x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Nadzieja jest matką głupich
Między 1,5h, a 1h jest 50% różnica. Mając jeszcze 1,5 odcinka anime mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.
Cyber City Oedo trwało w sumie ok. 2 h. czyli 2 razy więcej niż Bus Gamer, podobnie Petite Cossette (chociaż to anime nie dla mnie, nie przepadam za tego rodzaju produkcjami) ciężko więc porównywać te tytuły. Co do Read or Die się zgodzę, ale jest to perełka.
Nic podobnego nie napisałem. Zdziwiło mnie jedynie owo „rozczarowanie” skoro recenzentka nie była targetem. Chyba był to po prostu sposób na zwiększenie ilości słów w recenzji (albo rzeczywiście moshi_moshi jest tak naiwna).
Jakim cudem Bus Gamer mógł rozczarować?
Anime na raz, ale niezłe. Mi przypomina stare, dobre, sensacyjne kino akcji w stylu City Huntera. Strzelaniny, pościgi, walki na noże, wszystko skondensowane w kilkudziesięciu minutach. Nie przypominam sobie lepszej 3 odc. OAV‑ki. Polecam Bus Gamer‑a osobom, które lubią anime akcji, a póki co nie mają czasu oglądać tasiemców.
Przyzwoite anime, choć momentami miałem wrażenie że to parodia gat. mystery
Ogólnie seria mnie mocno rozbawiała i dlatego skończyłem oglądać wszystkie 45 odc., ale drugi raz za to się nie zabiorę na pewno.
W mojej ocenie:
Agatha Christie no Meitantei Poirot to Marple < Tantei Gakuen Q < Ayatsuri Sakon < Kindaichi Shounen no Jikenbo << Meitantei Conan ~ Detective Monk.
Jeśli to Majin Tantei Nougami Neuro jest jeszcze słabsze niż DAQ, to na pewno się za nie nie zabiorę. Muszę jeszcze kiedyś zacząć Master Keaton--a, podejrzewam, że spodoba mi się bardziej niż DAQ.
A i w serii była jedna drastyczna scena, gdy jeden z bohaterów kliknij: ukryte miał uciętą głowę choć później oczywiście okazało się, że była to mistyfikacja.
Re: Porazka do potegi tasiemcowej..
Widzę brak umiejętności czytania ze zrozumieniem (co nie świadczy najlepiej o fanie D.Gray‑man‑a, czyli odmóżdżającym anime). On napisał: „pierwsze chmm 10 odcienkow bylo interesujacych,ale im dalej tym gorzej”, nietrudno wywnioskować z tej wypowiedzi, że jednak oglądał więcej niż 10 odc.
D.Gray‑man nawet po tych 50‑60 odc., kiedy to podobno zaczyna dopiero się akcja jest dość nudny. Nie polecaj więc tego komuś, kto stwierdził po kilku odcinkach, że to anime nie dla niego, straci bowiem tylko czas jeśli będzie kontynuował oglądanie tasiemca tylko po to by dobrnąć do 60 odc.
Jeśli ktoś chce obejrzeć/przeczytać dobre anime /dobrą mangę akcji, polecałbym:
Hunter X Hunter‑a, Bleach‑a (do 63 odc.), Naruto (do 123 odc.), City Hunter‑a, Black Cat‑a (tu akurat tylko manga wchodzi w grę, anime jest marną ekranizacją), Marchen Awakens Romance, FMA (wbrew temu co niektórzy pisali nie ma nic wspólnego z D.Gray‑manem), Get Backers, Yu Yu Hakusho, Detktywa Conana.
Przeciętny shounen (wiem, że jestem w mniejszości :P)
Fabuła również mnie nie zachwyciła, była idiotyczna jak w większości shounenów. Walka za walką z coraz to silniejszymi przeciwnikami (którzy mogli oczywiście też „levelować”), zdobywanie nowych umiejętności, itp. itd. Standard. Wyjątkowo mi to wszystko nie dopasowało. Da się oglądać, ale jest cała masa lepszych shounenów.
Re: 09/10
Nie chodzi tutaj o to czy było to normalne zachowanie czy nie, ale o to że denerwowało ciągłe słuchanie tych samych słów, dzięki czemu nawet ja już wiem co to znaczy „motto”, „korosu” po jap. W mandze mnie to nie irytowało bo w ciągu 5 s czytania wiedziałem więcej niż po minucie oglądania anime. Autorzy chcieli po prostu dojechać do tych 24 min. i kilkukrotnie pokazywali zbędną scenę. Jakoś nie przeszkadzało im wycinanie istotnych szczegółów (choćby bardzo ciekawą rozmowę przy ognisku, z tomu 9, str. 178, czy wątek Alicii/Beth) natomiast „klonowali” po kilkanaście razy tą samą wypowiedź, lol. „Szał”, który jak piszesz miał wpływ na takie, a nie inne zachowanie został przedstawiony marnie. W mandze (jak wszystko zresztą) było to zrobione o niebo lepiej. Najlepszą furię przedstawiono jak dotychczas w dwóch anime: Berserku (Gattsu) i w Record of Lodoss War OAV (Orson).
