x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Dlaczego 1/10
Nareszcie to skończyłem. Seans wymęczył mnie niemiłosiernie, ciągnąc się w nieskończoność. To anime jest po prostu nudne. Denne. Nie sprawdza się jako seria obyczajowa. Rozwój postaci z pierwszej części zastąpił jakiś niedorozwój. Oni mają amnezję? Wydarzenia przedstawione w pierwszej serii, nawet „dramatyczna” końcówka widać niezbyt zbliżyły parkę głównych bohaterów do siebie. Są „razem a jednak osobno”. Ich związek denerwująco drepcze w miejscu. W ogóle cała fabuła jest pretekstowa, okraszona idiotycznymi dialogami. Właśnie te dialogi pomiędzy osobami tkwiącymi w swoim chuunibyou irytowały mnie najbardziej, ja rozumiem że można mieć bujną wyobraźnie, ale żeby aż tak pogrążyć się we własnym wyimaginowanym świecie? W dodatku z całych sił bronić się przed powrotem do rzeczywistości? Tak jakby twórcy anime kreowali chuunibyou na pozytywne zjawisko, pytanie tylko czy takie zachowanie bohaterów w wieku licealnym jest normalne? Uciekanie przed rzeczywistością, obowiązkami, problemami, nawet przed własnym związkiem z drugą osobą w wykreowany we własnej głowie świat jest zjawiskiem pozytywnym? Nie. W dodatku w takim wieku kompletnie n i r e a l i s t y c z n y m, chyba że ktoś jest obarczony chorobą umysłową. Tyle na temat niedorozwoju postaci.
Nie sprawdza się jako komedia. Głównie przez powtarzalność gagów która z czasem niemiłosiernie męczy, zamiast bawić. Wykorzystano ku temu wszelkie oklepane motywy typu pojawienie się dawnej koleżanki głównego bohatera, jakaś wycieczka szkolna, jakiś festiwal na który należy wybrać się w yukatach, nie brak oczywiście wisienki na torcie upieczonym z moeblobów – odcinka plażowego. Normalnie Cukier! Słodkości! I różne śliczności! tylko że ja nie jestem miłośnikiem KyoMoeBlobów więc przesłodzenie całej serii to dla mnie też minus. Zabrakło widocznie jakiegoś związku X do całej mieszanki, którego w całkiem podobnej części pierwszej najwyraźniej nie brakowało.
Muzyka jest dobra, nie zaprzeczam, tylko plumkający w tle fortepian, rzępolące skrzypce (zwłaszcza w końcowych odcinkach) bardziej pasują do zalewania się w trupa na smutno niż szkolnej komedii. Lub powiedzmy komedii obyczajowej z dużym przymrużeniem oka, bohaterki wykrzykujące jakieś absurdy, w deszczu, na tle takiej muzyki… najpierw to bawi (prawdopodobnie niezamierzenie), potem męczy. Znowu mnie coś w tym anime męczy. Pewni dlatego napisałem że dla mnie jest denne. Umęczonym po tym seansie pierońsko, jak po harówce w polu, w upalne letnie żniwa. Zaraz napiszę że dopracowana, często dynamiczna animacja męczy oko… grafika to jedyny plus tej produkcji, raczej cieszy a nie męczy oko. Jednak ani ze względu na dobrą część pierwszą, ani ze względu na grafikę, ani ze względu na piszczące moebloby (jeden rżący, tak ihhhahaha, nowy gatunek – moekobyła) nie dam więcej niż 1/10.
Po co więc to oglądałem, męcząc się niemiłosiernie? Zacząłem od pierwszej serii z przychylną recenzją, żeby zobaczyć co aż tak jest nie w porządku z serią drugą, że ma recenzję diametralnie różną i skąd takie oburzenie na bardzo niską ocenę sequela. Czyli z ciekawości. I z tej ciekawości obejrzałem serię pierwszą z przyjemnością w jakieś trzy dni, a w drugiej serii ugrzęzłbym na długie tygodnie gdyby nie upór i odwracanie uwagi innym animowanym tworem (Tonari no Seki‑un). Sprawdziło się – od głupoty gorszy jest tylko upór (mogłem rzucić to w diabły) a ciekawość to pierwsze stopień do piekła (po cóż w ogóle zaczynałem).
Coś musiało ów stan wywołać. Najprawdopodobniej „sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia” :) Też uważam postawę głównego bohatera za mało wiarygodną, trudno, taki urok tego anime.
Re: O fali krytyki słów kilka
Bez przesady. NGE widziałem około roku 2002‑2003. Większość moich rówieśników od bardzo dawna miała już wtedy własne PC, co bogatsi w miarę szybkie łącze internetowe. Właśnie od znajomego z szybkim internetem dostałem parę płytek z Anime (NGE, GiTS, GiTS SAC, Hoshi no Koe, Perfect Blue…) – jednym słowem „jakieś dwanaście lat temu” było już w czym wybierać.
To jest bełkot. Festiwal latających krzyży w End, to zdecydowanie nie dla mnie. Zamiast „dojść do zrozumienia co ostatecznie autor zamierzał nam przedstawić” na różnych EvaGeeks forach snute są teorie o jakich autorowi anime prawdopodobnie się nie śniło. Setki tych teorii na temat o co w tym wszystkim chodzi, to jak interpretacja sztuki nowoczesnej, lub taki animowany Sokal Hoax.
Podsumowując Sam serial był naprawdę dobry, wyłączając pseudoreligijny bełkot. End to już przegięcie, „kultyści” Evy tylko pogarszają sytuację, aż tak zagłębiając się w symbolikę, „na każdą tajemnicę i niedopowiedzenie pisząc długie referaty”. Kultowy – owszem, tylko nie popadajmy w przesadę. Trochę rozsądku, bo te dyskusje, kilkanaście lat po emisji anime nie tylko wydają się śmieszne, to niemal szaleństwo.
Re: I co dalej?
Re: ???
Re: ???
Re: Odcinek 22
Re: Odcinek 22
Re: Odcinek 22
Re: Po 16 odcinkach
Nie przesadzasz aby z tą guębją przekazu? To zwykła haremówka. Dałem się na to skusić jak na mangi Mayu Shinjou – śmieciowa rozrywka.
Półprodukt
Grafiki do zalet też bym raczej nie zaliczył, mimo że akurat do tej historii pasuje, ładnie potęguje psychodeliczny klimat, to ma zbyt wiele niedoróbek. Raczej przeszkadza w odbiorze całości, może większy budżet wyłożony na animację uratowałby sprawę, jednak efekt końcowy jest taki jaki jest – kolejna wada tego anime.
Główny bohater niesamowicie mnie irytował, niezdecydowany i tchórzliwy to mało powiedziane, (między innymi ze względu na jego seiyuu) tych emo jęków i płaczów momentami już nie mogłem słuchać. Antyspołeczna Nakamura (moja muza i femme fatale wszelkiej patologi) i Saeki (muza i femme fatale tego frajera) wypadają o wiele lepiej. Zwłaszcza Sawa Nakamura, chociaż od początku miałem wrażenie że z drugą bohaterką też jest coś nie tak, co tylko potwierdziły migawki z zakończenia.
Jako miłośnikowi cięższych klimatów, fabuła bardzo przypadła mi do gustu, niestety „Kwiaty Zła” Baudelaire'a znam słabo, może dlatego że ogólnie nie przepadam za poezją. Zakochałem się w endingu – uwielbiam takie eksperymenty muzyczne, ten akurat wyszedł pierwsza klasa. Opening i pozostała oprawa muzyczna – dla mnie bez zarzutu.
Moim zdaniem jeżeli już brać się za ekranizację Aku no Hana, to tylko za całokształt, wtedy kiedy manga zostanie ukończona, w przypadku użycia techniki rotoskopowej, z większymi nakładami na stronę graficzną.
Powinienem dać jakieś 5/10, daję 7/10 – za ending i postać Nakamury.
kliknij: ukryte Nakamurcia, bądź moją łajfu, dopóki patologia nas nie rozłączy :P
Re: Dobre... o.O
I w dodatku bardzo oryginalny!
Re: double
Kim Irrrr Seeeen!
Wam się to może podobać, dla mnie brzmi (i wygląda) jak propagandowy kicz rodem z KRLD. Cóż, kwestia gustu. Pierwsze wrażenie jeśli chodzi o anime SnK – negatywne.
Re: Duże zaskoczenie
Co do tej tajemnicy kliknij: ukryte nie została ona wyjaśniona nawet w mandze, która jak dotąd liczy bagatela 11 tomów.
Co do transformacji w olbrzyma… kliknij: ukryte gratuluję przenikliwości. W mandze co prawda, ludzie nie dysponują własną armią olbrzymów, ani „gumisiowym sokiem”. Kto będzie potrafił zmieniać się w tytana nie trudno zgadnąć… Walki są krwawe, pełne brutalności – ludzie nie mają wielkich szans w starciu z tytanami, zwłaszcza że mają one nieprzyjemny zwyczaj atakowania (dużymi) grupami.
Mam złe przeczucia, twórcy anime być może nie będą wzorowali się na mandze i wpadną na tak wspaniały pomysł jak ten „gumisiowy sok”.
Uważaj, wysil się, to będzie trudne.
Po. Przeczytaniu. Dwóch. Akapitów. Można. Czytanie. Przerwać.
@Omnibus
Co do domokrążcy. Po pierwszych kilku zdaniach już wiesz co on chce sprzedać. Nie mów mi tylko że słuchasz całej tyrady, zamiast powiedzieć – dziękuję, nie potrzebuję, do widzenia.
Tak samo z recenzją – dziękuję, nie czytam, do widzenia. Zwłaszcza że to recenzja alternatywna. Chyba że męczysz się z tym specjalnie żeby skrytykować. To dopiero, według mnie, nie ma za grosz sensu.
Publikację takiej recenzji zatwierdza ktoś, kto chyba lepiej się na tym zna niż ja, cz ty. Wypadałoby to uszanować. W napisanie tego tekstu (jakikolwiek by nie był w twoim odczuciu) ktoś włożył sporo wysiłku, wypadałoby to uszanować. Nie podoba się – nie czytaj, masz recenzję główną.
Kilka słów do Progeusza.
Ciekawa maniera, z tym pisaniem jak do tępaka. Odpuść sobie, chyba że drażnienie współdyskutantów sprawia tobie przyjemność. Z drugiej strony to po prostu brak kultury i brak szacunku dla drugiej osoby.
Ostatni akapit, piąta linijka, chyba miało być o to.
Po Psycho‑Pass i Shin Sekai Yori mam ochotę na coś lżejszego, ale trzymającego dobry poziom. Mam nadzieję że się nie zawiodę.
Zresztą morderstwo na oczach ludzi, gdy nikt nie reagował to na przykład głośna sprawa Kitty Genovese (lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku). Cały fenomen psychologiczny tego typu został nazwany później efektem widza lub „syndromem Genovese”. Jaka jest skala tego zjawiska – wystarczy popatrzeć na ogólną znieczulicę panującą w dzisiejszych czasach.
Re: bardzo nierówna seria
Nie ma się nad czym zastanawiać. Druga część to potworny niewypał, nieporozumienie, bida z nyndzom – taka zasługująca na 1/10.
Re: Arght
Gratuluję „zmaratonowania”, ja poległem wczoraj, na ósmym odcinku, by dzisiaj dojść do wniosku – nie warto, nawet z ciekawości, czy dla wymienionego powyżej „a pośmiejemy się z kiczu”.
Trochę dystansu
Hej, hej, może Pan jest krypto‑gej, skoro bierze to aż tak na serio? :P
Re: Strata czasu
Oklepany motyw, stary jak „Uciekinier” i „Wielki marsz” Stephena Kinga (powieści pisane jeszcze pod pseudonimem Richard Bachman). Sens i logika sprowadza się prawdopodobnie do „chleba i igrzysk” – banda bogatych świrów jest gotowa zapłacić astronomiczne kwoty żeby pooglądać mordujących się nawzajem ludzi. kliknij: ukryte Główny bohater niby wie coś więcej na temat zamiarów twórców zabójczej gry, jednak po porażeniu paralizatorem dostał częściowej amnezji.
Jak widać na przykładzie doktorka który powrócił na wyspę – nie zamierzają. Co jest bardzo logiczne. Tak więc osoby starające się wydostać z wyspy na zasadach narzuconych przez twórców gry popełniają poważny błąd.
A co jeżeli nie wymaga (mało realistyczne ale… możliwe)? Lub jest skonstruowany tak aby funkcjonować od jednego, do następnego „etapu” gry bez przeglądu? Wtedy uczestnikom pozostaje liczyć na jakąś awarię i helikopter obsługi technicznej.
To byłoby bardzo nierozsądne posunięcie. Żaden immunitet, żadna niewykrywalność. kliknij: ukryte Takie osoby skończyłyby prawdopodobnie jako ofiary dzieciaka‑psychopaty lub najemnika. Oni po prostu lubią zabijać, ten drugi dodatkowo nie potrzebuje detektora aby wyśledzić kogoś w dżungli.
Co nie zmienia faktu że klejnoty/detektory to największa dziura fabularna. Dlaczego nie można ich usunąć bez poważnej ingerencji chirurgicznej? Dlaczego odpadają dopiero po śmierci? Dlaczego… pytania można mnożyć w nieskończoność.
Strata czasu? Jak dla mnie całkiem niezła rozrywka, pozbawiona aż tak rażących błędów logicznych, z w miarę sensowną fabułą. 6/10.