Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 24
Średnia: 6,25
σ=1,36

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ikebukuro West Gate Park

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 池袋ウエストゲートパーク
Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

„Ikebukuro jest najlepsze!”. Nie wiem, nie byłam, ale anime obejrzałam i wiem, że to porządna produkcja.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Makoto Majima z pozoru prowadzi zwyczajne życie w Ikebukuro, mijające mu m.in. na pracy w sklepie spożywczym mamy. Tak naprawdę jednak zajmuje się też znacznie niebezpieczniejszą aktywnością, działa bowiem dla lokalnego gangu G­‑Boys prowadzonego przez jego dobrego znajomego, Andou Takashiego, zwanego Kingiem. Choć chłopak nie należy do grupy, Takashi co rusz prosi go o rozwiązanie jakiejś sprawy. Także inni mieszkańcy dzielnicy korzystają z pomocy nastolatka. Nie chodzi przy tym o banalne problemy, ale poważne przypadki jak nękanie w internecie czy zemsta za zaatakowanie brata. Wkrótce w Ikebukuro pojawia się nowa siła, Red Angels, którym przewodzi Kyouichi Ozaki. Jakkolwiek gangi starają się tolerować nawzajem, narastającej wrogości między nimi nic nie jest w stanie ukryć…

Ikebukuro West Gate Park to anime bazujące na serii powieści kryminalnych autorstwa Iry Ishidy, które doczekały się też wersji telewizyjnej oraz mangowej. Używanie słowa „adaptacja” byłoby chyba nieco na wyrost – nawet nie znając pierwowzoru, łatwo po ogólnych opisach zauważyć, że Doga Kobo dość swobodnie podeszło do wyjściowego materiału, nie bojąc się pomijać kluczowych, jak sądzę, wątków czy postaci. Mając do dyspozycji zaledwie dwanaście odcinków (na drugi sezon nie ma co liczyć), scenarzyści musieli się zdecydować na zmiany i cięcia, ale czy rzeczywiście okazały się one dobre? Czy powstało anime, które się broni jako oddzielna całość, to znaczy nie sprawia wrażenia dzieła wybrakowanego, w którym nożyczki za bardzo poszły w ruch? Jako ktoś, kto poznał Makoto i spółkę dopiero przy okazji anime, stwierdzam, że tak. Miłośnicy powieści czy serialu pewnie pokręcą głowami, nie da się jednak zaprzeczyć, że twórcy anime podeszli do swojej pracy rozsądnie, dzięki czemu powstał tytuł może nie tak interesujący jak pierwowzór, ale na pewno wartościowy i z pomysłem na siebie. Czy każdego przekona, to już inna sprawa. Mnie przekonał.

Zamysł twórców polegał na skupieniu się na Makoto zgłębiającym kolejne przypadki w Ikebukuro. Wspomniany wątek konfrontacji gangów też oczywiście jest obecny, nie radzę jednak nastawiać się na pełną akcji historię. Klimat jest wręcz zaskakująco spokojny jak na tego typu produkcje, z wyjątkiem dwóch ostatnich odcinków, ale zabieranie się za serię tylko dla nich uważam za stratę czasu, tym bardziej że konflikt między chłopcami Takashiego i Ozakiego nie został szczególnie oryginalnie przedstawiony, a w dodatku zanim się na dobre rozkręci, już się kończy. Nie mówię, że ten wątek nie nadaje się do oglądania – ma też swoje mocne strony, jak sprawny i logiczny przebieg – jeśli jednak miałabym wskazać najsłabszy element anime, byłby to właśnie ten. Reszta na szczęście prezentuje się dużo lepiej.

