Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Polcon 2018

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 4/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

ClassicaLoid [2017]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • クラシカロイド [2017]
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
zrzutka

Niecodzienne życie niedoskonałych kopii słynnych kompozytorów. Jeszcze więcej dźwiękowego chaosu odlegle przypominającego muzykę poważną.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jako że Ziemia jednak nie została zniszczona ani zalana muzyką Bacha, życie w Pensjonacie Otowa oraz jego okolicach toczy się zwykłym trybem. Rzeczony Bach nadal kieruje ogromną firmą fonograficzną, zaś Bada­‑chan i Tchaiko­‑chan (czyli Bądarzewska i Czajkowski/a) robią karierę jako idolki. Reszta ClassicaLoidów – Chopin, Liszt, Schubert oraz oczywiście Beethoven i Mozart – obija się i działa na nerwy Kaname, która próbuje zapanować nad całym tym chaosem i wytrząsnąć z nieznośnych lokatorów jakiś czynsz. W tle pęta się Sousuke, bezużyteczny jak zawsze. Wszystko bez zmian, przynajmniej do dnia, gdy w drzwiach pensjonatu staje chłopiec (w towarzystwie hipopotama karłowatego imieniem Dovo) przedstawiający się jako młodszy brat Kanae, Wataru. Cóż, państwo Otowa są tak ekscentryczni, że dziewczyna nie czuje się tym nawet przesadnie zdziwiona. A że Wa­‑kun jest miły i zachwycony starszą siostrą, nic dziwnego, że Kanae z entuzjazmem przyjmuje jego obecność i zaczyna go wręcz rozpieszczać. Nie wie jednak, że Wataru i Dovo to w rzeczywistości Wagner i Dworzak – ClassicaLoidzi stworzeni przez jej ojca, ale niewłączeni do głównej Oktawy. Po co zostali powołani do istnienia? Czemu Dworzak jest hipopotamem? Czy Wagner jest nieudaną pomyłką? Chłopak uważa, że znajdzie odpowiedź na te pytania, jeśli spotka się z „ojcem”, czyli profesorem Otową, a żeby wywabić go z ukrycia, zamierza pokazać, że przewyższa pod każdym względem pozostałych ClassicaLoidów.

Większość drugiego sezonu ma konstrukcję identyczną, jak sezon pierwszy – oglądamy epizodyczne, jednoodcinkowe historie, koncentrujące się na pojedynczych ClassicaLoidach lub podzbiorach ClassicaLoidów. Wątek Wagnera przewija się w tle i powraca, ale poszczególne jego fazy są przedzielone dłuższymi okresami „zastoju”, więc trudno mówić o wrażeniu ciągłości fabuły. Mimo wszystko jednak tego rodzaju szkielet, niechby i wątły, robi serii całkiem dobrze, a robiłby jeszcze lepiej, gdyby, tak jak wszystko tutaj, nie został przerysowany do absurdu. Jeśli zaś chodzi o poziom poszczególnych odcinków, to również jak poprzednio jest zróżnicowany, ze wskazaniem na niższo­‑średni. Zdarzają się epizody udane i dobrze wykorzystujące absurdalne założenia, zdarzają się także całkowicie chybione. Na plus zapisałabym chyba to, że więcej tutaj odcinków całkowicie oderwanych od jakiejkolwiek rzeczywistości, ponieważ wbrew pozorom to one bronią się najlepiej.

Największym problemem serii jest także dokładnie to samo, co poprzednio, czyli postacie. Kolorowe i zwariowane, najwyraźniej mają stanowić główną siłę tego tytułu, ale nikt nie zawracał sobie głowy jakąś tam spójnością kreacji. Każdy z dotychczas poznanych ClassicaLoidów ma zestaw dyżurnych zachowań, które już dawno stały się powtarzalne, natomiast od czasu do czasu dostaje jakiś kawałek fabuły, w którym zachowuje się całkowicie inaczej. Jakiekolwiek zmiany, które mogłyby zajść w odcinkach poświęconych danemu bohaterowi, są pracowicie „resetowane”, więc ani w ich charakterach, ani w dynamice relacji nic nie ma prawa nawet drgnąć. Co więcej, nadal są to osoby bardziej antypatyczne niż zabawne i trudno oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę bardzo, ale to bardzo się nie lubią, a wytrzymują razem tylko dlatego, że upierają się przy tym scenarzyści. Sousuke pozostaje żałosnym idiotą (z naciskiem na żałosność), zaś Kaname, choć niby znajduje się w centrum wydarzeń, nie odgrywa w nich zazwyczaj większej roli. Swoją drogą, poznajemy tutaj jej matkę i chociaż ja wiem, że to wszystko komedia i miało być zabawne, trudno nie współczuć dziewczynie, której rodzice są do tego stopnia toksycznymi i nieodpowiedzialnymi ludźmi.

Nie nazwałabym Wataru/Wagnera postacią udaną, bo za wiele w nim niekonsekwencji. Jednak wydaje się o wiele ciekawszy od pozostałych tylko i wyłącznie dlatego, że przypisano mu jakiś jasny cel, a jego działania do czegoś konkretnego zmierzają. To pokazuje, że naprawdę niewiele by trzeba, żeby ta seria zrobiła się zdecydowanie lepsza – wystarczyłby jakiś pomysł na pozostałych, nieograniczający się do „zachowują się jak idioci”.

Wypada natomiast pochwalić jedną pozytywną zmianę – druga seria przynosi o wiele więcej kompozycji wykorzystywanych do tworzenia Musik. Praktycznie każdy z ClassicaLoidów (ze zrozumiałym wyjątkiem Bądarzewskiej) dostaje po kilka nowych utworów do repertuaru, zaś towarzyszące im efekty specjalne są obłąkańczo pomysłowe i stanowią zdecydowanie najmocniejszy punkt tej produkcji (moją uwagę zwrócił w szczególności Walc minutowy Chopina). Niestety, tak jak poprzednio, nie mamy do czynienia z faktycznymi utworami klasycznymi, ale ich przeróbkami, często zmienionymi do tego stopnia, że bardzo trudno wychwycić w nich oryginalną linię melodyczną.

Grafika nie uległa poważniejszym zmianom, co oznacza, że jest marnie, aczkolwiek zrzutki nie oddają w pełni problemu polegającego na nienaturalnym dopasowaniu postaci do tła oraz ogólnej nieruchomości wszystkiego, co tylko możliwe. Sceny z Musik jak zawsze wykorzystują efekty komputerowe i tego akurat nie zamierzam się czepiać, bo w tym przypadku kontrast z resztą rysunku można uznać za w pełni zamierzony.

Rozpisywanie się o drugim sezonie wydaje się zbędne. Widzowie, którzy znają część poprzednią, mogą spodziewać się podobnych cech charakterystycznych, zaś zaczynanie od tej części, chociaż możliwe, nie miałoby większego sensu. O dziwo, powiedziałabym, że uważam tę odsłonę za bardziej udaną ze względu na nieco spójniejszy koncept fabularny… Chociaż z drugiej strony należałoby raczej użyć określenia „mniej nieudana”. I tak jak poprzednio pozostaje żal, że tak cudownie zwariowany koncept fabularny nie doczekał się lepszego wykorzystania.

Avellana, 12 czerwca 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: NHK
Projekt: Makoto Tsuchibayashi, Seiichi Hashimoto
Reżyser: Kei Umabiki
Scenariusz: Michihiro Tsuchiya, Youichi Fujita
Muzyka: Masashi Hamauzu