystkim, bo co byśmy bez niej zrobili przez pięć minut…

Męcząc się z kolejnymi wątkami, które do niczego ciekawego nie prowadzą, trudno było mi oprzeć się wrażeniu, że to zapychacze, do których nikt nie miał serca ani rozumu, stworzone wyłącznie po to, aby dobrnąć do ustalonej liczby dwudziestu pięciu odcinków. Stan animacji tej serii zdaje się potwierdzać. Spadek jakości przy przejściu z krótkiego metrażu na długi jest nieunikniony, ale pierwsze odcinki szczerze uważam za śliczne, szczególnie na tle fatalnego wrażenia pozostawionego przez następujący później spadek jakości. Pierwsze kilka epizodów oraz reszta to jeśli chodzi o wykonanie dwa różne światy. Tła robią się prostsze i odtwórcze, a po początkowych przebłyskach kreatywności szkoła i okolice zmieniają się w ciąg powtarzalnych korytarzy, alejek i miejskich uliczek. Porównanie ilości nowych pomysłów i projektów przedstawionych w dwóch animacjach, trwających łącznie półtorej godziny, i w serii o pełnej długości, wypada druzgocząco dla tej ostatniej. Trudno to nazwać inaczej niż odcinaniem kuponów. Szczyt bankructwa artystycznego następuje w ostatnich odcinkach, gdzie bohaterowie walczą z potworem będącym przypudrowanym i gorzej wykonanym smokiem z pierwszego filmu.

Muzyka w tej franczyzie od początku była co najwyżej funkcjonalna, więc nad nią nie ma się co roztkliwiać, ale animacja również zalicza regres. Twórcy zaczynają unikać trudnych do przedstawienia scen lub je skracać. W szczególności dotyczy to wszelkich momentów, w których trzeba czarować. Na początku zdarzają się jeszcze w akcji wyróżniające się czary oraz magiczne rytuały, pod koniec natomiast dochodzi do tego, że magię można uznać za świecący płyn, który pozwala czarownicom strzelać wiązkami energii z różdżek, opcjonalnie zmieniać jedne rzeczy w drugie. Ma to swoje potęgujące ból głowy uzasadnienie w fakcie, że Akko zna jeden i dokładnie jeden czar – transformację, poza tym w wyjątkowych sytuacjach udaje jej się aktywować Shiny Rod, który w działaniu wpisuje się w strzelanie świecącą wiązką i banalne transformacje. Oparcie serialu o magii na protagonistce, która konsekwentnie nie potrafi się nauczyć czarować, to pomysł, który brzmi w teorii dokładnie tak źle, jak wypada w praktyce.

Głupio nawet o tym wspominać, ale ten serial nazywa się Little Witch Academia, co jest silną sugestią, o czym mógłby opowiadać, na którą jednak sami twórcy okazali się odporni. Zamiast tego postawili na banalną i wyeksploatowaną do bólu opowiastkę o ratowaniu świata, której z klimatem oryginalnych filmów nie łączy wiele poza ciągłym eksploatowaniem stworzonych wcześniej projektów. Jeszcze podczas pierwszych odcinków można było mieć nadzieję, że jest to franczyza, która wie, czym jest – prostą nostalgiczną i ubarwioną opowieścią o życiu szkolnym. Ostatecznie jednak Little Witch Academia okazała się opowieścią o absolutnie niczym.

Tablis, 13 lipca 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Trigger
Autor: You Yoshinari
Projekt: Shuuhei Handa, You Yoshinari, Yuusuke Yoshigaki
Reżyser: You Yoshinari
Scenariusz: Michiru Shimada
Muzyka: Michiru Ooshima

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Little Witch Academia - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl