x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Code Geyass
Troszkę to nielogiczne. „Ożywione nie jest czymś żywym”. Pisząc „z powrotem ożywione”, miałeś chyba na myśli – przywrócone do życia? Lalka w teatrze nie posiada własnej świadomości. Zombie w anime posiada. Nieco chybione porównanie.
Przepraszam za takie wyrwanie z kontekstu (ominięcie porównania do lalki) ale tym razem sam sobie zaprzeczasz – „będzie ona czymś martwym”. Więc czym jest gdy dostarcza truciznę? Myśląc logicznie – czymś żywym. Czy coś martwego może znowu stać się martwe? To że Rea jest żywa… wynika z twoich własnych wypowiedzi! Zastanów się czasami co piszesz. Co się stanie z tobą jeżeli przestaniesz dostarczać organizmowi pokarmu? Co do wytwarzania ciepła przez istoty żywe, fizjologi, wspominałem już że to dość trudny temat.
Co w tym złego? Dobrze czasem „wyłączyć mózg” i oglądnąć coś niewymagającego zbytniego myślenia, coś czysto rozrywkowego. Niczego ambitnego po tym tytule się nie spodziewałem. Zresztą przypomnij sobie co pisałem:
Przyjemnie za to włączyć mózg w czasie dyskusji.
Z wyrazami uszanowania
„Magiczny grzybek”
Żywego trupa. Dziewczyna zombie z fantazji Chihiro mówi do niego (chyba coś w rodzaju „nie zabijaj mnie tylko dlatego że jestem zombie” – jak można zabić trupa?), jakoś nie wygląda na rozkładające się zwłoki.
Jak zszywała wnętrzności nie był podniecony… raczej wytrącony z równowagi? Już sama Rea była znacznie spokojniejsza. Z drugim twierdzeniem też się nie zgadzam. Nie bardzo spodobał mu się rigor mortis który wystąpił u dziewczyny. Postanowił ją ukryć i za wszelką cenę zapobiec rozkładowi – czyli przemianie z zombie w trupa. Co zrobiłby na jego miejscu prawdziwy nekrofil domyśl się sam.
Trudno się nie zgodzić że główny bohater jest nieco spaczony, a jego fantazje co najmniej chore. Nie podciągałbym tego jednak pod nekrofilię. Myślę że dostarczyłem wystarczającą ilość argumentów.
Co do cech jakie powinny mieć istoty żywe wkraczamy na bardzo grząski grunt (chyba że ograniczymy się do człowieka).
Na początku edukacji wszystko wydaje się takie proste, później bach! – bakterie nie aktywne metabolicznie, wirusy, wiriony, transpozony i setki innych przykładów. Żywe to czy martwe? Dodam że sam ukończyłem profil bio‑chem, ale kiedy to było…
Nie moje klimaty, przyciągnęły mnie raczej kontrowersje wokół tego anime. Mogło być gorzej. Całkiem fajny op, całkiem fajna komedia ecchi, całkiem inne spojrzenie na temat zombie, całkiem 5/10.
Rewelacja
Początek niezbyt mnie zainteresował, akcja nabiera tempa dopiero po kilku odcinkach. Ale im dalej – tym lepiej. Główny bohater może nieco drażnić. W moim odczuciu kreacja głównego bohatera jest nieco zbyt „sztywna”, Harlock – legendarny pirat, zawsze honorowy, pozbawiony słabości, niezniszczalny, niepokonany na swoim kosmicznym galeonie „Arcadia”. Uwielbiam prozę Lovecrafta, dlatego bardzo spodobał mi się przeciwnik z jakim przyszło zmierzyć się bohaterom – koncepcja prastarego zła, czającego się gdzieś w otchłaniach kosmosu, gdzieś gdzie człowiek nigdy nie powinien się zapuszczać, zła które wymyka się wszelkim wyobrażeniom. Szkoda że właściwie od początku było wiadomo kto wyjdzie zwycięsko ze starcia…
W natłoku nowych produkcji, dawno nie widziałem tak archaicznych projektów postaci. Czy to przeszkadza? Bynajmniej nie mnie. Taką charakterystyczną kreskę pamiętam z dzieciństwa, kiedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy że to co oglądam to anime. Wszystko i tak zostało wzbogacone o trójwymiarowe efekty komputerowe, dlatego ujęcia statków, starcia w przestrzeni kosmicznej robią wrażenie. Muzyka jakoś szczególnie nie zapadła mi w pamięć, a zawsze zwracam na ścieżkę dźwiękową w anime szczególną uwagę. Należy jednak przyznać że opening i ending są bardzo dobre.
Fabuła, postacie, przeciwnicy, cała wizja świata przedstawionego w tej produkcji tworzy niepowtarzalny klimat, a mogłoby się wydawać że taka mieszanka wybuchowa (space‑opera, piraci, prastare zło, zombie) absolutnie się nie sprawdzi. Gorąco polecam to nieco zapomniane anime.
Subiektywny obiektywizm
Czytanie ze zrozumieniem to taka trudna sztuka? Nie znalazłem w całym tekście ani jednego słowa które obrażałoby fanów DBZ, autora anime czy też samo anime. Wady i zalety są moim zdaniem uczciwie wypunktowane, a każda recenzja jest poniekąd subiektywnym spojrzeniem na poddane ocenie dzieło.
Ale cóż, to tylko moja subiektywna opinia. Ja przynajmniej nikogo nie obrażam, natomiast ty obrażasz autorkę recenzji. O ironio, każdy rozsądny człowiek dostrzeże więcej obiektywizmu w przytoczonym fragmencie recenzji, niż w tym steku wyzwisk pod tytułem „DO AUTORA recenzji”.
zieew idę spać
Re: hmm
Bez wyrazu, bez polotu? Anime wręcz unikatowe. Wampiry, gotyckie budowle, zamki, a obok tego nowoczesne technologie i momentami elementy westernu. Mieszanka zdawałoby się nie do strawienia – a jednak klimat, kreska, postacie i dynamiczna fabuła nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Muzyka także trzyma wysoki poziom (szczególnie pod koniec filmu).
Może warto dać drugą szansę, i przed seansem „a to zrobić pranie, a to kolację naszykować, a to uprzątnąć pokój” i oglądnąć całość bez niepotrzebnych przerw?
Fabuła ani wybitna, ani ambitna. Pisałem jeszcze jako niezalogowany: „Fabuła? Tonie w krwisto‑czerwonej zalewie. Odnoszę wrażenie, że jest tylko pretekstem do ukazania coraz większej i większej masakry”. I chyba tak właśnie jest. Co faktycznie wcale nie przeszkadza w „miłym spędzeniu czasu podczas oglądania”.
No i wielki plus za zrobienie z Seras prawdziwego wampira – czego brakowało w poprzedniej odsłonie Hellsinga.
Ciężko rozróżnić resztę ścieżki dźwiękowej (43 utwory, nie licząc openingu), co wraz z uproszczonymi modelami postaci drugoplanowych i powolną akcją sprawia że anime może wydać się bardzo monotonne, nudne – właśnie dlatego nie każdemu się spodoba.
Bez przesady.
Te pościgi, te wybuchy!
W poszukiwaniu tego jakże rzadkiego anime, swoistego ewenementu, wręcz objawienia przyszło mi przemierzać forbidden otchłanie ruskich torrentów, podejrzanych stron internetowych – i muszę przyznać że opłacało się.
Zgodnie z sugestią zawartą w recenzji uzbroiłem się w chipsy, odpowiedni trunek i… młodszą siostrę (z którą od czasu do czasu oglądam co głupsze anime np chivas 1‑2-3, czy CG). Seans zagwarantował niesamowitą wręcz śmiechawę. Trzeba przyznać że sam tytuł ma symboliczne znaczenie:
Forbidden a jakże, tworzenie tak bezsensownego, absurdalnie głupiego, kiczowatego anime powinno być zakazane. To delikatna sugestia od twórców, a może ten przekaz od samego Boga będący osią fabuły?
Apocalypse dokładnie, oglądając ten tytuł obserwujemy swoistą apokalipsę. Tajna organizacja rządząca Japonią, CIA, KGB (z wnukiem Rasputina na czele), prastara rasa z planety Nemesis oraz kawaii kapłanka tejże rasy oraz główny bohater – hybryda Jamesa Bonda, Indiany Jonesa, Goku z DBZ i Bóg wie czego jeszcze…
Crystal krystalicznie czysty idiotyzm, debilizm i co tam jeszcze chcecie.
Triangle cholera, nic mi do głowy nie przychodzi, tracę wenę…
Ach to końcowe przesłanie i jego porażająca głębia… będzie nad czym rozmyślać w czasie bezsennych nocy. Zaprawdę, parafrazując zakończenie Crystal Triangle, Kamishiro, główny bohater dźwiga ogromny ciężar na swoich barkach – jest głównym bohaterem najidiotyczniejszej produkcji w dziejach japońskiej animacji.
Re: Code Geyass
Po prostu wkurza człowieka porównywanie wszystkiego do CG, tak jakby to był jakiś wyznacznik czy dana seria jest dobra czy zła. Pewnie właśnie dlatego inne produkcje „czerstwieją”. A CG i Sunabozu chyba mają niewiele ze sobą wspólnego, wnioskując z recenzji (mogę się mylić, CG widziałem, a Sunabozu dopiero zamierzam obejrzeć). CG tutaj, CG tam, aż strach otworzyć lodówkę, żeby przypadkiem nie wyskoczył z niej Lancelot Albion i Suzaku „sarenka bambi” Kururugi wraz z Lulusiem.
Wracając to Sunabozu, szkoda by było gdybym zawiódł się na tym anime po takich rekomendacjach w komentarzach (tak jak to było w przypadku nieszczęsnego CG), zwłaszcza że bardzo lubię takie klimaty.
ps Code Geyass, hehehe. Code Geas od dzisiaj dla mnie nie istnieje (a raczej istnieje pod inną nazwą).
Code Geyass
Re: Jedno z najgorszych...
Ktoś tu już napisał że seria CG miała zapewnić dobrą rozrywkę – i z tego zadania wywiązuje się znakomicie. Z powodu „Tak wielu dziur/nielogiczności/głupot/deus ex machin” ocena leci w dół, co wcale nie przeszkadza aby dobrze bawić się podczas oglądania zarówno R1 jak i R2. Ale żadnej szczególnej głębi, genialnego przesłania, nie potrafię się tutaj doszukać.
Podsumowując: jedno z najgorszych…? bez przesady!
Nie można prościej?
Równia pochyła
Opening i ending na początku mnie drażniły ale po odsłuchaniu po raz kolejny w końcu mi się spodobały. Kwestia oswojenia się z dość charakterystyczną muzyką. Kreska jest w porządku, brzydota niektórych postaci wcale nie przeszkadza w oglądaniu.
Podsumowując rysunek i muzyka są bardzo dobre, tylko fabuła od 7 epka mocno kuleje. Niewykorzystany potencjał, mogła być seria wybitna, w efekcie dostajemy takie nie wiadomo co. Świeżo po obejrzeniu mam mieszane uczucia, i ciężko mi ocenić „Paranoia Agent”, raczej warte obejrzenia – ale tylko do 7, ewentualnie 10 odcinka.
Uwaga - gniot.
Majutsushi Orphen: Revenge natomiast to zwyczajny gniot. Postawili na komedię – wyszła niezbyt zabawna farsa. Schemat „potworka tygodnia” tylko dodatkowo irytuje. Animacja, którą wsadzili (nie wiadomo po co) w czasie puszczania przez Orphena swojego „hikari no hakujin” przywodziła mi na myśl plansze kontrolną przy usterkach w tvp – widząc to pierwszy raz, pomyślałem że coś jest nie w porządku z monitorem.
Muzyka? Brzdąka gdzieś tam w tle. Drugi op doskonale pasowałby do Pokemonów (tak jakoś mi się skojarzył z Pokemonami), reszty nawet nie pamiętam. Podsumowując jednym uchem wchodzi, drugim wychodzi.
kliknij: ukryte „Nie wiesz, jak zakończyć serie fantasy? Spraw, że bohaterowie uratują świat, przecież to zawsze się sprawdzi!” Lepiej chyba nie da się ująć tego, co zrobili z fabułą, przede wszystkim z jej rozwiązaniem. kliknij: ukryte Sam finał – śmiać się czy płakać? Oto cycki, efektownie wyłaniające się z kffiatuszka, przeważają szalę zwycięstwa. Orphen ciężko wzdycha… (co robić, co robić! – też miałbym spory dylemat) ale w końcu zadaje ostateczny cios swoim „hikari no hakujin”. Zawsze wiedziałem że cycki kiedyś uratują świat…
„Podsumowując, Majutsushi Orphen: Revenge to godna kontynuacja wcześniejszych przygód tytułowego bohatera”. I znowu nie mogę zgodzić się z recenzentem. Kontynuacja przygód Orphena to kompletny niewypał. Nie trzyma poziomu pierwszej serii. Daję 2/10, zamiast 1/10, ot tak z sentymentu do poprzedniej części. Nie polecam miłośnikom poprzedniej części, nie polecam nikomu.
Zakończenie
Osadzenie akcji w odległej przyszłości, wręcz w alternatywnej rzeczywistości wyszło bardzo zgrabnie, tak jak i eksperymentalna grafika. Muzyka jest dobra, pasuje do przedstawionego w anime świata paryskiej „szlachty przyszłości”, op i ed są wręcz świetne. Można polecić zarówno osobom zaznajomionym z powieścią Dumasa, jak i widzom dla których „Gankutsuou: Hrabia Monte Christo” może być bodźcem do sięgnięcia po tę świetną książkę. Pozostaje tylko życzyć przyjemnego oglądania i być może także przyjemnej lektury :)