Zawsze sceptycznie podchodzę do serii stawiających na epizodyczną fabułę, szczególnie gdy chodzi o anime akcji czy kryminalne. Nie żeby z założenia było to czymś złym, po prostu dzięki wątkowi przewodniemu seans bardziej wciąga, niż gdy otrzymujemy prawie lub w ogóle niepowiązane (nie licząc głównych bohaterów) ze sobą odcinki. W przypadku Ikebukuro West Gate Park moje odczucia też początkowo były mieszane. Zamiast patrzenia, jak Makoto bada sprawę za sprawą, wolałam wyczekiwać konfrontacji dwóch grup, do której tytuł powoli zmierzał, racząc widzów drobnymi sugestiami, że wkrótce w dzielnicy zadzieje się grubsza sprawa. I pewnie bym dalej narzekała na epizodyczność produkcji, gdybym w którymś momencie ze zdumieniem nie stwierdziła, że naprawdę dobrze mi się to anime ogląda. Do największych plusów należy rozpiętość tematyczna poszczególnych historii. Nie ma tu dwóch podobnych epizodów, dwóch podobnych problemów, z którymi Makoto się mierzy. Jednocześnie nie są one wydumane czy udziwnione: trudne życie samotnej matki, zniszczone marzenia o karierze w gastronomii czy niebezpieczeństwo związane z nielegalnymi używkami. Także samemu dochodzeniu do rozwiązania danych kwestii na ogół brakuje efektywności, przez co anime pewnie niejednego widza uśpi, dla mnie jednak seans był czymś odświeżającym. Powiedziałabym wręcz, że te najbardziej kameralne historie wypadły najlepiej, na czele z genialnym odcinkiem dziesiątym. Nawet jeszcze w trakcie pisania tych słów czuję przejmujący smutek na wspomnienie zakończenia. I za to też anime cenię – za umiejętność wywołania emocji, kiedy większość tytułów ogląda się z kamienną twarzą.

Jeszcze w trakcie seansu uświadomiłam sobie, jak niewielu bohaterów z anime, które dotychczas obejrzałam, określiłabym mianem „charyzmatycznych” – bo że widziałam sporo bardzo dobrze wykreowanych postaci, to co innego. Tymczasem Ikebukuro West Gate Park może się pochwalić aż trzema takimi postaciami. Makoto, Takashi i Kyouchi, bo o nich mowa, zachwycili mnie praktycznie od razu, zaś ten zachwyt nie minął do końca mimo pewnych „ale”, o których niżej. Najwięcej słów oczywiście należy się protagoniście. Chłopak jakich wiele, niewyróżniający się ani wyglądem, ani osobowością, a mimo to przykuwający wzrok do ekranu. Czym? Ano połączeniem normalnej osobowości, inteligencji i umiejętności stanowczego działania. Jeden z bohaterów w pewnym momencie stwierdził (mniej więcej), że dobrze, iż Ikebukuro ma Makoto, i jak się pod tym podpisuję. To przede wszystkim dzięki niemu i jego decyzjom udaje się szczęśliwie doprowadzić do końca sprawę za sprawą, to one napędzają fabułę. Owszem, nie zawsze okazują się właściwe, bo Majima nie jest robotem i nie wszystko może przewidzieć, jednak nawet i z gorszej sytuacji potrafi znaleźć wyjście. W końcu to on zostaje poproszony o pomoc, więc wywiązuje się z tego, jak tylko potrafi. To, że przy okazji korzysta z pomocy innych osób, nie umniejsza jego roli w poszczególnych historiach, wręcz przeciwnie, pokazuje jego umiejętność współpracy, bohater bowiem doskonale zdaje sobie sprawę, że sam w Ikebukuro nikogo nie uratuje. Nie należy przy tym sądzić, że słucha każdej rady – rozum ma i wie, kiedy postawić na swoim. Na ogół stara się działać pokojowo, czasem jednak sięga po wątpliwe moralnie metody. Ale, żeby była jasność, zły nie jest i w żadnym momencie się taki nie staje, ceniąc sprawiedliwość i dojście do prawdy ponad wszystko.

Takashi i Ozaki również są świetnymi bohaterami. Od razu widać, że nie bez powodu właśnie oni przewodzą swoim grupom. Choć odznaczają się raczej spokojną naturą (nie w identyczny sposób – Kyouichi wydaje się pogodniejszy), lepiej nie próbować zaleźć im za skórę, bo wtedy nie zamierzają być łaskawi. Zresztą już samą swoją obecnością potrafią przywołać do porządku krnąbrne jednostki, dzięki czemu nie każdy zatarg kończy się bójką, acz trzeba przyznać, że gdy dochodzi do rękoczynów, zarówno Andou, jak i Kyouichi nie mają sobie równych. Chwalę bohaterów, mimo że scenariusz nie obszedł się z nimi łaskawie. Przez większość odcinków jedynie się przewijają albo w ogóle ich nie ma, tak że gdyby nie ważne znaczenie dla wątku gangów, trafniej byłoby ich zaliczyć do postaci pobocznych, nie głównych. Tym bardziej jednak czapki z głów, że udało się stworzyć intrygujące postaci, których się wyczekuje w każdej scenie i to nawet, gdy tylko tańczą (Ozaki) albo rozmawiają z Makoto (King) – strach pomyśleć, jak świetnie by się prezentowali przy lepszym wykorzystaniu.

Trochę gorzej przedstawia się kwestia relacji między głównymi postaciami. Pisząc „gorzej”, mam na myśli, że nie zostały nakreślone tak, abym nie musiała zadać dodatkowych pytań. Makoto i Andou niewątpliwie są dobrymi przyjaciółmi, co jednak buduje ich przyjaźń? Dlaczego Takashi, szef gangu, tak bardzo ufa komuś, kto do jego gangu nie należy? Zresztą, nie chodzi tylko o kwestię szacunku, Majima bowiem nierzadko potrafi wywrzeć wpływ na znajomego, tak że widz zaczyna się głowić, kto tu tak naprawdę jest liderem. Argument wieloletniej znajomości mnie nie przekonuje, dlatego żałuję, że nie poświęcono tej ciekawej relacji nieco więcej uwagi. Zdecydowanie za mało było też interakcji Kinga i Kyouichiego, między którymi atmosfera za każdym razem była tak napięta, że aż potrafiły mnie przechodzić ciarki – a naprawdę wystarczyło, że na siebie spojrzeli. Najbardziej jednak zastanawia mnie motywacja Makoto. Chłopak bez oporów podejmuje się ryzykownych prac, nie oczekując nic w zamian, również pieniędzy. Pomoc z czystego serca dla zazwyczaj obcych osób? Brzmi zbyt pięknie… Żeby nie było – powyższe punkty nie są dla mnie wadami, które uniemożliwiłyby przyjemny seans, wynikają raczej z mojej ciekawości (i czepialstwa) pobudzonej porządnymi kreacjami bohaterów.

Postaci poboczne można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to bohaterowie występujący tylko w swoich historiach (z pewnymi wyjątkami), chociażby osoby, którym Makoto udziela wsparcia na ich lub kogoś innego życzenie. Jako że większość z nich widzimy przez krótki czas, trudno mówić o zapadających w pamięć kreacjach, ale z drugiej strony nie irytują – ot, zwyczajni ludzie z różnymi charakterami. Drugi zespół stanowią „pomocnicy” Makoto, o których wspomniałam wyżej, oraz najważniejsi członkowie gangów. Majima może liczyć m.in. na znajomego z policji, Reiichirou Yokoyamę, zwanego przez niego Dużym Reiem, hakera Zero One czy swoją mamę (naprawdę cudowna kobieta – widać, po kim chłopak ma charyzmę). Z ekip Andou i Ozakiego natomiast najbardziej wyróżniają się Hiroto Ikeuchi i Tomomi Isogai, czyli prawa ręka kolejno pierwszego i drugiego z przywódców; reszta robi za potrzebne tło. Nie licząc dwóch ostatnich, których pięć minut w serii jest trochę dłuższe, bohaterowie ci pojawiają się, gdy akurat są potrzebni, czasem za sprawą Makoto, czasem zbiegu okoliczności, na szczęście częściej z tego pierwszego powodu. Tak czy siak, i o nich za dużo powiedzieć się nie da, na większość jednak całkiem miło się patrzyło – moim ulubieńcem został Saru, głównie dzięki świetnej pracy seiyuu, Ryouheia Kimury.

