Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 54
Średnia: 6,54
σ=2,07

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Young Black Jack

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ヤング ブラック・ジャック
Gatunki: Dramat
Widownia: Seinen; Postaci: Pielęgniarki/lekarze, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Niby dramat, niby seinen, a ja czułem się, jakbym oglądał skrzyżowanie MacGyvera z Inspektorem Gadżetem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

OK, przyznaję się, od razu na początku seansu popełniłem pewien błąd – nastawiłem się na serię stricte medyczną, gdzie obdarzony wyjątkowym talentem młody lekarz będzie dokonywał cudów chirurgii, z tym że w granicach ludzkich i technologicznych możliwości współczesnej mu medycyny. Moja wina, nie zadałem sobie trudu, aby zaznajomić się z tematyką serii, ponieważ wyszedłem z założenia, że skoro Young Black Jack jest chronologicznie pierwszym tytułem traktującym o życiu genialnego chirurga, to znajomość kolejnych części nie będzie mi potrzebna. Jest to poniekąd prawda. Historia bowiem tworzy zamkniętą całość, ukazującą wydarzenia, które doprowadziły do tego, że student medycyny Kuroo Hazama przyjął pseudonim Black Jack i zszedł do chirurgicznego podziemia.

Zacznę od obrony tezy postawionej we wstępie recenzji. Gatunki seinen i dramat nastawiły mnie przed seansem, że będę miał do czynienia z czymś bardziej poważnym. Podobało mi się wprowadzenie postaci genialnego chirurga czyniącego cuda na sali operacyjnej – dawało to nadzieję na porcję solidnej i nieco bardziej serio przedstawionej rozrywki. Niestety nadzieja ulatywała ze mnie z odcinka na odcinek, a pierwszym sygnałem ostrzegawczym był odcinek drugi. Już samo przedstawione tam rozwiązanie fabularne było po prostu mocno niedorzeczne, nie wspominając nawet o jego medycznej stronie. Później było raz lepiej, raz gorzej. Część rozgrywająca się w Wietnamie była chyba medycznie najlepsza – za to sensacyjnie wołała o pomstę do nieba. Prawdziwym kuriozum była część poświęcona Hyakkiemu – z jednej strony najbardziej interesująca fabularnie, z motywem okaleczonego z zawiści lekarza mszczącego się za krzywdy, jakie mu wyrządzono, a z drugiej najeżona takimi absurdami z pogranicza sensacyjnego kina klasy D i science­‑fiction niskich lotów, że momentami zastanawiałem się, co ja w ogóle oglądam. Kolejnym poważnym błędem była próba osadzenia akcji w jakichś realiach historycznych, co miało chyba uwiarygodnić historię, a czyniło ją momentami jeszcze bardziej oderwaną od rzeczywistości. Wojna w Wietnamie, walka o prawa czarnoskórych obywateli w USA, protesty przeciwko kontynuowaniu działań wojennych i trudne tematy podejmowane przez twórców, takie jak dezercja, degradacja psychiki żołnierzy walczących na froncie, tajne badania CIA, hitlerowscy naukowcy w służbie rządu Stanów Zjednoczonych – to wszystko w połączeniu z sensacją w stylu seriali z lat 80. i 90. dawało momentami bardzo dziwny i chyba niezamierzenie komiczny efekt. Nowych widzów mógł także zrażać rysunek niektórych postaci, odstający od tego, co możemy zobaczyć w dzisiejszych produkcjach i także przywołujący na myśl serie tworzone w latach 80. To wszystko niestety bardzo ujmowało realizmu opowiadanej historii i raczej uniemożliwiło jej zyskanie rzeszy nowych zagorzałych fanów.

Sytuację po części ratują postacie – ale trzeba uczciwie przyznać, że nie wszystkie. Najjaśniejszym punktem jest oczywiście Hazama. Jako genialny student jest on dość wiarygodny, a przy tym unika bycia półbogiem, którego nikt i nic nie wzrusza. Chociaż jest medycznym geniuszem, ma chwile słabości, zawahania i jest w swoim postępowaniu bardzo zwyczajny w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bardzo podobały mi się momenty pokazujące, jak bardzo zawzięty jest w swoim postanowieniu zostania najlepszym chirurgiem i jego ludzkie reakcje na zwyczajną krzywdę i ból, tak bardzo momentami kontrastujące z zimnym i niewzruszonym podejściem starszych i doświadczonych kolegów. Żałuję natomiast tego, o czym już wspomniałem, że cały praktycznie jego geniusz ukazany został na zasadzie bardzo umownej – głównie jako kolejne zakończone sukcesem operacje, bez nadmiernego wnikania w szczegóły. Niby macha się nam przed oczami jakąś nicią, która lśni na ciemnym tle, wykonywane są jakieś ruchy, a całość wieńczy ostatnie cięcie, niby gdzieś w tle tyka zegar, krople potu wychodzą na czoło, ale brakuje detali. Brakuje tego, co jest najważniejsze – samego widoku operacji i nie chodzi mi tu o relację na żywo, o wierne oddanie szczegółów, ale o rzucenie jednej, dwóch scen pokazujących, z czym mamy do czynienia i jak bardzo skomplikowana jest to praca. Na myśl w tej chwili przyszło mi Shokugeki no Souma i cały pietyzm, z jakim tam przedstawiono przygotowywanie posiłków, i wyobraziłem sobie, jakby tamta seria mogła wyglądać, gdyby zamiast tego pokazano nam tylko Soumę machającego chochlą. Tak więc dostajemy tu świetnie wykreowaną postać, która nie ma tak naprawdę okazji do pokazania swoich możliwości. Oczywiście nieco generalizuję, bo jest operacja trepanacji, która jako tako mnie usatysfakcjonowała, ale takich jaśniejszych punktów jest niestety mało.

Trudno mi stwierdzić, czy reszta obsady kwalifikuje się jako bohaterowie główni, czy już drugoplanowi. Każda z postaci pojawia się na ekranie na jakiś czas, by potem znowu zniknąć. Ale trzeba uczciwie przyznać, że cała obsada poza nielicznymi wyjątkami trzyma poziom. Niektóre postacie są mocno przerysowane, ale i tak chyba właśnie one są najmocniejszą stroną tej serii. Najwięcej czasu antenowego otrzymali Maiko Okamoto i doktor Yabu. O ile tę pierwszą udało mi się naprawdę polubić i szczerze żałowałem, że między nią a Hazamą nic nie zaiskrzyło, to Yabu szczerze mnie irytował dziwacznym początkowo zachowaniem i awersją do widoku krwi – w ogóle co to za pomysł, aby lekarz bał się krwi. Później jest nieco lepiej, ale i tak do końca nie wzbudził mojej przesadnej sympatii. W całej serii mamy sporo przewijających się postaci – fabuła składa się z kilku zamkniętych epizodów, z czego praktycznie każdy ma całkowicie nową obsadę, poza oczywiście głównym bohaterem i najczęściej (ale też nie zawsze) partnerującą mu wspomnianą dwójką. Tak jak już pisałem, nie mam większych zarzutów do przedstawionych kreacji, może poza tym, że niektóre są zbyt przerysowane, ale nie widzę też sensu opisywania każdej z postaci, bo poniekąd na ich odkrywaniu polega w dużej mierze siła tej historii.

Niestety niezbyt dobrze prezentuje się strona graficzna – o ile nie mam większych zastrzeżeń do jakości rysunku postaci, to już do animacji, szczególnie w scenach „sensacyjnych”, miałem bardzo dużo uwag. Najpierw w oczy rzuciły mi się sceny z transportera w Wietnamie, a potem było już tylko gorzej – praktycznie wszystkie ujęcia, w których coś się działo, wyglądały nienaturalnie i sztucznie. Szkoda, bo twórcy wyraźnie stawiają na wątek sensacyjny, a nie potrafią go porządnie pokazać. Do tego dochodzą jeszcze kwiatki fabularne w stylu nawet dzisiaj niespotykanych protez kończyn, bardziej pasujących do Inspektora Gadżeta niż do poważnego serialu medycznego, sceny pościgów, gdzie po upadku samochodu z tak na oko trzydziestometrowego urwiska jeden z pasażerów ginie, a drugi wychodzi z wypadku bez szwanku, i tym podobne. Tu znowu na myśl przychodziły mi seriale z czasów dzieciństwa, gdzie opony piszczały nawet podczas jazdy po szutrze i gdzie zawodowy policjant nie umiał trafić w żaden cel, a główny bohater trzymający broń po raz pierwszy trafiał ze 100% celnością. Poza wspomnianymi przeze mnie mankamentami grafika jest dobra. Niektórych mogą jeszcze razić projekty części postaci, z wielkimi nosami i nienaturalnymi kształtami, ale taki już urok tej historii i jej pierwowzoru. W serii mamy też nieco nietypowy i skierowany bardziej do żeńskiej widowni fanserwis – mianowicie całkiem sporo roznegliżowanych męskich torsów. Nikogo nie powinno to odrzucić, a kobietom może się spodobać taka odmiana od serii epatujących nas damskimi wdziękami.

Udźwiękowienie również nie odbiega od średniej – piosenka otwierająca nawet wpadła mi w ucho, choć nie przepadam za utworami śpiewanymi przez mężczyzn i łączeniem japońskiego z kaleczonym angielskim. Bardzo dobrze oceniam grę aktorską – nie przypominam sobie nikogo, czyj głos by mnie irytował albo nie pasował do odgrywanej postaci.

Widzowie szukający serii stricte medycznej będą rozczarowani – szczególnie że sporo osób może chcieć od tej serii rozpocząć swoją przygodę z nietypowym lekarzem. Anime bardziej niż na elementy medyczne stawia na sensację i z lepszym lub gorszym skutkiem stara się całość osadzić w realiach historycznych. Wydaje mi się, że byłoby lepiej, gdyby całość poszła zdecydowanie w którąś stronę i sądzę, że preferowana byłaby jednak strona medyczna, bo jako seria sensacyjno­‑historyczna Young Black Jack niestety nie sprawdza się najlepiej. Fabuła ma charakter epizodyczny i tylko jeden element ją spajający – postać głównego bohatera i historię jego przemiany. Pod tym względem sprawdza się bardzo dobrze, ukazując drogę, jaką przeszedł Hazama w młodości, zanim stał się Black Jackiem. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że twórcom dobrze udało się zamknąć ten rozdział i opowiedzieć ciekawą historię, chociaż poszczególne jej elementy prezentują różny poziom. Ja miałem mieszane uczucia i wprawdzie nie mogę powiedzieć, że męczyłem się podczas seansu, ale jednak nie mam ochoty sięgać po kolejne części cyklu.

KamilW, 11 lutego 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Tezuka Production
Autor: Osamu Tezuka, Yoshiaki Tabata, Yuu-Go Ookuma
Projekt: Miyuki Katayama, Nana Miura
Reżyser: Mitsuko Kase
Scenariusz: Ryousuke Takahashi
Muzyka: Daisuke Ikeda

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Young Black Jack - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl