Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 14
Średnia: 5,79
σ=1,47

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Azag)

Wylosuj ponownieTop 10

Boys Be...

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2000
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ボーイズ・ビー
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Grupka chłopaków, grupka dziewczyn – brzmi standardowo, ale okazuje się, że można opowiedzieć to trochę inaczej. Niekoniecznie jednak ciekawiej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Bohaterami naszej opowieści jest kilkoro siedemnastolatków, uczęszczających do typowej japońskiej szkoły. Kyoichi Kanzaki – artysta malarz i Chiharu Nitta – jedna z najlepszych w szkole biegaczek, znają się od czasów wspólnych zabaw w piaskownicy. Niespodziewanie podczas kolejnej wiosny, wśród fruwających w powietrzu białych płatków wiśni, ich znajomość zaczyna przeradzać się w coś więcej.

Za przykładem Kyoichiego i Chiharu kolejni z paczki przyjaciół: baseballista Kenjo, maniak kobiecego piękna i poszukiwacz idealnej partnerki Makoto, spokojna Yumi i rozmarzona Aki, wkraczają w burzliwy okres dojrzewania i pierwszych miłości. Nie zabraknie więc radości, rozczarowań, poszukiwań i wzniosłych momentów w różnorakim wydaniu.

Fabuła tej serii wyróżnia się zdecydowanie z tłumu innych o podobnej tematyce. Dlaczego? Otóż większość odcinków jest zrobiona według jednakowego szablonu – jedno z bohaterów (lub kilkoro na raz) spotyka kogoś zupełnie obcego i coś tam się między nimi dzieje. Na dłuższą metę jest to zdecydowanie monotonne, do tego stopnia, że w końcu nudzi i zniechęca do sięgnięcia po następny odcinek. Głównym wątkiem wydaje się być historia Kyoichiego i Chiharu, której elementy są od czasu do czasu wplatane na początku lub na końcu odcinka. Pojawiają się jednak na tyle rzadko, że widz zastanawia się czasem, kto tak naprawdę jest tu głównym bohaterem. Na przykład przez cały odcinek jedna z bohaterek w lejących strugach deszczu kontempluje rozchylanie się kwiatowego kielicha, w towarzystwie pewnego fotografa, który chyba czeka, aż ten kwiatek przeobrazi się w krwiożerczą bestię, by wreszcie móc cyknąć tę fotkę. Moja dziewczyna po dwudziestu minutach powiedziała, że „ona ma tej serii dosyć” i rzeczywiście dokończyłem oglądanie sam. Większość odcinków jest w podobnym stylu, choć zdarzają się wyjątki.

Brak urozmaicenia w fabule obniża oceny innych elementów serii. Bohaterowie niewątpliwie mają w sobie coś oryginalnego, ale… Postacie z początku wydają się całkiem ciekawe, jednak z wyżej wymienionych powodów po prostu nie mogą rozwinąć skrzydeł. Bo cóż z tego, że na przykład spodoba się nam taki Makoto, skoro na jego powtórne pojawienie musimy czekać całe trzy odcinki. Boys Be… wyraźnie wyróżnia natomiast szeroka gama bohaterów pobocznych, wprowadzających nieco urozmaicenia – dzięki nim akcja nie skupia się tylko na kilku osobach. Nadal jednak ślimacza fabuła powoduje, że kiedy po kilku odcinkach znowu widzimy daną postać, już nie pamiętamy, kim ona była.

Jeżeli oceniać muzykę pod kątem dopasowania do fabuły, to należy ją uznać za udaną. Inna sprawa, czy ta muzyka wpadnie nam w ucho, czy też zaraz o niej zapomnimy, albo czy przypadkiem ukołysani kolejnymi melodiami najzwyczajniej nie zaśniemy. Rzecz ma się podobnie, jak w przypadku postaci – wszystko wlecze się jak żółw pod górę. Kresce nie można nic zarzucić, jest w porządku, nie zachwyca, ale i nie odrzuca. Myślę, że nie ma się o czym rozpisywać.

Po tym wszystkim należy też powiedzieć, że Boys Be… ma i dobre strony. Czasami można się tu pośmiać i trochę powzruszać. Zdarzają się momenty, które gwałtownie przyśpieszają fabułę (ale czemu tak rzadko?). Sielankowy klimat jest przyjemny i odprężający. Bardzo dobry jest odcinek 13. i pojawiająca się w nim imienniczka bohaterki, Chiharu (ale czemu tak późno?) Seria pokazuje przede wszystkim normalne życie normalnych ludzi, którzy w normalny sposób przeżywają okres dojrzewania i to chyba jest jej największym atutem. Na pewno można znaleźć tu różne elementy, które sprawią, że poświęconego jej czasu nie uzna się za stracony, aczkolwiek zapewniam, że wielkich wzlotów emocjonalnych raczej nie da się dzięki niej przeżyć.

Każdy, kto zechce zwrócić uwagę na ten tytuł, musi być przygotowany na melancholijny nastrój, który towarzyszy nam od pierwszego do ostatniego odcinka. Ja nie żałowałem, że obejrzałem Boys Be… – przypuszczam też, że spodoba się amatorom produkcji o takim właśnie charakterze. Pozostaje żałować, że twórcy nie zrobili całej serii tak, jak ostatniego odcinka, który – utrzymując ten sam klimat – jest znacznie ciekawszy. Wszystkim, którzy się zdecydują spróbować, życzę miłego oglądania. Kupcie sobie orzeszki, weźcie prysznic, załóżcie szlafrok i kapcie, a potem włączcie Boys Be…

Azag, 5 stycznia 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Hal Film Maker
Autor: Hiroyuki Tamakoshi, Masahiro Itabashi
Projekt: Itsuko Takeda
Reżyser: Masami Shimoda