Pod względem oprawy graficznej serii daleko do rewelacji. Na plus można zaliczyć charakterystyczną kreskę, dobrze też wypadają projekty postaci, proste, ale łatwo dające się od siebie odróżnić i to nawet w przypadku bohaterów epizodycznych. Podoba mi się też stonowana kolorystyka. Z animacją natomiast bywa różnie – są sceny (np. walk) ładnie animowane, są jednak i typowe uproszczenia, jak nieruchome kadry starające się imitować ruch; w tle również nie zawsze dużo się dzieje. Muzyka, choć niespecjalnie się wyróżniająca i zapadająca w pamięć, potrafiła nieźle podkreślić wyjątkowy klimat serii, w ogólnym zaś rozrachunku nie szkodziła. Zgoła inne zdanie mam na temat openingu – to znakomity, energiczny utwór okraszony równie wspaniałą animacją. Ostrzegam jednak, by na jego podstawie nie wyrabiać sobie opinii o samym anime, które już tak barwnie się nie prezentuje. Nastrojem bardziej mu odpowiadają endingi, trzy spokojne kawałki. Aktorzy zostali odpowiednio dobrani do swoich ról. Początkowo co prawda odczuwałam zgrzyt przy słuchaniu Koukiego Uchiyamy (Takashi), ale z czasem nie tylko się przyzwyczaiłam, ale i polubiłam jego głos. Dobrze wypadają także Kentarou Kumagai jako Makoto i Reiou Tsuchida jako Kyouichi; zwłaszcza ten drugi zachwycił mnie barwą głosu idealnie pasującą do jego postaci – liczę, że od tej pory będzie dostawał coraz więcej możliwości wykazania się w branży. Oprócz powyższych seiyuu mamy okazję posłuchać m.in. Natsukiego Hanae (Tomomi), Subaru Kimury (Hiroto) czy Yuuko Kaidy (mama Majimy); w epizodycznych rolach wystąpili m.in. Kenjirou Tsuda czy Ayumu Murase.

Tak, Ikebukuro West Gate Park ma wady i to nawet nie drobne, a dobrze widoczne. Tak, pewnie niejednego widza rozczaruje np. znacznie spokojniejszym klimatem, niż można było się spodziewać po zapowiedziach (zgaduję, że również pierwowzór jest pod względem akcji żywszy). Nie każdy też doceni główne postacie. Ja jednak, choć początkowo sceptyczna, dałam się oczarować tej porządnej serii. Nie wybitnej, ale właśnie porządnej i mającej pomysł na siebie, z przemyślanymi wątkami, z prawie idealnym protagonistą i nie mniej udanymi kreacjami Takashiego i Ozakiego. Doga Kobo, specjalizujące się raczej w lekkich seriach, ponownie, po Yesterday o Utatte, sięgnęło po poważniejszy materiał i ponownie udowodniło, że i w nim świetnie się czuje. Drogie studio, proszę o więcej, czytelników zaś zachęcam do zapoznania się z omawianym tytułem. No, chyba że oczekujecie wartkiej akcji, bijatyk co drugą scenę, hektolitrów krwi czy skomplikowanych zagadek kryminalnych albo zbyt cenicie poprzednie wersje – wtedy odpuśćcie, bo będziecie ziewać z nudów.

Ancietejka, 21 lutego 2021

Recenzje alternatywne

  • tamakara - 7 stycznia 2021
    Ocena: 5/10

    Nie ma o czym gadać. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Ira Ishida
Projekt: Jun'ichirou Taniguchi
Reżyser: Tomoaki Koshida
Scenariusz: Fumihiko Shimo

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Ikebukuro West Gate Park - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl