Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 1/10 grafika: 4/10
fabuła: 1/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,25

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 107
Średnia: 4,59
σ=2,34

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Glasslip

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • グラスリップ
zrzutka

Lato, grupka przyjaciół i tajemnicze wizje przyszłości w serii zbudowanej ze stosu odpadków. Zdecydowanie jeden wielki niewypał.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jeśli weźmiemy grupkę nastolatków, dołożymy do tego ich codzienność, wzajemne relacje, zwyczajne rozmowy i urozmaicimy to subtelnym wątkiem nadnaturalnym, powinna nam wyjść chociaż przyzwoita seria, prawda? Cóż, nie wiem, kto dokładnie wpadł na ten pomysł w studiu P.A. Works, ale pomylił się straszliwie. Ostatecznie dostaliśmy bowiem niestrawną historyjkę o niczym, podaną w sposób totalnie chaotyczny. Glasslip od początku do końca nie bardzo wie, na czym właściwie powinno się skupić, w związku z czym mamy tu trochę tego, trochę tamtego i jeszcze może to, to, to i tamto. Serio – w tym przypadku nawet dokładnie nie da się określić poszczególnych składników. Dramat? Chyba jest, ale trudno stwierdzić, na czym się opiera (poza nieporozumieniem, bo przecież bez tego by się nie obeszło). Romans? Przemknęło mi coś, że ten kocha tamtą, ale tamta kocha innego, który bardzo możliwe, że również ją kocha i jeszcze są do tego inni, którzy też kogoś kochają… ale mogło mi się to tylko wydawać. To może komedia? Noooo… kurczak–swatka z jednej sceny fatycznie potrafił rozbawić, więc chyba można uznać… od biedy. Co jeszcze? A tak, okruchy życia! Nie, przykro mi w tej serii nie potrafiłam znaleźć niczego, co jakkolwiek związane byłoby z życiem. Nie zapomnijmy jednak o wątku nadnaturalnym, który gdzieś tam się pałętał, ale nikt nawet nie usiłował udawać, że próbuje wytłumaczyć widzom jego sens.

Macie wrażenie, iż ta recenzja jest nieco chaotyczna? Coś w tym jest… A teraz wyobraźcie sobie, że dokładnie tak samo czułam się, oglądając tę serię. Przeskoki z jednej sceny do drugiej, urwane dialogi, które i tak same w sobie pozbawiono sensu, brak jakiegokolwiek motywu przewodniego, zerowa logika – mniej więcej tak to wyglądało przez całe trzynaście odcinków. Ale po kolei…

Touko Fukami, której rodzina zajmuje się wyrobem szkła, jest zwyczajną nastolatką. Tak, kolejną. W każdym razie, jako taka zwyczajna nastolatka ma grono znajomych, z którymi przyjemnie spędza wolny czas, co w skrócie oznacza wspólne rozmowy, wypady w góry, pierwsze miłostki i tym podobne pierdoły. Nie raz i nie dwa widzieliście to już w anime, więc w sumie wiecie, o co mi chodzi. Do tego momentu każdy z was wyobraża sobie pewnie klasyczne okruchy życia o grupce przyjaciół i ich codziennym życiu. Czas więc podkręcić atmosferę i dodać łyżkę… nie, właściwie to chochlę dziegciu do tego garnca miodu. A chochlę tę stanowi Kakeru, tajemniczy chłopak, który właśnie przeprowadził się do rodzinnej miejscowości bohaterów i który już w pierwszy wieczór pobytu w niej zwraca uwagę na Touko. Szybko dowiadujemy się, że Kakeru jest w stanie słyszeć głosy przyszłości, a do tego uświadamia on Touko, iż ona sama doświadczyć może obrazów z przyszłości i kiedy są razem, jemu również kilka takich wizji się udziela. Gdzieś tak przy okazji poucza on też bohaterkę, że zostawienie jej ukochanych kurczaków samopas może być dla tych biednych zwierząt bardzo niebezpieczne. I jak tu dziewczyna ma się nie zakochać, no jak?

W tym momencie powinna wam się już zapalić ostrzegawcza lampka w głowie, więc by ją jeszcze bardziej rozświetlić, pozwolę sobie zwrócić uwagę na kilka dodatkowych kwestii, jakie anime nam serwuje. Pojawienie się Kakeru nie wszystkim jest na rękę. Ba, właściwie tylko Touko wita go z otwartymi ramio… ustami znaczy, bo długo jeszcze biedne, zagubione w tym wszystkim dziewczę patrzyć będzie cielęcym wzrokiem na nowego towarzysza. Reszta jej paczki natomiast od samego początku traktuje przybysza jako zło najgorszego rodzaju, które bezczelnie śmiało wkraść się do ich grupy, jasno dając mu do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany. Taki punkt widzenia jest co prawda logiczny, jeśli chodzi o Yukinariego, który w Touko jest wyraźnie zakochany, lecz w czym Kakeru przeszkadzać może Yanagi, kochającej się dla odmiany w Yukinarim, a tym bardziej dlaczego najlepsza przyjaciółka Touko, Sachi, tak bardzo zdaje się go nie lubić? Powód jest prosty – bo tak. Nie, na serio – zachowanie postaci w większości przypadków nie ma większego sensu i wydaje się wykreowane na siłę, by tylko jakoś pociągnąć fabułę do przodu.

Największym problemem jest jednak to, że nie bardzo jest tu co ciągnąć. Mam świadomość, że okruchy życia z reguły składają się z luźno powiązanych epizodów, w związku z czym trudno mówić tutaj o skomplikowanej fabule. Najważniejsze jest w nich zachowanie spójności przedstawionego świata, a na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim relacje pomiędzy bohaterami. Mimo wszystko Glasslip jest pod tym względem nieco inne. Wprowadzenie wątku nadnaturalnego powoduje, iż wiele rzeczy wymaga wytłumaczenia i wymusza pewną ciągłość fabularną. Skąd u Touko i Kakeru taki dar? Na czym on dokładnie polega? Jaki będzie to miało wpływ na ich życie? A przede wszystkim – czy te wizje mają jakiś cel? I jeśli tak, to jaki? Te lub podobne pytania siłą rzeczy muszą się pojawić, lecz jak się okazuje – na żadne z nich odpowiedzi nie dostaniemy.

Również wątek romantyczny nie zostaje w żaden sposób rozwiązany, przynajmniej jeśli chodzi o główną parę. Szczerze powiedziawszy, do teraz nie wiem, jak to się właściwie skończyło. Od pewnego momentu można było odnieść wrażenie (wpychane nieco na siłę), iż ta dwójka ma się coraz bardziej ku sobie, lecz w końcu do niczego konkretnego nie doszło, a potem nagle „puff” i anime się skończyło. Zresztą cały ów skomplikowany wielokąt romantyczny, powodujący przez wiele odcinków tyle napięć i niepotrzebnej agresji, od pewnego momentu zwyczajnie się rozmył. I znowu – bo tak.

Wszystko to powoduje, że po seansie nie sposób nie zastanowić się, jaki to właściwie miało sens. Osobiście nie mam zielonego pojęcia. W trzynastu odcinkach nie dość, że nie rozwinięto żadnego z głównych motywów, to jeszcze wprowadzono kilka wątków pobocznych, o których również niewiele się dowiedzieliśmy. I wiecie, co świadczyć może o totalnym braku fabuły w tym tytule? Fakt, że w żaden sposób nie da się komuś zaspoilerować tej serii, bo wiele wydarzeń nie ma dalszego ciągu, inne nie układają się w logiczną całość, a niektórych można się domyślić od samego początku.

Tak się jednak składa, że udało mi się dopatrzyć w tym tytule kilku pozytywów. Dokładnie dwóch. Pierwszym z nich jest obecność dorosłych członków rodzin większości postaci. Z reguły nastoletni bohaterowie w takich seriach mają niemalże swój własny świat, w którym dorośli dla wygody znajdują się gdzieś daleko, bądź ich w ogóle nie ma. Takie rozwiązanie „problemu” ułatwia wiele rzeczy, dając postaciom więcej swobody i możliwości działania. Tutaj na szczęście postanowiono z tego nie rezygnować, choć niestety z jednym wyjątkiem, bowiem o rodzinach Yanagi i Yukinariego nie dowiadujemy się nic (zapewne dlatego, że byłoby to już zbyt trudne i mogłoby za wiele popsuć). Jako drugi plus wymieniłabym zaś promowanie zdrowego trybu życia. Sport jest widoczny w życiu niemalże każdego bohatera i jedyna osoba, która nie jest aktywna fizycznie, czyli Sachi, jest po prostu chora. Bohaterowie biegają, pływają, chodzą po górach, tańczą i jeżdżą na rowerze – co kto lubi. Nigdy jeszcze w żadnej serii nie­‑sportowej nie spotkałam tak aktywnych fizycznie postaci i za to na pewno należą się twórcom słowa pochwały.

Te dwa drobiazgi wyczerpują niestety liczbę zalet tej serii, za to na czołowym miejscu wśród jej wad widnieją bohaterowie. Gdyby stanowili oni kolejną grupkę zbudowaną ze standardowych szablonów, nie miałabym do tego żadnych pretensji. W końcu najważniejsze, by dało się ich polubić, a wtedy nawet największe nudy oglądałoby się trochę lepiej. Lecz w momencie, gdy na scenę wkracza banda irytujących i zachowujących się absurdalnie nastolatków, wszystko zaczyna przeszkadzać podwójnie. I z czymś takim mamy do czynienia tutaj. Im większą dana postać ma rolę, tym gorzej się prezentuje. Touko pałęta się po ekranie, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, a jak nie daj boże musi podjąć jakąś decyzję, bo sytuacja robi się napięta, tak długo waha się, co zrobić, aż ktoś inny nie rozwiąże problemu za nią. Kakeru od początku do końca pozostaje dla widzów tajemnicą, która zagęszcza się jeszcze bardziej, gdy prowadzi on „głębokie” rozmowy z kilkoma wersjami samego siebie. Sachi pod maską cichej i wycofanej dziewczyny skrywa spore pokłady egoizmu i fałszu, zaś Yanagi najchętniej wydrapałaby oczy każdemu, kogo nie lubi Yukinari. Ten zaś nie do końca wie, co ze sobą zrobić, więc nie robi praktycznie nic poza fochaniem się. Tak po prawdzie jedyną postacią z głównej paczki, która zachowuje się względnie normalnie, jest Hiro, lecz ponieważ jego obiekt westchnień, czyli Sachi, można uznać momentami za osobę mającą coś nie tak z głową, i tego bohatera należy spisać na straty.

Przede wszystkim jednak kuleją relacje pomiędzy postaciami. Więzi łączące grupkę przyjaciół wydają się tak płytkie i kruche, że musimy ufać twórcom na słowo, iż oni faktycznie się lubią. A co tu dopiero mówić o czymś głębszym, czyli o miłości! Przez całą serię nie poczułam ani krzty chemii pomiędzy jakąkolwiek dwójką bohaterów. Jeśli wiedziałam, że ktoś kogoś lubi, to tylko dlatego, że powiedziano mi to wprost, a potem jeszcze powtórzono kilka razy. A ja, najzwyczajniej w świecie, czegoś takiego nie kupuję i to nawet zdając sobie sprawę z tego, że przecież to tylko banda nastolatków, a w tym wieku o porządek uczuciowy raczej trudno. Być może rozpieściły mnie inne, lepsze tytuły spod znaku okruchów życia, w których przyjaźni i miłości nie odmalowano jako chaotycznego steku bzdur, ale nawet w porównaniu do serii przeciętnych to, co zaprezentowano nam tutaj, wypadło po prostu nienaturalnie.

P.A.Works przyzwyczaiło nas do dość wysokiego poziomu technicznego w swoich produkcjach, z zażenowaniem patrzyłam więc na to, co stworzyli tym razem. Projekty postaci pozostały akurat standardowe, nie zdziwię się zresztą, jeśli komuś zaczną się oni mylić z bohaterami innych serii tego studia, bo o to nietrudno, kiedy wszyscy wyglądają jak odrysowani od jednego szablonu. Odróżnić ich od siebie pomagają fryzury oraz sposób ubierania. Na wyróżnienie zasługuje za to fakt, że bardzo często zmieniają oni ubrania, a przy tym u każdego widać własny styl (zwłaszcza jeśli chodzi o postaci kobiece). Nieco gorzej przedstawia się sprawa z mimiką, która do bogatych nie należy, głównie z powodu zbyt małej ilości szczegółów. Touko większość czasu spędza z rozdziawioną buzią, co nadaje jej tępawy wygląd, ale i tak wygląda to lepiej niż totalny brak ekspresji u Sachi czy Kakeru. Dla równowagi Yanagi i Yukinari często się krzywią, nawet jeśli niespecjalnie mają powody do okazywania aż takiego niezadowolenia.

Wszystko to blednie w porównaniu z animacją oraz tłami, bo właśnie na tym polu widać największe oszczędności i brak staranności. Jeśli postaci się nie poruszają, jest całkiem nieźle. Sęk w tym, że kiedy dochodzimy do bardziej dynamicznej sceny, na ekranie pojawia się statyczny kadr, dodatkowo rozmazany przez jakieś kreski. Pół biedy, jakby to wskakiwało na chwilę, jako puenta, lecz czasami taki pokaz jednego slajdu trwa kilka sekund, a my musimy się zadowolić samym głosem, w końcu akcja toczy się dalej. Podobnie sprawa przedstawia się z tłami. Ruch na drugim planie ograniczono do minimum (które z reguły osiągano poprzez pokazanie przejeżdżającego samochodu), więc najczęściej widzimy tylko statyczne obiekty – budynki, drzewa, podstawowe wyposażenie wnętrz. Nawet jednak tak oszczędny kadr rzadko jest pełny – w standardzie mamy prześwietlone rogi, kreskowanie większych powierzchni oraz białe plamy (także pośrodku całego kadru) oraz… tarasy bez wejścia (i to nie tylko w domu Kakeru, bo również w szkole możemy je znaleźć).

Poziom utrzymano praktycznie tylko jeśli chodzi o udźwiękowienie. Muzycznie ten tytuł w żaden sposób się nie wyróżnia, lecz brzmi po prostu miło. Poszczególne utwory są melodyjne i tworzyłyby niezły klimat, gdyby uzupełniająca je scena także była do tego zdolna. Opening i ending stanowią bardzo typowe utwory z repertuaru wykonujących je zespołów, którymi odpowiednio są ChouCho oraz nano.RIPE, zatem pod tym względem akurat nie można narzekać.

Szczerze odradzam seans tego anime i to nawet najbardziej zagorzałym fanom okruchów życia. Jako iż sama się do takowych zaliczam, sięgnęłam po ten tytuł z bardzo pozytywnym nastawieniem, licząc chociażby na powtórkę z rozrywki w stylu Tari Tari. Niestety wyraźnie widać tutaj brak pomysłu i chęci, w związku z czym powstała z tego taka zapchajdziura, która w żadnym aspekcie nie oferuje niczego ciekawego, nie próbuje nawet przyciągnąć widzów nadzwyczajną grafiką. Nic się nie dzieje, nic się nie zmienia, nic się nie rozwija – anime zmierza zwyczajnie donikąd. Trudno jest się wczuć w cokolwiek (czymkolwiek by to coś było), jeśli nie dba się w ogóle o bohaterów i ich losy. A jako iż ci pozostają mdli i irytujący do samego końca, to też i trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś się nimi specjalnie przejmował. Czyli w skrócie: jest to kolejne anime spod znaku „nic dla nikogo” i naprawdę nie warto zawracać sobie tym głowy, bo podobnych klimatycznie, za to o niebo lepszych pod względem wykonania tytułów jest całe mnóstwo.

Kysz, 1 sierpnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: P.A. Works
Projekt: Miki Takeshita
Reżyser: Junji Nishimura, Takefumi Anzai
Scenariusz: Junji Nishimura, Rika Satou
Muzyka: Akito Matsuda

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Glasslip - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl