Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 45
Średnia: 7,82
σ=1,69

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Grand Blue

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ぐらんぶる
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Kobiety, alkohol i nurkowanie… Niekoniecznie w tej kolejności i w równych proporcjach. Życie japońskiego studenta w zwierciadle krzywym inaczej niż zwykle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Barwny ich strój, / amaranty zapiętę pod szyją. / Ach, Boże mój, / Jak te polskie studenty dziś piiiją, dziś piją!

Zanim wytłumaczę całkiem niewtajemniczonym, czemu mottem tej recenzji stał się cytat z tradycyjnej pieśni studenckiej, cofnijmy się do samego początku tej opowieści. Iori Kitahara przyjeżdża do urokliwej nadmorskiej miejscowości, by pobierać nauki na pobliskim uniwersytecie. Przyszłość maluje się w jasnych barwach: słońce, plaża na wyciągnięcie ręki, a w perspektywie mieszkanie u prowadzącego sklep ze sprzętem do nurkowania wuja, czyli pod jednym dachem z dwoma pięknymi kuzynkami. No po prostu klasyczny początek klasycznej serii haremowej… Jednakże wszelkie nadzieje bohatera więdną tragicznie, gdy otwiera on drzwi rzeczonego sklepu i trafia na grupę studentów zajętych najbardziej klasyczną ze studenckich czynności: chlaniem, ile wlezie. Jak się okazuje, nie są to jacyś przypadkowi leszcze, ale członkowie uniwersyteckiego klubu nurkowego, którzy w Iorim natychmiast wyczuwają bratnią duszę. Że nie umie pływać, boi się wody i planuje robić dobre wrażenie na otoczeniu, a nie pić na umór? Cóż, nad dwoma pierwszymi problemami trzeba będzie popracować, ale trzeci da się rozwiązać łatwo i szybko. Przejdźmy więc do obrazu końcowego: Iori studia rozpoczyna ze zszarganą reputacją niemalże­‑degenerata. Czy nie ma już dla niego żadnej nadziei?

Tu będzie dygresja. Anime ze względu na stosunkowo liberalne podejście do przemocy i fanserwisu jest na Zachodzie często uważane za medium „śmiałe”. W rzeczywistości podlega intensywnej cenzurze (a częściej jeszcze autocenzurze ze strony producentów i stacji telewizyjnych), co widoczne jest szczególnie w przypadku wszelkich używek. Jeśli cofniemy się do serii obyczajowych z lat osiemdziesiątych, a nawet dziewięćdziesiątych, łatwo możemy znaleźć takie, w których nastoletni bohaterowie palą papierosy albo przy okazji jakiejś imprezy piją alkohol. Jest to pokazywane po prostu jako element rzeczywistości. Obecnie wiele się pod tym względem zmieniło – nastoletni bohater może mieć harem seksualnych niewolnic, ale „upić” mu się wolno co najwyżej soczkiem porzeczkowym dla efektu komediowego. Autorzy mang pozwalają sobie na więcej, ale znamienne, że Grand Blue nie całkiem – wbrew pozorom – uciekło od tego trendu. Uważni widzowie zwrócą może uwagę na pojawiające się na początku tabliczki, obsesyjnie informujące, że bohaterowie mają ukończone dwadzieścia lat – czyli są w wieku, w którym w Japonii wolno już pić alkohol (za to są starsi, niż by wynikało z tego, że zaczynają studia bezpośrednio po liceum).

Nie zmienia to faktu, że alkohol leje się szeroką strugą, zaś pijackie wybryki i eskapady głównego bohatera (oraz jego kolegi, Kouheia Imamury, pechowca wciągniętego podstępem do klubu) stanowią jeden z głównych wątków. Pod tym względem Grand Blue najbliżej chyba do amerykańskich, niezbyt wyszukanych komedii filmowych. Poziom poszczególnych odcinków, podzielonych na wyraźne epizody, jest nierówny. Najlepsze to prawdziwe perełki humorystyczne, ale zdarzają się także historie nadmiernie przeciągnięte lub też takie, w których humor spada nieco za nisko. Z mojego punktu widzenia najsłabsze były te poświęcone kumplom ze studiów bohaterów, zajmującym się głównie opłakiwaniem własnego starokawalerstwa i próbami storpedowania jakichkolwiek szans, jakie ich koledzy mogliby mieć u jakiejś dziewczyny. Powiedzmy tak: raz, że było to trochę za bardzo żenujące, a dwa – za bardzo powtarzalne, bo każde ich pojawienie się na ekranie prowadziło do bardzo podobnego gagu. Jeśli jednak chodzi o alkoholowe wybryki bohaterów, to cóż, powiem tak: pod tym względem seria jest wręcz realistyczna. Może trochę przesadza pod względem koncentracji wydarzeń, ale prawie każdy, kto był na studiach, jest w stanie przytoczyć równie barwne historie o pomysłach swoich lub swoich znajomych. Nie powiem, żeby to, co pokazuje Grand Blue, przebiło opowieść o tym, jak koledzy z (nie)sławnych studiów międzywydziałowych wyjęli w stacji terenowej drzwi i zjeżdżali na nich po schodach, albo jak moi koledzy z roku w innej stacji, po zaliczeniach, w trakcie imprezy doszczętnie stratowali ogródek szefa rzeczonej placówki, nie bez kozery noszącego przydomek „Krwawy”.

Pytanie brzmi oczywiście, czy jeśli odsączyć z fabuły alkohol, zostanie cokolwiek godnego uwagi. O dziwo, odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. Wprawdzie aktywność klubowa przez większość czasu schodzi na drugi plan, ale kiedy już się pojawia, jest traktowana serio. Muszę powiedzieć, że to mi się podobało. Uprawianie jakiegokolwiek sportu po alkoholu to głupota, ale w przypadku nurkowania to krótka droga do tragedii, dlatego miłe jest, że bohaterowie doskonale o tym wiedzą. Trochę się bałam, że pod tym względem realizm będzie ustępował okazjom do gagów, ale Grand Blue doskonale wie, kiedy pora na głupie żarty jest, a kiedy nie jest odpowiednia. Dlatego właśnie, chociaż seria nie staje się przesadnie ckliwa, ma też momenty pełne zaskakującego i autentycznego ciepła. Mimo początkowych, środkowych i końcowych nieporozumień Iori nie jest przypadkiem całkowicie straconym – to tylko niedojrzały szczeniak i są spore szanse, że kiedy minie mu pierwsze zachłyśnięcie się samodzielnością i „dorosłością”, zrobi się bardziej do rzeczy.

Podobne komedie zazwyczaj w centrum wydarzeń stawiają osobę „normalną”, żeby wyciskać komizm z jej kontrastu z szalonym otoczeniem. Iori na bardzo pierwszy rzut oka pasuje do tego schematu – wygląda jak grzeczny chłopiec, którego złe towarzystwo bezlitośnie pakuje w kłopoty. Jednakże, jak napisał recenzent na innej stronie, szybko się okazuje, że Ioriego od małpiego rozumu i tańca w samych gaciach dzieli tylko jedna szklaneczka specjalnej klubowej „herbatki”… I wbrew pozorom powiedziałabym, że serii wychodzi to na zdrowie, bo nie przepadam za humorem polegającym na stałym wykorzystywaniu i poniżaniu naiwnej ofiary. Iori miewa dobre odruchy, ale w znakomitej większości przypadku stuprocentowo zasługuje na wszystko, co go spotyka.

Warto jednak pamiętać, że ta seria nie stoi tylko głównym bohaterem – w zasadzie cała obsada jest udana. Może najbardziej schematyczny z niej jest Kouhei, będący chodzącym stereotypem otaku, ale i on miewa swoje momenty. Sporo ciepłych słów należy się za to za zaprezentowanie postaci kobiecych. Owszem, wspomniana na wstępie kuzynka, Chisa Kotegawa, przez większość czasu ma o Iorim opinię raczej niską, ale nie jest też całkiem ślepa na jego lepsze strony. Miło jednak powiedzieć, że jest ona pokazana jak dość normalna dziewczyna – trudno się dziwić temu, że pijackie wybryki kolegów ją zniesmaczają, ale też nie mdleje ze zgrozy na widok męskiej golizny. To samo tyczy się zresztą pozostałych pań w klubie, czyli siostry Chisy, Nanaki, oraz Azusy Hamaoki (a także dołączającej nieco później Ainy Yoshiwary). Moją uwagę zwróciła zwłaszcza Azusa – starsza o rok czy dwa od Ioriego i Chisy, zdecydowanie najbardziej kobieca i niestroniąca od alkoholu, a przy tym bezpruderyjnie i naturalnie podchodząca do seksu. Bardzo rzadko się zdarza (nie tylko w anime), żeby taka dziewczyna nie była pokazywana jako typ „taniej zdziry” – tymczasem tutaj mamy świadomą własnego ciała i pewną siebie młodą kobietę. Jej rola jest stosunkowo niewielka, ale bez przesady mogę powiedzieć, że kradła praktycznie każdą scenę, w której występowała.

Niestety, grafika serii pozostawia trochę do życzenia. Nie mam na myśli projektów postaci, które są całkiem udane (nawet jeśli część bohaterów drugoplanowych i epizodycznych prezentuje się nieco karykaturalnie), ani też ekstremalnych celowych deformacji, jakim podlegają w scenach komediowych. Chodzi mi o sekwencje związane z nurkowaniem. Mimo wszelkich wygłupów i żartów Grand Blue bez cienia ironii podchodzi do zachwytu, z jakim bohaterowie traktują świat podwodny. Dobrze by było, gdyby ten zachwyt udzielał się także widzowi, ale ujęciom podwodnym brakuje tej odrobiny artyzmu, która nadałaby im potrzebną siłę oddziaływania. To wielka szkoda, chociaż znowu – nie należy tego traktować jak wady kardynalnej. Udana jest za to oprawa dźwiękowa, poczynając od gry aktorskiej (czy mi się zdaje, czy seiyuu świetnie się bawią, wcielając się w role ochlapusów?), a kończąc na dobrze dobranej muzyce. Uwagę zwraca czołówka – Grand Blue w wykonaniu zespołu Shounan no Kaze jest żywiołowe i idealnie wręcz oddaje zwariowany, pogodny klimat serii. Powiedziałabym, że w swoim sezonie był to jeden z najlepszych openingów anime.

Grand Blue to seria na swój sposób odświeżająca, ale z pewnością nie dla każdego. Trzeba mieć wyrobioną odporność na rodzaj prezentowanego tu humoru i tolerować okresowe spadki formy. Wydaje mi się, że odpowiedź na pytanie „czy warto” kryje się w stosunku każdego widza do bohaterów. Jeśli widzi w nich tylko bandę żałosnych idiotów, a sceny pokazujące ich w lepszym świetle traktuje jak niedopasowane do reszty historii wstawki, raczej nie powinien zmuszać się do seansu. Grand Blue z całą satyryczną ostrością i przerysowaniem pokazuje głupotę i szaleństwa młodości – nie zdziwiłabym się, gdyby najbardziej potrafili je doceniać ci, którzy na wiek bohaterów patrzą już z niejakiego dystansu.

Avellana, 4 grudnia 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Zero-G
Autor: Kenji Inoue, Kimitake Yoshioka
Projekt: Hideoki Kusama
Reżyser: Shinji Takamatsu
Scenariusz: Shinji Takamatsu
Muzyka: Manual of Errors