Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 3/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 2,80

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 400
Średnia: 5,95
σ=2,28

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Mitsurugi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kämpfer

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • けんぷファー
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Supermoce
zrzutka

Dobry fanserwis, piękne dziewczyny, denny humor i pogrążona w otchłani fabuła. Chcesz serii ecchi i chwili odmóżdżenia? Zapraszam. Że coś ambitniejszego, tak? No to odradzam.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ciężko jest być japońskim uczniem. Nigdy nie wiesz, czy nie przydarzy ci się niemiła niespodzianka, burząca twoje dotychczasowe życie. A to mech ci spadnie na głowę, a to piękna dziewczyna wleci ci do wanny, a to zostaniesz uwikłany w wielką wojnę lub zaczniesz ruchem ręki rozwalać budynki i miotać płomienie. Krótko mówiąc, lepiej mieć się na baczności. Natsuru Senou jednak szczęścia nie miał. Budząc się pewnego ranka, mając w pamięci fakt bycia od urodzenia facetem, odkrywa, że jego ciało uległo lekkiej modyfikacji. Klatka piersiowa wzbogaciła się o kształtne piersi w niemałym rozmiarze, biodra wyraźnie się zwęziły, a nogi wysmukliły. Dodajmy do tego długie włosy, śliczne rysy twarzy i voilà! Oto główny bohater zostaje seksowną dziewczyną. Zmiana zapewne była dla niego małym szokiem, ale od czego jest gadająca pluszowa zabawka (z wystającymi wnętrznościami), która udziela mu stosownych wyjaśnień? Natsuru został wytypowany przez tajemniczych i potężnych Moderatorów do bycia Kämpferem (niem. wojownik, żołnierz). A że Kämpferem mogą być tylko przedstawicielki płci pięknej, to i musiało dojść do odpowiednich modyfikacji jego skromnej osoby. Jedynym zaś zadaniem i funkcją Kämpferów jest walka ze sobą nawzajem. I tak oto bohater, uzbrojony w błękitną bransoletkę, umożliwiającą zmianę w Kämpfera (i zmianę płci w jego przypadku), wstępuje na drogę jakże nielicznych walk, fanserwisu i….fanserwisu.

A w kwestii tych walk. Każdy Kämpfer posiada bransoletkę, która umożliwia mu transformację w formę bojową. Czyli zmienia się troszkę wygląd, kolor włosów i fryzura, plus dostają różnego rodzaju broń. Kämpfery podzielone są na drużyny, czy też grupy, według koloru bransoletek. Czyli, na przykład, czerwone walczą z niebieskimi, ale nie z członkami swojej grupy. Same wojujące seksbomby podzielone są na trzy kategorie: walczące bronią białą, palną i magią. No i to wszystko. Tyle tu zawiłości, że musiałem szczegóły zgrabnie i składnie, mam nadzieję, wytłumaczyć.

No to teraz streszczę fabułę. Bohater zostaje Kämpferem, spotyka inne Kämpfery, z czego każda z nich zakochuje się w jego męskiej lub damskiej stronie, co tworzy nam barwny, schematyczny harem, będący wprost idealnym pretekstem do pokazania dużej ilości fanserwisu, typowego, głupiutkiego humoru, ecchi gagów i niewymagającej myślenia fabuły. Co jakiś czas spokój haremu zakłóca inna dziewoja lub kilka, co nie przeszkadza nam wciąż podążać szlakiem nagości i wypukłości. A na szlaku oczywiście szkoła, gorące źródła, randki, wycieczki, konkurs piękności, szkolny festyn, cosplay itd. Nie ma tu żadnego głównego wątku fabularnego, żadnych godnych większej uwagi zwrotów akcji, czy jakichkolwiek oryginalnych pomysłów. W pewnym momencie twórcy rzucają nam lekką ręką garść wyjaśnień dotyczących tego, kim lub czym są Moderatorzy i dlaczego Kämpfery muszą ze sobą walczyć. Ale wpływ na fabułę ma to taki, jak to, czy podczas seansu jadłem ryż, czy makaron. Walk zobaczymy kilka, ale są one wydarzeniem, paradoksalnie, marginalnym i zbagatelizowanym, twardo wypieranym przez bieliznę. Czy harem to wada, czy zaleta, zależy już od tego, czego widz się spodziewał. Mimo występowania w anime śladowych ilości romansu (dobra, przesadzam), który pewnie po cichu zamordowano za kulisami, nie spodziewałem się nawet przez minutę jakiegokolwiek rozwoju uczuć między bohaterami. Jeżeli zaś spodziewałem się i chciałem ecchi, to w takim przypadku harem tylko i wyłącznie pozwala na jego większą i bogatszą ilość. Także z tego punktu widzenia utworzenie haremu było dobrym zabiegiem.

Opisałem mało istotny element, jakim jest fabuła, teraz więc skupię się na rzeczy wiodącej i priorytetowej, czyli na fanserwisie. Jest to zdecydowanie najmocniejsza (i w sumie chyba jedyna) zaleta tego anime. I to wcale nie taka byle jaka. Fanserwis jest tutaj wyjątkowo dobrze wyważony, strawny i, co najważniejsze dla męskiej części widowni, atrakcyjny i śmiały. Dzięki temu większość anime, nie licząc ostatnich odcinków, o czym później, ogląda się równo i gładko, wyczekując kolejnych dennych scenek i płytkiego humoru, mającego pokazać nam nowe ujęcia ecchi. A dzięki temu, że główny bohater zostaje zamieniony w dziewczynę, mamy tutaj okazję podziwiać wiele scen yuri, damsko­‑damskich podchodów, macanek, pocałunków i paru innych fanserwisowych pomysłów z udziałem wyłącznie płci pięknej, co bardzo podniosło u mnie noty ecchi. Dobry poziom fanserwisu podkreślają modele postaci, które znakomicie ukazują rozmiary i kształty promowane w japońskiej animacji, co tylko potęguje pozytywne wrażenie widza w kwestii tych jakże jednoznacznych i grzesznych scen.

O bohaterach nie warto się rozpisywać. Natsuru to kompletny idiota, nieumiejący rozpoznać zainteresowania ze strony kobiety, nawet gdy ta pcha mu się do łóżka, umawia się z nim na randkę, czy obmacuje jej/jemu piersi. Charakteryzuje się czymś na kształt porażenia mózgowego, problemami z kojarzeniem faktów i niskim poziomem inteligencji. Czyli dla ecchi z haremem standard. Zresztą jeśli ktoś z was spodziewał się po tym anime jakichkolwiek głębszych przesłanek (powodzenia…) lub dylematów odnośnie zmiany płci, seksualności i tym podobnych, to się nie doczeka aż do śmierci. Reszta zbieraniny, czyli harem Natsuru, to chodzące schematy o pięknych ciałach, czyli pani przewodnicząca, nieśmiała okularnica, przyjaciółka z dzieciństwa i koleżanka ze szkoły, obsesyjnie zakochana w damskiej wersji protagonisty. Wszystkie knują, przeszkadzają sobie, piętrzą nieporozumienia, sapią, krzyczą i jęczą. I bohaterowie z głowy. O, wyszło więcej linijek, niż się spodziewałem.

Techniczne sprawy prezentują się przeciętnie, ale zachowują wciąż dobry poziom. Grafika nie jest zachwycająca, ale widać, że większość budżetu została przede wszystkim skupiona na tym, na czym być w tej serii powinna. Czyli na postaciach. W końcu dobry fanserwis wymaga pięknych dziewczyn o odpowiednio zaokrąglonych i podkreślonych walorach, co też dostaliśmy. Reszta jest średnia, od tła przez szczegółowość otoczenia, aż po animację. Muzyka wyróżnia się tym, że dominują w niej często kawałki rockowe zamiast klasycznego j­‑popu, ale opening i ending stanowią moim zdaniem dowód na to, że opcja przewijania to dar od bogów, by oszczędzać nam nadmiernego cierpienia. Innym elementem, który mnie w tej serii mocno irytował, była seiyuu głównego bohatera, Marina Inoue (min. Alicia z Valkyria Chronicles), podkładająca głos zarówno pod jego męskie, jak i damskie wydanie. Męska wersja Natsuru miała w efekcie taki głos, jakby ktoś mu założył zacisk na jądra, gdy chłopak przechodził mutację, i tak mu pozostało, ku mojemu ubolewaniu (jego pewnie też). Zresztą, gwoli ścisłości, ogólnie mam wrażenie, że poziom seiyuu w tym anime był mocno średni, z odchyleniami ku „kiepski”. No, ale za bardzo nie było przy czym się wysilać, prawda?

I w tym momencie powinienem zakończyć recenzję, wystawić ocenę i w waszej gestii zostawić wybór, czy oglądać Kämpfera, czy nie. I tak by się stało, gdyby nie to, że twórcy zdecydowali się pod koniec serii na zwrot akcji, który był tak głupi, że pozostawił mnie w kompletnym osłupieniu i paraliżu mentalnym, szczególnie że na dobrą sprawę nic z niego nie wynikało. Dlatego nie mogę powstrzymać się od kilku wrednych uwag, przysługujących mi do wykorzystania jako recenzentowi. Do serii ecchi zachciało się komuś bowiem wprowadzić „trzymający w napięciu” krótki epizod fabularny wraz z pseudozdradą, dramatem i powagą. Do tego spróbowano wskrzesić martwy do tej pory wątek romantyczny, co wyszło bardzo niezgrabnie. Ów zwrot akcji kończy się wyjątkowo durnym jedenastym odcinkiem, w którym mamy pluszowe misie­‑giganty i walkę z tak wielkimi „power­‑upami”, że bohaterkom aż odpadają kawałki ubrań, pozostawiając je prawie że nagie. A wszystko okraszone patetycznymi tekstami o wartości przyjaźni i przerobioną wersją Ody do radości (bez komentarza) w tle epickiego (czyt. beznadziejnego) pojedynku. Oba te elementy zresztą pasowały do tego anime jak pięść do nosa. No, ale żebyśmy, broń Boże, nie pomyśleli, że na tym koniec, finałowy odcinek ukazuje nam, że wciąż można zrobić coś głupszego i nudniejszego, oraz że nawet nakręcenie prostej, strawnej serii ecchi to dla niektórych za dużo. I tak oto anime pozostawia nas z niesmakiem i niezrozumieniem, mimo niezłego początku i środka.

Kämpfer to przeciętna produkcja z atrakcyjnym fanserwisem, nie próbującym udawać czegoś, czym nie jest. Dostajemy stadko pięknych dziewczątek, dużą ilość ecchi wraz z prostym humorem i wyświechtanymi gagami. Anime, o dziwo, ogląda się dobrze, jeżeli mamy ochotę na zwykłą produkcję ecchi. Na tę serię po prostu trzeba mieć humor, albowiem w innym wypadku jest to czysty masochizm. Kämpfera polecam tylko i wyłącznie tym, którzy mają ochotę na czystą rozrywkę w postaci dużego natężenia dobrego, trzymającego poziom fanserwisu i prostego jak promień lasera humoru. Te osoby zapewne nie zawiodą się podczas seansu, ale też nie będą miały powodów do zachwytu. Jest to, oczywiście, produkcja kierowana przede wszystkim do męskiej grupy docelowej, bo panie nie znajdą tutaj nawet przystojnego bishounena lub chociaż męskiego głównego bohatera, który i tak, specjalnie dla nas, został zamieniony w niewiastę. Jeżeli ktokolwiek choćby przez chwilę oczekiwał po tym anime fabuły, sensu, ciekawych bohaterów czy innych rzeczy z kosmosu, to niech Kämpfera nie tyka nawet długą włócznią. Dla odprężenia i pooglądania seksownych bohaterek – tak. Dla fabuły i myślenia – nie. Takie serie też są potrzebne, więc jeśli tego właśnie szukacie, to dajcie Kämpferowi szansę.

Mitsurugi, 16 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nomad
Autor: Toshihiko Tsukiji
Projekt: Mariko Fujita, Senmu
Reżyser: Yasuhiro Kuroda
Scenariusz: Kazuyuki Fudeyasu
Muzyka: Tatsuya Katou