Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

BlaXk Magic Mushroom

  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 1.02.2015 13:51
    Komentarz do recenzji "Death Parade"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 13.12.2014 19:30
    Re: Smiech na sali
    Komentarz do recenzji "Clannad"
    Wybacz, ale Twoje odczucia średnio mnie obchodzą, bo widzę że Ty zaczynasz niegrzeczne wycieczki osobiste, pozwól więc że Ja skończę, ponieważ poziom dyskusji zaczął gwałtownie spadać.

    Użytkownik tanuki obdarzony przeciętną inteligencją, po przeczytaniu ze zrozumieniem mojego wcześniejszego komentarza zorientowałby się kogo dotyczy ta aluzja. A nie dotyczy ona Ciebie.

    „Weteran anime” który zaczynał przygodę z japońską animacją kilkanaście lat temu nieszczególnie ma teraz czas na naukę japońskiego. Nie jest to lenistwo, zwyczajny brak czasu, czasami możliwości. Dodam też że kiedyś możliwości nauki były bardziej ograniczone, a na pewno było to mniej popularne (chodzi mi o wszelkie kursy, szkółki zajmujące się nauczaniem japońskiego). Czujesz jakąś wyższość bo umiesz się posługiwać językiem japońskim? Na przyszłość więcej pokory życzę.

    Mimo wszystko pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 13.12.2014 17:36
    Re: Smiech na sali
    Komentarz do recenzji "Clannad"
    Do napisania recenzji nie trzeba nic znać.
    Do napisania dobrej recenzji, wypada.
    Prosto Ci odpowiem.

    Widzę że nadal unikasz odpowiedzi wprost, jak uważasz, nie będę dalej drążył tematu.

    Małe sprostowanie co do tego nieszczęsnego Szopena/Chopina (kolejność dowolna). To był tylko żart (skąd się wziął? wystarczy zaglądnąć do archiwum moich wypowiedzi). Jak dla mnie mogłeś napisać nawet „Szopin” (chociaż pewnie mało kto popełniłby tak komiczny błąd), ważniejsze żebym z kontekstu zrozumiał o kogo/o co chodzi. Nie, nie zapraszałbym tutaj naukowców od Chopina, Usunięto wycieczkę osobistą.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 13.12.2014 00:22
    Re: Smiech na sali
    Komentarz do recenzji "Clannad"
    Koniecznie? Nie
    Do napisania recenzji nie trzeba nawet obejrzeć całej serii. Stykałem się z takimi potworkami.

    W końcu konieczne czy nie? Nie lubię gdy ktoś próbuje obejść moje pytanie bokiem, za pomocą tak absurdalnych przykładów. Twórczość Szopena (nie, nie Chopin, prawidłowa jedynaprawdziwapolska transkrypcja to Szopen!!!111oneone ;)) jest wręcz przykładem… groteskowym(?) na tle Clannadu. Zupełnie nie ten poziom.

    Podsumowując – zupełnie się nie zgadzam. Do zrozumienia tak prostego dzieła jakim jest Clannad wystarczą mi napisy „fansuberskiej gimbazy”. Zresztą co to za obraźliwe określenie? Właśnie napisy do mojego ulubionego anime stworzone przez fanów są lepsze od „oficjalnych” (czyli stworzonych do wydania DVD, ktoś je opracował, dostał na to zgodę/licencję japońskiej strony). Po prostu pozwalają mi je lepiej zrozumieć, także uważam się za mniej więcej „weterana anime”, języka japońskiego nie znam.

