Komentarze
Byousoku 5 cm
- Re: niesamowita grafika : kamiltrol : 11.12.2011 01:34:37
- Re: niesamowita grafika : SuiKaede : 10.12.2011 13:36:29
- niesamowita grafika : kamiltrol : 10.12.2011 08:44:36
- Perełka : klonik1985 : 30.08.2011 20:15:56
- Perfekcja w prawie każdym calu. : TenTeges : 18.06.2011 18:14:04
- mono-no-aware : kako : 24.05.2011 21:37:58
- Re: Nietypowo : aotoge : 20.04.2011 20:55:30
- Re: Nietypowo : Zegarmistrz : 20.04.2011 08:02:38
- Nietypowo : aotoge : 20.04.2011 00:11:40
- Nie takie dobre jak może się wydawać. : s3shir0 : 3.04.2011 17:36:11
niesamowita grafika
jest jeszcze ktoś, dla kogo ważne jest oglądanie szarości świata.
A możecie sobie pisać pod spodem co tam chcecie, ale anime jest znakomite, idealne i chciałbym bardzo zobaczyć tę historię z perspektywy tej drugiej osoby.
Mam swoje zdanie i przekonanie mnie graniczy z cudem, o czym wielu się przekonało, więc je przedstawiam.
Apeluję, róbcie serię, z perspektywy tej drugiej osoby… Po smutnym początku, czekałem na happy, ale gdzieś wiedziałem, że skoro życie takie nie jest, a anime jest bardziej poważne, to i skończy się jak się skończyło.
Sposób w jaki twórcy poprze wrażenia wzrokowe, choćby operację światłem, budowali, potęgowali, zmieniali odczucia u widza sprawia, że nawet największym twardzielom zakręci się łezka w oku. Te emocje, nastój – niesamowite.
Jak tu ktoś wspomniała, historia nie jest skomplikowana, ale powtórzę to kolejny raz – liczy się to w jaki sposób jest podana człowiekowi. Fakt, jest melancholijna, nudna, może głupia, a czy życie jest inne?? ja pie** , wy zawsze szukacie dziury w całym, piszecie, że jest niemożliwa, a ja wam mówię: „ale z was ograniczone jełopy”, myślcie sobie tak dalej, a sami zobaczycie co będzie dalej…
Powiem szczerze, że liczyłem na coś innego, ale dostałem
coś innego, ale tak znakomitego, że na chwilę obecną zawieszam moją przygodę z innymi tytułami.
Dałem 10/10 – każdy, kto z was zobaczy na moje oceny i pomyśli – większość 8/9/10 – na chybił trafił, ale ja tak oceniam – zresztą naprawdę rzadko zdarzają się tytuły, które można bezpośrednio porównać. Widziałem, wiele… Kiedyś zacząłem od głupiutkiej Usagi jako Sailoor Moon, do której żywię sentyment, poprzez głupie echhi – których defakto nie lubię, lol jestem facetem, ale nie baw mnie ciągłe patrzenie na majtki w anime:(, poprzez mechy, biajtyki, i bardziej lub mniej poważne serie. Dziś obejrzałem coś znakomitego i polecam wam, ale wiem, że trafi ono do ludzi w odpowiednim wieku, czy też stażu.
Nierozumienie, nieodwzajemnione uczucia, niewypowiedziane słowa bądź, też wypowiedziane za dużo burzą cały ład, porządek i sprawiają, że jest jak jest, a mogłoby być inaczej…
Pozdrawiam.
Perełka
Perfekcja w prawie każdym calu.
Anime co prawda piękne, uroczę, smutne i tak dalej ,ale na początku wiało nudą. Wiem, że takie są właśnie tego typu produkcje, ale nie zmienia to faktu ,że przez pierwszy odcinek ledwo przebrnęłam. Wydaje mi się, że akcja jakoś.. dłużyła się. Dopiero pod koniec, ,gdy… tak naprawdę zaczęli coś interesującego mówić, zaczęło mi się podobać.
Może to moja wina ,że nie mogłam docenić początku, ale wydaję mi się, że gdyby choć trochę akcja i fabuła były bardziej ożywione, wszystko byłoby jak najbardziej ok. A nawet zasłużyłoby to na najwyższą ocenę. 8/10
mono-no-aware
Nietypowo
Wydawało się nam, że oto wreszcie nadeszła epoka ambitnych, niezwykłych i jakże niedocenianych przez ogół produkcji. Niektórym fanom anime, zwłaszcza tym, którzy jeszcze zbyt dużo nie widzieli, ten entuzjazm pozostał po dziś dzień. Niestety wielu innych szybko przekonało się, że wtórna szmirowata szmira nie staje się ani trochę lepsza przez to, że pochodzi z jakiegoś azjatyckiego kraju na drugim krańcu świata. Należałem do tej grupy rozczarowanych i prawdę mówiąc, dawno rzuciłbym to hobby, gdyby nie fakt, że istnieją jednak pozycje, które w pełni zasługują na opinię, jaką w naszym światku wydano anime w przeszłości.