Tego nie zauważyłem żeby napisał.
Nie było go zbyt wiele ? Pod koniec jego jęczenie nasiliło się tak, że nie dało się oglądać Claymore‑a. Co chwila było tylko „Kurreeeeaaa…” i jego łkanie, płakanie. Co oni zrobili z niego ? W mandze mnie nie denerwował, wręcz go lubiłem, a przez anime przeszedłem na stronę obozu „Raki haters”.
Re: Za dużo efekciarstwa...
Anime nie ma co porównywać do mangi, w której prawie wszystko ma logiczne uzasadnienie, dlatego zalecam uważne czytanie, bo łatwo jest przy jednokrotnym przeczytaniu pominąć pewne szczegóły. Zalecam również rozpoczęcie od pierwszego chaptera, bo już w pierwszym tomie znalazły się momenty, które wycięto z anime. Nie zraź się tylko początkowymi tankoubonami, kreska jest bowiem niezbyt urodziwa, jednak im dalej tym lepiej. Trzeba pamiętać o tym, że Yagi Norihiro pracuje sam, a nie w studiu jak Tite czy Kishimoto, za co go jeszcze bardziej podziwiam.
Dobre otwarcie, świetne rozwinięcie, fatalna końcówka
Dobre anime, jednak ostatnie 6 odcinków pozostawia niesmak po obejrzeniu serii. Fatalna końcówka, która tak naprawdę nie zamknęła historii była kiepskim posunięciem ze strony twórców, którzy zamiast trzymać się pierwowzoru postanowili sami wykazać się kreatywnością. Jak to się skończyło niech każdy sam oceni, ja ze swojej strony jednak polecam przeczytanie najpierw mangi, która jest jedną z najlepszych jakie kiedykolwiek czytałem. Nawet osoby, które nie przepadają za shounenami powinny ją docenić. Nie radzę jednak próbować zaczynać od momentu całkowitego odejścia anime od mangi, bo wcześniej jest wiele różnic, zresztą wszystko jest przedstawione lepiej w mandze. Dlatego jeśli już ktoś się zabiera za czytanie to najlepiej od początku, w końcu to komiks, a nie powieść i przeczytanie wszystkich 13 tomów zajmuje kilka godzin.
Re: Nędza
Najbardziej niezwykły film studia Ghibli
Nie jest to produkcja, od której nie można oderwać oczu jednak przykuło mnie na te 2 godz. do fotela i tylko momentami zdarzyło mi się odwrócić głowę na bok ;). Na uwagę zasługuje doskonała gra aktorska seiyuu, szczególnie osoby podkładającej głos pod Marco Rosso, Ginę i Fio. Zakończenie uważam za genialne, dzięki niemu na pewno nie zapomnę tej produkcji.
Co od „niejapońskiej grafiki”, dziwi mnie ten zarzut, zważywszy, że ze słów „kolejny daremny produkt Ghibli” wynika, że widziałeś już jakieś inne produkcje tego studia. Przecież kreska u Ghibli zawsze jest taka sama, zresztą w anime kreska postaci jest najmniej istotnym elementem, chyba każda osoba oglądająca anime się ze mną zgodzi. Inaczej nie obejrzałbym żadnej japońskiej animacji, bo zawsze postacie są karykaturalne.
Re: Underappreciated
Hmmm… Wiadomo, że na orbitę można wynieść i tak prymitywne zwierzę jak muchę i przeżyje (btw, pierwszym psem, który został wyniesiony na orbitę okołoziemską i przeżył nie była Łajka jak się powszechnie sądzi, ale Biełka i Striełka wystrzelone w 1960 r. – dowiedziałem się tego dzięki teleturniejowi „Wielki Poker” :]), ale rzecz w tym że po coś jednak szkoli się astronautów. Inaczej odbywałyby się tylko loty bezzałogowe, co na razie ma zastosowanie tylko do wysyłania sond, pobierających próbki gruntu/robiących zdjęcia. Poza tym tresowane małpy nie są w stanie różniczkować czy całkować.
Nie dostrzegasz komizmu w całej tej sytuacji ? Dorywczą pracą okazuje się astronautyka.
