Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 89
Średnia: 7,04
σ=1,51

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Inuyashiki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • いぬやしき
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Androidy/cyborgi, Uczniowie/studenci; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Odwieczna walka dobra ze złem, wpływ wychowania na życiowe wybory, tania sensacja autora mangowej krwawej jatki czy też może nietypowe podejście do tematu superbohaterów?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Hiroya Oku to rysownik komiksów, który zasłynął swego czasu za sprawą GANTZ, tytułu pełnego przemocy, krwi i nagości, lecz niekoniecznie ciekawej fabuły i dających się lubić postaci. Manga obliczona była na szokowanie czytelnika i wywołanie szumu medialnego, co sprawdziło się znakomicie i poskutkowało wydaniem łącznie trzydziestu siedmiu tomów. To imponujący wynik, którego wielu kolegów po fachu z pewnością mogło pozazdrościć, niezależnie od walorów (czy też ich braku) samej serii. Rozgłos przyczynił się też do powstania animowanych adaptacji, w tym jednej wykonanej w całości za pomocą technik komputerowych. Podobnie jak oryginał, sprowadzały się one do jatki i walk z kosmitami, nie wspinając się na wyżyny subtelności, ale zdobywając niemałe grono fanów.

Inuyashiki stanowi kolejną propozycję z dorobku mangaki, tym razem aspirującą do miana bardziej dojrzałej i nietuzinkowej. Opowiada historię zniedołężniałego, choć nie tak starego mężczyzny, który dowiaduje się, że ze względu na chorobę nowotworową pozostało mu niewiele życia, oraz aspołecznego, niestabilnego emocjonalnie młodego człowieka, być może nawet cierpiącego na zaburzenia neurologiczne. Obaj pewnego dnia giną w wyniku przypadkowej ingerencji sił pozaziemskich, które postanawiają odtworzyć nieszczęśników jako roboty, z wyglądu nie do odróżnienia od zwykłych ludzi. Zdarzenie to odmienia ich życie, będąc trudnym, szokującym doświadczeniem, z którym każdy radzi sobie inaczej. Dawniej chorowity i słaby Ichirou Inuyashiki odnajduje nowe powołanie do niesienia pomocy potrzebującym, zaczynając od wstawiania się za dręczonymi bezdomnymi, na leczeniu chorych w szpitalach skończywszy. Z kolei u młodego Hiro Shishigamiego wcześniejsze problemy osobowościowe tylko się pogłębiają. Nocami krąży po mieście, mordując niewinnych, by w ich cierpieniu szukać czegoś, co utwierdziłoby go w przekonaniu, że nie jest tylko maszyną, ale wciąż czującym emocje człowiekiem. Początkowo nieświadomi swego wzajemnego istnienia, odmieniają oblicze miasta, w którym przyszło im mieszkać.

Jako że znałem wcześniejsze dzieło autora, początkowo miałem pewne obawy, czy jego nietypowy pomysł nie będzie sprowadzał się do kolejnych prób szokowania i ugrania popularności na zasadzie wywoływania kontrowersji. Istotnie da się zauważyć pewne podobieństwa między oboma tytułami, choć Oku zdaje się doskonale rozumieć problem, posuwając się nawet do wyśmiewania swej starszej mangi ustami bohaterów. Inuyashiki jest wciąż krwawą, brutalną i mocno szokującą historią, jednak tym razem stara się wykorzystać te elementy do wywołania refleksji u odbiorcy, zamiast żerować na prostych instynktach. Kluczowe znaczenie ma tu postać Hiro Shishigamiego, którego zło nie wynika z prymitywizmu i głupoty, ale z poważnych problemów psychologicznych, których nikt w porę nie zdiagnozował i nie leczył. Nowe mordercze zdolności są tylko i wyłącznie narzędziem zbrodni, która w normalnych okolicznościach miałaby z pewnością mniejszą skalę, ale zapewne była nie do uniknięcia.

Jakkolwiek nie definiować problemów protagonisty, nie usprawiedliwiają go one w żadnym stopniu, ale nasuwają pytanie, na ile można potępiać człowieka ewidentnie chorego, być może na coś zbliżonego do zespołu Aspergera, który jednak w pełni świadomie i z premedytacją dopuszcza się zła. Fabuła z rozmysłem rzuca mu kłody pod nogi i nawet w momentach, gdy jego stan ulega poprawie i zaczyna rokować nadzieje, nowe wydarzenia na powrót kierują go na złą drogę. Nie znajdziemy tutaj żadnych prób moralizowania i zajmowania określonego stanowiska, choć antybohater otrzymuje ostatecznie okazję do przynajmniej częściowego odkupienia win. Wśród wielu czarnych charakterów złych z definicji, lub też pchniętych ku występkom na skutek straty, traumy lub pokusy, to nietypowy przypadek, od początku niemalże skazany na swój los. Pod koniec, mimo wszystkich potworności, których Shishigami dokonuje, widzowi może być go autentycznie żal, gdyż wydaje się, że takiemu rozwojowi wypadków można było zapobiec, odpowiednio szybko i stanowczo działając. O empatię zdecydowanie łatwiej w przypadku fikcyjnej postaci dokonującej nieistniejących zbrodni, jednakże nawet na gruncie czysto teoretycznym tytuł wypada intrygująco i skłania do myślenia. Już samo w sobie jest to sukcesem autora, którego największym osiągnięciem do tej pory było rysowanie krwawego polowania na cebulowego kosmitę. Warto przy tej okazji pochwalić młodego Nijirou Murakamiego, debiutującego jako seiyuu i z przytupem otwierającego sobie drzwi do kariery, o ile tylko dalej będzie otrzymywał równie intrygujące role z potencjałem.