Nie rozumiem, tkwię wręcz w stałym zdumieniu, jak powstać mogło pogrubione zdanie. Niedorzecznym jest dla mnie stawianie takich wymagań dla czegokolwiek. Wszędzie jest tak, że w ogóle produkcji występują partie słabsze, słabe i tragiczne, to najzupełniej naturalne. Innymi słowy, to nie anime jako rodzaj rozczarowało, tylko autor powyższego zdania przesadził z wymaganiami. Sam siebie skrzywdził. Zawsze tak było i będzie, że trzeba przedzierać się i dłubać, kosztować, wypluwać i odchorowywać, by znaleźć coś wartościowego. Nie istnieje wymiar sztuki/ekspresji, który nie zna pojęcia „szmiry”.
Dla formalności: przychodzę w pokoju.
Nie takie dobre jak może się wydawać.
Graficznie anime prezentuje się przepięknie. Od tej strony wszystko zostało dopracowane. Nawet takie drobiazgi jak padające światło gdzieś dalej. Muzyka też na wysokim poziomie.
Nie mniej jednak fabularnie anime nie wypada najlepiej stąd moja ocena 7/10.
Faktycznie jest to pełne uczuć, ale to jest własnie piękne. Wyobraźcie sobie jakim było anime szokiem dla mnie, po To Love‑ru…
Nie każdy powinien oglądać tą produkcję, bo nie każdy potrafi je odebrać w sposób właściwy. tutaj nie chodzi o fabułę lub złożenie postaci… Tutaj sednem jest ilustracja tych wszelkich uczuć i rozterek przez genialne wykorzystanie techniki animacji i piękno muzyki.
By w pełni pojąć to anime, zdecydowanie nie można nastawiać się na tylko fabułę, lub tylko technikę…
Bez techniki, fabuła jest nudna.
Bez fabuły, technika jest piękna, ale obca dla nas.
Jak z powieście Murakamiego,,, ;)
Historia kojarzy mi się z powieścią H. Murakami „Na południe od granicy, na zachód od słońca”... już za samo to skojarzenie anime ma u mnie ogromny plus, bo powieść była cudowna;)
dobre
Tak ps. bo zapomniałem znowu o czymś napisać.Rozumiem że dziecko na coś takiego nie ma wpływu(rozstanie,brak możliwości bezpośredniego kontaktu) ale dorosły człowiek??(taki jest później przedstawiany).Bez sensu troszeczke to tak jakby samemu zamknać się w klatce i wyrzucić klucz przez okno.Gdyby takiej osobie naprawde zależało nie było by problemu.Pamiętnik w komórce…kolejna przesada.Więc skończył jak skończył na własne życzenie.I tu wychodzi ten przesadzony dramatyzm który jest zdeka nierealny.Choć cel był pewnie właśnie taki – wyciskacz łez dla romantyków bez zdrowego podejścia do życia.Choć nie mogę powiedzieć- na pewno jest to pozycja wartościowa pod względem skłaniania do własnych refleksji.
Scalono. To naprawdę nie problem. :)
Morg
5 cm i 30 minut puźniej ...
-.-
Znów...
Szkielet historii nie jest szczególnie oryginalny; miłość i dystans. Jednak i jedno, i drugie zostało całkiem ładnie przedstawione. Miłość jest dojrzała (a zważmy, że początek zaczyna się, kiedy bohaterowie mają po 13 lat! Osobiście jestem zaniepokojona…) a dystans świadomy. Nie, nie wiem co mnie tak ujęło. Nie lubię miłosnych historii, jednak coś ścisnęło moje serce i zmusiło do głośnego na całe mieszkanie komentarza „Nie przytulaj jej!”
Grafika świetna. Może nie jest szczególnie skomplikowana, ale jej prostota i uroda sprawia, że każdy kadr chciałoby się wyciąć, włożyć w antyramę i powiesić na ścianie.
Bohaterowie… no cóż, mam wrażenie, że na ich miejsce można by wstawić każdą dowolną inną postać, dlatego powstrzymam się od oceniania.
Muzyka wspaniała, przyjemnie się jej słucha (nie tylko słyszy!). Oczywiście idealnie buduje nastrój, jednak się nie wybija. Dźwiękowa harmonia.
Ogólne wrażenie jest dobre. Nawet wzruszyć się można ;)
Zbyt sentymentalne, by było "prawdziwe"
W zasadzie każda sekunda ocieka tym sentymentalizmem, w efekcie czego powstało coś, co wprawdzie może spowodować ukłucie w sercu, ale mniej więcej takie, jakie w dziecku wywołałaby usłyszana bajka, na końcu której książę odjeżdża w poszukiwaniu następnej księżniczki do uratowania, żałując, że nie może zająć się tą, którą przed chwilą uratował. A ona zostaje w swoim zamku, czekając smoka, który sprawi, że książę znów się pojawi.
Może troszkę przesadzam, bo znajdą się tam elementy okruchów życia, ale w większości zaprzęgnięte są one do czegoś innego niż do życia. Natomiast zupełnie śmieszne są głosy prawie domagające się, by ona i on na koniec zostali razem – tacy widzowie traktują widać każdy tytuł jako rozrywkę, a jeśli nie otrzymują takiej, jakiej oczekują, są zawiedzeni. Tak w ogóle, to jeśli tytuł wydaje się samozwrotny (tzn. jeśli widz odbiera go tak, jakby cała jego „problematyka” zamykała się w danym utworze i niczego poza samym sobą nie wskazuje) to albo mamy do czynienia z produkcją rozrywkową, albo widz jest „ślepy i głuchy”, a produkcja ambitna. Oczywiście granica jest płynna, a Byousoku 5 cm umieściłbym gdzieś pomiędzy, choć jednak ciut bliżej rozrywki.
W recenzji pada słowo „sztuka” – nie wiem, czy można to już do sztuki zaliczyć, choć, z drugiej strony, istnieje przecież sztuka lepsza i gorsza, a Byousoku 5 cm akurat do przesadnie ambitnych się nie zalicza. Choć oczywiście na tle anime może błyszczeć.
O stronie graficznej niczego odkrywczego nie powiem, więc w większości zamilknę. Zwrócę jedynie uwagę na zabawny podział ekrany na jasny i ciemny, z granicą na „drodze dymnej” mknącej rakiety. Sytuacja analogiczna jak z sentymentalizmem – twórcy po prostu przesadzili, wynaturzając rzeczywistość.
Uwaga: spoiler.
Serce waliło mi pod żebrami jak głupie, gdy oglądałam ostatnie minuty. A kiedy w trakcie piosenki zobaczyłam Akari z innym (w pociągu pokazano na jej dłoni pierścionek, więc…), po prostu się rozbeczałam.
Co czuję? Smutek, nostalgię, może gniew… Ale z drugiej strony wiem, że życie często różni się od naszych oczekiwań.
Anime może i trochę dołujące, ale… Niesie ważne przesłanie.
Ludzie, carpe diem. Nic nie trwa wiecznie.
( symbol sakury )
100 cm/sekundę, a byłoby świetnie
to anime po prostu nudzi. Jest rozkoszne, nostalgiczne, nastrojowe… i niestety pozbawione akcji. Gdyby miało więcej niż trzy części to w życiu bym przez nie nie przebrnęła. Same tła i muzyka to nie wszystko.
dałam 7/10 ale to tylko dzięki stronie wizualnej, fabułę i postaci oceniam na 2/3
Reszta kuleje. Gdyby nie grafika, stawiałbym, że jest to praca zaliczeniowa przeciętnego studenta filmówki. Nic nowego, nic pociągającego, mdła historyjka problematycznej miłości, którą można obejrzeć w pierwszym lepszym serialu na Polsacie. 5/10
Wspaniałe
Tytuł
Sama historia też przyjemna. Wyciszyłam się, patrzyłam, słuchałam. Mało słów, dużo muzyki.
Nie spodobało mi się za to zakończenie.
kliknij: ukryte Liczyłam na to, że będą razem. Uczucie tego chłopaka było takie silne, wydawało mi się, że pomimo tych dzielących ich kilometrów są w jakiś sposób połączeni, myślą o sobie.
W filmie był taki jeden moment… Chłopak mówił, że nie wiadomo, czemu, zawsze wyobrażał ją sobie samą.
Wiadomo, że to niemożliwe. Musiała mówić. Musiała poznawać nowych ludzi. Ja jednak ciągle miałam cichą nadzieję, że jednak na pierwszym miejscu jest on.
No i proszę, pierścionek zaręczynowy(bo to był pierścionek zaręczynowy, prawda?).
Jest rozgoryczenie. Szkoda, że nie są razem. A chłopak stracił sens życia.
Smutne.
Warto obejrzeć, chociaż trzecia część powinna dla mnie wyglądać inaczej.