Cóż, mamy różne poczucie humoru po prostu. Ja w każdym odcinku się śmiałem (no prawie każdym, 2 ostatnie raczej były na poważnie), a patronat organizacji JAXA nie przeszkadzał w tym ani trochę. Przecież naukowcy też mają poczucie humoru. Tylko dlatego, że japoński odpowiednik NASA czuwał nad techniczną stroną anime nie oznacza, że od razu należy traktować je całkiem poważnie.
Zacznijmy od tego, że nie mam kolegów, których interesowałoby oglądanie „japońskich bajek”. Fakt, nie jest to z pewnością seria, która mogłaby przekonać ludzi do oglądania anime, ale nie o to chodzi. Anime podobało się mi, Krzychowi Ayanami i tej Allevannie pomimo tego, że astronautyka nas nie interesuje, trochę to przeczy temu co napisałeś. Należy obejrzeć pierwszy odcinek i sprawdzić czy się spodoba czy nie. Jeśli po pierwszym odcinku ktoś stwierdzi, że to strata czasu – dobrze, jeśli jednak się spodoba to z każdym odcinkiem jest lepiej. W recenzji zabrakło mi jednak tej zachęty, seria dostała tą „siódemkę” jednak od osoby interesującej się aero- astronautyką, co zresztą zostało podkreślone aż nazbyt.
Oglądałeś anime na terabajty, nie dziwi mnie więc to, że nie dostrzegłeś oryginalności. Poza tym, że podróże w kosmos są główną osią fabuły faktycznie niewiele można dostrzec unikalnych elementów. Tylko co z tego ? O to chodzi, że Japońcom powoli zaczyna już brakować pomysłów i w każdym anime dostrzec można wtórność jeśli ktoś oglądał ich masę. Ja mam odwrotnie niż Ty, jeśli widzę oryginalne anime (powstałe tak gdzieś po 1999 r.) to przeważnie nudzę się niemiłosiernie. Przykłady: Kemono(d)zume, Paranoia Agent, Serial Experiments Lain… Ja w anime szukam czystej rozrywki i tego Rocket Girls dostarczył mi w wystarczającej ilości.
Owszem postaci są wtórne, ale ile można wymyślić cech charakteru ? Epitetów charakteryzujących nawet najbardziej złożoną postać zbyt wielu jednak nie ma, więc powtarzalność jest nieunikniona. Już teraz nie chodzi o oryginalność, ale o wykorzystanie sytuacji, w których można by się doszukać danych cech. Moim zdaniem w Rocket Girls udało się to wyśmienicie, naprawdę polubiłem tamte postacie, co z tego że mogły przypominać mi inne, to takie szukanie na siłę. Wspomniane przez Allevanne postacie z Tenjou Tenge oceniłeś również na 5, postaci właściwie bez charakteru oceniłeś na równi z tymi z Rocket Girls. Podobnie było z Coyote Ragtime Show, że nie wspomnę o jednym tytule, wolę nie wypowiadać tej nazwy nawet, gdzie dałeś 9. Nie zgadzam się z tą oceną po prostu, wg mnie jest krzywdząca nawet gdyby nie patrzeć na poprzednio recenzowane tytuły. Moim zdaniem, przez to że interesuje Cię ta tematyka nie patrzysz na to anime okiem przeciętnego widza i sądzisz, że takiego osobnika nie jest w stanie zainteresować ta produkcja.
BTW, postacie z Love Hina są wg mnie znacznie mniej ciekawe niż te z Rocket Girls, jednak anime jest dużo starsze i od niego się zaczęły haremówki, dlatego ciężko porównywać je do siebie, IMO.
Re: Kilka moich uwag
Jak na ironię zamiast pisać o konkretach, które interesowałyby właśnie przeciętnego „konsumenta anime”, wa‑totem skupił się na stronie technicznej, które odgrywały marginalną rolę i interesowałyby tylko osoby, rzeczywiście interesujące się fizyką czy astronautyką. Mało delikatna sugestia, takie manipulowanie, by czytelnik doszedł do wniosku, że rzeczywiście w Rocket Girls jest tylko o rakietach.
Przyzwoite anime
czasu na nudzenie się już do końca. Ja bym jednak polecił tą serię nie tylko jako zapychacz czasu.
Re: Rany...
Re: hm
Tylko, że zapoczątkował trend na tego rodzaju rozrywki dla mas, Bleach, Naruto, Mar Heaven, Beat the Vandel Buster… lista anime, w których ściągnięto pomysły od Toriyamy jest długa , dlatego może zostać uznany za „kultowy” mimo, że do bycia arcydziełem sporo mu brakuje :).
Brutalność w Elfen Lied
Za ideał brutalnych i krwawych anime uważam Claymore'a, 2‑gie miejsce przypada Berserkowi, a 3‑cie Hellsingowi. Wiecie dzięki czemu ? Bo krew byłą tylko dodatkiem do całości, normalna kolej rzeczy przy walkach, natomiast w Elfen Lied całe anime
polega na oglądaniu latających kończyn, gołych
nastolatek i 3 postaci na krzyż. Nie ma nic kompletnie do zaoferowania, nuda, nuda i jeszcze raz nuda.
Re: Tyle narzekania a taka dobra ocena?
Bardzo dobra seria
Re: bardzo dobre?
Ja nie lubię.
Re: Najgorsza fabuła, największa ilość lubianych bohaterów, co w tym jest ?
No to uwierz, bo ja też nie pamiętam. Po pierwsze gdzie jest powiedziane, że trzeba wyrażać opinię świeżo po obejrzeniu serii. Po drugie oglądając gigabajty anime, chcąc nie chcąc imiona się mieszają i przeciętny widz nie jest w stanie ich potem zapamiętać, ja też nie pamiętam jak się nazywał ten koleś w bandażach. Jeśli zapamiętam jakiegoś bohatera na dłuzej niż miesiąc to musi znaczyć, że anime wywarło na mnie wrażenie, w przeciwnym razie wiadomo. Ty też na pewno nie pamiętasz większości imion.
Co do samego anime, dosyć fajne, oceniłbym je na 7/10 dzieki bohaterom. W dół ciągną je właśnie dłużyzny, zamiast 50 odc. serii zrobili tasiemiec na prawie 100 odc. A potem ktoś się dziwi, że nie pamięta sie czyjegoś imienia.
Re: Skąd to anime ma tyle fanów ? Oto jest pytanie !
Przyznam jednak, że mnie również wkurzyło pójście na łatwiznę i zszokowanie widza kliknij: ukryte śmiercią Hughesa, to również mój ulubiony bohater, (podobnie było w Trigunie, a konkretnie kliknij: ukryte Wolfwoodem), pewnie po to by lepiej pamiętać serię, na mnie to działa doskonale.
Na szczęście w mandze sprawa ma się znacznie lepiej, przede wszystkim bohaterowie są znacznie zmienieni w stosunku do anime i to zdecydowanie na lepsze (choćby Mustang), fabuła trzyma się kupy i nie ma tam nic na siłę, poza tym niejednokrotnie autorka przemyca smaczki w postaci wskazówek co stanie się później, kto np. jest kolejnym homonculusem. Wcale nie tak łatwo jest się tego domyślić, ale uważny i co najważniejsze myślący czytelnik będzie w stanie to wydedukować, pozostaje potem ogromna satysfakcja, a jeśli się nie uda to jest właśnie zaskoczenie. Każda wypowiedź w mandze ma znaczenie i nie wywaliłbym ani jednej.
Streszczając: manga jest znacznie lepsza niż
anime i zalicza się do moich ulubionych (obok Monstera, 20th Century Boys, Detektywa Conana i Berserka). Początkowe 2‑3 tomy mogą Cię nudzić, bo anime jest ich dosłowną adaptacją, jednak im dalej tym lepiej.
It's not safe to walk on magma when you're carrying three people.
Chłam
Re: Dobre anime sportowe, lepsze niż "Whistle!", ale...
Dobre anime sportowe, lepsze niż "Whistle!", ale...
Nastawienie miałem początkowo sceptyczne (o baseballu wiedziałem tyle co nic, raz w życiu grałem w jego lekko uproszczoną wersję, ale nie w palanta), nie sądziłem żeby w baseballu mogło dziać się coś ciekawego. Okazało się jednak inaczej, jednak nie całkiem w moje gusta trafił dramatyzm serii, którego szczególnie na początku nie brakowało. Nie podobał mi się też brak realizmu – knypek potrafił rzucać piłką z szybkością, która dorównywała zawodowcom w lidze amerykańskiej (Japońce jak wiadomo to kurduple, wystarczy spojrzeć na ich reprezentację w piłce nożnej). Przeważnie nie przeszkadza mi to w anime, ale w przypadku anime sportowych jest z tym różnie.
Zastanawia mnie jaką ocenę przyzna recenzent takim anime sportowym jak Hikaru no Go , Hajime no Ippo albo Prince of Tennis (w takiej kolejności królują one wśród anime sportowych w mojej ocenie). Dostaną dwudziestki?
P.S. Opinia wystawiona na podstawie 26 odcinków pierwszej serii [ a są trzy (serie), z tego co wiem druga jest o piłce nożnej co jest co najmniej dziwne ].