x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Budżet wywalony w kosmos, ale treści kompletnie brak.
Co prawda wszystkie elementy z listy „romans dla nastolatków z elementami nadprzyrodzonymi” odhaczone, ale jakoś tak… bez pomysłu, polotu i ducha. Bardziej wyglądało jakby scenariusz był właśnie naciągany tylko po to, żeby te elementy zawierać.
Z żadnym z bohaterów nie dało się zżyć, bo po prostu nie mamy pojęcia kim jest nawet para MC.
O kompletnych absurdach, teleportacji, i robieniu damy lekkich obyczajów z fizyki w drugiej połowie filmu nawet nie wspomnę, bo nie to zaważyło na ocenie. Po prostu było bardzo ładnie, ale… meh, 5/10
Jedyne minusy: wyraźne spadki jakości animacji, szczególnie walka w drugiej połowie filmu – jest dużo „szumu”, nie wiadomo co się dzieje, oraz słabsze udźwiękowienie. Muzyka i voice acting na najwyższym poziomie, ale efekty dźwiękowe jakieś takie płytkie, bez głębi – szczególnie jak pierwszy raz spotykamy Bonderwerdewerda, który idzie w slow motion korytarzem i jego kroki zamiast, jak by się można było spodziewać, „dudnić”, „huczeć”, generalnie brzmieć silnie, żeby podkreślić potęgę i powagę sytuacji, to tutaj… brzmią jakby ktoś młotkiem klepał delikatnie w jakieś rurki. No. Kłuje w uszy.
Uwaga:
Biorąc pod uwagę materiał źródłowy, to jest ostatnia w miarę „normalna” część tej historii. Dalej jest tylko gorzej, więc polecam rozstać się z serią właśnie na tym filmie. Autor za długo chyba patrzał w otchłań i ona również poptrzała w niego (szczerze mówiąc kolejne rozdziały mangi przypominają senne koszmary szaleńca i nie wiem czy dalej będzie to chciało jakieś studio wyprodukować).
3/10
Tak jakby… reżyseria leży i kwiczy (i to nie w ten seksowny sposób którego by się widz spodziewał).
Animacja rozjeżdża się z voice actingiem, przez to wszystkie sceny wychodzą… dziwnie niezręcznie. Poza tym że żarty nieśmieszne i fanserwis też siłowy i nieciekawy. 3/10 nie polecam.
6/10
Ale polecam, tylko jedna siostra jest wyraźnym bro‑conem, reszta raczej wygląda na zdrowe (przynajmniej pod tym względem) na umyśle rodzeństwo.
Dobre, ale nie rób więcej
9/10, zgadzam się z przedmówcami: dwa złe elementy to Riko, która jest strasznym dzbanem, oraz niepotrzebna dziecięca golizna i gadanie o penisach dwunastolatków. Serio, pan autor. To miały być elementy humorystyczne, czy co? Co jest z panem nie tak?
*czyta mangę żeby poznać dalszą historię
O BOŻE O K***A. Pan autor z panem jest WSZYSTKO nie tak.
Mały bezspoilerowy spoiler dla ciekawych filmu i drugiego sesonu. Dalej będzie… dziwniej, i o wiele bardziej creepy. Trzeba będzie poczekać i zobaczyć na własne oczy czy bedzie to ciekawe doświadczenie, czy nie będzie się tego dało oglądać ᶘᵒᴥᵒᶅ
Polecam
8/10, 2 punkty odjęte za zakończenie i trochę nudnawy środek.
Poza tym każdy odcinek miał w sobie coś, co sprawiało że miałem banana na ryju, więc z czystym sumieniem miłośnikom romansideł polecam.
Widzę, że teraz tak idą studia w taniochę, że trzeba się chyba przerzucić na szukanie najbrzydszego anime sezonu/roku xD
Ogólnie trochę słabsze 6/10
Rozumiem co autor chciał przekazać ale wydaje mi się, że nie do końca miał pomysł, jak to „skleić” w spójną całość, więc poszedł na łatwiznę. Tu time‑skip, tu niesamowicie nieprawdopodobny zbieg okoliczności, tu bohater zachowuje się kompletnie nie w swoim charakterze, bo trzeba jakimkolwiek sposobem przepchnąć fabułę do następnego łamiącego serce momentu…
Rozumiem, ale trochę mniej szanuję.
Najbardziej szkoda postaci pana rycerza (Gin‑san), bo mam wrażenie, że gdyby dostał więcej czasu antenowego, to można by było coś więcej z tej postaci i jej historii wyciągnąć.
Re: Szkoda czasu.
Czytałem najpierw mangę, może to rzutowało na moją ocenę – ale taki główny bohater mi się podoba.
Słaba melepeta, którą życie tak styrało, że dosłownie oszalała. MC żarł gruz i targał ziemię, aż mu odwaliło, a potem jego istnienie napędzały tylko wściekłość i nienawiść.
W tym sensie „design”, jako bardziej „background” niż sam wygląd (spoko stylówa, ale trochę chuunibyou) i voice acting (słaby i nie pasował do postaci).
Potem niestety każda następna napotkana postać była trochę bardziej sztampowa od poprzedniej.
Ktokolwiek tam widział pierwszy sezon?
No chyba, że znowu produkcja będzie kosztowała dwa instant rameny i trzy modele z asset store'a i im się opłaca -_-'
Szkoda czasu.
Fabuła – dobra
Design postaci – dobry
Setting – spoko
Muzyka – średnia/słaba
Voice acting – słaby
Animacja – słaba
Animacja CGI – bezsprzecznie największy badziew jaki w życiu widziałem.
Granice rozciągnięte jak guma od majtek
Moim zdaniem seria powinna się rozszczepić na 3 inne.
1. Hentai, w którym można by przestać się czaić z tym całym „przekazywaniem mocy”, „szukaniem źródła magii” (poprzez macanie oczywiście) itd. i po prostu pokazać grzmocących się bohaterów.
2. Gag anime o potężnym Maou nieudaczniku.
3. Dramat, w którym wszystkie te smutne i poważne wątki byłyby bardziej dopracowane i grały pierwsze skrzypce.
A tak mamy mix wszystkiego (dramato‑komedio‑porno), który w każdej kategorii jest gorszy, niż byłaby seria skupiająca się na jednym z powyższych.
tl;dr:
Za dużo cycków i macania w mojej fabule,
za dużo fabuły w moich cyckach i macaniu.
za mało relacji między postaciami w moim dramacie,
główny bohater (drugi najlepszy białowłosy panikarz w anime) był zbytnią melepetą i jakoś nie dało się z nim sympatyzować.
7/10
*Weź jedno z mroczniejszych i bardziej „edgy” isekai LN/Manga.”
nie „isekai anime”.
Weź jedno z mroczniejszych i bardziej „edgy” isekai anime.
Nie zrozum fenomenu i uroku serii. Zepsuj.
Tadaaaaaam: Arifureta anime gotowe.
Po 1 odcinku nie polecam, proszę przeczytać mangę/LN aż do pojawienia się królika, potem porzucić, bo zaczyna się bagno.
Dziękuję.
4/10
4/10 nie polecam.
Dobre
Trochę na końcu syndrom supermana. Pozostał też lekki niedosyt, jakby wrażenie, że nie wszystko było wyciśnięte z historii.
Bardzo nudny początek, lepsze od połowy, ale bez szału.
6/10
Przypadkiem czytałem najpierw mangę i uważam, że ktoś dał ostro ciała przy planowaniu tempa wydarzeń. Za bardzo rozwleczone pierwsze odcinki, nacisk źle położony na elementy historii (ten cholerny jaszczur Gabiru i jego świta przydupasów, dlaczego takiej żenującej postaci było jeszcze więcej w anime to chyba pozostanie tajemnicą lasu).
To nie była seria dla dzieci. Ktoś chciał z tego zrobić serię dla dzieci. Eh.
Przefilozofowane, przegadane, naciągane. Ale ładne.
Re: Dragon Ball Super: Broly
Krok 1:
Oglądamy serię, w której warzywa (Vegeta, Kakarotto, Raditz) walczą między sobą (potem razem), z nabiałem („grupa Mlekora”), mrożonkami (Freezer i Cooler), genetycznie modyfikowaną żywnością (Cell), oraz cukierkami (Buu był grubasem obżartuchem, potem dzieciakiem na cukrowym speedzie) – przy czym kiedy warzywa się zdenerwują, to krzyczą i zaczynają się wtedy świecić, co czyni je silniejsze.
Krok 2:
Dziwimy się, że nawet twórcy mają wy*ebane na historię, postaci i „ewolucje” ¯\_(ツ)_/¯
To nigdy nie miało sensu, ale faktycznie od Super już się nawet przestali starać, rzucają tymi ewolucjami jak z rękawa i jakoś tak się gorzej ogląda…
9/10, polecam.
Dobre
Ale, na Teutatesa, jak zobaczyłem w pierwszym odcinku Kaiju, który wygląda i przede wszystkim rusza się jak człowiek w niewygodnym gumowym kostiumie, to od razu byłem kupiony.
Postaci 9/10 – pierwszy raz od dawna miałem wrażenie, że oglądam ludzi, a nie chodzące stereotypy
Grafika 8/10 – standard, ale walki dobrze wyreżyserowane i nie przedłużane na siłę
Fabuła 9/10 – bzdury, ale solidne i dobrze poprowadzone
Muzyka 5/10 – nie rzuca na kolona, nie psuje odbioru
9/10 ( +1 za facetów w gumowych kostiumach potworów )
Pamiętacie, kiedy Naruto był o ninja – myślących wojownikach walczących zarówno ciałem, jak i umysłem? Nikt już nie pamięta. „PEW PEW PEW! WYBUCHY! PEW PEW! ŚWIATEŁKA”.
Ten film dał mi raka. Raka i szaliko‑fobię.
No cóż.
Tak jak napisali poprzednicy, pomysł dobry, wykonanie co najwyżej średnie – lepsza osoba za sterami mogłaby zrobić z tego wyjątkowy film.
Swoją drogą, mam wrażenie, że Dragon Ball stał się trochę parodią samego siebie – i albo nikt z ekipy go tworzącej tego nie zauważył, albo wszyscy to wiedzą, ale boją się odezwać…