    Argument z Szopenem uważam za kompletnie nietrafiony, trochę nie na miejscu. Bardzo ładnie podkreśliłeś jak można odkryć drugie dno w jego twórczości, tę głębię zawartych w muzyce uczuć. Szukając czegoś takiego w Clannadzie, w kontekście kultury i obyczajowości Japonii natrafisz prawdopodobnie na pustkę. Bo w porównaniu do twórczości Fryderyka Szopena nazwanie Clannadu pustą wydmuszką jest komplementem.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 12.12.2014 17:56
    Re: Smiech na sali
    Komentarz do recenzji "Clannad"
    (który pewnie nawet japońskiego nie zna, więc całe anime oglądasz oczyma fansuberskiej gimbazy, jak na prawdziwego eksperta i znawce przystało ^_^)

    Tym twierdzeniem chyba posunąłeś się za daleko. Uważasz że aby ocenić lub zrecenzować anime typu Clannad trzeba koniecznie znać język japoński? Ja uważam że nie. Ale może się się mylę? W takim razie czekam na wytłumaczenie, jakie treści tak głęboko zakorzenione w kulturze Japonii niesie ze sobą to anime, że trzeba uważnie śledzić co mówią bohaterowie, aby wychwycić ewentualne dwuznaczności, ukryty przekaz, coś charakterystycznego dla myśli/filozofii japońskiej co umknie tłumaczowi. To podobno tylko szkolna haremówka (podobno też dobra w swojej klasie) ale szufladkowanie produkcji ze względu na gatunek bywa zwodnicze. Zaskocz mnie mile. Jakieś cytaty? Jakieś dokładniejsze uzasadnienie dlaczego akurat tutaj „fansuberska gimbaza” czy angielskie napisy do zagranicznego wydania nie wystarczą, potrzebna jest już znajomość japońskiego.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 11.12.2014 21:00
    Re: hype over 9000
    Komentarz do recenzji "Hitsugi no Chaika: Avenging Battle"
    Napisane zgodnie z językiem ciach którzy zatracili umiejętność komunikowania się w języku polskim powiadasz? W takim razie wybacz, ale prawdopodobnie z niewieloma osobami tutaj znajdziesz wspólny język.

    Zawsze sie zastanawiam czy jest sens odpowiadać na posty „kolegi Kamiyana3991” skoro jest ciach który zatracił umiejętność komunikowania się w języku polskim (jak ładnie sam się podsumował w komentarzu powyżej – brawa za samokrytykę!), ale patrząc na historę wypowiedzi stwierdzam, że chyba jednak nie warto…

    Moderacja ciachnęła. U obu panów. Aczkolwiek rozumie doskonale, jednakże musi zastosować obrzydliwą cenzurę ubijającą sarkazm i/lub ironię.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 10.12.2014 23:20
    hype over 9000
    Komentarz do recenzji "Hitsugi no Chaika: Avenging Battle"
    Od dawna kusiło mnie żeby wtrącić kilka słów na temat językoznawcy Kamiyana, jednak nie bardzo mi się chciało. Tym razem zrobiło się to nieco upierdliwe, drażni nawet ludzi którzy są na co dzień oazą spokoju.

    Oto słów kilka, na początek mały cytat z Twojego komentarza poniżej:
    hype over 9000 epickie karaoke nie czuć tu żadnego „rushu” baja jak tralala i jest hajp

    W jakim języku jest to napisane? Po polsku? Ręce opadają… człowiek który czepia się innych, jest wyrocznią jedynej poprawnej polszczyzny w tłumaczeniach i napisach, sam popełnia takie komentarze?

    Zanim zaczniesz poprawiać innych, sam powinieneś stać się w kwestiach językowych czysty jako ta lelija biała. Błyszczeć przykładem w zalewie bełkotliwej nowomowy, odziany w lśniący pancerz nieskazitelnej polszczyzny. Tymczasem Twoje komentarze są przykładem bełkotliwej nowomowy właśnie, zamilcz więc w kwestiach poprawnego wysławiania się.