Wobec tak udanego antybohatera szkoda, że konflikt z odpowiednikiem po jasnej stronie mocy został potraktowany po macoszemu. Nie wynika to z braków Ichirou Inuyashikiego jako postaci, jego powolna droga od nieśmiałego nieudacznika o złotym sercu do cichego herosa jest budująca, a sam fakt uczynienia drugim protagonistą kogoś innego niż uczeń lub student, wnosi do anime kolejny powiew świeżości. Szkopuł w tym, że poza byciem przeciwieństwem dla Shishigamiego i marginalnym wątkiem rodzinnym, nie rozbudowano jego roli ani też nie zdecydowano się bardziej subtelnie skonfrontować obu postaci. Proste zapobieganie lub naprawianie skutków niszczycielskiej działalności jest może bardziej wymierne, ale też niespecjalnie ciekawe, tym bardziej że przebieg finału staje się dość szybko oczywisty. Bodaj największą zaletą postaci Ichirou jest fakt, że błyskawicznie uświadamia widzowi, jak zepsuta moralnie jest spora część społeczeństwa, gdy brutalny morderca staje się idolem młodzieży, a człowiek święty za życia wzbudza niedowierzanie, śmiech, czy tanią sensację. Ogólna wizja świata jest jednak optymistyczna, bo o ile zdarzają się jednostki wyjątkowo złe, złośliwe, czy zwyczajnie głupie, to ludzkość jako całość powoli i mozolnie, ale konsekwentnie brnie do przodu i rozwija się moralnie. Być może to pobożne życzenia i nadinterpretacja, jednak Inuyashiki wydaje mi się tytułem optymistycznym, choć mocno refleksyjnym.

Intensywnie zastanawiać musiałem się nie tylko nad treścią serialu, ale również nad sposobem jego prezentacji. Japońskie podejście do łączenia nowoczesnych technik komputerowej animacji z klasycznym rysunkiem wciąż do mnie nie przemawia i uważam, że na przestrzeni dwóch pierwszych dekad XXI wieku postęp, choć zauważalny, był w tej dziedzinie karygodnie niewystarczający. Tytuły takie jak Sidonia no Kishi, Ajin, czy też nowszy Berserk zbyt wcześnie postanowiono realizować przy użyciu tej technologii, przez co straciły na jakości, którą można było podkreślić bardziej tradycyjnymi metodami. W przypadku Inuyashiki jest to mniej widoczne, co jest o tyle istotne, iż środki, jakimi dysponowali twórcy, nie wydawały się imponujące z czysto jakościowego punktu widzenia. Mimo kilku naprawdę udanych momentów wyraźnie dominują słabe, pozbawione płynności animacje, niedbałe sceny i uproszczenia. Jednakże obrany styl ma jedną zasadniczą zaletę. Pasuje jak ulał do koncepcji bohaterów budzących się pewnego dnia jako maszyny. Pod tym względem ich nienaturalne ruchy i dziwne pozy wydają się na miejscu, podkreślając specyficzne wrażenie wyobcowania. To rzadki przypadek, by niedoskonałości paradoksalnie w pewnym sensie wychodziły prezentacji na dobre i ostatecznie nie przeszkadzały tak bardzo, o ile oczywiście widz jest w stanie zaakceptować taki punkt widzenia.

Koneserzy powinni za to docenić starania ekipy przygotowującej opening, który jest w mojej skromnej opinii jednym z ciekawszych motywów ostatnich lat, łączącym słowa, muzykę i obraz w kompletną, przemyślaną całość, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele z fabuły. Również reszta udźwiękowienia stoi na zadowalającym poziomie. Pochwaliłem już osobno Nijirou Murakamiego jako potencjalnie wschodzącą gwiazdę wśród aktorów głosowych, ale również reszta obsady daje z siebie wszystko. To w dużej mierze debiutanci lub osoby z niewielkim dorobkiem, ale obiecujący i doskonale pokierowani w odgrywaniu swoich ról.

Lubię, gdy autorzy wykazują tak znaczący skok jakościowy między swoimi tytułami i udowadniają, że nie można nikogo na sto procent zaszufladkować, gdyż nawet teoretycznie idący na łatwiznę twórca może zaskoczyć czymś nietypowym i wartym uwagi. Jeszcze bardziej cieszę się, gdy przystępujący do adaptacji ludzie potrafią wykorzystać ów potencjał i mimo pewnych niedoróbek technicznych, czy też fabularnych, stworzyć dzieło godne zapamiętania i polecenia. Z pewnością nie jest to wiekopomne anime, ale uważam, że zasługuje na uwagę każdego, kto szuka zróżnicowanych doznań i nie ma nic przeciwko poświęceniu czasu na rozmyślanie nad tym, co wcześniej obejrzał. Oby więcej takich stymulantów dla szarych komórek i odważnych prób zgłębiania nie tylko kontrowersyjnej, ale i rzadko poruszanej tematyki. Nie trzeba silić się na doskonałość, wystarczy uczciwe zaangażowanie i zrozumienie tematu, by przekonać do siebie widownię.

Tassadar, 17 lutego 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Mappa
Autor: Hiroya Oku
Projekt: Naoyuki Onda
Reżyser: Keiichi Satou, Shuuhei Yabuta
Scenariusz: Hiroshi Seko
Muzyka: Yoshihiro Ike

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Inuyashiki - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl