Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tokki - sklep internetowy

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 9
Średnia: 6,67
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Amanchu! ~Advance~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • あまんちゅ! ~あどばんす~
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Zamiast opowieści o pokonywaniu własnych ograniczeń i eksplorowaniu podwodnego świata – młócenie wymłóconej już słomy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pikari i Teko zastajemy mniej więcej tam, gdzie pozostawiła je pierwsza seria – u progu lata i wakacji. Fabuła płynnie podejmuje przerwaną opowieść, ale letnie zaskoczenia i nowe odkrycia nie zapełniają, jak można by się spodziewać, całego sezonu. Szybciej niż przypuszczałam zaczynamy dalszą wędrówkę z bohaterkami przez kolejne pory roku: od pełni lata do jesieni poprzez zimę aż do nowej wiosny i nowego roku szkolnego. Kwitnącymi drzewami wiśni jak klamrą zamykamy obie serie i właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by w spokoju cieszyć się relaksującym seansem…

Gdyby tylko Amanchu! ~Advance~ nie pokazywało na żywym przykładzie, jak bardzo da się spaprać okruchy życia na najrozmaitszych frontach. Oczywiście zawsze można zwalić winę na adaptację, ale wydaje mi się, że w tym przypadku większość słabości kryła się już w oryginale, a ekranizacja nie zdołała (lub też nie chciała) jakoś ich zamaskować czy poprawić. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Kozue Amano celowała w stworzenie czegoś podobnego w klimacie do Arii, ale jeśli porównać te dwa tytuły, można zauważyć, że to, co tam się doskonale sprawdzało, tutaj po prostu nie działa.

Ponieważ tego rodzaju serie opierają się na postaciach, zacznijmy od nich. Amanchu! jest w pierwszym rzędzie opowieścią o Futabie (czyli Teko), zamkniętej w sobie i nieśmiałej, a przy tym pełnej kompleksów dziewczynie, która powoli zaczyna się otwierać na świat. Pierwsza seria dokumentowała czynione przez nią postępy, ale najwyraźniej okazało się, że cały proces był zbyt szybki, ponieważ został praktycznie zastopowany. Można by powiedzieć, że w Arii bohaterki także niewiele się zmieniały, ale różnica polega na tym, że tam trapiące je problemy były o wiele bardziej umowne, więc zepchnięcie ich na bok nie stanowiło poważnej wady. W ~Advance~ Futaba z wiarygodnej, pozbawionej pewności siebie dziewczyny przemienia się w dość schematyczną słodką dziunię z anime. Nie pomaga w tym jej seiyuu, utalentowana skądinąd Ai Kayano, ponieważ kazano jej grać z jojczliwą manierą, która dość szybko staje się męcząca, żeby nie powiedzieć – nieznośna.

Irytujące jest to, że tak naprawdę powyższego problemu można by z łatwością uniknąć, gdyby po prostu wykorzystać pozostałe postaci. A gdzie tam – największym zawodem było dla mnie całkowite zignorowanie wątku Pikari, która (jeśli przypomnieć sobie pierwszą serię) pod zaraźliwym optymizmem skrywała jakieś własne rozterki i wahania. Teraz jest radosną maskotką­‑elementem komediowym, a chociaż jej wdzięk zdecydowanie ratuje sceny z jej udziałem, trudno nie zauważyć, że stała się kompletnie płytka i o wiele mniej interesująca niż wcześniej. Z rodzeństwa Ninomiya tylko Ai dostaje dla siebie trochę miejsca, ale w wątku, od którego opadły mi ręce (o czym niżej), natomiast Makoto służy wyłącznie za wieszak na szkolny mundurek. Kawałek wątku dostaje jeszcze pani Katori, nauczycielka i opiekunka klubu nurkowania, tyle że znowu – patrz niżej.

Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o jednej z nowych postaci – Kokoro Misakim, chłopcu z podstawówki, którego Pikari poznaje podczas wakacji. Owszem, psuję tutaj „niespodziankę”, polegającą na tym, że Pikari początkowo bierze go za dziewczynkę i ten sam wniosek nasuwa się także widzom, ale proszę mi nie mieć tego za złe. Wspominam o nim, ponieważ jest to doskonały przykład na to, że pani Amano chwilami paskudnie brakuje wyczucia. Motywem przewodnim Amanchu!, przynajmniej na początku, jest poszukiwanie przez Futabę swojego miejsca w życiu. Nacisk kładziony jest na to, że warto się zmieniać, ale można to robić we własnym tempie i nie trzeba walczyć ze sobą – świat zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Tymczasem w przypadku Kokoro, którego Pikari bierze za dziewczynkę udającą chłopczycę, okazuje się, że żadne tam granice osobiste i szacunek się nie liczą. Dziewczynka ma być słodka i już, co wszystkie po kolei bohaterki nieszczęsnemu Kokoro wciskają (przy okazji – gdzie się podziały przenikliwość i empatia, które dawniej cechowały Pikari?). Nie podobało mi się to, nie wydawało mi się to urocze, a co więcej, w świetle ogólnego przesłania serii, wybrzmiewało bardzo fałszywą nutą.

Na dalszy plan schodzi także wątek nurkowania. Oczywiście ma to swoje usprawiedliwienie, skoro większość serii rozgrywa się w niesprzyjającej wodnym aktywnościom porze roku, jednak nie chodzi tylko o to. Tego rodzaju motyw przewodni powinien być obecny w życiu bohaterów, szczególnie gdy na samym początku podkreślono, jak ważny jest dla Teko jako nowość w jej życiu, pozwalająca na przekraczanie kolejnych granic. Tutaj to powiązanie znika, nurkowanie staje się po prostu sposobem spędzania wolnego czasu, w czym nie pomaga to, że scenom w głębinach brakuje też czegoś pod względem wizualnym – nie potrafią oddać ogromu i inności podwodnego świata, po którym poruszają się bohaterowie.

Czas zatarł już w mojej pamięci Arię, ale potrafię ciągle przywołać co najmniej kilka odcinków, w tym te, które mnie zachwyciły eksplorowaniem granicy między rzeczywistością i czymś… innym, nadprzyrodzonym. Wyczucie, z jakim została w nich poprowadzona fabuła, sprawiło, że wtopiły się w resztę serii całkowicie płynnie i bez żadnego zgrzytu. Z drugiej strony Amanchu!… Pojedynczy odcinek, w którym Teko zagłębia się w senne marzenia, był trochę od czapy (jakoś nigdy wcześniej nie wypłynęło, że jest ona taką marzycielką), ale powiedzmy, że mieścił się mniej więcej w tym, co napisałam powyżej. Potem jednak dostajemy odcinek rozgrywający się w noc przed szkolnym festiwalem kulturalnym, również ocierający się o coś nadprzyrodzonego… I zaraz, to nie jest odcinek – to cały wątek na trzy odcinki (czyli zajmujący jedną czwartą tej serii, a jedną trzecią, jeśli doliczyć „senny”, będący w pewnym sensie preludium do tego wątku), w którym zjawiska nadnaturalne mają widoczne i namacalne efekty w świecie rzeczywistym, co jednak nikogo jakoś nie dziwi. Nie wiem już, co bardziej mi przeszkadzało – czy to, że „zmarnowano” na ten wątek Ai i panią Katori, czy może to, że chociaż bohaterki wędrują po zalewanym wodą mieście ze snu, motyw pływania i nurkowania w ogóle się tu nie pojawia (a nasuwał mi się od pierwszej chwili).

Pod względem wizualnym niewiele się zmieniło. Trafiają się sceny ładne, jednak jeszcze więcej takich, które są poprawne, a powinny być olśniewające, żeby odpowiednio zadziałać na widza. Postaci wyglądają tak jak poprzednio, a jeśli można rzucić babską złośliwością – te sukienki będące szkolnymi mundurkami to coś, w czym dobrze mogą wyglądać tylko panienki z anime. Rozumiem, że zapewne nieprzypadkowo nawiązują do kroju nazywanego „syrenką”, ale nie bez powodu jest to fason sukien wieczorowych, a nie strojów na co dzień. Zarówno krój, jak i kolor w rzeczywistości byłyby dla przytłaczającej większości dziewczyn bardzo, ale to bardzo nietwarzowe. No, ale wygląda to stylowo, więc pewnie nikt się nie będzie czepiać. Poza tym oczywiście znajdziemy tu dużo super­‑deformed, czyli efektu w nowych seriach bardzo już rzadkiego. Dla mnie miał on wyraźny walor nostalgiczny, ale kwestia odbioru może mocno zależeć od preferencji widza.

Udźwiękowienia nie będę się czepiać, bo do odpowiedzialnego za muzykę duetu Gontiti mam słabość od czasów Yokohama Kaidashi Kikou, a zarówno czołówka (Crosswalk w wykonaniu Minori Suzuki), jak i ending (Hello, Hello śpiewane przez Maayę Sakamoto) są nastrojowe i pełne wdzięku. Chociaż… Ta czołówka mi jakoś nie do końca pasowała do serii, ale składałabym to raczej na karb mojego ogólnego rozczarowania. Do seiyuu nie mam zastrzeżeń, bo to, co pisałam wyżej o Ai Kayano, to problem raczej reżyserii niż jej umiejętności aktorskich. Podziwiam natomiast Eri Suzuki, grającą rolę Pikari, za niepołamanie sobie języka na specyficznym sposobie mówienia tej bohaterki.

Nie wątpię, że są osoby, którym Amanchu! ~Advance~ będzie się podobać, bo to dalej stosunkowo solidna i nieźle zrobiona seria. Problem polega na tym, że zdecydowanie za blisko jej się robi do klasycznej opowieści o słodkich dziewczętach, pozbawionej przesłania i koncentrującej się na podkreślaniu infantylności i uroku bohaterek. Zupełnie tak, jakby się bano, że seria, która nie będzie się zalecać w ten sposób do widza, nie okaże się interesująca… Co, jak mam głęboką nadzieję, nie byłoby prawdą.

Avellana, 7 lipca 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Kozue Amano
Projekt: Youko Itou
Reżyser: Jun'ichi Satou, Kiyoko Sayama
Scenariusz: Deko Akao, Hiroko Fukuda
Muzyka: Gontiti