    Moderację z góry przepraszam za niepotrzebny offtopic.
    Poirytowany użytkownik serwisu Tanuki.pl
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 4.09.2014 00:04
    Komentarz do recenzji "Bokura wa Minna Kawaisou"
    nie jest to co prawda jakiś wybitny tytuł, ale ogląda się naprawdę przyjemnie, humor jest całkiem, całkiem, grafika i muzyka na wysokim poziomie, a bohaterów da się polubić. Anime w sam raz dla osób, które zmęczyly się poważnymi seriami i szukają czegoś lekkiego co poprawi humor. A jak się spodoba, polecam mange, która jest znacznie lepsza. Niestety do anime dodali trochę od siebie, co trochę wyszło na niekorzyść, bo historia faktycznie wydaje się nie ruszać z miejsca. W mandze mamy więcej relacji Ritsu­‑Usa, która cały czas się rozwija.
    Mam nadzieje, że wyjdzie kolejna seria, która będzie więcej czerpali z mangi.
    Zastanawiające. Ja ocenę w granicach 9/10­‑10/10 rezerwuję tylko dla tytułów wybitnych, zresztą opis dla oceny 9 to „niemal ideał”. Tymczasem sam piszesz – to nie jest tytuł wybitny, humor również daleki od ideału („zaledwie” całkiem całkiem), postacie da się polubić… i tyle. Oprawa audiowizualna na wysokim poziomie (co z tego? Chuunibyou demo Koi ga Shitai! Ren też ma dobrą, a to gniot). Skąd więc ocena 9 z gwiazdką? Recenzent przynajmniej uzasadnił swoją ocenę, Ty nie bardzo. Takie średniaki jak opisałeś powyżej to ocena w granicach 5/10… argumenty bo w mandze to i tamto są bez sensu, anime ma obronić się samo.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 27.08.2014 19:00
    Re: Takiego *** dawno nie męczyłem
    Komentarz do recenzji "JoJo no Kimyou na Bouken [2012]"
    Dlaczego argument od tylnej strony? Fakt, samo cytowanie wybitnych filozofów nie uczyni anime mądrzejszym, chyba że taki motyw zostanie dobrze zrealizowany co w Ergo Proxy moim zdaniem się udało. Po 2­‑3 odcinkach stwierdzasz że to się nie udało, czy ogólnie nie ma sensu (nigdy, nigdzie)? Jeżeli uważasz że tak po prostu nie ma sensu to bardzo ryzykowna, jeżeli nie zwyczajnie bezsensowna teza.

    Zaraz pewnie napiszesz że zazwyczaj się nie udaje. Zazwyczaj można to stwierdzić po 2­‑3 odcinkach? Dla mnie takie „zazwyczaj” to żaden argument. Widziały gały co brały. Ergo Proxy to nie jest krótka i treściwa drama, tylko długa i skomplikowana historia. Z własnego doświadczenia oraz od kogoś w kim pokładasz pewne zaufanie wiesz że raczej się nie spodoba jednak zaczynasz oglądać. Chcesz cokolwiek wywnioskować po 2­‑3 odcinkach? W tym przypadku to żadne pole do dyskusji, tak samo mogę stwierdzić po przeczytaniu trzech twoich postów że zazwyczaj to bełt o wątpliwej wartości merytorycznej.

    Naprawdę nie chcę mi się ciągnąć tematu, bo Tobie nie chciało się oglądać więcej niż 2­‑3 odcinki, więc właściwie nie ma o czym dyskutować. Zresztą to bezsensowny offtopic.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 27.08.2014 17:08
    Re: Takiego *** dawno nie męczyłem
    Komentarz do recenzji "JoJo no Kimyou na Bouken [2012]"
    Gdzie Rzym, a gdzie Krym? Porównujecie ze sobą dwie bardzo różne, a zarazem dwie bardzo dobre (w obrębie swojego gatunku) produkcje.

    Nie wypowiadałbym się tak lekceważąco o Ergo Proxy tylko dlatego że nie rozumiem, wręcz nie chce mi się zrozumieć przesłania tego anime. Pseudointelektualne i pseudofilozoficzne wyda się tylko ignorantowi, lub po obejrzeniu dwóch, trzech odcinków. Bezkrytyczne bazowanie na cudzej opinii też jest niezbyt rozsądne. Ja wiem że niektórym nie chce się wysilać szarych komórek podczas seansu i wolą serie rozrywkowe, nie ma w tym nic złego, tylko Ergo Proxy nie zostało stworzone dla grona odbiorców tego typu nic więc dziwnego że Tobie nie przypadło do gustu.

    Aż się ciśnie na usta „A Słowacki to wielkim poetą nie był?”

    Przygody JoJo są tak przesadzone, przerysowane, podobnie jak dialogi na poziomie wycieraczki przed drzwiami wejściowymi, że ciężko brać je na poważnie, co najciekawsze po dłuższym czasie staje się to… zaletą a nie wadą. Taka konwencja na dłuższą metę powinna nudzić (przyznam że ugrzęzłem pośrodku Vento Aureo, ale żadna z ekranizacji nie sięga tak daleko) tymczasem autor nadrabia pomysłowością, im dalej tym lepiej, Phantom Blood wypada blado na tle kolejnych części choć samo w sobie nie jest aż tak złe.

    Podyskutujcie sobie lepiej czy kreska w obu seriach jest w porządku, albo czy muzyka pasuje do klimatu, bo nie widzę możliwości znalezienia porozumienia na jakiejkolwiek płaszczyźnie (i pewnie nie o to w przypadku takiej dyskusji chodzi…).

    Czy tylko ja jestem taki dziwny że zarówno Ergo Proxy, jak i JoJo uważam nie tyle za dobre produkcje, co zwyczajnie obie serie mi się podobają?

    anmael chyba powinieneś troszkę wyluzować bo „dostąpiłem zaszczytu Ergo Proxy” (nawet jako przenośnia) brzmi co najmniej komicznie :P Dostąpić zaszczytu to można nie wiem, podziwiając freski w Kaplicy Sykstyńskiej? Czy oglądając jakieś wiekopomne dzieło w Luwrze?
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 25.08.2014 16:18
    Re: Statek
    Komentarz do recenzji "Akame ga Kill!"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 24.08.2014 14:13
    Re: Kontrowersje, kontrowersje...
    Komentarz do recenzji "Terra e..."
    Masz dobry przykład na nie tyle prewencję, inwigilację co wręcz kontrolę nad takim nie przebudzonym Mu kliknij: ukryte 

    Nie wiem czy to lepsze rozwiązanie. W każdym razie w przypadku fabuły Terra e ciężko znaleźć jakieś poważne luki, to czy efekt końcowy się spodoba jest osobną kwestią. Ale niespójności/nielogiczności bez względu na ocenę końcową to krzywdzący zarzut.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 23.08.2014 21:46
    Re: Kontrowersje, kontrowersje...
    Komentarz do recenzji "Terra e..."
    Rozumiesz wyrażenie „można przymknąć na to oko”? Bo ja rozumiem że ten element mógł drażnić (pewnie między innymi dlatego nie dałem temu anime dziesiątki), fakt moc najpotężniejszych przedstawicieli Mu jest przesadzona. Sprawę nieco łagodzi fakt że ludzkość wynajduje broń która niweluje ich moc, stworzono nawet jednostki specjalne do walki z Mu które w dodatku są bardzo skuteczne (kilku Mu z genem blue ginie w ostatniej bitwie) – nie są nieśmiertelnymi potworkami, mnie to wystarczy.

    Chcę Ci powiedzieć że najwyraźniej nie śledziłeś uważnie fabuły Terra e…, więc właściwie szkoda dyskutować.  kliknij: ukryte 

    Sam pytałeś wcześniej czemu nie próbowali kolonizować, dostałeś odpowiedź – próbowali. Położenia Ziemi nie znał nikt prócz superkomputera systemu, sam widzisz że „planeta leżąca po drodze do Ziemi” troszkę dziwnie brzmi ;)  kliknij: ukryte 

    Po kiego grzyba kolonizować? Nie wiem, być może aby „rozmnożyć się i rozbudować”. ;) (Odpowiedź na Twoje własne pytanie, z Twojego pierwszego postu). To źle że różne jednostki w społeczeństwie Mu miały różne wizje rozwoju, czy w końcu dobrze? Widać postanowili pójść za Twoją radą i „rozmnożyć się i rozbudować” oraz nie „stawiać istnienia CAŁEJ SWOJEJ RASY na jedną i to wątpliwą kartę”. Dwie karty to już coś.

    Powrót na Ataraxie to była już otwarta deklaracja wojny. Fabuła po epizodzie z kolonizacją w do bólu logiczny sposób dąży do konfrontacji obu ras.  kliknij: ukryte 

    Nie będę dyskutował, sam ładnie opisałeś jeden z aspektów ewolucji charakteru Keitha Anyana (czyli jak u de facto robota, człowieka stworzonego przez maszynę na jej wzór i podobieństwo budzą się ludzkie uczucia) – dla kogoś może to być płytkie i zwyczajnie się nie podobać, kwestia gustu.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 23.08.2014 14:41
    Re: Kontrowersje, kontrowersje...
    Komentarz do recenzji "Terra e..."
    Chyba faktycznie oglądałeś inne anime, ale do rzeczy:

    Zarzuty co do oprawy audiowizualnej, w porządku, to bardzo subiektywna sprawa, nie każdemu spodoba się muzyka, projekty postaci, projekty statków kosmicznych. Moce psioniczne faktycznie w przypadku przedstawicieli Mu z genem blue mogą wydawać się przepakowane, ale jako że chodzi o moc ludzkiego umysłu (ciało może i nie wygeneruje megawatów, za to o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu nadal wiemy bardzo niewiele) można przymknąć na to oko.

    Ale dziury w fabule, w dodatku wielkości Drogi Mlecznej?

     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 10.08.2014 14:43
    Re: a jednak doczekałem...
    Komentarz do recenzji "Sidonia no Kishi"
    Kwestia gustu. Według mnie anime nie ma żadnych większych wad oprócz tego że nie jest w 100% wierną adaptacją mangi. Dla jednego to wada, dla drugiego zaleta.

    Nie spodziewałem się kontynuacji i mam nadzieję że nie wyjdzie z tego jakaś twórcza wariacja na temat mangi, patrząc po tym co robią jak dotąd z fabułą może być różnie. Rzadko kiedy wynika coś dobrego z przekształcania materiału źródłowego, szczególnie że manga nadal nie została ukończona więc twórcy anime mogą pokusić się o jakieś autorskie zakończenie.

    Po co fabuła adaptacji ma odbiegać od fabuły pierwowzoru, przecież manga Sidonia no Kishi ma dobrą fabułę. O jakie dłużyzny konkretnie chodzi? Niektóre ważne wydarzenia pominięto, zmieniono przebieg bitew, po co? Moim zdaniem 24 odcinki wiernej ekranizacji, tak jak to zrobili w przypadku Shingeki no Kyojin, byłyby lepszym rozwiązaniem.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 9.08.2014 16:45
    Re: a jednak doczekałem...
    Komentarz do recenzji "Sidonia no Kishi"
    Chodzi o to że różnic pomiędzy mangą a anime jest sporo, szczególnie pod koniec adaptacji, dlatego na kontynuację raczej bym nie liczył. Zakończyli większość wątków zupełnie inaczej niż w mandze, nie wiem jak mógłby wyglądać drugi sezon. Zbyt wiele rozbieżności.

    Z jednej strony to bardzo dobre anime, z drugiej szkoda że nie doczekałem się „pełnokrwistej” adaptacji mangi Niheia. Czegoś musiało zabraknąć (funduszy? popularności?) skoro nie pociągnęli projektu dalej, materiału spokojnie wystarczyłoby na 24 odcinkowe anime. Tak powstała jedynie 12 odcinkowa reklamówka mangi.

    Myślę że sama włosiennica wystarczy, odpuść sobie to biczowanie.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 9.08.2014 12:59
    Re: a jednak doczekałem...
    Komentarz do recenzji "Sidonia no Kishi"
    Jeden szczegół – to nie jest wierna ekranizacja mangi.
  • Avatar
    A
    BlaXk Magic Mushroom 5.07.2014 22:37
    Czekoladowy smalec wędzony w śmietanie
    Komentarz do recenzji "Nobunaga the Fool"
    Utraciłem wiarę w anime. Ostatnio dobierają sobie temat i walą kliszami po oczach aż płaczę krwawymi łzami. Wszystko jest tak plastikowe, począwszy od postaci poprzez fabułę na kresce skończywszy, że nie dziwią nawet te odblaski światła na pyzatych gębach (i cyckach) moeblobów, utwierdzając tylko w przekonaniu – to 100% tworzywo sztuczne. Ma nieprzyjemny wygląd, konsystencję, smak, zapach, jest nieprzyjemne w dotyku, w ogóle nieprzyjemne w przypadku jakiejkolwiek interakcji.

    Ale kochani Japończycy zawsze potrafią zaskoczyć, zwłaszcza jak próbują stworzyć coś oryginalnego. Mianowicie zaskoczyli mnie osiągając takie dno. Pomysł wydawał się intrygujący, mimo że wariacja na temat Ody Nobunagi to nic nowego, w końcu miały tu występować także liczne postacie historyczne z kręgu kultury zachodniej. Tylko dlaczego zasiadały one przy okrągłym stole (brakowało mi tam tylko Kiszczaka i Wałęsy ;), zaraz to nie ten okrągły stół) pod wodzą mitycznego Króla Artura? To był pierwszy zgrzyt wywołujący pewien niesmak, po raz pierwszy pojawiło się wrażenie że ten miszmasz poszedł trochę za daleko. Ale jak to brzmi – Generał Gajusz Juliusz Cezar, rycerz okrągłego stołu, brat Króla Artura! Brzmi podobnie jak plastikowy kocyk na korbkę, czyli potwornie kiczowato, czyli mniemam że Japończycy byli zachwyceni. Jeżeli chodzi o postacie – kompletna klapa. Jedynie Da'Vinci daje się polubić, pozostali albo zachowują się zbyt przewidywalnie, albo zaczynają się miotać chaotycznie co doskonale widać w dziwacznej końcówce anime. Nie wiadomo do końca co kierowało głównym antagonistą czyli Królem Arturem, protagonista, czyli Nobunaga, zachowuje się na końcu… co najmniej dziwnie. Fabuła jest momentami równie niezrozumiała co zakończenie, ciężko nadążyć za dziwnymi pomysłami którymi twórcy sypią jak z rękawa (magiczne portale, Słupy Heraklesa, Cezar władający Excaliburem O_o), zupełnie jakby nie zdołali dokładnie zapoznać widza ze światem fantasy który stworzyli. Sporo efektownych walk mechów, ładna animacja, znośna muzyka. Górę nad pozytywnymi aspektami biorą niestety negatywne, czyli chaos, bezsensowne szafowanie nazwiskami słynnych historycznych postaci, równie bezsensowne nawiązania do legend które tylko potęgują wrażenie bezładu.

    Osobna sprawa to ostatnie odcinki wobec których ciężko być obojętnym. Co? Jak? Dlaczego? Gorzej niż w End of Evangelion, tutaj żaden pseudofilozoficzny bełkot nie pomoże. Chyba brakowało pomysłu na sensowne zakończenie tego bezsensu, tak skopanego finału dawno nie widziałem. Nobunaga the Fool to takie egzotyczne danie które z wierzchu ładnie wygląda, ma swojskie europejskie składniki zmiksowane w podejrzany sposób – pewnie stąd ten paskudny (nie)smak. 2/10
  • BlaXk Magic Mushroom 11.06.2014 22:49:11 - komentarz usunięto
  • BlaXk Magic Mushroom 11.06.2014 22:37:27 - komentarz usunięto
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 5.06.2014 23:17
    Re: >tanuki
    Komentarz do recenzji "Kyousougiga [2013]"
    Seria TV oceniona wyżej od obu ONA

    O jeden punkcik w dziesięciostopniowej skali. To nawet nie hardkor, toż to zbrodnia iest!
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 23.04.2014 22:12
    Re: Fail
    Komentarz do recenzji "Gokukoku no Brynhildr"
    To tylko anime/manga. Animowany paraliż na pokaz, w ep 3 główny bohater po prostu taszczy za sobą moe laleczkę. Przedstawienie tematu tak daleko posuniętego paraliżu na serio, realistycznie, byłoby bardzo trudne. Nie widzę w tagach wyznacznika „realizm” więc czego tutaj oczekiwać?
  • Avatar
    A
    BlaXk Magic Mushroom 14.04.2014 23:06
    Dlaczego 1/10
    Komentarz do recenzji "Miłość, gimbaza i kosmiczna faza: Porywy serca"
    Zacznę bardzo merytorycznie. Nie wiem co w tym zachwycającego. Dno i kilometr mułu. Żałosne, nic w tym ciekawego. Gniot! Syf! Po tych kilku argumentach za a nawet przeciw:

    Nareszcie to skończyłem. Seans wymęczył mnie niemiłosiernie, ciągnąc się w nieskończoność. To anime jest po prostu nudne. Denne. Nie sprawdza się jako seria obyczajowa. Rozwój postaci z pierwszej części zastąpił jakiś niedorozwój. Oni mają amnezję? Wydarzenia przedstawione w pierwszej serii, nawet „dramatyczna” końcówka widać niezbyt zbliżyły parkę głównych bohaterów do siebie. Są „razem a jednak osobno”. Ich związek denerwująco drepcze w miejscu. W ogóle cała fabuła jest pretekstowa, okraszona idiotycznymi dialogami. Właśnie te dialogi pomiędzy osobami tkwiącymi w swoim chuunibyou irytowały mnie najbardziej, ja rozumiem że można mieć bujną wyobraźnie, ale żeby aż tak pogrążyć się we własnym wyimaginowanym świecie? W dodatku z całych sił bronić się przed powrotem do rzeczywistości? Tak jakby twórcy anime kreowali chuunibyou na pozytywne zjawisko, pytanie tylko czy takie zachowanie bohaterów w wieku licealnym jest normalne? Uciekanie przed rzeczywistością, obowiązkami, problemami, nawet przed własnym związkiem z drugą osobą w wykreowany we własnej głowie świat jest zjawiskiem pozytywnym? Nie. W dodatku w takim wieku kompletnie n i r e a l i s t y c z n y m, chyba że ktoś jest obarczony chorobą umysłową. Tyle na temat niedorozwoju postaci.

    Nie sprawdza się jako komedia. Głównie przez powtarzalność gagów która z czasem niemiłosiernie męczy, zamiast bawić. Wykorzystano ku temu wszelkie oklepane motywy typu pojawienie się dawnej koleżanki głównego bohatera, jakaś wycieczka szkolna, jakiś festiwal na który należy wybrać się w yukatach, nie brak oczywiście wisienki na torcie upieczonym z moeblobów – odcinka plażowego. Normalnie Cukier! Słodkości! I różne śliczności! tylko że ja nie jestem miłośnikiem KyoMoeBlobów więc przesłodzenie całej serii to dla mnie też minus. Zabrakło widocznie jakiegoś związku X do całej mieszanki, którego w całkiem podobnej części pierwszej najwyraźniej nie brakowało.

    Muzyka jest dobra, nie zaprzeczam, tylko plumkający w tle fortepian, rzępolące skrzypce (zwłaszcza w końcowych odcinkach) bardziej pasują do zalewania się w trupa na smutno niż szkolnej komedii. Lub powiedzmy komedii obyczajowej z dużym przymrużeniem oka, bohaterki wykrzykujące jakieś absurdy, w deszczu, na tle takiej muzyki… najpierw to bawi (prawdopodobnie niezamierzenie), potem męczy. Znowu mnie coś w tym anime męczy. Pewni dlatego napisałem że dla mnie jest denne. Umęczonym po tym seansie pierońsko, jak po harówce w polu, w upalne letnie żniwa. Zaraz napiszę że dopracowana, często dynamiczna animacja męczy oko… grafika to jedyny plus tej produkcji, raczej cieszy a nie męczy oko. Jednak ani ze względu na dobrą część pierwszą, ani ze względu na grafikę, ani ze względu na piszczące moebloby (jeden rżący, tak ihhhahaha, nowy gatunek – moekobyła) nie dam więcej niż 1/10.

    Po co więc to oglądałem, męcząc się niemiłosiernie? Zacząłem od pierwszej serii z przychylną recenzją, żeby zobaczyć co aż tak jest nie w porządku z serią drugą, że ma recenzję diametralnie różną i skąd takie oburzenie na bardzo niską ocenę sequela. Czyli z ciekawości. I z tej ciekawości obejrzałem serię pierwszą z przyjemnością w jakieś trzy dni, a w drugiej serii ugrzęzłbym na długie tygodnie gdyby nie upór i odwracanie uwagi innym animowanym tworem (Tonari no Seki­‑un). Sprawdziło się – od głupoty gorszy jest tylko upór (mogłem rzucić to w diabły) a ciekawość to pierwsze stopień do piekła (po cóż w ogóle zaczynałem).
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 5.12.2013 12:48
    Komentarz do recenzji "Btooom!"
    W stanie śmierci klinicznej jesteś nieprzytomny więc nie wiem, co to ma do rzeczy.

    Coś musiało ów stan wywołać. Najprawdopodobniej „sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia” :) Też uważam postawę głównego bohatera za mało wiarygodną, trudno, taki urok tego anime.
  • Avatar
    BlaXk Magic Mushroom 20.11.2013 13:49
    Re: O fali krytyki słów kilka
    Komentarz do recenzji "End of Evangelion"
    Anime te powstało jakiś czas temu

    Bez przesady. NGE widziałem około roku 2002­‑2003. Większość moich rówieśników od bardzo dawna miała już wtedy własne PC, co bogatsi w miarę szybkie łącze internetowe. Właśnie od znajomego z szybkim internetem dostałem parę płytek z Anime (NGE, GiTS, GiTS SAC, Hoshi no Koe, Perfect Blue…) – jednym słowem „jakieś dwanaście lat temu” było już w czym wybierać.

    Tajemnice, niedopowiedzenia i często tzw. pseudo naukowo­‑religijny bełkot

    To jest bełkot. Festiwal latających krzyży w End, to zdecydowanie nie dla mnie. Zamiast „dojść do zrozumienia co ostatecznie autor zamierzał nam przedstawić” na różnych EvaGeeks forach snute są teorie o jakich autorowi anime prawdopodobnie się nie śniło. Setki tych teorii na temat o co w tym wszystkim chodzi, to jak interpretacja sztuki nowoczesnej, lub taki animowany Sokal Hoax.

    Podsumowując Sam serial był naprawdę dobry, wyłączając pseudoreligijny bełkot. End to już przegięcie, „kultyści” Evy tylko pogarszają sytuację, aż tak zagłębiając się w symbolikę, „na każdą tajemnicę i niedopowiedzenie pisząc długie referaty”. Kultowy – owszem, tylko nie popadajmy w przesadę. Trochę rozsądku, bo te dyskusje, kilkanaście lat po emisji anime nie tylko wydają się śmieszne, to niemal szaleństwo.